Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Gospoda pod Świńskim Łbem

Idź do strony : Previous  1, 2
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Pon 18 Sty 2016, 17:17

Wbrew pozorom, Giena wcale nie był niedomyślny (powiedzmy, że część z ruską niedojdą jest jak najbardziej prawdziwa). Miewał problemy w rozumieniu oczekiwań innych ludzi i bardzo często, o czym Vakel przekonywał się tak naprawdę za każdym razem, po prostu nie zwracał uwagi na ich potrzeby. Podobnie było i tym razem - gdy już przylepił Toddowi łatkę dzieciaka, w głowie pojawiała mu się czerwona lampka. Jeżeli miałby go uwodzić, na pewno nie robiłby tego w publicznym kiblu, za bardo kochał swoje życie. I penisa. Nie miał zamiaru dać się złapać z młodym chłopcem i wrzucić do więzienia lub, co gorsza, poddać kastracji chemicznej. Już nie mówiąc o tym, jaki wstyd rozniósłby się na całą rodzinę i kontrahentów ojca. Już i tak podpadł mu ostatnio wystarczająco, by teraz siedzieć grzecznie jak myszka i... Szykować potajemnie plan pozbycia się ojczulka raz na zawsze. Ale o tym kiedy indziej.
Teraz był bowiem w gospodzie, daleko od Londynu i sam nie wiedział, czego w niej właściwie szukał. Przyszedł na drinka? A może podświadomie szukał towarzystwa, bo siedzenie samemu w mieszkaniu młodszego brata było naprawdę nudne? A może właśnie liczył na to, że przypadkiem spotka tu właśnie jego? Byłaby to doprawdy bardzo głupia myśl, zwłaszcza, że Vakel jako nauczyciel większość czasu spędzał w Hogwarcie. Jeżeli wychodził, nie tułał się raczej po takich spelunach, jak ta. Na samą myśl o swojej głupocie, Jewgienij jedynie westchnął z zażenowaniem i pokręcił głową idąc do stolika.
W drodze zobaczył wychodzącego z toalety Hugo i jedynie zawiesił na nim wzrok. Niby przypadkowe otarcie się o jego rękę biodrem wywołało na twarzy czarnoksiężnika lekki, perfidny uśmiech. Już dawno nie spotkał aż tak chętnego, w dodatku młodego chłopca. Chociaż, czy mu się wydawało, czy odrobinę się znowu postarzał? Giena przez chwilę zastanawiał się, cy ma przywidzenia, czy młodzik był w posiadaniu jakiegoś eliksiru postarzającego. Inaczej nie umiał sobie tego wytłumaczyć, choć przecież był już po kilku głębszych.
Powstrzymał chęć klepnięcia go po tyłku i rozsiadł się na siedzeniu wpatrując w twarz towarzysza. Widząc jego reakcję na oranżadę jedynie się uśmiechnął i sam napił swojego trunku.
- Nie bywam tu zbyt często, ale i widziałem w swoim życiu gorsze miejsca. - Zaczął przeszywając go wzrokiem. - Ty za to wyglądasz na stałego bywalca. Nie jesteś na to za młody, Alanie?


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Pią 22 Sty 2016, 00:18

Postarzał, nie postarzał… Po co roztrząsać temat tak nieistotny jak wiek wizualny, skoro miał do zaoferowania o wiele więcej niż pierwsze wrażenie? Czuł dokładnie, jak wila część krwi buzuje w nim i przetacza się chaotycznie przez żyły. Przez chwilę brał to za działanie alkoholu, jednak dostatecznie szybko uświadomił sobie, że przecież popija zupełnie stuprocentową oranżadę.
Och, bez przesady. Nie był chłopcem na tyle niedorozwiniętym na płaszczyźnie wiedzy o własnej rasie, by nie wiedzieć, do czego podświadomie próbuje nakłonić Bułhakowa. Vladimir zdawał się jeszcze nie spostrzec, z jakim konkretnie bytem ma do czynienia i, było nie było, dla Hugo to wielka szansa. Nie zamierzał wyciągać wszystkich swoich asów, skoro mógł pod pelerynką zgrywającego się chłopaczka karmić wewnętrznego potwora. Obrócił się, pokazując swój lepszy profil i zmrużył oczy, przedłużając chwilę ciszy z pełnym rozmysłem.
- Próbujesz zmusić mnie do skruchy, Vladimirze? Zupełnie źle się za to zabierasz, powinieneś poćwiczyć. – Uniósł szklankę z oranżadą, zwilżył wargi i upił jeden z większych łyków jakie poczynił do tej pory. Z lekkim stukotem szkła o drewniany blat odstawił naczynko, po czym pewnym ruchem przesunął je w kierunku Jewgienija. – Popatrz tylko, znaczy… Spróbuj, jeżeli mężczyzna przynosi mi takiego mocarza do stolika, czy mogę być za młody na cokolwiek? Przez chwilę poczułem się doceniony, a teraz jest mi prawie przykro.
Uśmiechnął się całą swoją postarzałą przez eliksir twarzą, prawie natychmiastowo zwracając uwagę na poruszenie za plecami mężczyzny. Nieznana mu jeszcze z imienia i nazwiska czarownica postanowiła przesunąć się bliżej nich i najwyraźniej podsłuchać co nieco. Przesiadła się o kilka wolnych stolików, zgarniając kundla za ucho i ciągnąc pod ławę, by ułożył się na brudnej, niemytej od lat podłodze i wiernie warował… Jak to psy mają w zwyczaju.
Hugo puścił oczko do podstarzałej wieźmy, obdarzając ją jednym ze swoich bardziej dopracowanych uśmiechów. Zaraz potem powrócił spojrzeniem do Bułhakowa i wzruszył ramionami, jak gdyby próbując przekazać mu, że przecież to nie jego wina. On nie miał nic wspólnego z poczynaniami innych ludzi, przecież jej do tego w żaden sposób nie namówił.
- Tak więc, co porabiasz w Hogsmeade, bywalcu zapyziałych dziur gorszych stanem od Świńskiego Łba? Niewiele widziałem w sąsiedztwie podobnych spelun, jeżeli mam być z Tobą szczery. Liczę na to, że kiedyś spotkamy się w jednej. Mimo to, interesuje mnie, jakie interesy przygnały Cię do tak nudnej i pełnej niczego okolicy. Czyżbyś ubiegał się o opuszczoną posadę nauczycielską w Hogwarcie?
Oparł się łokciami o blat, składając brodę na wystawionych rękach. Zupełnie jak w tych cudownie nudnych książkach dla młodych, znudzonych dziewcząt.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 24 Sty 2016, 16:03

Jewgienij sam nie wiedział, czemu jeszcze siedział w tej gospodzie. Nie była może najgorszą, w jakiej przyszło mu spędzać czas, mimo to od lat wolał przesiadywać w dużo przyjemniejszych miejscach. Bardziej, ubierając to w odpowiednie słowa, luksusowych. Wszedł do środka tylko po to, by wypić jedną szklaneczkę ognistej i niczym grzeczny pan policjant wsiąść do służbowego samochodu i wrócić jak najszybciej się dało do Londynu. Naprawdę, taki był jego plan.
A potem spotkał młodzika, który zdecydowanie nie powinien szlajać się po takich miejscach. Gdyby nie był już po służbie zapewne złapałby go za kołnierz i odprowadził wprost do Hogwartu, bo nie był na tyle głupi, by nie zdawać sobie sprawy, że chłopak pociągał eliksir postarzający, gdy myślał, że nikt nie widzi. Miał czterdzieści lat na karku i kiedyś też był nastolatkiem, któremu wydawało się, że wszystko mu wolno. No cóż, on nadal tak uważał, ale prawda była jedna - nie każdy mógł sobie pozwalać na tak wiele, jak szanowny pan Bułhakow.
Prawdę mówiąc, trochę się nudził. Początkowa fascynacja, choć gdzieś dalej się w nim tliła i nie wiedział czemu, powoli opadała i docierało do niego, że ma przed sobą po prostu młodego chłopca proszącego się o kłopoty. Kłopoty, które przyszły do niego ubrane w twarz Jewgienija i mogły się skończyć dla niego naprawdę źle. Och, ileż on takich duszyczek posłał w swoim życiu do nieba? Nigdy nie liczył, bo i po co?
Bawił się więc szklanką, uważnie obserwując każdy ruch towarzysza. Wiedział, że zdarzało mu się lekceważyć wielu i nie zawsze wychodził z takich sytuacji obronną ręką. A mimo to, nadal żył, miał się dobrze i jego jedynym problemem była tak naprawdę... przyszła żona. Minęło już trochę czasu odkąd się o niej dowiedział, odkąd przyjechała, więc i jego myśli zaczęły powoli się uspokajać. Czy było to coś, z czym nie mógłby sobie poradzić? Coś, z czego nie wyszedłby silniejszy? Giena był typowym czarnym kotem, zrzucającym na innych pecha, a samemu zawsze spadając na cztery łapy. Powoli zaczynał wierzyć, że i z tej sytuacji jest wyjście, które go usatysfakcjonuje. I ku swojemu przerażeniu, pomysł na to, jak się uratować kreował się w jego myślach sam i... Cóż, zdecydowanie nie był nielogiczny, ale nadal wzbudzał w nim pewnego rodzaju strach.
- Ależ skąd. Gdybym nadal był w pracy, zapewne wymieniłbym ci wszelkie zachowania, które uznać można za nieodpowiednie, a jakich się dzisiaj dopuściłeś Alanie. Ale cóż, jestem już po pracy, a zwykłem nie łączyć jej ze swoim prywatnym życiem. - Dodał upijając kolejny łyk trunku i nie spuszczał wzroku z delikatnej twarzy młodzieńca. Ach, mógłby zaciągnąć go w jakiś zaułek i... Zagalopował się. Niby nie był akurat w mieście, w którym przyszło mu mieszkać i pracować, a jednak Hogsmeade znajdowało się blisko pracy Vakela. A on zdradził ich wspólne nazwisko, co hamowało każdą z jego myśli. Musiał uważać, tylko ostrożność ratowała go przed spędzeniem reszty życia w Azkabanie.
- Odrobina spraw służbowych, a także nadzieja na spotkanie z kimś bliskim. To mnie tu przygnało, choć nie do końca wiem, która z tych rzeczy bardziej. - Zaczął mówić, spoglądając na zegarek. Było późno, a on jeszcze musiał doczłapać się do Londynu. Czemu więc nie wychodził? Czemu prowadził rozmowę z dzieckiem?
- Myślę, że raczej nie dane ci będzie mnie spotkać. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Od Hogwartu i tej wioski trzymam się raczej z daleka. - Zakończył swoją wypowiedź i przez chwilę nie wiedział, co miałby jeszcze powiedzieć. Choć pociągali go mężczyźni, wolał rozmawiać z kobietami. Och, one naprawdę dobrze radziły sobie w pogawędkach!
- A ciebie co tu przygnało? Eliksir postarzający może oszukać barmana, ale nie wprawione oko takiego człowieka, jak ja. Nie powinieneś teraz siedzieć i uczyć się do tych waszych szkolnych egzaminów? - Zadał pytanie kończąc ich grę. Nudziło go udawanie, że daje się nabrać, a nie miał czasu na dłuższą zabawę.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 28 Sty 2016, 20:10

- No i to nazywam świadomą, dobrą decyzją.
Trzymanie się z dala od zapyziałej wioski i niosącej kaganek oświaty instytucji zdecydowanie było lepszą receptą na życie niż ta, której trzymał się Hugo. Och, nie kręcił nosem na wszystkie przywileje i powinności ucznia, jednak wychowany w wierze we własna wyjątkowość nie uważał, by musiał poddawać się tam samo żmudnej i męczącej obróbce jak reszta młodych umysłów. Był mądry – raz przeczytana książka zostawała w jego pamięci na długo i chociaż nie było to cytowanie kropka w kropkę, mógł całkiem spokojnie podejmować dialogi i czasami nawet podawać konkretne przykłady. Ogólnikowa wiedza zastosowana w praktyce w odpowiedni sposób powinna być czymś, czego wymaga się od uczniów – co on był, Wittermore, że ma cytować zapamiętane z ksiąg regułki i wykańczać pióro na tomikach prac domowych? Krukonka śmiało mogłaby wydać książkę pod własnym nazwiskiem i nie martwić się ubogą w treść masą. Była wysoko ponad przeciętną co czyniło z niej także osobę niezwykle wyjątkową, ale także i ostatnią, w której skórze chciałby się Todd znaleźć. Kojoństwo musiało nieść ze sobą albo bagaż przykrych doświadczeń z domu, albo jakąś ułomność psychiczną, której jeszcze nie zdiagnozowano.
Na wspomnienie o szkole posłał Bułhakowowi jeden z tych uśmiechów, od których mleko kwaśniało a śmietana sama się ubijała. Spojrzenie miał nie tyle zdegustowane dociekliwością, a zarazem monotonnością komentarza w stosunku do własnego wieku, ile nagłą zmianą temperamentu temu towarzyszącego. Jeszcze przed chwilą prawie wyciągał po niego rękę, a teraz szczuje go egzaminami. Zaraz jeszcze może powie, że ma iść i wieczory spędzać na lizaniu liczydeł…
Zaraz. Nie mogło być. Nieszczęśliwe zbiegi okoliczności istnieją jedynie w mugolskiej, skąpej jak zasób słów Malfoya wyobraźni. Czy Vladimir nie miał aby krwi rozcieńczonej pieczarkową?
- Oho, co mnie zdradziło? Przesadziłem z ilością? Czy może dostrzegłeś w moich oczach ten młodzieńczy, nieokiełznany błysk? – Po co się głupio wypierać, skoro Bułhakow nie wyglądał, jakby zgadywał? Widać nie był tak głupi jak mógłby się zdawać, przytłumiony ilością alkoholu godną półolbrzyma w okresie godowym. – Nie mamy w tym momencie godzin lekcyjnych, poza tym chciałbym zauważyć, że nie jest ogólnie przyjęte, by zakuwać siedem dni w tygodniu. Mam po prostu wolne… Dzisiaj i jutro. Jestem dużym chłopcem i też potrzebuję jakiś rozrywek w życiu. – Tu zagryzł dolną wargę i pomyślał przez chwilę nad ewentualną ripostą Vladimira. – Oczywiście poza wywijaniem niekoniecznie zabawnych numerów rówieśnikom i romansowaniem z dojrzewającymi dziewczynkami. Nie lubię norm ustalonych przez większość.
Mężczyzna zaczynał się nim nudzić. Pierwsza fascynacja i błysk w spojrzeniu powoli gasły, ustępując miejsca trzeźwym osądom i trzymaniu się norm społecznych. Nie było ludzi bardziej nudnych ponad tych, którzy nagle stwierdzali, że sobie odpuszczają, Hugo zaś nie chciał przypisywać Bułhakowa do tej niechlubnej grupy. Sięgnął do skórzanej sakiewki i wysupłał z niej galeona, którego natychmiast przesunął po blacie aż po drinka Bułhakowa.
- Reszty nie trzeba, Vladimirze. Nie przepierdziel na głupoty. – Wykrzywił wargi w żabim uśmiechu i wstał, kolejny raz przeciskając się obok jego ramienia. Tym razem, zdecydowanie umyślnie, przycisnął się do niego omijając pypciowaty nos czarownicy, który wyciągała w ich kierunku. Ledwie powstrzymał się, by nie sprzedać jej klapsa w chrząstkę nosową.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sob 30 Sty 2016, 14:36

Kiedy przyjechał do Wielkiej Brytanii, jedyne co tak naprawdę robił to narzekanie. Na wszystko i wszystkich, bo świat magicznego Londynu i okolic był tak różny od dobrze znanych mu realiów Rosji. Szkoła, do której uczęszczał też była zupełnie inna, a wiedział o tym z opowiadań Vakela o Hogwarcie. Zdawał sobie więc sprawę z tego, że uczniowie musieli się tam po prostu nudzić, on sam zapewne nie usiedziałby na zajęciach przez tyle czasu, za chwilę odstresowania mając jedynie treningi quidditcha. Z resztą, jak oni tą zabawę na miotłach mogli w ogóle nazywać sportem? W Rosji używało się drzew zamiast zmiotek, którymi operują tylko służący sprzątając korytarze.
Nie dziwił się więc, że zdarzały się ewenementy wolące rozbijać się po tego typu lokalach i szukające wrażeń. Spoglądając na Todda, Giena widział w nim bardzo znudzonego chłopca z wielką potrzebą przygody i uwagi innych. W pewien sposób go rozumiał, sam kiedyś był dokładnie taki sam. Z resztą, mimo upływu wielu lat nie zmienił się aż tak bardzo, by nie być do młodzika podobnym. Mimo to, miał wrażenie, że tu w Anglii ludzie zachowywali się zupełnie inaczej niż w Rosji. Choć charakter chłopaka był podobny do jego, to jednak zachowania mieli zupełnie inne. Fakt, mogło to dotyczyć przede wszystkim czasów, w jakich się wychowywano. Giena dorastał chwilę przed wojną, a gdy ta wybuchła miał ledwo dwadzieścia lat. Ten tutaj wychowywał się już po wojnie, gdy wszystko zaczynało iść w zupełnie inną stronę.
- Zachowanie. - Zaczął powoli, pewnym siebie tonem głosu. - I przede wszystkim to, że nie rozłożyłeś równomiernie popijania eliksiru. W jednej chwili miałeś rysy starszego, w drugiej młodszego. Zapomniałeś o odpowiedniej godzinie, albo wcale jej sobie nie wyznaczyłeś. Taka rada na przyszłość. - Uśmiechnął się otwarcie przyznając, że nie ma zamiaru prawić mu morałów i zakazać takiego zachowania.
Bułhakow musiałby wypić kilka litrów wódki więcej, by zacząć czuć efekty upojenia alkoholem, przyćmienie umysłu i... Cóż, w takich sytuacjach robił rzeczy, których nie rozumiał. Miał wrażenie, że aż tak spił się ostatni raz w roku dwudziestym szóstym i, cóż, poszedł wtedy na całość. Od tamtej pory raczej trzyma się bezpiecznej granicy i choć nie ma zwyczaju mówić sobie dość to jednak wie, kiedy przestać i pójść spać. Lata picia na umór sprawiły jednak, że trzeźwość umysłu utrzymuje mu się dużo dłużej, niż u przeciętnego człowieka.
- I jak każdy duży chłopiec potrzebujesz eliksiru postarzającego, by móc napić się wódki. - Zaśmiał się pod nosem. Jak dobrze, że w Rosji nie trzeba było się bawić w takie podchody. Chciał, szedł, kupował. I nikt mu nie mówił nie. Z drugiej strony, wszyscy znali Bułhakowów, więc nic w tym dziwnego, że ludzie nie chcieli mu się przeciwstawiać. Czasem za tym tęsknił, tutaj w UK. Wkurwiało go, że ludzie nie wiedzą, kim był i choć niektórzy kojarzyli nazwisko... Nic sobie z tego nie robili.
- Już idziesz? - Zapytał nie tyle zdziwiony, co rozbawiony. - Czyżby godzina policyjna się zbliżała? - Zakpił bawiąc się galeonem, który ten mu podsunął. Cóż, chłopaczyna przynajmniej próbował być dowcipny i Giena musiał to docenić. W ostatniej chwili powstrzymał chęć klepnięcia go w to udo, którym tak zgrabnie przeciskał się, jednocześnie ocierając o gienowe ramię. Ach, kusił.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sro 03 Lut 2016, 01:26

Kusił, nie kusił, Jewgienij ciapa, że nie skorzystał z, prawdopodobnie, jedynej w swoim życiu na „bliższe” poznanie podobnego osobnika. Według informacji Hugo, niewielu po wiecie pałętało się podobnych jemu, co potęgowało jego poczucie bycia specjalnym – wisienką na kremowym ciastku utkanym z jego ślicznych równolatków. Cóż, jego pech – nie zamierzał odnosić się do głupoty podobnych posunięć.
Mając świadomość tego, że Jewgienij prawdopodobnie myślami jest już ze swoim bratem i nie zada sobie trudu przeczytania zedytowanej wiadomości, postanowił sam skorzystać z sytuacji i zabawić się ze starszym mężczyzną w nieprzystający młodemu chłopcu sposób. Jawniej nie mógł się ocierać, napierając biodrami na szczupłe ramię Bułhakowa i wzdychając przy tym urywanie, w końcu wydostając się z ciasnego uścisku człowieka i pergoli. Odgarnął narastające zmęczenie z twarzy, pochylił się nad plecami „Vlada” i objął jego szyję ramionami, wtulając miękki policzek w jego ucho. Szepnął coś niezrozumiale o zawszonych dziwkach wtykających wielkie nosy w nieswoje sprawy, kiedy najwidoczniej obruszona jego postawą wiedźma ruszyła się gwałtem z miejsca i wycwałowała z lokalu, skrzekliwym głosem przywołując kundla do nogi. Ten ledwie ruszył się, z niesmakiem jedynie zerkając na jawnie proszącego się o kłopoty Todda, jednak nawykły do posłuszeństwa uniósł włochaty zad i ruszył za swoim człowiekiem. Na odchodne szczeknął coś w gniewie, Hugo jednak nie był ekspertem od nieludzkich języków, toteż jedynie wzruszył ramionami i kontynuował.
- Mmm, smakujesz jak tęcza. – Wymruczał mu w ucho, uprzednio tocząc językiem po niegolonym od kilku dni, a przez to chropowatym policzkiem. Ze smakiem oblizał wargi, całując go następnie w tył wystającej kości jarzmowej i na ułamek sekundy przytulając się mocniej.
- Żegnaj Vlad i fajnie by było, gdybyś mnie kiedyś znalazł tak jak zrobiłeś to dzisiaj. Obiecuję być miły i nie udawać, że Twoje proszące się o zdjęcie ubrań spojrzenia nie są skierowane prosto na mnie.
Wyszczerzył się jak rogaty szatan, odwrócił na pięcie i ruszył śladem wściekłej wiedźmy, po drodze podchodząc jeszcze do baru i zamawiając na odchodne Jewgienijowi ostatniego drinka.
Było warto!

Wyszedł i skierował się wprost do wieży, odespać wrażenia i cisnące się pod wątrobą podekscytowanie przemieszane z seksualnym popędem.

/zt x2
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 04 Lut 2016, 14:35


Wystawiony rachunek:

Jewgienij Bułhakow: 4xOgnista whisky = -20ʛ
Hugo Todd: 2xOgnista whisky, 1xOranżada = -11ʛ
avatar
Brygada Uderzeniowa Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Tarnina, Szpon Hipogryfa, sztywna (11 cali)
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Trudne: TENTACLIFORS ARRESTO MOMENTUM CONFRINGO FINITE INCANTATEM IMPERIUS REVELIO PRIORI INCANTATEM REJICIUNT APPELATIONIS SEZAM MATERIO INCARCEROUS ADVERSUM LINIA WIEKU PROTEGO HORRIBILIS BAUBILLOUS CREPITUS FERULA VULNERA SANATUR Łatwe: ANTIVENUM FLAGRANTE FRIGIDUS FLAMMA KAPROUN LIBERACORPUS REPELLO MUGGLETUM ANATISQUACK EXPULSO IMPEDIMENTA LEVICORPUS OBSCURO PROCELLA SAGITTA SURCULUS ERICIUS MUTATIONEM REPARIFORS ANAPNEO RENNERVATE SUSPENSORIUS EPOXIMISE AURUM DETECTOR REPLEO Szkolne: ACCIO AQUAMENTI ALOHOMORA BOMBARDA COLLOPORTUS DEPRIMO GLACIUS LOCOMOTOR LUMOS NOX PORTUS REPARO SILENCIO WINGARDIUM LEVIOSA SONORUS
OPIS POSTACI: Lawrence Mundy jest wysokim, starszym mężczyzną o smukłej budowie ciała. Mierzy 187 centymetrów wzrostu, jest przy tym bardzo szczupły z chudymi kończynami, długą szyją i subtelnie odstającym brzuchem świadczącym o przekwitaniu. Posiada podłużną, poznaczoną zmarszczkami i drobnymi bliznami twarz, o niezwykle surowym, karcącym wyrazie oraz duży, wysunięty podbródek. Choć już wyraźnie siwieje, jego włosy oraz zarost wciąż zachowały wyraźny złoty kolor. Jak każdy w rodzinie ma zielone oczy. Wiecznie zmarszczone z dezaprobatą brwi, duży, rzymski nos oraz ostrożne spojrzenie i mocno zaciśnięte, wąskie usta przy grzywie siwo-złotych włosów sprawiają, że przypomina nieco starego lwa. Jako, że oprócz Hogwartu, ukończył również mugolski uniwersytet (gdzie studiował prawo), posiada dość dobre pojęcie o świecie mugoli. Wypracował dzięki temu swój własny styl ubioru, pasujący do obu społeczeństw. Zazwyczaj ubiera się wyłącznie w czerń i biel, skórzane buty, proste spodnie z paskiem, biała koszula oraz surdut który dodaje mu staroświeckiego, formalnego stylu.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t515-poczta-lawrence-mundy#1990 http://mortis.forumpolish.com/t516-skrytka-numer-56#1991
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sro 17 Lut 2016, 22:35

Paskudna pogoda panowała w miasteczku od zeszłego tygodnia. Co prawda nie było to oberwanie chmury, ale powoli siąpiący deszcz zmieniał ubite drogi Hogsmeade w grzęzawiska, a uliczne koty w mokre, poszarpany kłębki futra. Wprost idealna pogoda na patrol. Aurorzy zazwyczaj woleli w taką pogodę siedzieć w swoich biurach i pić gorącą kawę, ale prawdziwy glina z brygady uderzeniowej w takiej chwili wychodzi na ulicę, uzbrojony w cierpliwość, piersiówkę ognistej i porządny płaszcz.
Mundy wybrał się do świńskiego łba w porze obiadowej. Przemoknięty, z poszarpanymi włosami i z mokrą już całkiem gazetą w zewnętrznej kieszeni surduta. Skierował się od razu do baru, kładąc kolejną warstwę błota na mokrym klepisku, pod którym być może kiedyś znajdowała się kamienna posadzka.
Rozejrzał się ostrożnie po lokalu. Nie potrzeba tu było żadnej legilimencji, na pierwszy rzut oka można było stwierdzić że stali bywalcy szczerze się nawzajem nienawidzą. A najbardziej wściekłe spojrzenie rzucał glinie barman.
-Za pięć minut podasz mi do stolika butelkę ognistej i dwa kebaby.- Zwrócił się do barmana z odwzajemnioną pogardą. -Wiesz, mięso, buła, listek sałaty i dwa plasterki ogórka. Jeden pikantny, drugi skurwysyńsko pikantny. I dwie szklanki.
Barman bez słowa zabrał się za wykonywanie zamówienia, ale Mundy nie był tutaj pierwszy raz i wiedział czego się spodziewać.
-Tylko na miłość boską, czyste. I żadnej śliny w moim kebabie. Masz tu pięć galeonów napiwku i płacę z góry.- Powiedział ustawiając na barze dwa słupki z monet.
-Przyniesiesz mi zamówienie jak tylko zjawi się mój gość.- Polecił, odchodząc do najbliższego, nie pomazanego wymiocinami stolika. Rozsiadł się wygodnie na rozwalającym się krzesełku i zaczął obserwować muchę chodzącą po stole.
avatar
Nauczyciel Transmutacji

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 11 cali, mahoń, pióro feniksa
OPANOWANE ZAKLĘCIA: - Expelliarmus - Homenum Revelio - Reparo - Bombarda - Protego - Gemino - Oppungo - Reparifarge - Orbis - Immobilus - Lumos - Accio - Drętwota - Lumos Maxima - Mobilicorpus - Rennervate - Avis - Homorphus - Lapifors - Trucido - Utevo Lux - Muffliato - Expulso - Obliviate - Vulnera Sanantur - Protego Maxima - Protego Horibilis - Adversum- Anteoculatia - Avifors - Densaugeo - Duro - Furnuculus - Vera Verto - Caudam - Conchita - Homorphus - Meloforos - Lapifors - Tentaclifors - Serpensortia - Draconifors
OPIS POSTACI: Wysoki, mierzący około 186 cm mężczyzna o krótkich, jasnych blond włosach oraz niebieskich oczach, dobrze zbudowany (codziennie ćwiczy w domu - często wykonuje czynności fizyczne, które mógłby wykonać za pomocą czarów, jednak uważa, że zastępowanie wszystkiego magią byłoby po prostu nudne). Po prawej stronie nosa ma mały pieprzyk, a przez całe jego plecy przechodzi wielka blizna, która zaczyna się na ramieniu, a kończy w okolicy biodra (pozostałość po walce ze smokiem w której zginęła jego żona i z której on sam ledwo uszedł z życiem). Ma ostry wyraz twarzy i rzadko się uśmiecha, gdyby spotkał teraz kogoś kto po raz ostatni widział go kilka lat temu to prawdopodobnie by go nie poznał. W jego wzroku kryje się żal i cierpienie, które tłamsi w sobie, bardzo rzadko nawiązuje z kimś kontakt emocjonalny. Ubiera się w standardowe szaty czarodziejów głównie dlatego, że dobrze się w nich czuje. Na palcu prawej dłoni nosi obrączkę ślubną, której nigdy nie zdejmuje.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t529-sowa-prof-jacob-fell http://mortis.forumpolish.com/t528-skrytka-nr-713
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sro 17 Lut 2016, 23:15

Cholerna zima, cholerny deszcz i cholerny mróz. - mruknął pod nosem Jacob idąc wzdłuż głównej drogi Hogsmeade, ubrany w czarny skórzany płaszcz, który zasłania prawie całe jego ciało, lekko drżąc z zimna skierował się w alejkę prowadzącą do Gospody pod Świńskim Łbem.
- Że też dałem się namówić na to, jeszcze w tym syfie i z tymi ludźmi, będzie sukcesem jeżeli nie wyniknie z tego żadna bójka, nie chciałbym być zmuszony do odciągania staruszka od tych pieprzonych meneli. - Powoli przeszedł przez próg gospody jednocześnie zdejmując z siebie płaszcz, który zawiesił na lewym przedramieniu, rozejrzał się po stolikach a raczej po osobach, które przy nich siedziały, gdy dostrzegł Mundyego na jego twarzy pojawił się delikatny uśmieszek, przeszedł ostrożnie pomiędzy stolikami rozglądając się wokoło wypatrując ludzi, których zainteresowało przybycie młodego nauczyciela, ostatecznie zatrzymał się nad Mundym
- Kope lat staruszku. - wyszczerzył się wyciągając prawą dłoń do starego znajomego.
- Dawno się nie widzieliśmy chociaż z tego co pamiętam ostatnim razem miałeś więcej włosów na głowie. Starzejesz się. - Zawiesił płaszcz na oparciu krzesła i lekko je odsunął, usiadł wygodnie na siedzisku i wciągnął głęboko powietrze przez nos. Od razu tego pożałował bo w lokalu śmierdziało niemiłosiernie a dopiero teraz jego nos odblokował dla niego zapachy. Dosłownie zakrztusił się tym zapachem, chwile kasłał starając się zasłonić usta rękawem koszuli, trzymając się lewą dłonią za klatkę piersiową. - O cholera, gorzej niż odchody smoka, chyba nie mogłeś wybrać gorszego lokalu na tego typu spotkanie. No ale do rzeczy...
avatar
Brygada Uderzeniowa Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Tarnina, Szpon Hipogryfa, sztywna (11 cali)
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Trudne: TENTACLIFORS ARRESTO MOMENTUM CONFRINGO FINITE INCANTATEM IMPERIUS REVELIO PRIORI INCANTATEM REJICIUNT APPELATIONIS SEZAM MATERIO INCARCEROUS ADVERSUM LINIA WIEKU PROTEGO HORRIBILIS BAUBILLOUS CREPITUS FERULA VULNERA SANATUR Łatwe: ANTIVENUM FLAGRANTE FRIGIDUS FLAMMA KAPROUN LIBERACORPUS REPELLO MUGGLETUM ANATISQUACK EXPULSO IMPEDIMENTA LEVICORPUS OBSCURO PROCELLA SAGITTA SURCULUS ERICIUS MUTATIONEM REPARIFORS ANAPNEO RENNERVATE SUSPENSORIUS EPOXIMISE AURUM DETECTOR REPLEO Szkolne: ACCIO AQUAMENTI ALOHOMORA BOMBARDA COLLOPORTUS DEPRIMO GLACIUS LOCOMOTOR LUMOS NOX PORTUS REPARO SILENCIO WINGARDIUM LEVIOSA SONORUS
OPIS POSTACI: Lawrence Mundy jest wysokim, starszym mężczyzną o smukłej budowie ciała. Mierzy 187 centymetrów wzrostu, jest przy tym bardzo szczupły z chudymi kończynami, długą szyją i subtelnie odstającym brzuchem świadczącym o przekwitaniu. Posiada podłużną, poznaczoną zmarszczkami i drobnymi bliznami twarz, o niezwykle surowym, karcącym wyrazie oraz duży, wysunięty podbródek. Choć już wyraźnie siwieje, jego włosy oraz zarost wciąż zachowały wyraźny złoty kolor. Jak każdy w rodzinie ma zielone oczy. Wiecznie zmarszczone z dezaprobatą brwi, duży, rzymski nos oraz ostrożne spojrzenie i mocno zaciśnięte, wąskie usta przy grzywie siwo-złotych włosów sprawiają, że przypomina nieco starego lwa. Jako, że oprócz Hogwartu, ukończył również mugolski uniwersytet (gdzie studiował prawo), posiada dość dobre pojęcie o świecie mugoli. Wypracował dzięki temu swój własny styl ubioru, pasujący do obu społeczeństw. Zazwyczaj ubiera się wyłącznie w czerń i biel, skórzane buty, proste spodnie z paskiem, biała koszula oraz surdut który dodaje mu staroświeckiego, formalnego stylu.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t515-poczta-lawrence-mundy#1990 http://mortis.forumpolish.com/t516-skrytka-numer-56#1991
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 18 Lut 2016, 22:53

Mundy natychmiast wstał i uścisnął serdecznie dłoń Jacobowi. Uśmiechnął się przy tym i chrząknął na barmana, coby się pośpieszył i przyniósł już tego kebaba.
-Faktycznie, dawno się nie widzieliśmy, Jacob.-Usiadł w tym momencie, przysunął do siebie swój talerz i spojrzał śmierci w kebab. Nie był katastrofą, Lawrence dobrze wiedział czego się spodziewać, ale i tak wydzielał charakterystyczny zapach zbyt długo smażonego szczurzego mięsa, a sos wyraźnie rozpoczynał pierwszą fazę swojego planu dążącego do światowej dominacji. Sosiwo było wszędzie, równie dobrze można by zastąpić mięso kartonem a i tak nikt nie zauważyłby różnicy.
-Owszem, starzeje się. Ale wciąż jestem za młody na emeryturę... Przepracuję kolejne 30 lat, później postaram się o posadę nauczyciela w szkole.- Zarechotał podle, odkręcając butelkę whisky. Ostrożnie nalał płynu do obu szklanek i odłożył butelkę na swoje miejsce. -Zawsze myślałem że zajmiesz się czymś ciekawszym. Nie nudzisz się w tej szkole? Nie mów mi że jesteś tam dla uczniów, bo jeśli już... To z pewnością dla uczennic..
Wziął duży kęs swojego posiłku i natychmiast skrzywił się, powiększając dwukrotnie swoją kolekcję zmarszczek. Wyzwanie. Dokładnie tak, jedzenie tego ścierwa w tym miejscu było prawdziwym wyzwaniem. Powinni dawać medal każdemu kto zje chociaż połowę tego... Dania.
Sięgnął po swoją szklankę, i łapczywie zaczął z niej pić. Ognista whisky powoli zabijała wszystkie te komórki w kubeczkach smakowych które oszczędzone zostały przez pikantny sos. Jeszcze kilka godzin takiego treningu i będzie mógł przegryźć się przez testrala. To jest to co powinni robić mnisi w ramach pokuty.
-Niestety... Albo też na szczęście...- Wytarł usta chusteczką, by ukryć swój nieumiejętnie markowany uśmiech. -Muszę znowu prosić Cię o pomoc.
avatar
Nauczyciel Transmutacji

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 11 cali, mahoń, pióro feniksa
OPANOWANE ZAKLĘCIA: - Expelliarmus - Homenum Revelio - Reparo - Bombarda - Protego - Gemino - Oppungo - Reparifarge - Orbis - Immobilus - Lumos - Accio - Drętwota - Lumos Maxima - Mobilicorpus - Rennervate - Avis - Homorphus - Lapifors - Trucido - Utevo Lux - Muffliato - Expulso - Obliviate - Vulnera Sanantur - Protego Maxima - Protego Horibilis - Adversum- Anteoculatia - Avifors - Densaugeo - Duro - Furnuculus - Vera Verto - Caudam - Conchita - Homorphus - Meloforos - Lapifors - Tentaclifors - Serpensortia - Draconifors
OPIS POSTACI: Wysoki, mierzący około 186 cm mężczyzna o krótkich, jasnych blond włosach oraz niebieskich oczach, dobrze zbudowany (codziennie ćwiczy w domu - często wykonuje czynności fizyczne, które mógłby wykonać za pomocą czarów, jednak uważa, że zastępowanie wszystkiego magią byłoby po prostu nudne). Po prawej stronie nosa ma mały pieprzyk, a przez całe jego plecy przechodzi wielka blizna, która zaczyna się na ramieniu, a kończy w okolicy biodra (pozostałość po walce ze smokiem w której zginęła jego żona i z której on sam ledwo uszedł z życiem). Ma ostry wyraz twarzy i rzadko się uśmiecha, gdyby spotkał teraz kogoś kto po raz ostatni widział go kilka lat temu to prawdopodobnie by go nie poznał. W jego wzroku kryje się żal i cierpienie, które tłamsi w sobie, bardzo rzadko nawiązuje z kimś kontakt emocjonalny. Ubiera się w standardowe szaty czarodziejów głównie dlatego, że dobrze się w nich czuje. Na palcu prawej dłoni nosi obrączkę ślubną, której nigdy nie zdejmuje.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t529-sowa-prof-jacob-fell http://mortis.forumpolish.com/t528-skrytka-nr-713
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 18 Lut 2016, 23:51

- Jeżeli chodzi o moją pracę to nie, nie robię tego dla uczniów, robię to z sentymentu, jakoś mnie wzięło żeby wrócić do zamku trochę zamieszać. - mruknął Jacob próbując przegryźć się przez swojego super-pikantnego kebaba jednocześnie starając się nie ukazywać tego jak bardzo pikantny ten kebab jest, cały czas tylko się uśmiecha a jego twarz robi się coraz bardziej czerwona, złapał za szklankę z whisky i upił dużego łyka, odetchnął z ulgą. Zerknął na towarzysza z lekkim zainteresowaniem. - O, jaką pomoc masz na myśli? - Ponownie spróbował swoich sił z kebabem i teraz udało mu się nawet odgryźć spory kawałek, w smaku nie był zły jednak bardzo gumowaty no i piekielnie ostry co mógł zauważyć Mundy gdy Jacob zaczął głośno wypuszczać powietrze starając się schłodzić swoją jamę ustną.
- Mam nadzieję, że nie chodzi o smoki bo jeżeli tak to źle trafiłeś, nie zajmuję się tym już i nie zamierzam do tego wracać, nigdy. Jeżeli nie to śmiało mów, dobrze wiesz, że jeżeli jestem w stanie to zawsze służę pomocą.
avatar
Brygada Uderzeniowa Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Tarnina, Szpon Hipogryfa, sztywna (11 cali)
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Trudne: TENTACLIFORS ARRESTO MOMENTUM CONFRINGO FINITE INCANTATEM IMPERIUS REVELIO PRIORI INCANTATEM REJICIUNT APPELATIONIS SEZAM MATERIO INCARCEROUS ADVERSUM LINIA WIEKU PROTEGO HORRIBILIS BAUBILLOUS CREPITUS FERULA VULNERA SANATUR Łatwe: ANTIVENUM FLAGRANTE FRIGIDUS FLAMMA KAPROUN LIBERACORPUS REPELLO MUGGLETUM ANATISQUACK EXPULSO IMPEDIMENTA LEVICORPUS OBSCURO PROCELLA SAGITTA SURCULUS ERICIUS MUTATIONEM REPARIFORS ANAPNEO RENNERVATE SUSPENSORIUS EPOXIMISE AURUM DETECTOR REPLEO Szkolne: ACCIO AQUAMENTI ALOHOMORA BOMBARDA COLLOPORTUS DEPRIMO GLACIUS LOCOMOTOR LUMOS NOX PORTUS REPARO SILENCIO WINGARDIUM LEVIOSA SONORUS
OPIS POSTACI: Lawrence Mundy jest wysokim, starszym mężczyzną o smukłej budowie ciała. Mierzy 187 centymetrów wzrostu, jest przy tym bardzo szczupły z chudymi kończynami, długą szyją i subtelnie odstającym brzuchem świadczącym o przekwitaniu. Posiada podłużną, poznaczoną zmarszczkami i drobnymi bliznami twarz, o niezwykle surowym, karcącym wyrazie oraz duży, wysunięty podbródek. Choć już wyraźnie siwieje, jego włosy oraz zarost wciąż zachowały wyraźny złoty kolor. Jak każdy w rodzinie ma zielone oczy. Wiecznie zmarszczone z dezaprobatą brwi, duży, rzymski nos oraz ostrożne spojrzenie i mocno zaciśnięte, wąskie usta przy grzywie siwo-złotych włosów sprawiają, że przypomina nieco starego lwa. Jako, że oprócz Hogwartu, ukończył również mugolski uniwersytet (gdzie studiował prawo), posiada dość dobre pojęcie o świecie mugoli. Wypracował dzięki temu swój własny styl ubioru, pasujący do obu społeczeństw. Zazwyczaj ubiera się wyłącznie w czerń i biel, skórzane buty, proste spodnie z paskiem, biała koszula oraz surdut który dodaje mu staroświeckiego, formalnego stylu.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t515-poczta-lawrence-mundy#1990 http://mortis.forumpolish.com/t516-skrytka-numer-56#1991
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 21 Lut 2016, 21:39

Mundy rzucił Jacobowi zdziwione spojrzenie znad swojej szklanki whiksy. Dla uczniów? Czy ten biedak nie wziął pod uwagę że te wszystkie niewdzięczne bachory tylko czekają żeby nawrzucać mu łajnobomb do chlebaka.
-To miłe że tak się angażujesz w tę pracę.- powiedział dyplomatycznie i wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza mały, podłużny pakunek. Lipna różdżka, zawinięta w brązowy papier. Mundy przesunął paczkę w stronę Fella i wgryzł się w swój kebab jak gdyby nigdy nic.
-Powiedz mi wszystko co wiesz.-mruknął z pełnymi ustami wołowiny i pikantnego sosu. Kuracja powoli działała, Mundy nie reagował już na żaden smak czy zapach. Cały świat był jednym wielkim chilli. -Spokojnie, mam w rodzinie samych ekspertów od smoków a nikt nie zna się na różdżkach. Co, cholera jasna, niezmiernie mnie dziwi biorąc pod uwagę że to ród czarodziejski.
Żuł powoli swój posiłek, czekając aż Fell odwinie różdżkę z papieru by zobaczyć nabazgrane piórem na szarym papierze nazwisko Lupei.
avatar
Nauczyciel Transmutacji

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 11 cali, mahoń, pióro feniksa
OPANOWANE ZAKLĘCIA: - Expelliarmus - Homenum Revelio - Reparo - Bombarda - Protego - Gemino - Oppungo - Reparifarge - Orbis - Immobilus - Lumos - Accio - Drętwota - Lumos Maxima - Mobilicorpus - Rennervate - Avis - Homorphus - Lapifors - Trucido - Utevo Lux - Muffliato - Expulso - Obliviate - Vulnera Sanantur - Protego Maxima - Protego Horibilis - Adversum- Anteoculatia - Avifors - Densaugeo - Duro - Furnuculus - Vera Verto - Caudam - Conchita - Homorphus - Meloforos - Lapifors - Tentaclifors - Serpensortia - Draconifors
OPIS POSTACI: Wysoki, mierzący około 186 cm mężczyzna o krótkich, jasnych blond włosach oraz niebieskich oczach, dobrze zbudowany (codziennie ćwiczy w domu - często wykonuje czynności fizyczne, które mógłby wykonać za pomocą czarów, jednak uważa, że zastępowanie wszystkiego magią byłoby po prostu nudne). Po prawej stronie nosa ma mały pieprzyk, a przez całe jego plecy przechodzi wielka blizna, która zaczyna się na ramieniu, a kończy w okolicy biodra (pozostałość po walce ze smokiem w której zginęła jego żona i z której on sam ledwo uszedł z życiem). Ma ostry wyraz twarzy i rzadko się uśmiecha, gdyby spotkał teraz kogoś kto po raz ostatni widział go kilka lat temu to prawdopodobnie by go nie poznał. W jego wzroku kryje się żal i cierpienie, które tłamsi w sobie, bardzo rzadko nawiązuje z kimś kontakt emocjonalny. Ubiera się w standardowe szaty czarodziejów głównie dlatego, że dobrze się w nich czuje. Na palcu prawej dłoni nosi obrączkę ślubną, której nigdy nie zdejmuje.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t529-sowa-prof-jacob-fell http://mortis.forumpolish.com/t528-skrytka-nr-713
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sob 12 Mar 2016, 23:25

Jacob złapał za pakunek i rozwinął go, zerknął na różdżkę a następnie na Lawrence, gdy dostrzegł nazwisko "Lupei" wypisane na papierze ostrożnie ujął różdżkę w palce i obejrzał ze wszystkich stron, przyłożył ją do ucha i przez chwilę pozostał w takiej pozycji, na koniec odłożył różdżkę i zerknął na przyjaciela, lekko się uśmiechnął i dumnym głosem powiedział
- Ot co zwykła różdżka, nie ma w niej nic specjalnego. 12 i pół cala, akacja, włókno ze smoczego serca, hmm... Bardzo stara i zniszczona. Dawno nikt z niej nie korzystał. To jakiś dowód w jakimś śledztwie które prowadzisz albo coś w tym stylu? Bo ciężko stwierdzić czy do czegokolwiek się nada.- Odłożył różdżkę na papier i odsunął w stronę Lawrence, ujął w dłoń szklankę z whiskey i upił z niej solidnego łyka, rozejrzał się jeszcze raz po lokalu aby się upewnić, że nie ma tutaj żadnej znajomej twarzy, co by ludzie powiedzieli, gdyby ktoś się dowiedział, że przesiaduje w takim miejscu.
- To wszystko? Tylko po to mnie tutaj zaprosiłeś? Jak już tu jesteśmy to możesz mi opowiedzieć coś... Co się działo z tobą przez te wszystkie lata. Tak nagle wyparowałeś a potem nie odezwałeś się nawet słowem. - Uśmiechnął się lekko kręcąc w dłoni szklanką, cały czas patrzy swojemu rozmówcy w oczy, druga ręka leży na stoliku a palce wystukują jakąś nieregularną melodię.
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 03 Kwi 2016, 12:20


Sesja zakończona.


Jacob Fell, Lawrence Mundy [z tematu].

Sponsored content


PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  

Gospoda pod Świńskim Łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Similar topics

-
» Gospoda pod świńskim łbem
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Kirilija

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogsmeade :: Dzielnica handlowa-
Skocz do: