Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Boisko do Quidditcha

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
PisanieTemat: Boisko do Quidditcha  Wto 29 Gru 2015, 19:59

Duże boisko pełniące funkcję mini stadionu podczas szkolnych rozgrywek quidditcha. Mecze odbywają się na nim regularnie, niezależnie od pogody i temperatury. Trybuny dla widzów znajdują się po jednej stronie boiska, reszta to otwarta przestrzeń, po której poruszają się zawodnicy na swoich miotłach.
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Sro 11 Maj 2016, 18:49

Środa, 11 maja 1934r. godz. 14:30

Po ostatnich wydarzeniach w Hogsmeade uczniowie nie mieli zbyt wielu okazji do dobrej zabawy. Zakazano im opuszczania murów zamku nawet w weekendy i większość naprawdę się nudziła. Zbliżał się koniec roku, co teoretycznie powinno skłonić chociaż część młodych ludzi do nauki, ale jak bywało w praktyce - każdy wiedział. Właśnie dlatego, gdy nadszedł dzień meczu quidditcha wszyscy byli podekscytowani. Nawet ci, którzy nie zawsze byli zainteresowani sportem, postanowili przejść się na boisko i obejrzeć jedyną atrakcję, jaka była im dana. Tego dnia, choć termometry wskazywały wysoką temperaturę, słońce chowało się za chmurami, zwiastując nadchodzące, wiosenne opady deszczu. Nikomu jednak to nie przeszkadzało, mecze odbywały się już w dużo gorszych warunkach.
Na trybunach zbierali się już pierwsi obserwatorzy, bardzo ciekawi przebiegu dzisiejszego wydarzenia. Najbardziej podniecony wśród nich był oczywiście Tonny Jenkins, komentujący każde starcie Srebrnych Wiwern ze Złotymi Chimerami od trzech lat. Za każdym razem obstawiał wynik meczu i zazwyczaj się nie mylił - tym razem również miał swój typ, pozostawił go jednak dla siebie. Na boisku obecny był już opiekun Slytherinu i sędzia każdego z odbywających się meczy - @Caolán Báirseach. Stał na środku czekając na pojawienie się członków każdej z drużyny, a także na znak od powoli schodzącej się kadry nauczycielskiej, której przewodzić miał w zastępstwie za Adarę Fletcher wicedyrektor, @Vakel Bułhakow.
W szatni Złotych Chimer wrzało od zagrzewającego do walki głosu kapitana drużyny, Emily Rowle. Szukająca Tamara Scrimgeour rozgrzewała sobie nadgarstki w ciszy spoglądając na resztę drużyny. Trzech ścigających, @Antigone Hennessy, @Kim Miracle i @Maurycy F. Longbottom, który dopiero wrócił do szkoły po miesięcznej przerwie, również mieli chwilę na rozgrzewkę. Nieopodal nich stała także druga z sióstr Hennesssy - Yvon. Reszta drużyny trzymała się odrobinę dalej, zajęta swoimi sprawami. Tymczasem w szatni Srebrnych Wiwern było po prostu cicho - nikt, nawet kapitan drużyny, Morrigan Black nie miała zamiaru wygłupiać się przedstawiając mowy motywacyjne. Jej zastępca, wice-kapitan @Graysen E. Carrow stał obok niej obserwując drużynę - dwóch ścigających, Masciusa Malfoya oraz @Ururu Marqueza, a także resztę zespołu. Do rozpoczęcia meczu zostało kilkanaście minut, a stres mógł wpłynąć na niejednego z zawodników.

Na meczu w roli obserwatorów mogą pojawić się wszyscy uczniowie, nauczyciele i rodzice należący do rady rodziców.


szkoła óczy xd
avatar
Prefekt Ravenclawu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Angielski dąb, pancerz kikimory, 13 cali, sztywna. Solidna, z dosyć grubą rękojeścią. Nie jest prosta, większość różdżki jest pofalowana. Sama rękojeść ozdobiona jest grawerowaniem w drewnie, a także onyksem, który umieszczony jest na jej podstawie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ★ Szkolne ★ ACCIO - ALOHOMORA - APERACJUM - BĄBLOGŁOWY - BOMBARDA - COLLOPORTUS - CONFUNDUS - DEPULSO - DRĘTWOTA - ENERVATE - EPISKEY - EXPELLIARMUS - GLACIUS - LUMOS MAXIMA - REDUCTO - REPARO - WINGARDIUM LEVIOSA ★ Łatwe ★ ANATISQUACK - BONUM IGNIS - CALVORIO - CHŁOSZCZYŚĆ - CONSTANT VISIO - ENTROPOMORPHIS - ERECTO - FUNEMITE - ILLEGIBILUS - IMPERTURBABLE - SICCUM - ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) ★ Trudne ★ FINITE INCANTATEM - PROTEGO HORRIBILIS ★ Specjalne ★ ZAKLĘCIE PATRONUSA (EXPECTO PATRONUM, FORMA BIAŁEGO KRUKA) ★
OPIS POSTACI: Dosyć niska, mierząca jedynie sto sześćdziesiąt centymetrów, nie wyróżniająca się tak naprawdę niczym szesnastolatka. Drobna, można nawet pokusić się o stwierdzenie chuda dziewczyna, która z pewnością nie ma zbyt wiele siły i łatwą ją pociągnąć, czy popchnąć. Ostatnim razem, gdy się ważyła, waga ukazała czterdzieści osiem kilogramów, co i tak było dla niej osiągnięciem. Całkowicie przeciętna, o krótkich blond włosach, które lubią się puszyć i falować - każdy włos w zupełnie inną stronę, co sprawia, że na jej głowie prawie zawsze panuje nieład. Zawsze bardzo się stara, by mieć choć trochę elegancką fryzurę, jednak nie często jej się to udaje. Brązowe oczy kontrastują z bladą cerą, będącą oznaką przebywania przez większość czasu w budynkach, choć w wakacje zdarza się, że znajduje się na niej lekka opalenizna będąca wynikiem spędzania czasu z magicznymi stworzeniami na zewnątrz. Opala się jednak na czerwono, co nie jest szczytem jej marzeń. Ma na twarzy kilka pieprzyków, a na całym ciele poza tym jedyną skazą jest długa blizna, ciągnąca się aż od lewej strony brzucha do połowy uda. Nie ma zbyt dużej wady wzroku, jednak często można spotkać ją w okularach z czarną obwódką, gdyż w ten sposób lepiej jej się czyta. Dziewczyna nauczona została dbania o siebie, więc zawsze jest czysta i schludnie ubrana. Zdarza się, że na twarzy można dostrzec makijaż, lecz nie jest to zbyt częste. Lubi eleganckie stroje, spódnice, koszule i sweterki. Zawsze pachnie od niej kwiatową mieszanką jej ulubionych perfum.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t214-zwierzeta-kaylin#273 http://mortis.forumpolish.com/t328-dziennik-kaylin#412 http://mortis.forumpolish.com/t213-skrytka-nr-690#272
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 10:51

Kaylin nigdy nie interesowała się sportem jakoś szczególnie, a resztki jakiegokolwiek zainteresowania umarły w niej wraz z pierwszą lekcją latania na miotle. Być może, gdyby nie okazało się to dla niej tak trudne, w tej chwili stałaby w szatni, przygotowując się do meczu, choć i w to wątpiła. Samo wydarzenie również nie było dla niej interesujące i Wittermore, co trzeba było jej przyznać, należała do tego wąskiego grona uczniów, którym zakaz wychodzenia do Hogsmeade ani trochę nie przeszkadzał. Weekendy i tak spędzała w bibliotece, pośród książek, więc nawet brak atrakcji nie był czynnikiem, który przyciągnął ją tego dnia na trybuny.
Pojawiła się na boisku dlatego, że jej dobry kolega Graysen był wice-kapitanem drużyny i postanowiła mu tego dnia kibicować. Sama nie do końca wiedziała, czemu taka decyzja się w jej głowie pojawiła, bo bardzo nie lubiła zbiorów ludności, tłumów i głośnych wydarzeń. Miała jednak wrażenie, że tak powinna zrobić, żeby utrzymać więź z Krukonem, który był jednym z jej nielicznych (bo liczących aż dwie osoby) przyjaciół. Bała się jednak iść sama, choć zarówno siostry Hennessy, jak i panna idealna miały grać, więc nie natknęłaby się na nie na trybunach. Mimo to, wolała mieć jakieś towarzystwo, które miało objawić się - jak w ostatnim czasie dosyć często - w osobie @Addyson Clemen. Krukonka pojawiła się na miejscu pierwsza, jak zawsze, więc cierpliwie czekała przez chwilę pod trybunami. Dotarło do niej jednak, że mogłaby zająć jakieś dobre, w mniemaniu laika, miejsca i tak tez zrobiła. Usiadła przy barierkach, korzystając z tego, że jeszcze niewielu uczniów się zebrało - przewidywała bowiem, że pojawi się przynajmniej trzy czwarte szkoły. Wzrokiem wodziła po boisku, na którym widziała tylko sędziego, a potem zaczęła wpatrywać się w trybuny nauczycieli, chcąc dojrzeć tego jednego, konkretnego, którego miała zamiar dzisiaj zobaczyć. Miała nadzieję, że się pojawi, bo choć przyszła na mecz dla Graysena - obawiała się, że nie wytrzyma przez cały czas jego trwania w obserwowaniu latających sylwetek w poszukiwaniu tej jednej konkretnej. A patrzenie na profesora B. zawsze było przyjemne.



I made my choice a long time ago, and I'm never gonna leave you.


avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 11:37

Ururu obudziwszy się tego dnia poczuł, że czeka go coś dziwnego. Mecz Quidditcha. Kiedy otworzył oczy i przez chwilę się zastanawiał, czy to wszystko nie jest jakimś snem, bo było zbyt groteskowe.
Zbliżał się mecz, na który czekała cała szkoła, a z drużyny Srebrnych Wiwern odszedł jeden zawodnik. Opiekun Ślizgonów zaproponował więc Marquezowi szansę na poprawienie swojego wizerunku. Pamiętał, że szarowłosy nieźle sobie radził z lataniem. Ururu nie wiedział, czemu właściwie się zgodził. Może gdzieś wewnątrz siebie czuł, że to dobra okazja. W końcu przynależność do drużyny było czymś, wielu o tym marzyło. A on dostał się z powodu tracenia punktów. No ciekawie.
Stał sobie gdzieś w kąciku obserwując uważnie każdą osobę z drużyny, najmniej Masciusa. Wiedział, że niespecjalnie cieszą się z przypadkowego zawodnika, jakim był Marquez, ale cóż poradzić. Poza drużyną nikt nie wiedział o nowym nabytku Srebrnych Wiwern - Rurek mógłby nie dożyć tego meczu, gdyby jacyś koledzy z domu pragnęli wymierzyć sprawiedliwość i wyładować na nim swoją zazdrość. Dlatego chłopak odczuwał wewnętrzny niepokój. A co jeśli zaatakują go, jak wyjdzie na boisko? Sam mecz go w ogóle mało obchodził. Oczywiście zagra jak najlepiej, lubił profesora Báirseach, nie chciał go zawieść. Był też świadom tego, że jeśli przegrają, wszyscy obwinią o to jego osobę. Dlatego się postara, bo nie miał ochoty zakończyć swojego żywota.
Ubrany w strój do quidditcha czekał na rozpoczęcie tego śmiesznego przedstawienia. Na oczach miał już swoje ukochane gogle, co było najprzyjemniejszą rzeczą w tym momencie.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: cyprys || róg jednorożca || sztywna || 11 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Lumos, Expelliarmus, Orbis, Everte Statum, Avifors, Oppugno, Fumos Duo, Protego Totalum, Flippendo Duo
OPIS POSTACI: Dziewczyna ma blond włosy, które są w w wiecznym nieładzie, albo związane w jakiś warkocz, bądź kucyk, a następnie rozpuszczone i poskręcane w fikuśne loki. Tęczówki są w barwie błękitu, roześmiane, błyszczące piękne oczęta. Zawsze widać u niej szeroki uśmiech, którym obdarowuje każdego, kogo napotka na swojej drodze. Jej cera jest jasna, ponieważ promienie słońca nie potrafią ubarwić jej skóry. Jednego dnia, gdy się opali jest czerwona jak pomidor, a następnego dnia nie ma już nic - ani czerwieni, ani brązu. Mierzy sobie 152 cm wzrostu i jakoś na to nie narzeka. Lubi być niska, mimo że zawsze musi patrzeć na innych z dołu. Waży 49 kg. Jest drobnej postury, więc czasami ma się wrażenie, że byle jaki podmuch wiatru zabierze ją ze sobą siną w dal. Jednak pozory mylą. Diabeł ukrył się w ciele aniołka. Dziewczyna ma naprawdę dużo siły.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t771-zoo-kimi http://mortis.forumpolish.com/t773-pamietnik-kimi http://mortis.forumpolish.com/t770-skrytka-4487
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 14:49

Od samego rana nie mogła usiedzieć w miejscu. Uwielbiała grać w quidditcha, to dawało jej tyle wolności, tyle frajdy i energii. Może latanie, łapanie kafli, walka z przeciwnikiem było męczące, ale Kim na samą myśl dostawała niezłego kopa. Zjadła obfite śniadanie, aby czasem nie zemdleć. Chciała wygrać, chciała, aby Złote Chimery były najlepsze. Całe śniadanie siedziała jakby wypiła jakiś eliksir pobudzający, ale nic dziwnego w końcu Kimi taka była. Siedziała obok Nadziei, której Kimi od kilku dni gadała, że nie może się doczekać. Wyszły razem z wielkiej sali i Kimi jak mała piłka skakała obok niej i cieszyła się jak jakaś szynszyla.
- Zobaczysz kochanie, będę wielka! - zaśmiała się. No do wielkości jej daleko, ma zaledwie 152 cm wzrostu, więc to kolejna objawiająca się u niej - Kimi zawsze nabijała się ze swojego wzrostu.- Dobra Nacieja, ja idę do drużyny. Krzycz głośno - powiedziała i pobiegła. Tak, Kim bardzo lubi imię przyjaciółki, które niestety ciężko idzie jej wymówić.
Stanęła w rogu i zaczęła się rozgrzewać. Milczała, aby nastawić się na grę i jak najlepsze skupienie. Gdy Kim gra jest najbardziej ogarniętą osobą, jej charakter się zmienia diametralnie, ale gdy tylko schodzi z miotły znowu staje się jak takie zagubione dziecko na świecie. Nie ogarnia, która jest godzina, w którą stronę skręcić, aby trafić do sali od OPCM i inne miejsca.
Kim swoje blond kłaki związała w warkocza, aby żadne z niesfornych kosmyków dziewczyny nie zasłaniały jej widoku. Słuchała mowy kapitana i uśmiechała się cały czas. Miała ochotę już wyjść, wsiąść na miotłę i polecieć grać. Nosiło ją tak od kilku dni. Kochała ten sport i to wszystko przez jej tatę, który także żył tym sportem. Miała tylko nadzieję, że uda się dzisiaj wygrać, a także że Nadzieja będzie jej mocno kibicować. Czuła to w kościach, że dzisiaj będzie cudownie. Już słyszała krzyk radości, gdy wygrywają, ale nie mogła być tego, aż tak pewna, bo pycha lubi stawiać kłody pod nogi. Zrobiła dziwną minę zastanawiając się nad wyglądem Pychy. Wygląd Nadziei znała, a co z pychą? Może to jakiś profesor od jakiegoś przedmiotu? To by było okropne. Wzdrygnęła się i spojrzała na kapitana ponownie próbując się skoncentrować.


Kim Miracle
Plan Lekcji
Eliksiry, OPCM, ONMS,
Transmutacja, Wróżbiarstwo,
Zaklęcia i Uroki, Zielarstwo
avatar
Prefekt Gryffindoru, Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Cyprys, 13 cali, pióro z ogona feniksa, barwiona na fioletowo
OPANOWANE ZAKLĘCIA: /
OPIS POSTACI: Maurycy to niewysoki, bo mierzący 172 centymetry wzrostu, wiecznie roześmiany chłopak o urzekająco słodkiej buzi. Oczy ma szarozielone, włosy brązowe, ścięte do brody, zwykle nieuczesane i roztrzepane. Do garnituru zaczesuje je za uszy. Posiada na lewym udzie znamię w kształcie serduszka. Na brodzie widoczny jest już delikatny zarost.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t629-sowa-maurycego http://mortis.forumpolish.com/t639-dzienniczek-maurycego#3294
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 15:33

Chłopak, któremu zginęli rodzice. Taka oto łatka przywarła do Maurycego po pamiętnym czwartym kwietnia i ku jego rozpaczy utrzymała się przez kolejny miesiąc, więc powróciwszy w poniedziałek do szkoły nie uchronił się od ciekawskich, wścibskich spojrzeń i pytań o to czy nie planuje się przypadkiem zabić. Ku uciesze Złotej i rozpaczy Srebrnej drużyny - nie, nie planował. Planował za to ukończyć Hogwart, dołączyć do Brygady Uderzeniowej i nigdy więcej nie dopuścić do dramatu, jaki wydarzył się na ulicach Hogsmeade.
Nigdy.
Przez pierwszy tydzień szukał winnego wśród osób, które mógł kojarzyć... ale ile można było tak żyć? Nie, to nie było życie, to była bezsensowna wegetacja, szukanie sobie miejsca w świecie, chociaż miało się je od zawsze. Kochał swoją rodzinę z całego serca i dlatego właśnie nie mógł się poddać, bo wiedział dobrze, że ONI by tego nie chcieli. Gdyby tylko dane im było porozmawiać teraz przez choćby pięć minut to był pewien, że jak zawsze, śmiejąc się wykonując przerysowane ruchy rękoma kazaliby mu dokopać Ślizgonom i rozdali jego drużynie cukierki z Miodowego Królestwa. Z tego też powodu dwie paczki owych dzisiaj posiadał. Nie był psychopatą, żeby nie cierpieć za nimi i nie tęsknić, więc tak delikatny gest był ważny dla niego i jak sądził, chociaż mógł się mylić - reszty, a jednocześnie nie przekreślał jego silnej potrzeby ruszenia na przód.
- Cześć wszystkim! - rzucił na wejście, może nie tak wesoło i żywo jak zawsze, ale wciąż z tak dużym zastrzykiem energii dla całego otoczenia, że dla zamartwiających się o niego musiało być to powitanie wyjątkowo dobre i podbudowujące, bo zawarło sobie wszystko to, co powinni od Longbottoma usłyszeć. Strzelił plecami, po czym z uprzejmym wyrazem twarzy poczęstował dwie pozostałe ścigające kociołkowymi pieguskami.
- Być może nie powinienem tego mówić jako prefekt, ale - odchrząknął - mam nadzieję, że Malfoy chociaż raz coś spier... dzieli. Puchar należy się nam.
Ha, zgnoi go jak nigdy wcześniej. Gryffindor górą!
A poza tym, gdzieś tam, na trybunach będą dzisiaj dwie panny, którym wyjątkowo chciał zaimponować - kuzyneczka i... Anuszka. Na samą myśl aż się uśmiechnął, trzepocząc wesoło rzęsami. Rozmarzony o dziewczynie wpatrywał się w nicość, zamiast rozgrzać. Przynajmniej nie myślał o grillu z marszu ROMu.


2w1
– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam.
Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Czarny Orzech, 11 cail, Włos z głowy Wili
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Cassidy może i nie wygląda jak z okładki czasopisma "Czarownica", może i nie została nigdy miss Hogwartu, ale czy to ważne? Ma dopiero szesnaście lat, ma też brązowe, głęboko osadzone oczy, które patrzyły na świat z pod na w pół przymkniętych powiek, bo lubi je analizować. Znaczy, otoczenie. I potem przewraca tymi oczami, bo to otoczenie ją niezwykle rozczarowuje. Rozpuszcza włosy, bo jako osoba trochę próżna nie lubi ich wiązać. Dba o nie jak o swój największy skarb, bo wie, że włosy to jej atut. Bo nie ma ust pełnych ani wachlarza rzęs. Bo nie jest długonogą blondynką o alabastrowej skórze. Brązowe, sięgające połowy pleców pukle to wszystko, czym może się pochwalić. Gdyby się na chwilę uśmiechnęła może i wyglądałaby bardziej przystępnie, ale nie. Ta ślizgonka nie lubiła nadmiernego wyrażania emocji, więc jej wyraz twarzy stanowił kompletne przeciwieństwo jej włosów i chociaż wiedziała o tym doskonale to nie robiła nic by to zmienić. Panna Pride uraczy Cię sarkastyczną uwagą, to bardziej niż pewne. Prędzej możesz spodziewać się tego, niż przychylnego spojrzenia. Często wzrusza ramionami. Często mówi "nie". Często obraca się na pięcie i możesz tylko patrzeć, jak odchodzi tanecznym krokiem ubrana w swój ulubiony wełniany sweter.

Zobacz profil autora
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 20:43

Oczywiście, że wybierała się na mecz. Cassidy Fawley bywała na każdym od pierwszej klasy, zastanawiając się przy okazji dlaczego sama nigdy nie spróbowała sił w tej dyscyplinie. W końcu niczego się bała. Nie straszne jej były połamane paznokcie, czy tam ręce. To, że w każdej chwili mogłaby dostać tłuczkiem w potylicę nie robiło na niej specjalnego wrażenia. Chodziło bardziej o to, że nie miała czasu. Skupiona na tym, by jak najlepiej przygotować się do przyszłorocznych OWUTemów nigdy nie potrafiła znaleźć chwili, by polatać na miotle choćby i rekreacyjnie. Bo po co.
Pogoda nastrajała całkiem pozytywnie. Ślizgonka uwielbiała wiosenną aurę, która zwiastowała rychłe zakończenie roku szkolnego. Nie miała nawet pojęcia, kiedy minęły te miesiące; dopiero przecież zaczynał się wrzesień a teraz? Teraz szła przez Błonia, krocząc po zielonej soczyście trawie i co rusz przysłaniała sobie widok przed oślepiającym słońcem. Boisko było już niedaleko. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i wkroczy na trybuny, zajmie miejsce z bardzo dobrym widokiem i da się porwać entuzjazmowi towarzyszącemu takim widowiskom.
Wsród graczy dostrzegała znajome twarze ślizgońskiej braci. Nie interesował ją wynik. Nie ważne było kto złapie znicza. Cassidy kibicowała tylko wychowankom Slytherinu co było dość zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że nie pałała przesadną sympatią do reszty szkoły. Dla panny Fawley inne domy mogły nie istnieć, a fakt, że sama była ślizgonką napawał ją niezwykłą dumą.
Usiadła. Zacisnęła kłykcie na kancie drewnianej ławki, na której przyszło jej posadzić swoje czystokrwiste cztery litery i wysunęła długie nogi przed siebie, chcąc, zanim mecz rozpocznie się na dobre, skorzystać z dobrodziejstwa promieni słonecznych. Do jej uszu dobiegał gwar rozmów i szum spowodowany emocjami. Zmrużyła leniwie oczy czekając na gwizdek, jednocześnie subtelnie obserwując otoczenie, by wyłapać z tłumu kogoś, kto będzie nadawał się na towarzysza w kibicowaniu.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 20:45

Jak mogła zapomnieć? No, JAK MOGŁA ZAPOMNIEĆ?!
Biegła przez błonie wprost w kierunku boiska do Quidditcha, bo chociaż nie była spóźniona i nie umawiała się z Kaylin na określoną godzinę, to ZAPOMNIAŁA!
Jeszcze pięć minut temu siedziała na wygodnej kanapie w pokoju wspólnym Hufflepuffu i uzupełniała swój zielnik, koślawymi rysunkami roślin i ich opisami. W pewnym momencie, uniosła spojrzenie na ścianę, bezmyślnie wpatrując się w pustą ramę obrazu. Była ciekawa, co w tym momencie robi młody Ślizgon Marquez. Oddaje jej książkę w bibliotece? Odrabia zadania? Idzie na m…
Zaraz, zaraz…
W jednej, krótkiej sekundzie, źrenice Puchonki powiększyły się, a ona sama z przerażeniem odkryła, że umówiła się z Kaylin, że pójdzie potowarzyszyć jej na meczu. Zerwała się szybko z kanapy, zatrzaskując zielnik i łapiąc go pod pachę, po drodze przewracając kałamarz z atramentem. Syknęła cicho, nie mając czasu na zrobienie porządku. W ekspresowym tempie wrzuciła zeszyt do kufra stojącego przy jej łóżku i porwała swój aparat. Chwilę później opuściła mroczne lochy, wybiegając na świeże powietrze.
Od pięciu lat, nie brała aktywnego udziału w życiu sportowym Hogwartu. Jej jedyny wysiłek fizyczny jaki podejmowała to bieg z pokoju do odpowiedniej klasy na lekcję.
Chyba nikogo nie zdziwię pisząc, że pokonując szkolne błonia, zaplątała się o własną szatę i runęła jak długa na ziemię? Żadna nowość.
Pozbierała się równie szybko jak upadła i nie przejmując się źdźbłami zielonej trawy na jej mundurku, pospiesznie odnalazła swoją nową koleżankę na trybunach w… pierwszym rzędzie, bo gdzieżby inaczej!
- Cześć. – przywitała się, gwałtownie łapiąc oddech i jedną ręką próbując doprowadzić swój krawat do należytego porządku.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Czw 12 Maj 2016, 20:57

W normalnych okolicznościach przyjmowała postać samozwańczej, we własnym mniemaniu koronowanej królowej spóźnień i nieobecności. Gdyby dzień rozgrywek powielał schemat powszednich — więc siłą rzeczy meczu w harmonogramie by nie posiadał — na pewno nie okazałaby wzorowej postawy pojawiając się w szkole. Frekwencja zjeżdżająca po równi pochyłej, chyląca się w kierunku wartości ujemnych, beznadzieja zionąca z sytuacji dotyczącej każdego przedmiotu nie dotykały dotkliwie poczucia przyzwoitości Hennessy. Postronni mogliby uznać za bardzo wątpliwy fakt, czy takowe w ogóle posiadała; Ten dzień jednak nie malował się linią przeciętności, tak jak wcześniejsze hogwardzkie popołudnia. Mecz przyjął formę jedynej lichej rozrywki, która była w stanie rozpogodzić zbiorową stypę umysłów, dojmującą trwogę ściśle przylegającą do uczniów. Antigone nie pozostała w tej materii odmieńcem, nawet wisząca wokół niej aura grozy opadła nieznacznie, pozwalając ustom rozszerzyć się w nieco zbyt entuzjastycznym, jak na tak cynicznie zgorzkniałą osobę, uśmiechu. Zgodnie z ów niewiadomą radością, pojawiła się w szatni Złotych Chimer stosunkowo wcześnie. Zastała wówczas już kapitana drużyny, któremu lekko skinęła w sztywnym geście powitalnym, aby po chwili wsłuchać się w tę słodką kakofonię okrzyków zagrzewających do walki. Ich brzmienie nie zawierało sztucznych nut, które spodziewała się otrzymać.
Po chwili do jamy smoka wszedł on sam we własnej osobie — człowiek, na widok którego od pamiętnego kwietniowego południa kiszki zastygały w miejscu. Hennessy dostrzegła w szkolnym światku dwa obozy. Jeden szeptał za plecami, pozwalając wypływać słowom o wydźwięku tej znajomej, sympatycznej litości — istna tragedia, niosły się szemrania. Drugi zaś uznał za swój psi obowiązek utwierdzić poszkodowanego w tym, iż sytuacja jest kompletnie normalna, a nowa codzienność w żaden sposób nie odstaje od tej wcześniejszej. Hej, Longbottom, twoi rodzice spłonęli, ale przecież jest taki piękny dzień — tak zapewne by mówili, klepiąc go przyjacielsko po plecach, jednak zasób słów zawartych w tym zdaniu okazywał się zbyt szeroki na ich progi. Antigone nie była w stanie jednoznacznie określić, która postawa była bardziej tragiczna. Sama odczuwała zakłopotanie wobec sytuacji Gryfona, jednak wolała ją spuentować milczeniem.
Cześć, Longbottom — zagaiła, podchodząc do niego już w progu, z najwyższą ekstazą częstując się. — Nie żartuj. Jeśli Malfoy czegoś nie spierdzieli, to ja to zrobię — zawiesiła głos na ułamek sekundy — precyzując, jego z miotły. — Uśmiechnęła się w tym typowym dla Hennessy uśmiechu — paradoksalnej mieszaninie sympatycznych nut z cyniczną goryczą. Skierowała swoje myśli w kierunku trybun, na których spodziewała się ujrzeć niemałe tłumy. Sprzyjająca pogoda ściągała uczniów spragnionych jakichkolwiek ochłapów rozrywki. Miała nadzieję ujrzeć tam Anastasię — może tym razem Hennessy nie będzie igrała z jej życiem.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Matowa i skromna, nie wyróżnia się na tle innych. Brak zdobień. Rdzeń z rogu jednorożca, drewno jabłoni, sztywna, 12 cali długości. Nic specjalnego.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: BĄBLOGŁOWY, EXPELLIARMUS, RIDDICULUS, PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, DIFFINDO, ACCIO, WINGARDIUM LEVIOSA, VERDIMILIOUS, SICCUM, EBUBLIO, LEVICORPUS, OCULUS LEPUS, UTEVO LUX, SOMNO
OPIS POSTACI: Średni wzrost, lekko podkrążone oczy od nadmiernego przesiadywania z książką po nocach. Właścicielka szczupłej, wątłej twarzy, którą okalają długie włosy o kolorze miodu akacjowego. Młoda Panienka Fitzgerald posiada kobiecą budowę ciała i długie włosy, ale na tym kończą się atrybuty kobiecości, którymi może się pochwalić. Skromny i konserwatywny ubiór, kłócący się poniekąd z jej pochodzeniem, przełamuje niekiedy mocniejszym makijażem i frywolnymi kapeluszami, nie mającymi jednak nic wspólnego z modą mugolską. Często próbuje zakryć całkowicie swoje ciało poprzez noszenie wyłącznie czarnych, workowatych szat. Preferuje stonowane kolory, a te pstrokate i przyciągające uwagę omija szerokim łukiem. Bardzo rzadko nosi dodatki i biżuterię, za wyjątkiem skromnego,złotego łańcuszka, z którym się nigdy nie rozstaje. Zazwyczaj wyprostowana lecz w jej kroku na próżno szukać gracji.  Wiecznie zachmurzony wyraz twarzy, nieobecne spojrzenie.  Czy to tylko zadumanie i wyłączenie się z realnego świata, a może to autentyczna, mroczna energia kryjąca się w jej pokrętnym umyśle i dziwnych fascynacjach? Tego nikt nie jest pewien,nawet ona sama.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t364-szatany-anastasii#520 http://mortis.forumpolish.com/t418-skrytka-numer-111
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 02:57

Musiał wreszcie nadejść ten moment, w którym świat przestanie krążyć niespokojnie wokół jednego wydarzenia, moment przerwania zatrważającego marazmu i przywrócenia do rzeczywistości. Anastasii nie było łatwo na nowo zaadaptować się do środowiska szkolnego po minionych kilku tygodniach przerwy, wdrażanie wcale nie następowało stopniowo tak jak tego potrzebowała. Ale życie musiało toczyć się dalej, żałoba i pochmurne gęby nie mogły trwać bezkreśnie aż do końca roku, albo i dłużej. Przyszedł czas najwyższy wyjść do ludzi i udowodnić reszcie, że się do końca nie straciło zmysłów. Że jest się twardym, a nie miękką kluską, którą można formować w dłoni.
Na trybuny zawitała sama, co właściwie nie było aż taką nowością podczas meczów Quidditcha. Wszystkie dziewczęta z jej pokoju grały w drużynie (co rzucało jednoznaczny cień wątpliwości na biedną Fitzgerald - wszystkie TYLKO NIE TY? Co z nią było nie tak?), więc zazwyczaj szukała towarzystwa do wspólnego oglądania widowiska pośród już obecnych lub schodzących się uczniów.
Tym razem jednakże, nie rozglądała się cudacznie na boki, nie promieniowała porażającym entuzjazmem i radością kipiącą z emocjonującego meczu, który zaraz miał się rozegrać. Siedziała spokojnie owinięta gryfońskim szalem i czekała na rozpoczęcie wydarzenia, w duchu modląc się, aby tylko nie lunął deszcz. Nie była w nastroju na taką pogodę.


In battle it is the cowards who run the most risk; bravery is a rampart of defense.
avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 03:29

Stojąc u boku Morrigan faktycznie wwierca się wzrokiem w upośledzone oblicze niejakiego pana Malfoya, myśląc sobie tym samym, co jest kurwa z nim nie tak. Nie, nie tak ogólnie, bo podobne obserwacje nie byłyby żadną nowością, ale co dokładnie mu dolega w tym właśnie momencie. Bezsprzecznie niespokojny i nieustannie krążący między szatnianą toaletą, a miejscem pod szafkami, które sobie obiera za każdym cholernym razem.
Gdyby o to dbał mógłby nawet współczuć walczącemu z rozwolnieniem Masciusowi, ale szczerze i prawdziwie, tyłek Ślizgona obchodzi go tyle co zeszłoroczny śnieg, albo o, los pyskatych skrzatów domowych. Ma zresztą za swoje, mógł frajer nie jeść przeterminowanej bombonierki upchniętej gdzieś w zakurzonych czeluściach części szatni. Oby tylko zagrał poprawnie, tyle powinien zrobić.
Carrow widzi również miękkie spojrzenie Blackówny, która troskliwie martwi się o tlenionego, sama będąc w roznerwicowaniu Krwawego Księżyca. Nie, Graysen nie posiada psiego węchu i nie czuje żadnego zapachu krwi oprócz tego metaforycznego - dziewczę najzwyczajniej w świecie jęczy i żali się innym samiczkom, które poklepują Panią Kapitan i ciskają uprzejmymi słowami pocieszenia.  
Wzrok odkleja od umęczonego ścigającego, przesuwając się na...
O Panie. Marquez.
Caolan zdążył Graysenowi już wcześniej napomknąć na temat chłopaka, ale Krukonowi wciąż cała ta sytuacja wydaje się wręcz makabrycznie karykaturalna i to na tyle, że nie zamienia ze srebrnowłosym ani słowa. Żadnej kpiny, docinków, czy żyletki w kanapce. Carrow nie miał żadnego wpływu na podjętą już decyzję i podejrzewa, iż Blackówna również nie miała nic do gadania. Trudno. W ramach dzisiejszego meczu będą musieli stać się jednością i choć będzie o to ciężko przy obecnym składzie, to da z siebie wszystko. Przecież jest profesjonalistą, ot co.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 07:47

Nadziejka cieszyła się na każdy mecz Quidditcha razem z Kim. Obie uwielbiały ten sport, ale to Kim zdecydowała się wstąpić do drużyny.
- Na pewno będziesz, moja droga - odpowiedziała przyjaciółce ze śmiechem. Przekazała skaczącej piłeczce szybki uścisk, nim ta ruszyła do szatni.
- Będę! - odkrzyknęła, po czym ruszyła szybko na trybuny.
Ten mecz rozgrzał całą szkołę, która chociaż na moment nie musiała myśleć o marszu ROMu. W dodatku... w końcu zobaczy Maurycego! Słyszała, że już wrócił do szkoły, ale bała się go spotkać. Kilka razy już miała wrażenie, jakby widziała jego charakterystyczną czuprynę na korytarzu - wycofywała się wtedy. Na szczęście na meczu będzie mogła go obserwować nie zostanąc wykrytą. Raczej.
Owinięta puchońskim szalikiem, z teatralną lornetką w łapce, która była bardzo przydatna również na takich wydarzeniach, weszła między rząd krzesełek. Było jeszcze trochę czasu, w końcu drużyna dopiero się zbierała, więc i miejsc dla widowni było sporo wolnych.
Dostrzegła wtedy osobę, na widok której radosne podniecenie uległo pod naciskami uczuć związanych z marszem.
Anastasia Fitzgerald.
Była TAM.
W dodatku siedziała sama... Nadziejka nie wiedziała, czy dziewczyna na kogoś czeka, teraz jej to nie interesowało specjalnie. Podeszła, na początku szybkim krokiem, potem jednak zwolniła w miarę zbliżania się do Gryfonki.
- Cześć... - przywitała się z nią ze słabym uśmiechem. Właściwie nie widziała co powinna zrobić. Usiadła wiec obok niej, pilnując żeby spódniczka się nie podwinęła. Następnie pochyliła się ku niej i delikatnie ją objęła, na tyle, na ile pozwalała to ich pozycja siedząca.
- Cieszę się, że cię widzę - powiedziała cichutko, a odsuwając się posłała jej już pewniejszy uśmiech.
- Strasznie nie mogę się doczekać tego meczu, a ty? - dodała żywo. Chciała przekazać Anuszce jak najwięcej pozytywnej energii, chociaż najchętniej to by się przy niej rozpłakała nawijając o tym, jak bardzo ją podziwia. Sama nie zebrała się w sobie, żeby iść na marsz, chociaż miała taki zamiar. Rodzina jednak zakazała jej tego, więc spełniła ich wolę. Nie chciała ich przecież martwić, a jej obecność na marszu i tak by niewiele dała... poszłaby na jakiś inny w wakacje. Ale po tej tragedii odczuła lekkie wyrzuty sumienia. Nie było jej tam, gdzie ginęli członkowie jej rodziny. Była za to osoba, której obecność jeszcze bardziej zdołowała jej ukochanego kuzynka. Ale teraz był mecz, teraz była obok Anuszki, której nie chciała zadręczać smutaniem. Musi ją przeciągnąć z powrotem na słoneczną stronę życia.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 13:45

Trybuny wypełniały się ludźmi i z minuty na minutę robiło się na nich coraz bardziej tłoczno. Wszyscy rozmawiali, śmiali się i obstawiali wyniki meczu, choć ten jeszcze się nie zaczął. Można było ujrzeć twarze, które nigdy nie pojawiały się w okolicach boiska do quidditcha, kilkoro Krukonów przyszło nawet z książkami, chcąc robić dwie rzeczy na raz. Grupa Puchonów szykowała się do jakiegoś niecnego dowcipu, a fakt iż jedynym nauczycielem obecnym na wydarzeniu był zajmujący się boiskiem opiekun Ślizgonów nie polepszał sytuacji. Niemniej, wszyscy zdawali się być podekscytowani, nie mogąc doczekać się starcia Srebrnych Wiwern ze Złotymi Chimerami.
W szatniach panowała mieszanina zdenerwowania z podekscytowaniem. Wszyscy z jednej strony czuli presję, gdyż był to ostatni mecz, od którego zależało, która z drużyn dostanie puchar - obecnie różnica punktów była tak nieliczna, że oba zespoły miały taką samą szansę na zwycięstwo. Z drugiej jednak wszyscy byli podekscytowani meczem. Starcie, które miało się zaraz rozpocząć było wyczekiwane od poprzedniego semestru, a wynik... Cóż, miał przesądzić wszystko. Złote Chimery przywitały Longbottoma szerokim uśmiechem i ciepłym słowem, bo każdy w drużynie lubił prefekta Gryffindoru. Nikt nie śmiał poruszać tematu jego rodziców, to nie było ani miejsce, ani czas. Poczęstowani pieguskami śmiali się i wykrzykiwali pokrzepiające słowa.
- Malfoy nie jest dla nas przeszkodą. Każdy z nas chciałby zobaczyć, jak uderza twarzą o trawnik i z pewnością w końcu mu się to uda. - Zaśmiała się niska blondynka, pełniąca funkcję drugiego pałkarza drużyny. Zawsze mogła odbić tłuczek tak, żeby przez przypadek uderzył w prefekta naczelnego, nieprawdaż? Nikt by przecież nie oskarżył jej o to, że zrobiła to umyślnie! Poklepała Longbottoma po ramieniu i na znak kapitana drużyny wszyscy skierowali się na boisko.
Tymczasem cała drużyna Srebrnych Wiwern spoglądała na nowy nabytek z dozą nieufności i niezadowolenia. Ślizgoni kręcili tylko głowami, bo wciąż pamiętali o wszystkich punktach, jakie Marquez w ostatnim czasie stracił i nie byli przekonani, czy gra z nim to to, o czym teraz marzyli. Krukoni zdawali się być mniej negatywnie nastawieni, choć ci raczej nie wyrażali żadnym emocji. Malfoy kręcił się w kółko, a Black nie miała siły na zbyt wiele. Wyglądało na to, że Wiwerny tego dnia nie były w najlepszej kondycji. Niemniej, nikt nie zamierzał się poddawać.
- Damy radę. Tylko pamiętajcie, żeby nie dawać żadnej taryfy ulgowej ani Longbottomowi, ani tym idiotkom, Hennessy. Nie obchodzą nas ich prywatne sprawy, litość możemy zachować na później. Teraz walczymy o Puchar! - Powiedział jeden ze Ślizgonów, obrońca. Po jego słowach cała drużyna skierowała się na boisko, z którego mogli dostrzec tłumy, jakich nie widzieli na trybunach już od dobrych czterech lat.
Z nauczycieli pojawiła się jak na razie tylko profesor Brennan, ale z pewnością mieli pojawić się i inni - chociażby Vakel Bułhakow, który jako zastępca Adary powinien chociaż przez chwilę oglądać starcie szkolnych drużyn. Caolán machnął na nich i kazał podejść na środek.
- No dobrze, mam nadzieję, że jesteście gotowi. Zaczynamy ostatnie w tym roku starcie. Powodzenia! - Mówiąc to spoglądał na podanie sobie rak przez kapitanów drużyny. Black ścisnęła rękę Rowle'a i po chwili oboje dosiadali już swoje miotły. W tym czasie sędzia wypuścił złotego znicza i tłuczek, a także wyrzucił w powietrze kafla, dając tym znak do rozpoczęcia meczu.
- No i zaczęło się! Ostatnie starcie Srebrnych Wiwern ze Złotymi Chimerami! Kto dzisiaj wygra? Przekonamy się o tym już niedługo! - Krzyczał Jenkins, komentując rozpoczęcie wydarzenia. Jego głos znany był już każdemu bywalcowi trybun, choć tego dnia wielu przyszło na mecz po prostu z nudy.


Wszyscy ścigający z drużyny rzucają K20 - ten, który będzie miał wyższy wynik, ten zgarnia kafel na sam początek, czym daje przewagę swojej drużynie.
Jeżeli chodzi o złotego znicza - nikt nie próbuje go złapać, dopóki w poście MG nie pojawi się informacja o tym, że pojawił się gdzieś w pobliżu. O reszcie będą decydować przede wszystkim wasze odpisy i to, jak będziecie opisywać sytuację. Pamiętajcie jednak, że w przypadku ataków fizycznych na innych, bądź sytuacji, w której rzucacie kulą w obręcz musicie rzucić kością, żeby dać szansę na reakcje obrońcom. Podobnie z unikami tłuczków, które w tej chwili jeszcze w nikogo nie celują.

RZUT PIERWSZY: Ścigający Srebrnych Wiwern - Amelia Rosier
RZUT DRUGI: Ścigający Srebrnych Wiwern - Mascius Malfoy



szkoła óczy xd
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 13:45

The member 'Niosący Naukę' has done the following action : Rzut kością


'KOŚĆ K20' : 8, 4



Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, jak wiel­kim cu­dem jest życie [...].
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  Pią 13 Maj 2016, 15:23

Marquez przesłał swój charakterystyczny szeroki uśmiech do Carrowa. Trochę go znielubił po balu, ale teraz był kolegą z drużyny... w każdym razie z całą pewnością lubił go o wiele bardziej niż Malfoy'a, którego to darzył nieco ujemną sympatią... no, nie wiedział za co. Ale czuł podświadomie, że to negatywna postać. Z nudów obserwował jednak kroki najbardziej dynamicznej postaci w pomieszczeniu.
Ururu nie miał pojęcia, który to Longbottom, czy tam jakieś Hennessy... Chociaż to drugie nazwisko przywodziło mu na myśl znajomego Gryfona. Krótka i nikła przemowa jednego ze Ślizgonów niesamowicie zmobilizowała szarowłosego. Poczuł się trochę, jak przed ważnym egzaminem, a to było niesamowicie pozytywne uczucie.
Łapiąc lekko miotłę wyszedł za resztą drużyny. Powitał go niesamowity widok. Trybuny pełne dopingujących uczniów wywołały na nim duże wrażenie. Obracał głowę na boki obserwując uważnie boisko do quidditcha z perspektywy, o jakiej nigdy nawet nie marzył. W końcu sport go nie obchodził nigdy jako taki. A teraz był tutaj i wszyscy się na niego patrzyli. Niesamowicie interesujące doświadczenie. A to dopiero początek!
Wśród okrzyków mobilizujących obie drużyny, usłyszał też te kilka negatywnych odgłosów oburzenia, jakie poleciały w jego stronę. "Co on tam robi?", "Jakim prawem?", "Nadrabiaj te punkty, Marquez!" i tym podobne. Aż się uśmiechnął. Zdał sobie bowiem sprawę, że teraz jest bezpieczny. Jeśli któryś z kolegów spróbuje go zaatakować, z pewnością poniesie konsekwencje. W końcu to nie jest jakiś ciemny zaułek korytarza. Nie miał pojęcia, dlaczego bał się ich tutaj spotkać. Nawet by im pomachał, ale w końcu mecz nie będzie trwał wiecznie, a nie chciał stracić po nim czasem ręki.
Uważnie spojrzał na opiekuna domów i kapitanów podających sobie dłonie, lecz już po chwili jego wzrok ponownie przejechał przez trybuny, tym razem na niższych poziomach. Ręka sama wyrwała mu się do pomachania Addyson, którą właśnie dostrzegł. Nie wiedział, że dziewczyna lubi quidditch. Posłał jej też swój przyjazny uśmiech. Ciekawe, czy go też zauważyła.
Ktoś z drużyny klepnął go w ramię i Ururu przypomniał sobie, dlaczego tak właściwie tutaj jest. Elegancko dosiadł miotły, aczkolwiek widać było w tym różnicę między nim, a resztą grających. Jednak jego odbicie się do lotu miało w sobie już o wiele więcej gracji. Musiał się wysilić, żeby nie spoglądać na przecudowny znicz wylatujący w powietrze lub na tłuczka, który rozpoczął swój koślawy taniec. W końcu go interesował kafel. Na dany znak, ruszył do przodu celując w najnudniejszą w tej dyscyplinie piłkę. Wyciągnął rękę próbując ją złapać, a jednocześnie brał pod uwagę fakt, że czasem może dojść do kolizji i musi uważać.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Boisko do Quidditcha  

Boisko do Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Similar topics

-
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki
» Boisko Quidditcha
» Drużyny quidditcha

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogwart :: Błonia-
Skocz do: