Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Ulica główna

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
PisanieTemat: Ulica główna  Nie 27 Gru 2015, 18:57

Szeroka, dosyć ponura ulica pokryta kostką brukową jest tak naprawdę jedyną, która przechodzi przez całe Hogsmeade. Łączy ze sobą cała dzielnicę handlową z budynkami stojącymi na obrzeżach wioski, a także z dzielnicą mieszkalną.




Ostatnio zmieniony przez Administrator fabularny dnia Pią 06 Maj 2016, 21:42, w całości zmieniany 1 raz
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Pon 04 Kwi 2016, 21:06


4 kwietnia 1934 :: 11:03

Minął pierwszy od wielu lat weekend, w trakcie którego uczniowie Hogwartu nie wybrali się do Hogsmeade. Nowy wicedyrektor wziął sprawę morderstwa Aldony Prewett oraz planowanego marszu nad wyraz poważnie i kategorycznie zabronił opuszczania bezpiecznego terenu Zamku na czas nieokreślony. "Biuro Bezpieczeństwa i Departament Przestrzegania Prawa działają nad obiema sprawami przez cały czas. Robimy wszystko, by zapewnić czarodziejom bezpieczeństwo. Do Hogsmeade zostały wysłane patrole, które obserwują okolice, zwłaszcza te miejsca, w których najczęściej przebywają uczniowie", uspokajały opublikowane w Proroku Codziennym słowa jego rodzonego brata, jednakże Bułhakow otwarcie stwierdził na jednym ze spotkań Rady, że "ma to w głębokim poważaniu", a pasywna ostatnimi czasy Adara Fletcher nie zrobiła nic, by zakaz zdjąć, a nawet wzmocniła zabezpieczenia szkoły na czwartego kwietnia właśnie. Zamknięci za grubymi murami nieletni czarodzieje mieli być dzięki temu bezpieczni. O organizowanym marszu było głośno w całej Wielkiej Brytanii, chociaż w samym Hogsmeade było dzisiaj cicho - mieszkańcy obierali wobec siebie taktykę milczenia. Woleli przemilczeć zamykane tego dnia sklepy i zabezpieczanie domostw zaklęciami antywłamaniowymi. Woleli przemilczeć Longbottomów, którzy mimo regularnych gróźb otrzymywanych drogą pocztową i próśb Ministerstwa by marsz odwołać, trwali twardo przy tym, że ten się odbędzie. "Nie boimy się. Nie damy się zastraszyć. Przejdziemy ulicami naszego rodzinnego miasteczka by pokazać, że jesteśmy silni." Tylko czy ktoś jeszcze w to wierzył? Prowadzone przez Brygadę Uderzeniową Ministerstwa Magii śledztwo wykazało, że główny podejrzany, jakim był niejaki John Smith zdobywał coraz więcej zwolenników i stawał się coraz większym zagrożeniem dla wszystkich czarodziejów, którzy nie popierali jego chorych wizji utworzenia nowego, "lepszego" świata pełnego podziałów na lepszych i gorszych ze względu na status krwi. Szlama powoli przestawała być traktowana niczym słowo tabu ze względu na częstotliwość jej użyć. Szlamy można było dostrzec na malowidłach przy dworcu. Szlamę dało się usłyszeć w pogawędkach dzieci. Szlama stała na równi z dziwką i kurwą, wchodząc do powszechnego użycia już na stałe. Bywały oczywiście rodziny, które na samo ułożenie warg, charakterystyczne przed wypowiedzeniem największej obelgi, przytykali palec do ust w oburzeniu, ale czym była ta garść osób wobec całego, wzburzonego nastrojami w kraju społeczeństwa?
Zapowiadali na południe deszcz. Jeszcze rano niektórzy mieli nadzieję, że była to pomyłka, jednak poranne słońce szybko skryło się pod gęstymi chmurami, utrzymującymi się od ponad godziny i wszystko wskazywało na to, że zaraz lunie. Nie przeszkadzało to oczywiście czarodziejom zbierającym się w wyznaczonym punkcie na głównej ulicy. Dzisiejszy dzień sprzyjał osobom, które potrzebowały zakryć swoją gębę, zaś stresował pozostałych, nie wiedzących do końca kim są owinięte chustami postacie, stukające o ziemię czarnymi parasolami przy każdym kroku. Osoby chcące oddać cześć Aldonie? Przeciwnicy Ruchu Obrony Mugoli? A może jednymi z zakamuflowanych pracowników BUMu i Biura Aurorów, próbujący wtapiać się w tłum? Wśród zwykłych czarodziejów znajdowały się dziś bowiem dokładnie trzy pary wysłanników ministerstwa z przydzielonymi odgórnie zadaniami. Lawrence Mundy i Sophia Templer mieli znaleźć i przesłuchać Ruth McDonald, nieobecną podczas odwiedzin Brygady w siedzibie Proroka Codziennego, Jewgienij Bułhakow, Elliot Wisconsin i aurorzy Alistair Prewett oraz Benedict Prince wyłapywać twarze zgodne z rysopisami poszukiwanych przestępców oraz obserwować marsz na wypadek podejrzewanego zamachu. Mając na uwadze wystawioną przez Croucha ilość osób - nie potraktował sprawy poważnie, a jednak wydając pozwolenie na stosowanie przez aurorów silnych zaklęć ofensywnych i unieszkodliwienie podejrzanych w razie zagrożenia ich ucieczką utwierdziło ich w przekonaniu, że nie wszystko ma się tak, jak postrzega to w tej chwili ogół.
W całym tym zamieszaniu pojawiły się również osoby pozornie sprawą niezainteresowane. Cóż bowiem mieli robić tutaj członkowie grupy przestępczej nie związani oficjalnie z żadną ze stron konfliktu? To co zawsze: próbowali się wzbogacić. Bogata posiadłość rodzinna Longbottomów pomimo silnych zaklęć zabezpieczających stała teraz na uboczu niemal pusta, aż prosząc się, by wykraść z niej przechowywane od pokoleń skarby rodzinne oraz klucz do Banku Gringotta, których zdobycie miał ułatwić im nowy nabytek w szeregach, sam William Longbottom, pilnowany przez Magnusa i Wraita bardzo dokładnie, by uniemożliwić ewentualny kontakt z prawdziwymi przełożonymi. Miał tą akcją udowodnić po czyjej stronie stoi, tylko czy był w stanie zdradzić własną rodzinę w imię wyższych celów?

Do marszu pozostała godzina.


Wchodząc to tego tematu oświadczasz, że na czas trwania marszu nie rozpoczynasz żadnych nowych sesji (nie licząc myślodsiewni mających miejsce przed godziną jedenastą czwartego kwietnia). Uczniowie obecni na marszu są dzisiaj NIEOBECNI NA ZAJĘCIACH i zostaną za to ukarani.
avatar
Zastępca Kierownika Kwatery Głównej Aurorów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12,5 cala, czarny bez, szpon hipogryfa, raczej sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Accio, Lumos, Locomotor, Nox, Enervate, Expelliarmus, Protego, Fumos, Drętwota, Petrificus Totalus, Everte Statum, Aqua Eructo, Wingardium Leviosa, Duro, Riddiculus Łatwe: Impedimetna, Procella, Sardinus Eructo, Mansio, Frigidus Flamma, Suspensorius, Zaklęcie czterech stron świata, Ocius, Reparifors, Vermillious, Ericius Mutationem, Avis, Entropomorphis Trudne: Sectumsempra, Purpura Flamma, Obliviate, Adversum, Protego Horribilis, Baubillous, Incarcerous, Finite Incantatem
OPIS POSTACI: Alistair to całkowite zaprzeczenie stereotypowego wizerunku tajnego agenta. Gdy spotkasz na ulicy Prewetta, nie zobaczysz niczym niewyróżniającego się, średniego wzrostu osobnika, którego nie zaszczycisz niczym więcej, jak krótkim spojrzeniem. Auror to osoba, która jest niezwykle charakterystyczna. Ktoś, kto mierzy metr i dziewięćdziesiąt pięć centymetrów oraz posiada muskulaturę, której mógłby pozazdrościć nie jeden kulturysta, siłą rzeczy rzuca się w oczy. Jakby tego było mało, całe ciało Prewetta zdobi masa przeróżnych blizn, z których najbardziej charakterystyczną jest ta, ciągnąca się od prawego kącika wargi, aż do prawego ucha (taki przedłużony, jednostronny forced smile Jokera). Reszta cech aparycji nie jest tak spektakularna. Twarde i wyraźne rysy twarzy, wieczny, kilkudniowy zarost, krótko przycięte, czarne włosy oraz chłodne szare oczy. Nic nadzwyczajnego. Nie mniej, patrząc na Alistaira ma się wrażenie, że stoi przed tobą okrutny morderca o niezbyt rozwiniętym intelekcie, a nieszanowany auror i łowca czarnoksiężników. No cóż, pozory mylą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t662-ptasi-email-alistaira#7309 http://mortis.forumpolish.com/t608-skrytka-672#2933
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Wto 05 Kwi 2016, 01:13

I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień, na który wszyscy czekali. To właśnie dzisiaj miało dojść do nie pierwszego i z pewnością, nie do ostatniego pokazu siły pomiędzy organizatorami marszu oraz resztą świata. Prawdziwy, czarodziejski D-Day.
Alistair stał na uboczu, obserwując ludzi, którzy oczekiwali na rozpoczęcie marszu. Chociaż na chwilę obecną, czarodziej nie był wstanie ocenić czy stojący przed nim tłum był liczny. Prewett widział już większe wiece. Z drugiej strony zarówno marsz, jak i jego organizatorzy budzili wiele kontrowersji. Prawdę mówiąc, auror w ogóle się dziwił, że ktokolwiek miał odwagę przyjść na demonstracje, biorąc pod uwagę fakt, że niedawno została zamordowana założycielka organizacji.
Mężczyzna poprawił głęboko naciągnięty na oczy kaptur (przeklęta pogoda!) i zaczął wyławiać wzrokiem, co ciekawsze persony z tłumu.
Niemal od razu dostrzegł organizatorów i obecnych przywódców ROMu – Longbottomów. Alistair wciąż miał problem z przypisaniem ich do odpowiedniej grupy ludzi. Wahał się pomiędzy odważnymi głupcami, a zdesperowanymi idealistami. Jednakże trzeba przyznać, że to, co zapoczątkowała jego ciotka, już kiełkowało. Duża część społeczeństwa zaczęła się zastanawiać nad wiarygodnością i sensem od dawna zakorzenionej ideologii „czystej krwi”. Niestety, była też druga strona medalu. Mroczna i groźna, która na chwilę obecną przyjęła miano „John Smith”.
Alistair, ponowił swoją wędrówkę wzrokiem, przenosząc spojrzenie z Longbottomów na kolejne osoby. Wszyscy byli zakapturzeni i szczelnie zakryci. Miało to swoje złe i dobre strony. Minusem takiego zjawiska było to, że trudno będzie wychwycić potencjalnego wichrzyciela. Z drugiej strony, sam Alistair też nie rzucał się w oczy, co było sporym wyczynem. Bo spójrzmy prawdzie w oczy. Każdy przestępca, morderca lub czarnoksiężnik dobrze znał lub chociaż kojarzył bliznowatą buźkę, jaką auror posiadał. Teraz, mógł działać w ukryciu tak długo, jak było to konieczne.
Atmosfera była posępna. Czarodziej dosłownie czuł potężne napięcie, które unosiło się w powietrzu. Chyba każdy z zebranych na tej ulicy przeczuwał, iż ten dzień będzie niezwykły i niezapomniany. Można by powiedzieć, że był On historyczny. Pytanie tylko, dla kogo historia okaże się łaskawsza. Dla ROMu, czy dla ich wrogów?
- Suspensorius – mruknął, stukając się dyskretnie różdżką w klatkę piersiową. Lepiej mieć oczy i uszy szeroko otwarte, a dodatkowe wspomaganie zawsze się przyda.
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Wto 05 Kwi 2016, 01:13

The member 'Alistair Prewett' has done the following action : Rzut kością


'KOŚĆ K20' : 11
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Wto 05 Kwi 2016, 09:28

Giena nie rozumiał całego tego szału, tego udowadniania, że mugole i mugolaki są równie wartościowi, co czarodzieje krwi czystej. Dla niego było to totalną bzdurą i przypominało komunistyczne dyrdymały, których miał okazję nasłuchać się w Rosji. Czysta krew była wyznacznikiem statusu społecznego. Była oznaką lepszości i tylko idioci uważali inaczej. I o ile czarodzieje krwi mieszanej mieli jeszcze jakieś względy, o tyle z mugolaków robiłby sobie podnóżki, gdyby nie brzydził się na nich stanąć. Mugole to świetna siłą robocza, szlamy są śmieszne, gdy próbują wejść do świata czarodziejskiego, ale najgorsze są charłaki. Na samą myśl o nich Gienusza czuje obrzydzenie, choć być może jest to wywołane presją, jakiej zaznał będąc jeszcze dzieckiem. Kilka długich, ciężkich lat strachu, że będzie niezdolnym do czarowania niewypałem, pierworodnym przynoszącym największy wstyd rodzinie. Charłaki nie powinny się rodzić, nigdy. Takie dzieci powinno zabijać się w łonie matki, gdyby tylko można było w czasie ciąży przewidzieć ich brak zdolności magicznych. Bo potem ich żywota są po prostu żałosne.
Stojąc w deszczu naciągał na głowę kapelusz ochronny, który udało mu się ostatnimi czasy zakupić, zacisnął kołnierz płaszcza i rozejrzał się wokół. Masa idiotów i popieprzonych idealistów już się zbierała. A on musiał ich wszystkich pilnować i ratować z opresji - bo był pewien, że do takiej sytuacji dojdzie. Zbyt łatwa okazja, zbyt gorąco się ostatnio zrobiło między ROMem a Johnem Smithem. Nie mógł uwierzyć w to, że w ogóle ich tu przysłali - w tak żałosnej liczbie, ale jednak. Niemniej, mieli inne sprawy do załatwienia i każde z nich musiało wywiązać się ze swoich obowiązków. Praca, praca i jeszcze raz praca. Rozglądaj się, Jewgienij. Rozglądaj i szukaj mord, które równie dobrze mogły napaść na ciebie w ciemnej uliczce.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Nauczyciel Astronomii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, sztywna, włos z głowy wili, cis
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ORBIS, IMMOBILUS, EPISKEY, EXPELLIARMUS, PROTEGO, ZAKLĘCIE KAMELEONA, MIMBLE WIMBLE, GEMINO, REPARIFARGE, ACCIO, ALOHOMORA, BOMBARDA, FINITE, LOCOMOTOR, LUMOS, NOX, REPARO || Łatwe: SOLLICITUS, CALVORIO, JĘZLEP, LIBRO MENDACIUM, MULTICORFOS, OCULUS LEPUS, ORCHIDEUS, CAPILLI LONGI, FRAGORE, FUNEMTIE, LEVIORA, SICCUM, SUSPENSORIUS || Trudne: OBLIVIATE, CREPITUS, UPIOROGACEK, SERPENSORTIA, TARDIS, TEXTIMONIUM DIXERIS, FINITE INCANTATEM, DRACONIFORS, PROTEGO HORRIBILIS, LANUAE MAGICAE
OPIS POSTACI: Brian ma 190 wzrostu, waga to 80kg. Nie jest za szeroki, bardziej chudy niż normalny. Twarz o wyraźnych rysach. Duże brązowe oczy wbijające się we wszystko, co jest tego godne, lub go po prostu zaciekawi. Nos idealny, bo w końcu to Brajanek. Włosy ciemne, z jaśniejszymi pasmami... ale nie, to nie siwizna. To efekty nieudanych zaklęć. Fryzura, a raczej artystyczny nieład, starannie czesany każdego dnia. I w razie potrzeby przed kolacją. Odziewa się w eleganckie szaty pełne zdobień. Jego krok jest zawsze pełen gracji i elegancji. Właściwie jakby miał dłuższe włosy to można by go pomylić od tyłu z kobietą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t635-ptaszysko-brajanka#3280 http://mortis.forumpolish.com/t636-skorzany-notes-briana#3282 http://mortis.forumpolish.com/t634-skrytka-nr-1234#3279
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Wto 05 Kwi 2016, 11:03

Ostatnie wydarzenia w Londynie nie należały do najprzyjemniejszych. Pomimo tego, że same w sobie były złe i okrutne, Brian nabawił się jeszcze jakiegoś wstrętnego przeziębienia. Kilka dni przed wyjazdem do nowego miejsca pracy spędził więc w domu rodziców, gdzie matka dzielnie zajmowała się swoim synkiem. Brian siedział całe dnie w swoim dawnym pokoju, nie wychodząc praktycznie nigdy. Że to tylko przeziębienie, nawet nie powiedział. Kazał rodzicom zataić fakt, jego choroby. Po prostu zniknął ze świata na kilka dni. I tak by go nikt nie szukał. Zaczytywał się przez ten czas w książkach o astronomii, której to będzie nauczał. Dlatego to nawet dobry czas, żeby sobie wszytko poukładać i przypomnieć. Ocierając cieknący nosek, wertował kartki grubych tomów. Planował to wszystko zrobić dopiero po przyjeździe do Hogwartu. Poinformowano go, że może przyjechać na początku kwietnia, chociaż lekcje rozpoczyna później. Zapewne oczekiwano go jak najszybciej... a może tylko mu się tak wydawało. W każdym razie nie był w stanie jechać.
Choroba jednak minęła i tego samego dnia postanowił wyruszyć. Za pomocą sieci Fiuu przebył w kilka sekund drogę do Hogsmeade. Taszcząc ze sobą niewielką torbę, zawierającą wszystkie potrzebne rzeczy (niezawodna mamuśka uraczyła ją zaklęciami Tardis i Leviora), rozejrzał się po miejscowości... w której ostatnio był za czasów młodości.
- Trochę martwo tu - powiedział, wciąż pełen optymizmu. Usłyszenie głosu, choć własnego, dodało mu otuchy w tym mrocznie wyglądającym dzisiaj miejscu.
Spacerował sobie po pustej uliczce zastanawiając się, którędy tu się szło do Hogwartu, kiedy usłyszał w końcu jakiś harmider. Szybszym krokiem podążył w tamtą stronę.
Ujrzawszy masę zbierających się ludzi, skojarzył fakty. No tak. Dzisiaj marsz wolności mugoli. Brajanek wyszczerzył się mocno. Dla niego Mugole byli świetnym materiałem do mniejszych lub większych żarcików. Tak jak dla całego jego rodu, odkąd tylko powstał. Gdyby nie fakt, że Brian urodził się w Anglii i pałał do niej szczerą miłością, pomyślałby coś w stylu "O nieeee, te Brytole to serio jakieś nienormalne", tak jak zrobiłby to inny Sue.
Mężczyzna zastanowił się, co by tu teraz zrobić. Może być ciekawie, szkoda, że nie ma ze sobą aparatu. Zastanowił się, czy dołączyć bezpośrednio do marszu. Mógłby wykrzykiwać razem z resztą brednie w stylu "Wolność Mugoli!" i inne takie, tarzając się wewnętrznie ze śmiechu.
Brajanie, nie wolno ci.
Westchnął. W końcu był już niemalże na progu Hogwartu... Właściwie to odkąd dowiedział się, że został przyjęty, mógł dumnie nosić tytuł nauczyciela szkoły magii. Czas bardziej zadbać o swój wizerunek.
Postanowił więc bardzo wolnym krokiem obejść zgromadzenie najdłuższą trasą, przyglądając się nieco ciekawie. Jakby po prostu sobie obserwował... bo właściwie to też robił. Nacisnął kapelusz mocniej na głowę. Wolał, żeby raczej go nikt nie poznał, chociaż sam wyglądał znajomych twarzy w tłumie.
Dostrzegłszy Bułhakowa, znanego mu już z Londynu, skręcił trochę zmieniając trasę. Może trochę wszedł w tłum, może nie. Ważne, żeby się trzymać od niego z daleka.
Hm, może spadnie deszcz. Uśmiechnął się. Lubił taką pogodę.
avatar
Redaktor Proroka, Astrolog

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Włos jednorożca, cedr, 12 cali, elastyczna. | ZDOBIENIA: Wyżłobione na całej długości runy berkano.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: -
OPIS POSTACI: Nigdy nie uważałam się za osobę piękną, choć odrobina wilej krwi zawsze sprawiała, że zwracałam na siebie uwagę. Obecnie, mimo tego iż na twarzy zaczęły pojawiać mi się zmarszczki - nadal wyglądam młodo. Mam długi nos, który nie jednemu przyniósłby na myśl nosy czarownic z mugolskich opowieści. Ciemne oczy, tak często ukryte pod ściętą na prosto, rudą grzywką i długie włosy, tak często przeze mnie spinane w kok - zwłaszcza, gdy idę do pracy. Nie jestem niska, choć do wysokich bym się nie zaliczyła. Metr siedemdziesiąt to raczej średnia wysokość kobiet w moim wieku i środowisku, z którego pochodzę. Kiedyś miałam śliczne, zaokrąglone tam, gdzie potrzeba ciało. Teraz skóra marszczy mi się na dłoniach, zwisa gdzieniegdzie zupełnie nie tak, jak powinna. Jestem szczupła, niektórzy powiedzieliby wręcz wychudzona. Ubieram się zazwyczaj w rzeczy praktyczne, ale jednocześnie eleganckie. Mimo wszystko, pochodzę z dobrego domu i mam potrzebę noszenia drogich, dobrze skrojonych i przede wszystkim uszytych z dobrych materiałów ubrań.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t564-towarzysze-ruth#2577 http://mortis.forumpolish.com/t563-skrytka-nr-999
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Wto 05 Kwi 2016, 12:47

Na marszu Ruchu Obrony Mugolaków nie mogło zabraknąć dziennikarki Proroka Codziennego, członkini ROMu i przede wszystkim, siostry Josepha Longbottoma, który ten marsz organizował. Mary Jane nigdy nie osądzała ludzi po statusie krwi. Sama wyszła za mugolaka i okres spędzony z Davidem uznawała za najpiękniejsze lata swojego życia. Nie rozumiała nienawiści i pogardy, jaką ogrom społeczeństwa pałał do niewinnych tak naprawdę ludzi. Nie ich winą było to, kim się urodzili. Dlaczego więc chciano odbierać im prawo do bycia tym, kim chcieli?
W Hogsmeade pojawiła się tak naprawdę z dwóch powodów. Pierwszym była praca, planowała bowiem napisać sporą relację i artykuł o działalności Ruchu, aby przekazać ludziom, jak ważne wartości przekazuje ROM. Drugim powodem były jej osobiste przekonania i oddanie, jakim darzyła organizację Aldony Prewett. Nie była pewna, czy będzie tego dnia krzyczeć i dawać o sobie znać, bo jednak ostatnimi czasy cała pewność siebie kobiety gdzieś uciekła. Odkąd po Londynie zaczęły krążyć plotki o zmartwychwstaniu Zacharego Magnusa nie potrafiła wyjść z domu bez strachu. Wciąż pamiętała, co jej zrobił i nie miała ochoty spotkać tego człowieka jeszcze raz. Niemniej sprawa była ważna, dlatego wyszła na ulicę i postanowiła pokazać, że całym sercem jest z ROMem. Z ich przekonaniami i żałobą po Aldonie. Trzymała się blisko swojego brata i jego żony, chcąc jakoś pomóc i nie oddalić się od nich za daleko.


avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Matowa i skromna, nie wyróżnia się na tle innych. Brak zdobień. Rdzeń z rogu jednorożca, drewno jabłoni, sztywna, 12 cali długości. Nic specjalnego.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: BĄBLOGŁOWY, EXPELLIARMUS, RIDDICULUS, PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, DIFFINDO, ACCIO, WINGARDIUM LEVIOSA, VERDIMILIOUS, SICCUM, EBUBLIO, LEVICORPUS, OCULUS LEPUS, UTEVO LUX, SOMNO
OPIS POSTACI: Średni wzrost, lekko podkrążone oczy od nadmiernego przesiadywania z książką po nocach. Właścicielka szczupłej, wątłej twarzy, którą okalają długie włosy o kolorze miodu akacjowego. Młoda Panienka Fitzgerald posiada kobiecą budowę ciała i długie włosy, ale na tym kończą się atrybuty kobiecości, którymi może się pochwalić. Skromny i konserwatywny ubiór, kłócący się poniekąd z jej pochodzeniem, przełamuje niekiedy mocniejszym makijażem i frywolnymi kapeluszami, nie mającymi jednak nic wspólnego z modą mugolską. Często próbuje zakryć całkowicie swoje ciało poprzez noszenie wyłącznie czarnych, workowatych szat. Preferuje stonowane kolory, a te pstrokate i przyciągające uwagę omija szerokim łukiem. Bardzo rzadko nosi dodatki i biżuterię, za wyjątkiem skromnego,złotego łańcuszka, z którym się nigdy nie rozstaje. Zazwyczaj wyprostowana lecz w jej kroku na próżno szukać gracji.  Wiecznie zachmurzony wyraz twarzy, nieobecne spojrzenie.  Czy to tylko zadumanie i wyłączenie się z realnego świata, a może to autentyczna, mroczna energia kryjąca się w jej pokrętnym umyśle i dziwnych fascynacjach? Tego nikt nie jest pewien,nawet ona sama.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t364-szatany-anastasii#520 http://mortis.forumpolish.com/t418-skrytka-numer-111
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Sro 06 Kwi 2016, 00:54

Otwarłszy ostatecznie swe ciężkie, zasnute niepokojem i przemęczeniem po nieprzespanej nocy powieki, Anastasia wydała z siebie ciche, głębokie westchnienie. Świat wciąż tkwił pod osłoną mroku, jedynie rozbudzone ptaszyny za oknem zwiastowały nieuchronne nadejście rześkiego poranka.
Zerwała się z łóżka z zawrotnym biciem serca, różdżką dyskretnie podświetlając drogę do łazienki. Oszczędne ablucje, tak aby nie marnować czasu, przywdzianie szat, których na co dzień nie nosiła, bo zaopatrzyła się w owe na tę specjalną okazję. Wybranych kreacji nie założyłaby w żadnym innym przypadku, skromny, tweedowy komplecik w nieciekawych barwach miał za zadanie postarzyć ją o dobre kilka lat, oraz zapewnić  absolutną przeciętność, dzięki której nie wyróżni się z tłumu. Płaszczyk, damski melonik na głowę i solidne, letnie kozaczki. Podkreśliła oko czarną kredką, niedbale nałożyła róż, chcąc całkowicie wyeliminować jakiekolwiek ewentualne podejrzenia, przypuszczenia, iż dziewczyna mogłaby być zbiegłą uczennicą.
Anastasia Fitzgerald wbrew pozorom nigdy nie była odważną dziewczyną. Większość ryzykownie podejmowanych decyzji i wykonywanych akcji, wynikało z niczego innego, a z bezmyślności i dzikości temperamentu. Narwania. Podczas opuszczania siódmego piętra i kierowania się ku lochom, dziewczę poczuło jak ekscytacja nieodwołalnie zlewa się w nierozłączną jedność z przerażeniem, obradzając przy tym w mieszankę iście piorunującą zmysły. To nie przesada, Fitzgerald traciła niemalże oddech na samą myśl o tym co może ją spotkać, gdy ją przyłapią na gorącym uczynku. Albo gdy… nie, ten scenariusz zdecydowanie należało wyrzucić z paranoicznie zatrwożonego umysłu.
Wychowana jak pączek w maśle, pod parasolem obsesyjnie zatroskanej i nadopiekuńczej mamusi nie miała szans, aby dorosnąć i wyrobić sobie pazur. Gryfonka. Wielokrotnie zastanawiała się nad tym, dlaczego Tiara przydzieliła ją do Gryffindoru, a nie do Hufflepuffu. Nigdy nie zapuściła się do Zakazanego Lasu. Jeśli już wagarowała, to we własnym pokoju, pod cieplutką kołderką, otoczona nieprzyzwoitymi romansami na papierze. Kuchnia? Była w niej zaledwie dwa razy od przekroczenia po raz pierwszy murów Hogwartu. To nie tak, że nie lubiła łamać zasad. Nie. Bała się konsekwencji wynikających z ich przekroczenia.
Lochy. Stąpała po kamiennej posadzce niczym mała, niepozorna myszka. Dać się złapać komukolwiek, nie opuściwszy nawet murów szkoły… jej duma nie przyjęłaby podobnej porażki zbyt dobrze. Błądzić po korytarzach zamku można w nieskończoność, ale Anastasia dokładnie wiedziała dokąd zmierza. Przygotowywała się na ten scenariusz od tygodni i pomimo wcześniejszej kiepskiej znajomości topografii przemierzanego terenu, teraz wydawała się być pewna w swych krokach. Stanęła przed wrytą w ścianę pochodnią i wyszeptawszy dosadnie słowo “bździągwa” przekręciła nią drżąc nieznacznie. Fiztgerald naiwnie wierzyła, że bez hasłowego klucza tajnego przejścia nie można otworzyć, toteż za każdym razem to określenie wiernie opuszczało jej usta. Zniknęła za utworzonym w cegiełkach wejściem, a oczom dziewczęcia ukazał się długi, ciemnawy korytarz, zdecydowanie nie napawający optymizmem.
Wraz z uzyskaniem pełnoletności otworzyła się przed Fitzgerald możliwość dołączenia do szeregów ROMu i o ile na samym początku rodzice nie oponowali przed podjętą decyzją, to wraz ze wzrostem negatywnych nastrojów w związku z ostatnimi wydarzeniami, dostała absolutne ultimatum trzymania się od całego bagna z daleka. Jej przerażenie i zafrasowanie nie wynikało zatem całkowicie z faktu łamania regulaminu i wykraczania poza teren Zamku pomimo zakazu. Aldona Prewett, niedoszła przywódczyni ROMu została zamordowana kilka tygodni temu. Daleka krewna musiała być przyjemną osóbką, ale Fitzgerald nie było dane spędzić z nią zbyt wiele czasu.
Kroczyła zatem tempem umiarkowanym, wielokrotnie zwalniając lub przystając całkowicie. Wahała się, a do końca przejścia wciąż pozostała długa droga.
Fiztgerald nie dane było zmierzyć czasu przejścia, ale pora wyjścia z wilgotnej nory nareszcie musiała nadejść. Dosłownie, z nory. Wspięła się po wąskich schodkach i pchnęła klapę nad czubkiem głowy. Dziura wylotowa znajdowała się dosłownie w pniu drzewa zlokalizowanego już poza terenem zamkowym. Niebo leniwie przeistaczało się w swą dzienną formę, a brunatne chmury zwiastowały nadchodzący deszcz. Ruszyła dalej, czujna, spięta i zlękniona. Przynajmniej wzięła ze sobą parasol.


In battle it is the cowards who run the most risk; bravery is a rampart of defense.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Sro 06 Kwi 2016, 01:41

Membrana powiek Hennessy uniosła się, przywołując ją do świadomości, niedługo po wyjściu Anastasii. Pokój ogarniał półmrok, w pomieszczeniu wisiała rześka atmosfera typowa dla tego drobnego odcinka czasowego poprzedzającego świt. Niebawem ponad horyzontem miało pojawić się słońce otwierając bramy nowego dnia, w tym momencie jednak, jego nieuchronne nadejście zwiastował jedynie odcień nieba, przechodzący z odmętów czerni w nieco jaśniejsze barwy. Snopy bladego światła wpadały do pokoju, kładąc się łukiem na łóżkach dziewcząt. Noc powoli umierała, schodziła ze sceny; Antigone podniosła się bezszelestnie, a przynajmniej starała się zachować tę względną ciszę w swoich ruchach, aby przypadkiem żadnej z współlokatorek nie obudzić. Delikatny szelest pościeli był naturalnym dźwiękiem, nie mógł skupić na sobie płochliwej uwagi osoby kołysanej w objęciach Morfeusza. Naturalnie, nie dostrzegła braku jednej z dziewcząt — nie rozglądała się specjalnie, czuła przedsmak adrenaliny powoli krążący w żyłach, który uderzył jej do mózgu ze zdwojoną siłą, mobilizując do działania. Sięgnęła po ubrania o najprostszym posiadanym kroju, aby nie zwracać na siebie uwagi — wybór padł na szarą, tweedową garsonkę oraz dopełniającą kompletu spódnicę do kolan, dopasowaną kolorystycznie. Na głowie spoczął czarny melonik przyozdobiony skromnymi kwiatami. Przeciętność podkreślił czarny płaszcz do kolan. Wyglądem wpasowałaby się doskonale w tłum dojrzałych kobiet, nie zbiegłych uczennic usiłujących tuszować blask naturalnej młodości.
Nieświadoma faktu, iż podąża śladem Fitzgerald, skierowała się do lochów, w których znała ukryte przejście. Antigone posiadała orientację w podziemiach Hogwartu, znała przejścia skryte pośród chłodu i wilgoci lochów — doskonale wiedziała, gdzie się kieruje. Pilnowała jednak, aby pewność siebie i bezbłędnego planu nie przyćmiła zdrowego rozsądku w impulsywnym umyśle, poruszała się cicho, niemalże niedosłyszalnie, pomimo wyraźnego pogłosu bytującego w podziemnej części Hogwartu. Z każdym krokiem powtarzała w myślach kolejny, każdy zakręt, wszystkie mijane punkty niejako charakterystyczne — drobne szczegóły, pozwalające uzyskać namiastkę orientacji w terenie. Wzrok Hennessy szybko wyłapał to, czego panicznie poszukiwał. Sięgnęła dłonią w kierunku pochodni i przekręciła ją, co wywołało nieznaczne skrzypienie, tak wyraziste w gęstej, ciężkiej ciszy, chodzącej za czarnowłosą niczym natrętny cień. Długi korytarz bynajmniej nie przypominał przestrzeni przyjaznej. W umyśle Antigone rozległo się głuche dudnienie, krew zaczęła szybciej krążyć, tętno niewątpliwie przyspieszyło swoje codzienne tempo. Cierpliwie odczekała, aż przejście wróci do swojej pierwotnej, ukrytej formy, po czym ruszyła szybkim krokiem przed siebie; Nie wiedziała, ile przeszła, nie liczyła kroków, jednak droga niebywale się dłużyła, do czasu, gdy napotkała schodki prowadzące do wyjścia.
Cholera, nie wzięłam parasola, pomyślała, spoglądając na potężną warstwę chmur zbierających się na niebie. Ciemność wyraźnie przerzedziła się, ustępując tronu porankowi, którego wyrazistość byłaby niezaprzeczalnie większa, gdyby promienie słoneczne przebiły się przez grubą pierzynę zbudowaną ze stratusów; Ruszyła ścieżką prowadzącą do Hogsmeade, zachowując naturalne tempo kroków, nie nadając sobie zbędnego pośpiechu. Zadanie najcięższego kalibru pozostawiła za sobą, co niewątpliwie koiło nerwy pobudzone adrenaliną płynącą wartkim strumieniem w żyłach. W oddali dojrzała postać — zapewne kobietę, której tożsamości nie była w stanie ustalić z marszu, gdyż dzieliła je dość spora odległość. W umyśle Hennessy zakiełkowała uporczywa myśl, że gdzieś już widziała ten tweed wystający spod płaszczyka, który także wydawał się mieć znajomy pierwiastek w sobie. W miarę sukcesywnego zmniejszania dystansu między dziewczętami, wczelkie wątpliwości prysnęły niczym przysłowiowa bańka mydlana.
Spodziewałam się, że kogoś spotkam! Jednak że to będziesz ty? — spytała, zrównując krok z Anastasią.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Stażysta Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Róg jednorożca; Osika; 11,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ♥Szkolne♥ PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FINITE, PETRIFICUS TOTALUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, AVIFORS, FURNUCULUS, ACCIO, ALOHOMORA, LUMOS MAXIMA ♥Łatwe♥ COLLOSHOO, ENTROPOMORPHIS, ANAPNEO, REPARIFORS, ANTIVENENUM, BOMBARDA MAXIMA, CHŁOSZCZYŚĆ, OCULUS LEPUS, SUSPENSORIUS ♥Trudne♥ STIMULUS MELEDICTIONEM, ACID MISSILE, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM, VULNERA SANATUR, SENSOREM
OPIS POSTACI: Templer mierzy niecałe sto siedemdziesiąt trzy centymetry i jest to coś, na co nigdy w życiu nie narzekała. Podobało jej się, że nie należy do osób tych za nadto wysokich, czy niskich. Oscylowała w odpowiedniej dla siebie wadze, chociaż jak na kobietę przystało zawsze uważa, że jest za szeroka w biodrach. Na jej twarzy trudno dostrzec piegi, albo innego rodzaju przebarwienia. Tylko wtedy kiedy jest zbyt zdenerwowana lub po prostu speszona, na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce, które dość trudno przegonić. Największą uwagę w jej wizerunku zabierają oczy. Duże, jasnoniebieskie, często wywołują zdezorientowanie u jej rozmówców, co nie za bardzo odpowiada samej Sophii. Często, podczas spisywania ważnych notatek musi zakładać na nos okulary, żeby litery i cyfry znajdujące się na pergaminie za bardzo się nie rozmazywały. Lewej ręki używa niemalże do wszystkiego: pisania, przewracania kartek, wykonywania codziennych czynności. Z niewiadomych przyczyn różdżka zawsze znajduje się w jej prawej ręce. Tak nauczyła się rzucać czary w szkole i tak jej pozostało. Życie Sophii nigdy nie było usłane pachnącymi i miękkimi płatkami kwiatów. Znacznie częściej natrafiała na kolce róż, które tylko czekały, aż wbiją się mocno w stopy kobiety i to między innymi ukształtowało jej charakter. Ma wole walki i nie da sobą pomiatać, chociaż podczas pierwszej rozmowy może wydawać się bierna i uległa. Z reguły jest optymistycznie nastawiona do życia, ale do wszystkiego podchodzi z dystansem.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t544-stworki-sophii http://mortis.forumpolish.com/t551-dziennik-sophii-templer http://mortis.forumpolish.com/t545-skrytka-nr-983
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Czw 07 Kwi 2016, 10:17

Gdyby nie to, że pracowała w BUMM'ie i, że została przydzielona do pracy z Lawrence, najprawdopodobniej kompletnie olałaby marsz ROMu, a później przeczytałaby na jego temat w Proroku Codziennym. Niestety, los chciał inaczej. Razem ze swoim przełożonym miała przesłuchać Ruth McDonald. Oczywiście jej "praca" miała w większości polegać na przysłuchiwaniu się jak najstarszy członek Brygady Uderzeniowej, zbiera potrzebne informacje. Doskonale pamiętała jak nie poradziła sobie z dzieciakiem, który wkroczył do apteki Roslin. Była wtedy chyba bardziej zdenerwowana, niż on sam.
Pogoda, która z początku zapowiadała się na całkiem przyjemną, teraz stała się beznadziejna. Rozglądając się uważnie po zgromadzonych już w Hogsmeade ludziach, spróbowała odnaleźć wzrokiem Pana Mundy'ego. Odgarnęła rozpuszczone włosy z twarzy i na głowę naciągnęła kaptur swojego płaszcza. Liczyła jednak, że nagle nie zacznie padać, bo w przemoczonych butach i ubraniach, nie będzie łatwo przeciskać się przez zebrany tłum ludzi.
Ukradkiem wyciągnęła z kieszeni swoją różdżkę. W trakcie marszu musiała mieć wyostrzone zmysły. Wbrew pozorom chciała go przeżyć w jednym kawałku.
- Suspensorius.
Mruknęła celując w siebie końcem magicznej pałeczki.



PisanieTemat: Re: Ulica główna  Czw 07 Kwi 2016, 10:17

The member 'Sophia Templer' has done the following action : Rzut kością


'KOŚĆ K20' : 20



Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, jak wiel­kim cu­dem jest życie [...].
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Czw 14 Kwi 2016, 01:22

Kiedy na zbierających się czarodziejów spadły pierwsze krople deszczu, znajdowali się już wśród nich wyczekiwani państwo Longbottom. Joseph i Margaret byli obecnie najbardziej znanym i kontrowersyjnym małżeństwem w tej części Wielkiej Brytanii, między innymi ze względu na odważne, choć dość naiwne i nieodpowiedzialne, otwarte dzielenie się swoimi poglądami ze społeczeństwem magicznym. Oboje chętnie wybierali się na bale i bankiety, publikowali artykuły w gazetach i organizowali podobne dzisiejszemu marszowi wydarzenia, mające w teorii połączyć wszystkich i zjednoczyć, a w rzeczywistości dzielące brytyjskich czarodziejów na kolejne odłamy. Wśród zwolenników równości mugolaków z czystokrwistymi rodami znajdowały się przecież osoby, które jednocześnie otwarcie sprzeciwiały się polityce Longbottomów, zrzucając na nich winę za tragedię jednej z ulic Hogsmeade. Nikt przecież nie zabiłby Aldony, gdyby Ruch Obrony Mugoli nie był tak krzykliwy i konfliktowy, prawda? Zważywszy na to, że to Prewettowa była przywódczynią ROMu... nie była to opinia zbyt trafna, jednak ostatnimi czasy wyjątkowo popularna. Mieszkańcy tak małej mieściny nieczęsto miewali trupy pod oknem, ale skoro już się jakiś trafił - pragnęli spokoju, ciszy i bezpieczeństwa, a to dzisiejszego dnia zostało im odebrane. Wyostrzone zmysły pracowników ministerstwa mogły więc wyczuć jak wiele zaklęć ochronnych i zabezpieczających zostało rzuconych na okoliczne budynki. Oczy uczestników i zainteresowanych z niepokojem obserwowały pozastawiane witryny sklepowe i pustkę na wszystkich ulicach, nie licząc Ulicy Głównej, na której to właśnie wszystko miało się właśnie rozpocząć.
Oczom pani stażystki szybko ukazał się jej dzisiejszy partner, wciąż odczuwający skutki niepoprawnie rzuconego zaklęcia. Efekt nałożony przez tragikomiczne Suspensorius na szczęście mijał, a Mundy zdążył się już do czarno-białego świata przyzwyczaić.
- Rozglądaj się za McDonald. - przypomniał jej spokojnie, przyglądając się tłumowi z uwagą. Wyostrzenie zmysłów sobie darował, bo po jego duma zaszargana trzykrotną porażką wciąż błagała go o litość. Dwójka BUMowiczów nie potrzebowała wiele szczęścia, by Ruth z tłumu wyłapać - zgodnie z oczekiwaniami znajdowała się w centrum całego zamieszania, tuż obok swojej rodziny. Joseph wystąpił przez szereg, w celu wygłoszenia oczekiwanej przemowy, zaś Elliot i Benedict błyskawicznie skupili się na obserwujących go osobach. Lawrence bezceremonialnie ruszył w stronę rudowłosej redaktorki.
Longbottom mówił głośno i powoli, żywo gestykulując przy tym rękoma.
- Drodzy zebrani, rad jestem widzieć wasze twarze w Hogsmeade dnia dzisiejszego i ubolewam nad tym, że nie mogliśmy spotkać się w innych okolicznościach. Ostatnie wydarzenia, których ofiarą padła nasza droga przyjaciółka niezależnie od statusu śledztwa w Ministerstwie są niewątpliwie atakiem wymierzonym w nasza organizację, a więc i pragnienie równości wobec innych czarodziejów, wolności od tak zwanego statusu ich krwi. Drodzy czarodzieje, zebraliśmy się tutaj by uczcić pamięć kobiety silniejszej i zaradniejszej niż niejeden mężczyzna, udowadniającej na każdym kroku, że stereotypy to fikcja. Kobiety niosącej pomoc każdemu, niezależnie od jego płci, poglądów, wieku i przewinień. Matki, córki i żony. Moi drodzy, Aldona jako założycielka Ruchu Obrony Mugoli wywodziła się z rodziny uważanej przez naszych przeciwników za szlachetną, a mimo to nie popierała nie tylko utworzenia tego absurdalnego dokumentu, ale i ogólnego tworzenia sztucznych, krzywdzących podziałów, w których to chorym wymiarze najwyższa klasa, której społeczeństwo nic nie zawdzięcza depcze i niszczy nadzieje klas niższych i gorszych, pracujących na jej utrzymanie...
- HahahaHAHAHAHAHAAH. - grupa ludzi rozstąpiła się, chcąc odsunąć od ryczącego mężczyzny. Jego głos zagłuszył dalszą część wypowiedzi, tym samym skutecznie ją kończąc. Wyjątkowo rozbawiony wypowiedzią pan mierzył sobie na oko metr siedemdziesiąt wzrostu. Był tęgiej postury, odrobinę już łysiejący. Przyodział się w szaty tradycyjne, odrobinę już znoszone i nie pasował do żadnego z rysopisów. - Pierdolisz od rzeczy, Longbottom. Jak zawsze. - splunął na ziemię.
avatar
Zastępca Kierownika Kwatery Głównej Aurorów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12,5 cala, czarny bez, szpon hipogryfa, raczej sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Accio, Lumos, Locomotor, Nox, Enervate, Expelliarmus, Protego, Fumos, Drętwota, Petrificus Totalus, Everte Statum, Aqua Eructo, Wingardium Leviosa, Duro, Riddiculus Łatwe: Impedimetna, Procella, Sardinus Eructo, Mansio, Frigidus Flamma, Suspensorius, Zaklęcie czterech stron świata, Ocius, Reparifors, Vermillious, Ericius Mutationem, Avis, Entropomorphis Trudne: Sectumsempra, Purpura Flamma, Obliviate, Adversum, Protego Horribilis, Baubillous, Incarcerous, Finite Incantatem
OPIS POSTACI: Alistair to całkowite zaprzeczenie stereotypowego wizerunku tajnego agenta. Gdy spotkasz na ulicy Prewetta, nie zobaczysz niczym niewyróżniającego się, średniego wzrostu osobnika, którego nie zaszczycisz niczym więcej, jak krótkim spojrzeniem. Auror to osoba, która jest niezwykle charakterystyczna. Ktoś, kto mierzy metr i dziewięćdziesiąt pięć centymetrów oraz posiada muskulaturę, której mógłby pozazdrościć nie jeden kulturysta, siłą rzeczy rzuca się w oczy. Jakby tego było mało, całe ciało Prewetta zdobi masa przeróżnych blizn, z których najbardziej charakterystyczną jest ta, ciągnąca się od prawego kącika wargi, aż do prawego ucha (taki przedłużony, jednostronny forced smile Jokera). Reszta cech aparycji nie jest tak spektakularna. Twarde i wyraźne rysy twarzy, wieczny, kilkudniowy zarost, krótko przycięte, czarne włosy oraz chłodne szare oczy. Nic nadzwyczajnego. Nie mniej, patrząc na Alistaira ma się wrażenie, że stoi przed tobą okrutny morderca o niezbyt rozwiniętym intelekcie, a nieszanowany auror i łowca czarnoksiężników. No cóż, pozory mylą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t662-ptasi-email-alistaira#7309 http://mortis.forumpolish.com/t608-skrytka-672#2933
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Pią 15 Kwi 2016, 18:06

Alistair wciąż stał z boku i obserwował zgromadzonych.
Chociaż cała uwaga aurora była skupiona na uczestnikach marszu, to wyostrzone zmysły, siłą rzeczy wychwyciły masę innych anomalii, które znajdowały się w pobliżu.
Prewetta nie zdziwiły zaklęcia obronne rzucone na domy. Chyba całe Hogsmeade postanowiło dodatkowo się zabezpieczyć. Nie było w tym nic dziwnego. Biorąc pod uwagę wcześniejsze, jak i obecne wydarzenia, Alistair postąpiłby tak samo.
Czarodziej słuchał przemówienia Longbottoma, nie spuszczając jednocześnie oczu z reszty zgromadzenia. Jedno musiał przyznać przywódcą ruchu. Przemowy to Oni umieli wygłaszać. Chociaż całe to przedsięwzięcie, jak na razie przyniosło więcej złego niż dobrego, to słowa Josepha mówiące o „ataku na organizację”, „wolności od statusu krwi” oraz „kobiecie silniejszej i zaradniejszej…”, były niezwykle doniosłe. Chociaż Prewett miał mieszane uczucia względem działalności ROMu, to musiał przyznać, że Longbottom bardzo trafnie opisał jego zmarłą ciotkę. Aldona również nie ulękłaby się zagrożenia i zorganizowała marsz, gdyby zabito jakiegoś członka jej stowarzyszenia. Ponadto, auror nie miał wątpliwości, że znaczna część jej wrogów darzyła ją szacunkiem i się jej bała. Ostatecznie pozbawiono ją życia. Gdyby konserwatywne środowiska nie uważałyby jej za realne zagrożenie, nie posunęłyby się do tak drastycznych rozwiązań. Pod tym względem, Alistair, jak i reszta Prewettów mogli być dumni ze swojej krewnej. Chociaż cała rodzina nie popierała Aldony, to śmierć w imię ideałów, w które się wierzyło, zasługiwała na szacunek i upamiętnienie.
Nagle, przemówienie Josepha przerwał głośny rechot. Alistair natychmiast skierował swój wzrok, w stronę, z którego dobiegł ów dźwięk.
Za zamieszanie odpowiedzialny był jakiś łysiejący mężczyzna w średnim wieku, którego auror na pierwszy rzut oka nie kojarzył. Sądząc po ubiorze był to jakiś tradycjonalista. Jednak nie wyglądał na kogoś, kto przynależał do „wyższych sfer”. Znoszone ubrania sugerowały, że nieznajomy nie grzeszył pieniędzmi.
Prewett zerknął szybko na małżeństwo Longbottomów. Widząc, że w ich stronę zmierza Lawrence oraz jakaś kobieta, której osobiście nie znał, uznał, że małżeństwu na chwilę obecną nie zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. W razie, czego, dwójka brygadzistów powinna dać sobie radę.
Prewett, ponownie przeniósł swoją uwagę na wichrzyciela. Dyskretnie, tak, aby nikt tego nie dostrzegł, wyciągnął zza pazuchy swoją różdżkę. Wciąż dyskretnie, starając się nie wzbudzać niczyich podejrzeń, zmniejszył dystans pomiędzy nim samym, a krzykaczem.
Alistair zaczął obserwować tłum jeszcze uważniej niż wcześniej. Chociaż wydawało się, że głośny mężczyzna jest sam, to nic nie wskazywało na to, że nie mogło być inaczej. Dlatego też, auror przeczesywał wzrokiem zebranych, poszukując jakiś podejrzanych ruchów, bądź obnażonych różdżek.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Sob 16 Kwi 2016, 12:45

Stał z boku, palił papierosa i przyglądał się temu wszystkiemu starając ukryć niezadowolenie. Pierwsze krople deszczu nie zwiastowały niczego dobrego, a mógł też załapać przeziębienie od kilkugodzinnego moknięcia i marznięcia. Jeszcze się na dobre nie zaczęło, a on już miał dość. Niemniej, nie miał zamiaru zaszywać się gdzieś z boku, chować przed zadaniem, jakie otrzymał. Musiał zacząć pracować, jak najlepiej, choć sam nie do końca wiedział, skąd w nim takie postanowienie. Zazwyczaj miał gdzieś takie drobnostki, jak obowiązki, ale teraz... Teraz potrzebował czegoś, co będzie go trzymało przy życiu.
Z zamyślenia wyrwał go głos przewodniczącego wydarzenia. Spojrzał więc na mężczyznę dopalając papierosa i wyrzucając peta na ziemię. Przydepnął go i westchnął. Oszołomy. Podziwiał ich, że pociągnął za sobą tylu ludzi, choć z drugiej strony - głupimi ludźmi zawsze dobrze się sterowało. A potem pojawiał się ktoś mądry, łapał za głowę i podstawiał ci nogę. I co wtedy? Ano, nic. Wszystko się rozpada.
Śmiech rozchodzący się po ulicy sprawił, że nawet Gienie przeszły po plecach ciarki. najwidoczniej nie tylko jemu nie podobało się to, co mówił Longbottom i znudzony ktoś wreszcie się odezwał. Jewgienij spojrzał na niego badawczym wzrokiem, choć nie wydawało mu się, by był jednym z poszukiwanych. Co za szkoda, mógłby mieć już jedno z zadań odhaczone! A tak? Wszystko tylko się komplikowało.
Westchnął pod nosem, zabluźnił w myślach i ułożył rękę na różdżce, którą dalej trzymał w kieszeni. Podszedł powoli bliżej tłumu, choć nadal utrzymywał dystans. Nie chciał znaleźć się w samym środku wydarzeń, gdyby coś miało się stać. Łysiejący mężczyzna, poza głośnym wyrażaniem swojego zdania, nie zrobił niczego nieodpowiedniego, a co za tym idzie - nie było powodu, dla którego ktokolwiek z BUMu miałby do niego podchodzić.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Redaktor Proroka, Astrolog

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Włos jednorożca, cedr, 12 cali, elastyczna. | ZDOBIENIA: Wyżłobione na całej długości runy berkano.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: -
OPIS POSTACI: Nigdy nie uważałam się za osobę piękną, choć odrobina wilej krwi zawsze sprawiała, że zwracałam na siebie uwagę. Obecnie, mimo tego iż na twarzy zaczęły pojawiać mi się zmarszczki - nadal wyglądam młodo. Mam długi nos, który nie jednemu przyniósłby na myśl nosy czarownic z mugolskich opowieści. Ciemne oczy, tak często ukryte pod ściętą na prosto, rudą grzywką i długie włosy, tak często przeze mnie spinane w kok - zwłaszcza, gdy idę do pracy. Nie jestem niska, choć do wysokich bym się nie zaliczyła. Metr siedemdziesiąt to raczej średnia wysokość kobiet w moim wieku i środowisku, z którego pochodzę. Kiedyś miałam śliczne, zaokrąglone tam, gdzie potrzeba ciało. Teraz skóra marszczy mi się na dłoniach, zwisa gdzieniegdzie zupełnie nie tak, jak powinna. Jestem szczupła, niektórzy powiedzieliby wręcz wychudzona. Ubieram się zazwyczaj w rzeczy praktyczne, ale jednocześnie eleganckie. Mimo wszystko, pochodzę z dobrego domu i mam potrzebę noszenia drogich, dobrze skrojonych i przede wszystkim uszytych z dobrych materiałów ubrań.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t564-towarzysze-ruth#2577 http://mortis.forumpolish.com/t563-skrytka-nr-999
PisanieTemat: Re: Ulica główna  Sob 16 Kwi 2016, 18:10

Była oddana sprawie, bardzo i niezaprzeczalnie. Jednak przy swoim bracie była jedynie początkującą dziewczynką, której wydawało się, że chce pomóc. Gdy słuchała Josepha narastała w niej chęć, tak silna, iż mogłaby nią góry przenosić. Chęć, by zmieniać, naprawiać, ratować świat, w którym wszyscy się znaleźli.
Stała więc w tym deszczu, nic sobie nie robiąc z tego, że moknie. Słuchała słów brata w milczeniu, pochłonięta tym wszystkim, co mówił. Gdzieś w tłumie ujrzała Lawrence'a, do którego się uśmiechnęła, choć mógł tego nie dostrzec przez dzielącą ich odległość, mżawkę, czy nawet dlatego, że akurat w tym momencie na nią nie patrzył. Nie wiedziała też, że widział teraz jedynie w czerni i bieli, co z pewnością również utrudniało życie. Nie patrzyła też na niego zbyt długo, gdy tłum rozstąpił się chwilę po tym, jak po ulicy rozniósł się śmiech.
Zmarszczyła brwi. Tak bestialskie przerwanie tak pięknej mowy? Wszystko w niej zawrzało, zacisnęła dłonie w pięści. Gdyby przerwano jej własną wypowiedź z pewnością nie byłaby taka zła, ale jej ukochanego braciszka? O nie, nie puści tego płazem.
... Następnym razem. Ostatecznie jednak strach przed odezwaniem się ją powstrzymał. No i, co miałaby mu powiedzieć? Zamknij się pan? Poklepała więc tylko brata po ramieniu, bo ona mogła pięknie pisać, ale zdolności oratorskie były domeną Josepha, nie jej. Musiał się mu jakoś odszczeknąć, była tego pewna! A ona poprze każde słowo swojego brata, tak postanowiła.


Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ulica główna  

Ulica główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Similar topics

-
» Ulica
» Główna ulica
» Ulica Henryka Kapryśnego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogsmeade-
Skocz do: