Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Zakażenia Magiczne

Idź do strony : 1, 2  Next
PisanieTemat: Zakażenia Magiczne  Czw 31 Gru 2015, 19:13

Nauczyłeś się w końcu, że zbliżanie się do magicznych stworzeń może być niebezpieczne? Wszystkie tak jak i my, mogą chorować, a co za tym idzie przenosić różne choroby na Ciebie. A może ktoś rzucił na Ciebie klątwę, która tylko przyczyniła się do zarażenia wielotygodniową chorobą? Może to wina nieodpowiedniego miejsca, lub osoby, która była nosicielem? Bez interwencji uzdrowiciela, nie pożyjesz długo!
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sob 02 Lip 2016, 19:36

Poniedziałek, 4 lipca 1934r.

Minęło już sporo czasu, odkąd @Ururu Marquez został przeniesiony ze szkolnego skrzydła szpitalnego do Kliniki Św. Munga. Jego stan był już stabilny, jedyne co mu dolegało to częste zawroty głowy i nadal był blady, co świadczyło o anemii, która była pewnego rodzaju powikłaniem po stanie, który niewątpliwie zagrażał życiu chłopca. Ręką ugryziona przez kwiat była już zdrowa, chociaż jej część nadal była sina i - jak już Ślizgon się dowiedział - najprawdopodobniej zostanie taka na zawsze. Od czasu do czasu czuje w niej pulsowanie, ale nie przeszkadza mu to w codziennym funkcjonowaniu. Za kilka dni zostanie wypisany ze szpitala i będzie mógł wrócić do domu i zająć się własnymi praktykami - o ile dostanie list potwierdzający jego uczestnictwo.
Tymczasem panna @Addyson Clemen mogła cieszyć się z faktu, iż dostała się na zajęcia prowadzone w Klinice, w której chciała pracować po szkole. Przywitał ją wysoki mężczyzna, siwiejący już po bokach, a także na brodzie. Uśmiechnął się do niej i gdy do niego podeszła odłożył karty pacjentów na bok.
- Witam panno Clemen, mam nadzieję, że spędzi pani tutaj miło czas. - Powitał ją i poinformował, że jej zajęcia ograniczać się będą - przynajmniej na razie - do rozmowy z pacjentami, czytania kart i przede wszystkim, uczenia się. Były to pierwsze praktyki dziewczęcia, więc nie wymagał od niej jakichkolwiek zaawansowanych umiejętności. Pierwszym pacjentem do jakiego weszli okazał się być kolega Addyson ze szkoły i choć jego przypadek był już praktycznie rozwiązany - czy spotkanie tej dwójki nie będzie specjalnym wyzwaniem dla obojga?
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Nie 03 Lip 2016, 00:20

Ostatnie dni minęły Rurkowi... Ostatnie tygodnie minęły Rurkowi w dość bolesny sposób. Nie dosyć, że z jego psychiką zaczęły dziać się dziwne rzeczy, spowodowane nieoczekiwanymi zawirowaniami socjalnymi i troską o stan własnej egzystencji, to jeszcze ciało narażane było na niemiłe przygody. Zatrucie, z jakim pojawił się w skrzydle szpitalnym kilka miesięcy temu było niczym, w porównaniu z jego pobytem tam po niefortunnym upadku z miotły... a to z kolei chowało się przy skutkach wyprawy do Zakazanego Lasu.
Starał się nie spoglądać na rękę, której kawałek przybrał niezdrowy odcień, zupełnie jak jego włosy po spotkaniu z czarnoksiężnikiem. Dni największego bólu miał już za sobą. Nawet nie zdążył się przejąć utraconymi punktami, ani karą wyznaczoną przez dyrektorkę. Kiedy dochodził do siebie, odczuwał pewnego rodzaju ulgę z powodu opuszczenia zakończenia roku... ogólnie z powodu odizolowania od Ślizgonów. Na szczęście nie wiedział o tych kilku spryciarzach, którzy chcieli go odwiedzić w skrzydle z pozorami troski, a tak naprawdę chcieli tylko pognębić Marqueza za jeszcze większe upokorzenie ich domu. Panna Mark skutecznie wygoniła wszystkich tego typu koleżków.
Ururu wciąż nie miał wieści od ciotki, aczkolwiek personel szpitalny zachowywał się tak, jakby mieli kontakt z jego opiekunką - nikt go o nią nawet nie pytał. Trochę go martwiło, że sama nie chciała dać mu znaku życia. Ale w końcu niedługo będzie miał okazję się z nią spotkać, za kilka dni wychodzi.
Czas spędzał głównie na myśleniu, co jakiś czas udawało mu się pożyczyć Proroka Codziennego. Czytał wtedy od początku do końca każdy artykuł, poddawał analizie, po czym wymyślał sobie różne mniej, lub bardziej alternatywne scenariusze. W każdym razie, spędzał czas w szpitalu świętego Munga całkiem przyjemnie. W myślach starał się unikać tematów niebezpiecznych, czyli na przykład leśnej przygody (mimo wszystko odrzucało go od tego wspomnienia) oraz... dziewczęcia, które właśnie miało się z nim zobaczyć.
Ururu leżał sobie grzecznie pod kołderką. Zdrową rękę podłożył sobie pod głowę i nieobecnym wzrokiem spoglądał w sufit. Gdzieś na jego ustach błądził nieodłączny uśmiech. Ogólnie wyglądał trochę, jakby pomylił oddziały i uciekł z tego dla umysłowo chorych.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Nie 03 Lip 2016, 12:52

Cieszyła się, że dostała odpowiedź ze szpitala Św. Munga. Dostała się na praktyki i była z tego faktu naprawdę dumna.
Kiedy znalazła się przed budynkiem naszły ją pewne obawy. Przecież to oznaczało, że będzie musiała rozmawiać z ludźmi. Czy da sobie z tym w ogóle radę? Często bała się odezwać do znajomych ludzi z Hogwartu, a w szpitalu będzie musiała mieć styczność z w ogóle nieznanymi jej osobami. Dlaczego wcześniej nie wzięła tego pod uwagę?
Niemniej jednak teraz było już za późno na tego typu spostrzeżenia. Musiała się wziąć w garść i zebrać w siebie na tyle odwagi, aby przetrwać ten dzień. Potem pójdzie już z górki. Nie wiedziała jednak, że Los zsyła na nią zdecydowanie większą bombę pod postacią siwowłosego czarodzieja.
- Dzień dobry. - Przywitała się z mężczyzną, któremu miała towarzyszyć i skinęła głową na przywitanie. Później, kiedy mówił jej, na czym będą polegały jej zadania, przytakiwała jedynie głową, wszystkie ważne informacje, zapisując w swojej głowie. Przecież nie mogła wyłożyć się na tak prostym zadaniu, prawda?
Albo i mogła...? To przecież Addyson. Mogła zrobić wszystko.
Mimo tego, że była przygotowana niemalże do spotkania każdej osoby w szpitalnej sali, to nigdy nie podejrzewałaby, że spotka akurat Marqueza. Przecież w Londynie było tyle ludzi… Dlaczego akurat Ururu?
Z jej ust wydobył się cichy jęk niedowierzenia, a jej wiecznie zaczerwieniona buzia, teraz przybrała nienaturalny blady odcień. Trzymała się jednak dość dzielnie  jak na taką zaistniałą sytuację. Zawsze mogło być gorzej.
Zgniotła w sobie chęć ucieczki i weszła w głąb sali, żeby nie stać w drzwiach i nie kusić losu do szybkiego powrotu do domu.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Nie 03 Lip 2016, 14:22

Doktor wszedł do pokoju pierwszy, pilnując by młoda praktykantka znalazła się w pomieszczeniu zaraz za nim. Uśmiechnął się do leżącego na pierwszym łóżku chłopca i sięgnął po kartę, w której zapisane było wszystko, co zostało mu podane oraz to, w jaki sposób na leki zareagował.
- Dzień dobry, panie Marquez. Jak samopoczucie? - Zagadał, jak to miał w zwyczaju, w tym samym czasie odczytując najnowsze wyniki. - Dzisiaj towarzyszyć mi będzie praktykantka, panna Clemen. Być może się już znacie, w końcu jesteście z tej samej szkoły. Widzę, że wyniki ostatnich badań mają się całkiem dobrze, ale nie jestem pewien, czy ręka wróci do poprzedniego stanu. Śmiem jednak wątpić. - Mówiąc to podał Addyson plik kartek, w których dziewczę mogło wyczytać, że jej były przyjaciel został porządnie ukąszony przez bliżej nieokreślony kwiat znajdujący się w Zakazanym Lesie. I że przez pierwsze trzy dni było z nim naprawdę kiepsko. Przeczytać mogła o wymiotowaniu krwią, gorączce i bólach, a także o zakażeniu, jakie wdało się w rękę. Jednym słowem - mogła dowiedzieć się wszystkiego, co przydarzyło się młodemu Ślizgonowi.
- Panno Clemen, co może mi pani powiedzieć o zatruciach? Wiem, że nie jesteśmy na oddziale powiązanym z zatruciami roślinnymi, a pani kolega trafił do nas w celu wyleczenia zakażenia, ale mimo wszystko, jeżeli chce pani zostać uzdrowicielem musi się pani orientować we wszystkich obszarach medycznych.
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sro 06 Lip 2016, 18:49

Całkiem ładny mieli dzionek. Ururu powoli nabierał sił do życia, a w jego główce zaczęły pojawiać się jakieś plany na nadchodzące dni.
Słysząc kroki osób wchodzących do sali niechętnie oderwał się od myśli. Czyżby znowu jakieś badanka? Pobranko krwi? Lubił obserwować jak czerwony płyn opuszcza jego ciało. Było to niesamowicie fascynujące.
- Dzień dobry, panie doktorze. Muszę przyznać, że dzisiaj czuję się niesamowicie dobrze. Odczuwam znaczną poprawę mojego stanu - powiedział z uśmiechem nie zmieniając pozycji. Wiedział, że tutaj w szpitalu nie lubią, kiedy pacjenci są zbyt ruchliwi. Jednak słysząc nazwisko praktykantki, poderwał się w górę podpierając na łokciach. Miodowe tęczówki chaotycznie zmierzyły postać Clemen, przenosząc się jednak szybko na doktora.
CO ONA TU ROBIŁA?
Pamiętał, że zgłaszała się na praktyki do Munga, ale nie wiedział, na który oddział. Poza tym nawet, gdyby wiedział, niczego by to nie zmieniło. Czemu los przygnał go akurat tutaj?
Nie odpowiedział doktorowi, wolał, żeby Addyson określiła (jeśli miała taką wolę) ich relację. Wzruszył tylko ramionami na informację o stałym uszkodzeniu. Powiedziano mu już wcześniej, że ślad po przygodzie w postaci sinej plamy zostanie. Był ostatnią osobą na świecie, której coś takiego by przeszkadzało. Ważne, że mógł pisać. W końcu ranny został w prawą rękę.
Powrócił do poprzedniej pozycji i wrócił do wpatrywania się w sufit. Oczy zamknął.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sob 09 Lip 2016, 18:39

Piwne oczęta dziewczęcia jak urzeczone wpatrywał się w młodzieńca leżącego na łóżku. Nie mogła oderwać wzroku od chłopaka, który skradł jej serce, a teraz znajdował się w Mungu. Na policzkach Puchonki zaczęły pojawiać się dorodne rumieńców, które były doskonale wyeksponowane na jej bladej cerze.
- To mój najlepszy przyjac… - Urwała szybko, nerwowo chodząc w miejscu. Spuściła wzrok na swoje obuwie speszona słowami, które prawie wydobyły się z jej ust. Nie byli już przyjaciółmi. Nie mogła więc tak go nazywać, nawet jeśli bardzo tego chciała. Od formalnego spotkania nie rozmawiali, a odesłanie mu lusterka dwukierunkowego było dla niej potężnym ciosem w serce, ale wiedziała, że musi to zrobić. - … znajomy z Hogwartu… - Dokończyła znacznie ciszej, odbierając od mężczyzny kartoteke Ururu. Wzięła głęboki wdech z każdą przeczytaną informacją, walcząc z łzami, które uparcie próbowały spłynąć po jej policzkach.  Marquez przecierpiał tak dużo, a jej nie było obok. Wiedziała jednak, że nie może rozkleić się pierwszego dnia praktyk.
Spojrzała na chłopaka, który najwyraźniej nie miał ochoty nawet na nią spojrzeć. Szczerze powiedziawszy wcale mu się nie dziwiła - zraniła go i była tego w pełni świadoma.
Spojrzała na lekarza, biorąc głęboki wdech. Po prostu powinna powiedzieć coś tak jak w szkole. To nic trudnego, prawda?
- Zatrucie to zaburzenie organizmu, pod wpływem jakiejś trucizny. Najbardziej popularnym antidotum na większość czarodziejskich trucizn jest bezoar. Istnieją także eliksiry na przykład na ukąszenia i urządzenia różnych stworzeń. - Odpowiedziała na zadane pytanie najlepiej jak potrafiła, ale fakt, że Ururu był tego świadkiem, było trudne do przełknięcia.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sro 13 Lip 2016, 02:15

Lekarz słuchał wypowiedzi Addyson, kiwając głową i jednocześnie sprawdzając stan ręki Ururu. Kiedy dziewczyna skończyła, spojrzał na nią i wyprostował się, chrząkając pod nosem.
- Bardzo dobrze, panno Clemen. Wspomniała pani o eliksirach - jakie eliksiry przeciw zatruciom pani zna? Które najlepiej jest stosować w przypadku ukąszeń roślin? - Kolejna dawka pytań została rzucona niemal błyskawicznie, a mężczyzna zdawał się nie dostrzegać pąsowiejących policzków, czy uciekającego od szarowłosego chłopca wzroku. Z resztą, to nie była jego sprawa, czyż nie? Clemen miała się tu uczyć zawodu, który chciała kiedyś, być może już w przyszłym roku, wykonywać.
- Proszę mi też powiedzieć, która z roślin przyspiesza gojenie się ran. Jak się pani domyśla, to właśnie wyciągu z tej konkretnej rośliny używa się w przypadku takich ran, jak ta, którą ma pani kolega. - Złapał Ururu za rękę, zdjął z niej bandaż i ukazał całość rany Addyson. Widać było, że większość już się zagoiła, choć nie był to przyjemny widok.
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sro 13 Lip 2016, 13:15

Chłopcu aż serduszko szybciej zabiło, kiedy dziewczyna zabrała głos. Jednak szybko zmieniła zdanie, a on zalał się falą rozczarowania. Widocznie tak miało być, widocznie ich drogi się już rozeszły. Tylko czemu los ich do siebie teraz przygarnął? Czy może jednak powinien mieć nadzieję? Czy chciał ją mieć?
Podniósł się lekko na zdrowej ręce, żeby umożliwić lekarzowi dotarcie do rany. Sam z zainteresowaniem na nią spojrzał. Właściwie to lubił obserwować, jak się zmieniała. Regenerująca się tkanka to dopiero jest magia!
Zerknął też na chwilę na Addyson tak, jakby jej tu nie było. Zastanowił się, co ona o tym myśli. Co myśli o ranie. Co myśli o jego pobycie tutaj. O tym całym zajściu. O tym, że się widzą.
Znowu ścisnęły mu się wnętrzności. Opadł ciężko na łóżko zasłaniając twarz wolną dłonią.
- Słabo mi - mruknął. Czuł, że robi mu się jakoś dziwnie duszno i gorąco. Tylko dlaczego? Czy to przez jej obecność? Znowu tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Właściwie to żadnych. A samemu bał się zagłębiać w ten temat. Bał się, że nie ogarnie, że wpadnie w jakieś natrętne myśli, które go nie będą opuszczały.
Czy ten doktor naprawdę musiał tu stać? Rurek chyba wolałby być sam z Addyson. Może udałoby im się porozmawiać... chyba tego teraz potrzebował.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sro 13 Lip 2016, 19:41

- Istnieją dwa najczęściej stosowane eliksiry na zatrucia. Jest to antidotum na łatwe trucizny, oraz antidotum na trudne trucizny. Wydaje mi się, że stosowanie tych eliksirów jest uzależnione od typu rośliny, która zatruła organizm. – Odezwała się, nerwowo chodząc w miejscu i nie do końca będąc pewna swoich słów. Denerwowała się coraz bardziej i to nie tylko tym, że była odpytywana przez lekarza. Ururu nie poprawiał jej samopoczucia.
Podeszła bliżej łóżka chłopaka, kiedy mężczyzna zdjął bandaż z ręki Marqueza.
Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, bo to Addyson była tą, która przerwała, ów kontakt wzrokowy. Dziwnie się czuła, znajdując się w obecności Ururu, kiedy chcąc nie chcąc musieli przebywać  w jednym pomieszczeniu, a tak naprawdę nie mogli porozmawiać.
Clemen nie raz próbowała napisać do chłopaka list z przeprosinami. Szybko jednak zmieniała zdanie i wyrzucała zapisany pergamin, tłumacząc sobie, że: „Tak będzie lepiej”. Co prawda, nie wiedziała jak zniesie jeszcze cały rok w Hogwarcie, wiedząc, że na lekcji i w każdej innej, możliwej chwili będą mogli na siebie wpaść, ale wiedziała jedno: Sama nie da rady zrobić pierwszego kroku.
- Eeeem… – Zająknęła się, nieco za bardzo wpatrzona w zranienie na dłoni chłopaka. - Nagietek? – Bardziej zapytała niż stwierdziła, bo po stwierdzeniu Ururu, że robi mu się słabo, oskoczyła od łóżka (jakby to miało w czymkolwiek pomóc) i wlepiła w jego twarz, swoje piwne tęczówki, w których kryło się… Przerażenie o jego stan zdrowia.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Czw 14 Lip 2016, 13:48

Lekarz kiwnął głową na znak, że słowa wypowiedziane przez Addyson są prawdziwe. Wyjął z kieszeni notes, po czym coś w nim zapisał, nawet przez chwilę nie spoglądając na żadne z nich.
- Tak jest panno Clemen. Dodam też, że nie tylko typu rośliny. Zatrucia mogą być wywołane przez wiele innych czynników. Zwierzęta, opary, magia, eliksiry i trucizny. Wszystko to wpływa na nasz organizm w inny sposób. Niektóre z trucizn są na tyle specyficzne, iż te uniwersalne antidota na nie nie działają, wtedy trzeba przeprowadzić badania i stworzyć własny wywar, który będzie neutralizował konkretnie to zatrucie. - Wydawał się być zadowolony, choć i tak wygłosił formułkę. Był tu przecież po to, żeby uczyć, czyż nie?
- Nagietek, bardzo dobrze. Najczęściej produkuje się z niego maści. Jedną z nich pani kolega będzie musiał smarować dłoń jeszcze przez kilka miesięcy. - W chwili gdy skończył usłyszał o tym, że chłopcu zrobiło się słabo. Zdecydowanym ruchem dłoni popchnął go lekko tak, by ciało opierało się o oparcie łózka i dotknął jego czoła.
- Jesteś trochę rozgrzany. Dobrze zrobi ci chwila odpoczynku, ale najpierw przydałby się okład z aloesu. Zajmie się tym pani, panno Clemen. A potem proszę zmienić opatrunek na ręce, pamiętając o maści. Wszystko znajduje się w szafce, gdyby coś się działo, proszę mnie zawołać. Wrócę po panią za jakiś czas, wtedy pokażę pani inne przypadki. - Powiedział, po czym wyszedł z pomieszczenia. Jeszcze przez chwilę słychać było go na korytarzu, gdy rozmawiał z jedną z pielęgniarek.
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Czw 14 Lip 2016, 19:09

Ta sekundka, okruszek chwili, kiedy ich spojrzenia się spotkały, był dla Ururu szukaniem odpowiedzi. Co o nim myślała? Czy jednak mogą zacząć od nowa? Czy po prostu dziewczyna spogląda na niego jak na pacjenta, jak na dość ciekawy, niespotykany obiekt? Gdyby tak na to spojrzeć... Ururu ta opcja sprawiłaby przyjemność. Nie tylko byłby przedmiotem badań, pomocą naukową, ale w dodatku korzystałaby z tego sama Addyson. Gdyby jego dusza opuściła chłopięce ciało, z całą pewnością spełnienia doznałaby mogąc widzieć je użyte do celów poznawczych. Grzebanie w jego nereczkach, jelitkach, żołądeczku...
Mimowolnie do jego ucha wlatywały wymiany zdań doktora z Addyson. Całkiem zabawne były zadawane jej pytania, a chłopak sam starał się odpowiadać na nie w myślach. Mimo wszystko nie wgłębiał się w to jakoś specjalnie, w końcu miał teraz coś ważniejszego do analizy. Jednak, czy to miało jakiekolwiek znaczenie, jeśli doktor wciąż będzie z nimi? Nie miał zamiaru słowa rzec do dziewczęcia, przy obecności tego człowieka. Chociaż Marquez miał do niego zaufanie, był przecież lekarzem, nie mógłby się zdobyć na tak prywatne rozmowy w obecności kogoś obcego.
Oczy chłopca dość śmiało spoczęły na twarzy dziewczyny oglądającej pamiątkę po nocnej przygodzie dumnie wytworzonej na posiniałej ręce Ślizgona. Nie wyglądała na specjalnie obrzydzoną, zdegustowaną, aczkolwiek rana chyba zrobiła na niej jakieś wrażenie. Czy dałaby się dotknąć taką dłonią? Oh, o czym on myślał. Nie dotknie jej już pewnie nigdy. Nie będzie mu to dane.
Zasłaniając twarz po poinformowaniu otoczenia o swoim upadku samopoczucia chciał wytworzyć minimalną barierę odgradzającą go od nich. Nie chciał widzieć i nie chciał być widzianym. Wilgoć wzbierająca w oczach. Krew zwiększająca tempo swojej podróży. Nawet doktor stwierdził nieprawidłowość temperatury. A czy medyk wiedział, co to spowodowało? Czy odruchowo uznał to za konsekwencje kontaktu z magicznym kwiatkiem? Mężczyzna opuścił jednak pomieszczenie zostawiając Addyson z zadaniem do wykonania, a Ururu z jeszcze większym skrętem wnętrzności.
Stało się.
Byli sami.
Marquez zdobył się na ściągnięcie dłoni z twarzy, kiedy uszy poinformowały go o oddaleniu się doktora. Ostrożnie skierował miodowe tęczówki na dziewczynę, która na całe szczęście była już w trasie do szafki z potrzebnymi jej składnikami. Rozpoczął układanie w myślach zdań wiedząc, że i tak powie coś innego, być może błędnie, być może nie tymi słowami, co powinien. Czy powinien wspomnieć o swojej rozmowie z Wittermore? W końcu były przyjaciółkami, ale mimo wszystko była też dziewczyną. Nie chciał powtarzać swoich poprzednich błędów. Podniósł się do pozycji siedzącej. Rozmowa na leżąco byłaby poniżej wszystkiego, już sam fakt tkwienia w szpitalnym łóżku mogła być irytująca i nieodpowiednia. To nie tak, że się krępował... Po prostu nie chciał, aby to wyglądało na rozmowę z chorym człowiekiem, kimś w gorszym stanie... fizycznym, czy psychicznym, a może obu naraz.
Nie liczył czasu, jaki spędziła przy szafce, zachowywał swoje słowa na odpowiednią okazję. Musiały one paść, kiedy będzie patrzył jej w twarz, a najlepiej prosto w oczy. Konwersacja z plecami nie wchodziła w grę.
Gdy już tak się stało, gdy mógł utkwić spojrzenie, niezwykle jak na niego niepewne w dziewczęciu, uchylił usta wykrzywione w niewielki, naturalny mu uśmiech dając pieśni myśli ujście.
- Addyson, wiele się dowiedziałem i bardzo chciałbym ciebie przeprosić za moje nieświadome wywołanie w tobie negatywnych uczuć. Nie sądziłem, że wspomnienie innych dziewcząt będzie miało takie skutki. Wydaje mi się, jakbym chciał wtedy pokazać ci, że moje zdolności socjalne są na wyższym poziomie, że potrafię zdobywać znajomych... Ale przecież wiesz, że nie ważne ilu ich będę miał, i czy w ogóle, to ty będziesz dla mnie najważniejsza... znaczy byłaś, wtedy... Bo teraz chyba tego nie chcesz tego. A ja chcę zrobić wszystko, żeby było jak sobie wymarzysz.
Mówił z przejęciem, jakie Puchonka mogła znać z jego wypowiedzi o nauce, o pająkach. Zdrową dłoń nerwowo zacisnął na pościeli, a oczy utkwione cały czas w niej, nawet kiedy zdarzyło mu się pokręcić srebrnowłosą główką dla podkreślenia emocji wypowiadanych słów. Wydawało się, jakby nie mrugał nawet.
- Addyson, mam tylko ciebie... - urwał nagle czując brak materiału do dalszej produkcji wypowiedzi. Czy powiedział to, co miał? Czy niczego nie pomieszał? O czymś zapomniał? Starał się nad tym zastanawiać, ale jednak to niecierpliwość go pogrążyła, chęć dojrzenia reakcji dziewczyny, o ile jakąkolwiek zamierzała mieć.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Pią 15 Lip 2016, 14:14

Patrzyła się na niego, bo martwiła się o stan jego zdrowia. Jej Puchońskie serduszko cierpiało i to nie od momentu, kiedy nie zobaczyła Ururu na zakończeniu w Wielkiej Sali, ale w chwili, kiedy się z nim pokłóciła na błoniach. Nie miała z nim kontaktu, bo oddała mu lusterko dwukierunkowe, czego naprawdę żałowała. Czy gdyby wiedziała co się z nim dzieje, udałoby się jej odsunąć go od głupiego pomysłu wycieczki do Zakazanego Lasu? Dlaczego Marquez był tak głupi i poszedł tam sam?
Dlaczego w ogóle tam poszedł?!
Patrzyła na niego, bo chciała jak najdłużej nacieszyć swój wzrok chłopakiem, który już na zawsze będzie zajmował szczególne miejsce w jej sercu, bez względu na to, czy w dalszym ciągu będą się przyjaźnić, czy nie.
Przytakiwała na każde słowo, które wypłynęło z ust lekarza. Z jednej strony nie chciała ominąć żadnego zdania, ponieważ przyszła tutaj, żeby się czegoś nauczyć. Z drugiej strony, kiedy znajdowała się w pobliżu Ururu, cała jej uwaga skupiona była właśnie na nim, chociaż starała się unikać spoglądania w jego kierunku jak najlepiej potrafiła.
Wpatrywała się w ranę na dłoni Ślizgona, doskonale czując jego wzrok na swojej twarzy. Czuła, że jej policzki przybierają czerwony rumieniec i niestety nie mogła na to nic poradzić.
Żołądek Clemen również wywrócił się na drugą stronę, kiedy medyk rozkazał jej zająć się Ururu i sam opuścił salę. Spojrzała na Marqueza wyraźnie zestresowana. Dość szybko jednak spuściła wzrok na podłogę i włócząc nogami podeszła do dużej szafy.
Została przy szafce o wiele dłużej niż musiała i nie chodziło tutaj o odnalezienie potrzebnych lekarstw. Jak najdłużej chciała odwlec nieuniknioną rozmowę z Ślizgonem. Bała się, że jeżeli zostanie z nim sam na sam, rozklei się przy nim, a w najgorszym wypadku ucieknie z sali bez słowa.
W końcu jednak musiała wrócić do łóżka chłopaka, nawet jeśli miała ogromną ochotę, aby rzucić się przez okno, tylko po to, aby nie zetknąć się ze swoimi problemami oko w oko.
Dłoń dziewczyny wystrzeliła w kierunku chłopaka, zanim ten jeszcze cokolwiek powiedział. Marquez mógł zauważyć chwilę zawahania, kiedy rękę w pewnym momencie zawisnęła niepewnie w powietrzu, a dopiero po chwili zbliżyła się do chłopaka. Puchonka, ostrożnie i niezwykle delikatnie odgarnęła białe kosmyki włosów z czoła Ururu, aby następnie położyć na nim okład wedle zalecenia medyka. Robiąc to, wstrzymała oddech w obawie, że może zrobić coś nie tak i skrzywdzić chłopaka (co jednak było mało prawdopodobne, bo zrobienie okładu wcale nie było takie trudne).
Przygryzła wargę i drgnęła mocno, gdy usłyszała jego głos. Dopiero teraz odważyła się, aby spojrzeć na Ururu, bo do tej pory, robiła wszystko, aby uniknąć kłopotliwej sytuacji. Jej piwne oczy znów napełniły się łzami z każdym słowem, które zostało wypowiedziane przez siwowłosego.
- Ururu… – Odezwała się w końcu drżącym głosem. - Oddałam ci lusterko, bo… po tym jak cię uderzyłam… Uznałam, że nie chcesz mnie znać, że nie chcesz… już się ze mną… przyjaźnić. – Urwała, pozwalając, aby łzy potoczyły się po jej policzkach. - Nie powinnam tak reagować na to, że znalazłeś sobie… koleżanki. – Przełknęła ślinę, przecierając mokre policzki wierzchem dłoni.
Niebywale ostrożnie, przysiadła na łóżku chłopaka, zanurzając dwa palce w maści z nagietka. Drugą dłonią, ujęła rękę chłopaka, kładąc ją delikatnie na swoich kolanach. Powoli przemknęła mazidłem po zranieniu, niepewnie spoglądając na Ururu.
- Co cię podkusiło, aby pójść do Zakazanego Lasu? – Szepnęła bardziej do siebie, niż do chłopaka, chociaż chciała znać odpowiedź na to pytanie, odkąd przeczytała o tym w jego karcie.
Chwyciła za bandaż, zabezpieczając ranę przed zabrudzeniem.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Sob 16 Lip 2016, 12:12

Rzucony przez Marqueza monolog zabrzmiał całkiem stabilnie, biorąc pod uwagę delikatne dłonie dziewczęcia zajmujące się nim. Kiedy odgarniała mu włosy, kiedy kładła mu okład na czoło, jego ciało zalała fala ciepła, spowodowana bliskością Puchonki. Gdyby nie absolutne skupienie nad wypowiadanymi słowami, z pewnością porwałby jej dłonie w uścisk własnych. Łzy w jej oczach wzmagały tylko niecierpliwość na jej odpowiedź, lecz nie mógł przerwać mowy, musiał powiedzieć wszystko, co siedziało mu na serduszku. Oparł się tylko bardziej o oparcie łóżka, żeby ułatwić jej zabieg.
Słowa, jakie uzyskał w odpowiedzi, zabolały go, co dało wyraz zaskoczeniu, niezadowoleniu, rozczarowaniu na jego twarzy.
- Przecież ja nawet o tym zapomniałem - powiedział głośniej, niż zamierzał. - Przecież ci powiedziałem, że to nic takiego. Skoro już wszyscy mnie biją, czemu ty byś nie miała? Widocznie zasłużyłem na to... Ale to nie ważne, przecież ci mówiłem, że chcę... żebyś mnie nie opuszczała.
Nie był zadowolony z tego, co powiedział. Pokręcił tylko główką, starając się ogarnąć natłok myśli. Chciał, żeby inaczej to zabrzmiało.
Cóż to się porobiło. On myślał, że Addyson go już nie lubi, a ona wciąż się przejmowała jakimiś pierdołami. Nie zdążył niestety zabrać ponownie głosu, gdyż dziewczyna siadając obok rozpoczęła kolejny temat, zabierając się na pielęgnacje jego rany. Właściwie nie wiedział, po co używała maści. Miał wrażenie, że sam jej dotyk leczy wszystkie niedogodności fizyczne i psychiczne. Przymknął aż oczy. Zdążył już zapomnieć, co się z nim działo, kiedy była w pobliżu, kiedy ich ciała się ze sobą stykały w jakikolwiek sposób.
- Nie miałem nic do stracenia - mruknął w odpowiedzi na zadane pytanie. Nie miał nastroju na rozmowę o tym, chociaż sam temat już mu tak nie ciążył, wciąż był nieprzyjemny. Głównie z powodu uczuć, jakie wtedy odczuwał. To wszystko było tak nierealne... Łatwiej mu było o tym jeszcze nie wspominać. Poza tym wolał teraz kontynuować poruszony wcześniej wątek.
- Chciałem się wcześniej z tobą skontaktować, napisać list... ale nie potrafiłem. Bałem się. Że nie odpiszesz, albo odpiszesz, ale w jakiś wrogi sposób... że jesteś na mnie zła... A ty wciąż rozpamiętywałaś jakieś bzdety - mówił, a kiedy skończyła owijając jego rękę bandażem, wyhaczył jej dłoń łapiąc w swoją. - Teraz to ja mógłbym być zły na ciebie... ale może po prostu nie miejmy do siebie żadnego urazu i potrzymaj mnie trochę za rękę. O ile nie przeszkadzają ci te sine przebarwienia.
Czy dziewczę odtrąci przebarwioną rączkę Ślizgona?
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  Pon 18 Lip 2016, 15:25

Zamrugała kilkakrotnie powiekami, odganiając wciąż napływające do jej oczu łzy.
- Nie mów tak Ururu! Nie chce być jak wszyscy. Nie powinnam cię była wtedy uderzyć. Przepraszam… To nie powinno się wydarzyć… Poniosło mnie… – Wypluła z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
- Przestań! Nawet tak nie mów! – Teraz to ona podniosła głos i zaskakując samą siebie… przytuliła się do chłopaka. - Mogłeś stracić życie. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. – Wyszlochała cicho, przylegając do niego na tyle, na ile pozwalało jej na to szpitalne łóżko.
Równie szybko wróciła jednak do ponownego opatrywania jego ręki. Na policzkach dziewczęcia pojawiły się czerwone rumieńce, a na jej ustach zabłądził się nikły uśmiech.
- Przepraszam… – Burknęła cicho, delikatnie owijając bandaż wokół jego dłoni. Nie wiedziała jak po ich kłótni podchodził do tematu przytulania. Za pierwszym razem wyśmiał ją i nie wiedziała, czy aby znów nie wrócili do tego miejsca, w którym zaczynali swą przyjaźń.
Kiedy jej dłoń została złapana w uścisk Marqueza, na jej ustach pojawił się szerszy uśmiech. Położyła drugą rękę na zabandażowanej dłoni Ururu i posłała w jego kierunku jeden z jej nieśmiałych uśmiechów, wpatrując się w miodowe oczka chłopaka.
- Czy jak… Czy jak skończę dzisiejsze praktyki… Będę mogła do ciebie przyjść? – Odezwała się w końcu, przerywając krępującą ciszę. Wyswobodziła dłoń z uścisku Ururu i powoli wstała z jego łóżka. Wiedziała, że lekarz za niedługo wróci, a nie chciała, żeby pomyślał sobie o nie wiadomo o czym. W końcu był to jej pierwszy dzień praktyk, a ona już kleiła się do pierwszego pacjenta z brzegu? To… Nieprofesjonalne.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne  

Zakażenia Magiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» II piętro - Zakażenia Magiczne
» Zakażenia Magiczne
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Londyn :: Szpital świętego Munga-
Skocz do: