Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”

Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
avatar
Piosenkarka, Przestępca

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Rdzeń - wąsy trolla | Drewno - berberys | 10 cali | lekko sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ENERVATE, EPISKEY, EXPELLIARMUS, DIFFINDO, DRĘTWOTA, AVIFORS, GEMINO, ACCIO, ALOHOMORA, FUMOS , RICTUSEMPRA, OPPUGNO, LUMOS, ZAKLĘCIE KAMELEONA || RENNERVATE, PROTEGO TOTALUM, IMPEDIMENTA, REPLEO, DELENS VESTIGIUM, FLIPPENDO DUO, JĘZLEP, TRANTALLEGRA || FERULA, PROTEGO MAXIMA, SOMNO, SERPENSORTIA, SEZAM MATERIO
OPIS POSTACI: Lily C. Longbottom przejęła urodę swojej rodzicielki. Ma delikatną, jasną karnację, piwne oczy i brązowe, długie włosy sięgające do połowy pleców. Jej usta są idealnie pełne i malinowe, gdy szykuje się na występ przejeżdża po nich czerwoną szminką, aby mężczyźni patrzyli tylko na nie, gdy śpiewa. Oczy także delikatnie maluje, aby wydłużyć rzęsy. Ma idealnie proste i białe ząbki, którymi czasami w zamyśleniu zagryza usta. Jej zgrabne, długie nogi zawsze są ukryte pod długimi do kostek sukniami, aby żadnemu nie śniło się by jej dotknąć. Mimo wszystko stara się być niedostępna dla mężczyzn, którzy przychodzą do klubu. Jasne jest, że nie pojawiają się po to, aby posłuchać jej głosu. Ma dobrze zarysowane obojczyki, które zazwyczaj stara się mieć odkryte - kusić nikt jej nie zakaże. Palce jej dłoni ma szczupłe, zgrabne i długie, paznokcie owalne i zadbane. Sama dłoń jest mała i delikatna. Gdy śpiewa wolne, smutne piosenki często siedząc na scenie jeździ palcem po obojczyku - taki nawyk. Mierzy 171 cm wzrostu, waży 55 kg.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t800-lily-c-longbottom http://mortis.forumpolish.com/t797-dziennik-lilly http://mortis.forumpolish.com/t799-skrytka-5446
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pią 20 Maj 2016, 23:28

Kraść na zlecenia? Nie musiałaby się bać, że straci prace, ze ktoś ją przyłapie, że ktoś będzie ją szantażować. To było coś, czego potrzebowała. Miałaby więcej pieniędzy, mniej stresu w pracy i więcej przyjemności z śpiewania. Chwilę analizowała jego propozycję. Racja, nie miała w tym wprawy, nie była doświadczona, przecież większość swojego życia miała wszystko po nosem dopóki się słuchała, dopóki kochała rodziców. Nadal ich kocha, nadal tęskni, nadal boli jak o nich myśli, ale stara się żyć dalej i sobie radzić. Jedna śmierć nie jest końcem. Cicho westchnęła i skinęła głową.
- Zainteresowana - powiedziała i chwilę tak stała. Zagryzła wargę i wyszukała w swojej torebce coś do pisania. Zapisała na kartce swój adres i podała mu go.- Napisz list jak będziesz chciał się spotkać - powiedziała z delikatnym uśmiechem. - Postaram się być dobrym współpracownikiem - szepnęła mu do ucha i odsunęła się.
- Do zobaczenia panie Reid - odeszła od niego i wyszła z zaułka. Nie lubiła wracać późno do domu sama. Za bardzo obawiała się tego, co działo się wokół. Ludzi, którzy mogliby ją zaatakować. Nie miała stu procentowej pewności, że nikt nie wie o jej występkach.
Na karteczce miała zapisane swoje prawdziwe imię oraz nazwisko. Skoro mają współpracować niech wie prawdę o jej pochodzeniu.

[z/t]


Ach, muzyka...
To magia większa od wszystkiego, 
co my tu robimy!
avatar
Przestępca

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Włos z ogona Testrala, Berberys, 9 cali, b.sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ENERVATE, - PROTEGO, RIDDICULUS, EXPELLIARMUS , ARANIA EXUMAI, DRĘTWOTA , RICTUSEMPRA , PETRIFICUS TOTALUS , OPPUGNO , GEMINO , ALOHOMORA , AQUA ERUCT0O, , BOMBARDA , ,FINITE , ,LUMOS, RENNERVATE. FLAGRANTE, REPELLO MUGGLETUM, EBUBLIO, LEVICORPUS, OBSCURO, PROCELLA, UTEVO LUX, VULNERA SANATU0R, BAUBILLOU0S, HURLINGBROOM ,INCARCEROUS, SOMNO
OPIS POSTACI: Powiada się, że chłopcy z reguły przyjmują po matkach urodę, za to po ojcach osobowość, może było to spowodowane tym, że synowie znacznie chętniej spędzali czas wolny w towarzystwie ojców i mimo wszystko ci przekazywali im swoje prawdy życiowe, na skutek czego te małe bąble w dorosłym życiu były klonami swoich ojców. W wypadku Evan'a jest to całkowitą prawdą, bowiem jest on doskonałą mieszanką ludzi, którzy to przyczynili się do pojawienia się tego nowego człowieka na świecie. No, ale może zacznijmy od samego początku, aby nie było zbyt dużego chaosu. Matka chłopaka była nie wysoką, lekko przy kości kobietą. Posiadała ona niebieskie oczy, które to z resztą Evan odziedziczył po niej. Ciemno brązowe włosy chłopaka, z reguły były utrzymywane w lekkim nieładzie, ale w przypływie chęci i czasu, Evan pozwalał na to aby pobawić się swoimi włosami i wyprostować je... oczywiście na tyle na ile było to możliwe. Po matce Reid odziedziczył również bladą cerę, oraz ten osobliwy urok opalania się na czerwono. Dlatego też nic dziwnego, że chłopaczyna unikał słońca, jeżeli każde jego wyjście, i pozwolenie aby ta wielka kula ognista spiekła jego ciało, kończyło się na tym, że wyglądał po prostu strasznie. W matczynych genach otrzymał również nie za wąskie usta, które to miały w sobie tyle pigmentu, że miały różowawy kolorek. Za to wzrost jak i waga, w żaden sposób nie pasowała do jego rodzicielki, bowiem chłopak był wyższy od matki o całą głowę, a o wadze to nawet w tej chwili lepiej nie wspominać, bo matek się nie obraża. Niestety w genach po mamie nie otrzymał dobrego smaku jeżeli chodzi o ubiór. Starał się zawsze nosić jak najbardziej luźne stroje, aby nic mu nie krępowało ruchów. Najbardziej cierpiał kiedy się dowiadywał, że musiał ubrać jakiś garnitur i muszkę. Po prostu nienawidził kostiumów wyjściowych...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t803-kaczka-balbinka#5669 http://mortis.forumpolish.com/t802-skrytka-495#5666
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 23 Maj 2016, 20:17

Kraść... chłopak tak naprawdę nigdy nie lubił tego słowa, z resztą też tak naprawdę nigdy nie był dumny z tego co robił. Wiedział, że zawiódł tak naprawdę każdego komu składał pewne obietnice. A co gorsza... swoją matkę, która to najpewniej teraz siedziała biedaczka sama w domu i oczekiwała na powrót swojego syna. On mimo wszystko nie wracał. Jak miał wrócić i spojrzeć jej w oczy... co mógł powiedzieć. Przecież obiecywał jej, że wszystko się zmieni na lepsze, że ich życie się poprawi, że stworzą nareszcie prawdziwą rodzinę. A tym czasem jego ojciec dalej siedział w pierdlu, a on... cóż był temu wyjątkowo bliski. Niestety to było jak z narkotykiem. Życie na krawędzi wyjątkowo uzależniało i im bardziej człowiek w to wchodził tym gorzej było mu wyjść z bagna w jakie sam wlazł... albo jakie sobie sam bardzo często wykopał. Chociaż w tym wszystkim co robił było jakieś światełko. Był wyjątkowo uczciwym złodziejem. Nigdy nie okradł kogoś kto ma mniej od niego, albo jest na podobnym poziomie co on. Rodziny też nigdy nie okradł, to była dla niego świętość.
-Możesz być pewna, że napiszę- Powiedział cicho chowając do kieszeni karteczkę którą mu podała. Cóż... nad tym to musiał się jeszcze konkretniej zastanowić. Nie był pewien czy będzie chciał z nią współpracować. Do tej pory działał sam i dobrze mu szło, nie wiedział czy ona przypadkiem nie okaże się być kulą u nogi, ale cóż to się miało dopiero okazać.
-Dobranoc...- Powiedział jej na odchodne i mrugnął lekko w jej kierunku, a kiedy jej sylwetka zniknęła za drzwiami, on również poszedł z zaplecza gdzieś w swoim kierunku, może do domu... a może chciał znaleźć kolejnego naiwniaka który da się mu oszukać.
z/t
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sro 22 Cze 2016, 20:37

Piątek, 24 czerwca 1934r. godz. 20:00

W ostatnich miesiącach miało swe miejsce wiele rzeczy mniej i bardziej przerażających, i dla wielu brytyjskich czarodziejów był to powód do ucieczki lub zaszycia się w bezpiecznym domostwie, gdzie czarnoksięskie zaklęcia sięgnąć ich nie miały. Mimo tego sporo osób, głównie ludzi młodych i łaknących zajęć innych niż wpatrywanie się z przerażeniem w sytuację za koronkową firanką, wciąż pragnęło żyć i bawić się jak dawniej. Nocne życie w wielkich miastach nie przymarło więc ani trochę, a morderstwo na Pokątnej sprzed kilku miesięcy, chociaż nadal żyło w sercach niektórych jej mieszkańców, nie sprawiło, że „Jedyna Szansa” zrezygnowała z organizowania częstych potańcówek. @Lily C. Longbottom szybko stała się osobą wyjątkowo w stolicy rozpoznawalną i wiele osób wybierało klub w którym śpiewała jako miejsce spotkań z przyjaciółmi, czy też, spotkania z potencjalnym partnerem bądź partnerką. Wypatrywano więc przyklejonej do szklanych drzwi kartki z ryciną dwojga podrygujących nastolatków, a kiedy już wreszcie, po dłuższej przerwie pomiędzy imprezami wieść o kolejnej rozeszła się po okolicy, wiele twarzy z środowisk przeróżnych postanowiło się na potańcówkę wybrać.

Czujmy się gośćmi w tutejszej remizie,
osobliwymi i wyróżnionymi.
Tańczmy do taktu miejscowej kapeli
i niech się nam wydaje,
że to bal nad bale.

Seria morderstw, polityka, unosząca się wszędzie atmosfera śmierci... żadna z tych rzeczy nie miała dzisiaj znaczenia, kiedy pokaźnych rozmiarów plakat zapraszał wszystkich zainteresowanych i zachęcał niską ceną - 5 galeonów za wejście z piwem kremowym gratis było wręcz symbolicznym wydatkiem na każdą kieszeń. Szczególnie, że w grę wchodził gościnny występ pochodzącego z Ameryki zespołu Hooked On Swing, który wczoraj, w ramach promocji wydarzenia, zagrał kilka swoich kawałków na jednym z bardziej ruchliwych skrzyżowań ulic. Była to więc idealna okazja na ciekawą noc w zyskującym na popularności klubie.

~ Wystrój lokalu pozostaje niezmienny. Opłata pobierana jest na wejściu. Aby dostać się do środka musicie odjąć sobie sumę pięciu galeonów ze skrytki. Nie planujemy żadnych wybuchów ani przykrych wypadków, więc na czas trwania wydarzenia otrzymujecie bilokację. ~
avatar
Przestępca

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Włos z ogona Testrala, Berberys, 9 cali, b.sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ENERVATE, - PROTEGO, RIDDICULUS, EXPELLIARMUS , ARANIA EXUMAI, DRĘTWOTA , RICTUSEMPRA , PETRIFICUS TOTALUS , OPPUGNO , GEMINO , ALOHOMORA , AQUA ERUCT0O, , BOMBARDA , ,FINITE , ,LUMOS, RENNERVATE. FLAGRANTE, REPELLO MUGGLETUM, EBUBLIO, LEVICORPUS, OBSCURO, PROCELLA, UTEVO LUX, VULNERA SANATU0R, BAUBILLOU0S, HURLINGBROOM ,INCARCEROUS, SOMNO
OPIS POSTACI: Powiada się, że chłopcy z reguły przyjmują po matkach urodę, za to po ojcach osobowość, może było to spowodowane tym, że synowie znacznie chętniej spędzali czas wolny w towarzystwie ojców i mimo wszystko ci przekazywali im swoje prawdy życiowe, na skutek czego te małe bąble w dorosłym życiu były klonami swoich ojców. W wypadku Evan'a jest to całkowitą prawdą, bowiem jest on doskonałą mieszanką ludzi, którzy to przyczynili się do pojawienia się tego nowego człowieka na świecie. No, ale może zacznijmy od samego początku, aby nie było zbyt dużego chaosu. Matka chłopaka była nie wysoką, lekko przy kości kobietą. Posiadała ona niebieskie oczy, które to z resztą Evan odziedziczył po niej. Ciemno brązowe włosy chłopaka, z reguły były utrzymywane w lekkim nieładzie, ale w przypływie chęci i czasu, Evan pozwalał na to aby pobawić się swoimi włosami i wyprostować je... oczywiście na tyle na ile było to możliwe. Po matce Reid odziedziczył również bladą cerę, oraz ten osobliwy urok opalania się na czerwono. Dlatego też nic dziwnego, że chłopaczyna unikał słońca, jeżeli każde jego wyjście, i pozwolenie aby ta wielka kula ognista spiekła jego ciało, kończyło się na tym, że wyglądał po prostu strasznie. W matczynych genach otrzymał również nie za wąskie usta, które to miały w sobie tyle pigmentu, że miały różowawy kolorek. Za to wzrost jak i waga, w żaden sposób nie pasowała do jego rodzicielki, bowiem chłopak był wyższy od matki o całą głowę, a o wadze to nawet w tej chwili lepiej nie wspominać, bo matek się nie obraża. Niestety w genach po mamie nie otrzymał dobrego smaku jeżeli chodzi o ubiór. Starał się zawsze nosić jak najbardziej luźne stroje, aby nic mu nie krępowało ruchów. Najbardziej cierpiał kiedy się dowiadywał, że musiał ubrać jakiś garnitur i muszkę. Po prostu nienawidził kostiumów wyjściowych...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t803-kaczka-balbinka#5669 http://mortis.forumpolish.com/t802-skrytka-495#5666
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Czw 23 Cze 2016, 00:50

Evan może do najbardziej rozrywkowych ludzi wcale nie należał. I wcale nie miał zamiaru przychodzić na tą zabawę tylko po to aby sobie poskakać w rytm jakiejś melodyjki. Nie to kompletnie nie leżało w jego zwyczaju. Można powiedzieć, że chłopak swoją pracę traktował wyjątkowo poważnie, na skutek czego nie miał kompletnie czasu na zabawy w jakiś pubach. Co nie zmieniało faktu, że tego typu zabawy były dla niego wręcz idealną okazją aby trochę zarobić. Tłumy ludzi, którzy przepychali się między sobą. Tumany dymu z cygar, i parę lekko podpitych samotnych panów sprawiały, że dla Evana zarobek w takim miejscu wydawał się być aż za łatwy. Chociaż nie zmieniało to faktu, że takie drobne kradzieże zaczynały go powoli nudzić. Miał ostatnio ochotę na coś większego... dokładnie tak, miał nadzieje, że wcześniej czy później w końcu natrafi na jakąś gruba rybę.
Ten klub stał się ostatnio wyjątkowo popularny i Evan doskonale wiedział czyja to zasługa. Mimo wszystko jakoś wyjątkowo się z tego nie ucieszył. Jeżeli jego współpraca z dziewczyną rzeczywiście miała się udać, to było by dobrze gdyby nie wiele osób o niej wiedziała... a jeszcze lepiej by było gdyby była zwykłą szarą myszką. Niestety nie można mieć wszystkiego. Z resztą jak to się mówi. Jak się lubi czego się nie ma to się lubi co się ma. Tak też chłopak przyodział mniej oficjalne ubrania, czyli konkretniej ubrał czarną koszulę i na to czarną marynarkę. Nie chciał jakoś za bardzo rzucać się w oczy. On sam nie miał zbyt eleganckich ubrań, ale w tej chwili działało to tylko na jego korzyść. W końcu nie zbyt bezpiecznie jest w dzisiejszych czasach obnosić się ze swoim bogactwem... tiaaa powiedział złodziej. Drogę do tego klubu znał chyba na pamieć, w końcu nie raz i nie dwa tam bywał. Pięć galeonów zapłaty za wejście, to jakieś zdzierstwo. I chociaż dla niektórych ludzi było to mało, to dla Evana robiła dużą różnicę. W końcu do pewnego momentu miał tylko czterdzieści galeonów... no dobra minus pięć to jakieś trzydzieści pięć na chwilę obecną. Mimo wszystko to co w tej chwili zapłacił miało się nijak do tego ile mógł wynieść. Możliwe, że uda mu się jakoś odbić sobie to pięć galeonów.
Chłopak spokojnie wszedł do środka i od razu skierował swoje kroki do baru. Nie wyszukiwał nawet w tłumie nikogo znajomego, bo też nie widział w tym sensu. Jak na razie musiał przystąpić do szukania swojej potencjalnej ofiary, a to wymagało trochę czasu.
-Ognistą raz...- Powiedział do barmana próbując przekrzyczeć hałas który tutaj panował. Ostatnio kiedy poznał Lily stał w tym samym miejscu, tylko za miast ognistej pił wodę. Musiał przyznać, że w tej dziewczynie coś było, ale na pewno tego czegoś nie było na tyle aby ten jakoś zachwycił się jej urodą, czy też talentem. Na chwilę obecną patrzył na nią tylko jak na potencjalną wspólniczkę w pracy... w żaden inny sposób nie potrafił. Evan w końcu otrzymał swoje zamówienie, pochwycił szklankę w dłoń i oparł się całym ciałem o bar obserwując uważnie ludzi, którzy kręcili się w lewo i prawo szukając swoich znajomych, albo jakichś wolnych miejsc.
avatar
Nauczyciel Starożytnych Run

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Kieł widłowęża, grab, 13 cali, giętka
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ACCIO, ALOHOMORA, APERACJUM, BOMBARDA, CAVE INIMICUM, DIFFINDO, DRĘTWOTA, ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMMOBILUS, LUMOS, MIMBLE WIMBLE, MOBILICORPUS, NOX, PROTEGO | Łatwe: ANAPEO, ANESTHESIA, BULLA PRIVATA, BRACIUM EMENDO, CHŁOSZCZYŚĆ, ILLEGIBILUS, IMPERTURABLE, LEVICORPUS, RENERVATE, REPARIFORS, SUSPENSORIUS, UTEVO LUX, ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) | Trudne: ARESTO MOMENTUM, FINITE INCANTATEM, INCARCEROUS, NE APORTATION, PROTEGO HORRIBILIS, SECTUMSEMPRA, SICCUM PISCINAM, VULNERA SANATUR
OPIS POSTACI: Dosyć wysoki, mierzący metr osiemdziesiąt mężczyzna, który posturą przypomina bardziej chucherko, niż napakowanego pana kulturystę. Już z daleka widać, że jest typem intelektualisty, który w swoim życiu przenosił jedynie stosy książek. Ma jasną karnację od siedzenia przez większość czasu w pomieszczeniach, kilka piegów na twarzy i oczy przybierające odcień bardzo intensywnego błękitu. Ciemne włosy, zazwyczaj trochę dłuższe niż być powinny zaczesuje na bok przy użyciu pomady. Zdarza mu się mieć trzydniowy zarost, choć bardzo dba o to, by być zawsze czystym, ogolonym i schludnym. Ubiera się elegancko, w koszule, garnitury i kamizelki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t739-zwierzeta-laytona#4850 http://mortis.forumpolish.com/t742-dziennik-laytona#4856 http://mortis.forumpolish.com/t741-skrytka-nr-906#4855
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Czw 23 Cze 2016, 14:20

Zdecydowanie nie był typem, który chodził po tego typu wydarzeniach. nie czuł się dobrze na potańcówkach, na których trzeba się było dobrze bawić i... tańczyć. Niemniej, miał nadzieję, że ten wieczór będzie przyjemny zarówno dla niego, jak i jego przyjaciółki z dawnych lat, która miała mu towarzyszyć. Dawno jej nie widział, dawno z nią nie rozmawiał i musiał przyznać, że list od niej sprawił mu ogromną przyjemność. Dawniej, gdy był dopiero co po Hogwarcie każdy dzień spędzał w warsztacie jej ojca, widując ją przy tym codziennie. Dziwnie było więc potem, gdy ich ścieżki rozeszły się w zupełnie przeciwnych kierunkach. Ale teraz nie miało to znaczenia!
Odpowiednio wcześniej spotkał się z nią i prawdę mówiąc, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Czy to była ta sama @Morgaine Ollivander, którą pamiętał? Miał wrażenie, że wszystko wokół ruszyło do przodu, podczas gdy on został gdzieś w tyle. Wszyscy się zmienili, a on przez swoją nieobecność nie był w stanie śledzić tego procesu. Dopiero teraz, gdy zetknął się z jego wynikami, dotarło do niego, że właściwie mógł coś stracić. To jednak nie miało większego znaczenia, bo sam przecież nie próżnował. Rozwijał się, również zmieniał. Był innym człowiekiem niż ten nastolatek, chcący zgłębić jak najwięcej od starego Ollivandera. Teraz miał na swoim koncie już coś, co dawało mu względne poczucie pewności siebie i jakiś procent spełnienia.
- To jak, wchodzimy? - Zapytał swoją towarzyszkę, z którą zdążył zamienić już kilka zdań, w drodze do klubu. Spojrzał na drzwi prowadzące do środka i uśmiechnął się do dziewczyny. Może i nie był przekonany do takich imprez, ale przecież... Mógł choć raz się zabawić. Zwłaszcza, że dopiero co skończył się rok szkolny, dopiero co wrócił do Londynu. Dopiero teraz mógł poczuć miejsce, z którego uciekł ponad dwa lata temu. Otworzył przed nią drzwi i zapłacił za wstęp za oboje.


Spełnienie wieloletnich marzeń może i przeszło wszelkie oczekiwania,
ale rzeczywistość w pewnym sensie przebrała miarę.
avatar
Tłumacz

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: włos wili, 13 1/3 cala, sztywna, cedr
OPANOWANE ZAKLĘCIA: APERACJUM, ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMPERVIUS, PROTEGO, ZAKLĘCIE KAMELEONA, CONJUNCTIVITIS, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, ACCIO, ALOHOMORA, FINITE, GLACIUS, SILLENCIO || MUCUS AD NAUSEAM, FRIGIDUS FLAMMA, IMPERTURBABLE, IMPEDIMENTA, BOMBARDA MAXIMA, SUSPENSORIUS, SOLLICITUS, FUMOS DUO || SZATAŃSKA POŻOGA, SECTUMSEMPRA, OBLIVIATE, PROTEGO HORRIBILIS, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM
OPIS POSTACI: Martin, tak jak typowy przedstawiciel rodziny Sue, jest dość wysokim mężczyzną (180cm) o jasnym kolorze skóry. Najmłodszy syn Elizabeth i Boba Sue jest wyraźnie wychudzony, przez co jego twarz już z daleka wygląda, jakby był nedożywiony. Ma wyraźne rysy i oczy, które są w intensywnie niebieskim kolorze. Włosy bardzo ciemne, sięgajace mu za ucho. Nie czesze się zazwyczaj i trzyma je w ogólnym nieładzie. Na jego twarzy często widnieje zarost, którego usunięcie przychodzi mu z trudnością, a bardziej niechęcią. Ogólnie buźkę ma bardzo ładną (tak jak wszyscy Sue), ale widnieje na niej wieczny... brak wyrazu. Albo niezadowolenie lub inne negatywne emocje.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t734-ptaki-nie-do-konca-martina http://mortis.forumpolish.com/t849-skoroszycik-w-chryzantemy http://mortis.forumpolish.com/t733-skrytka-1235
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pią 24 Cze 2016, 16:23

Dni mijały, a wszystko nie posuwało się tak szybko, jak podejrzewał. Chociaż zawsze mógł stanąć w miejscu i do niczego nie dojść. Miał troszkę informacji... Właściwie DUŻO informacji. Chciał jednak więcej, nim przejdzie do wydawania wyroków. Dzisiaj sobie już pospacerował po zafajdanym Londynie, wdepnął w pięć kałuż, chociaż deszczu sobie nie przypominał. Z grobowym wyrazem twarzy postanowił wejść sobie do klubu, który właśnie mijał. Nogi domagały się odpoczynku, a gardło jakiejś cieczy. Chciał już sobie normalnie wejść, kiedy się okazało, że mają jakąś imprezę. Bardzo nie chciało mu się wchodzić, ale jeszcze bardziej nie wyobrażał sobie zmiany trasy. Wygra z przeciwnościami nawet, jeśli oznaczało to utratę aż pięciu galeonów za miejsce do siedzenia i trunek, którego nawet nie lubi. Wycisnął z kieszeni monety, po czym ruszył od razu do baru. Był tu już raz, kiedy to pragnął zasięgnąć języka u panny Longbottom, która o niczym nie wiedziała. Dał jej kontakt do siebie, lecz nie napisała niczego. Nie zdobyła informacji, zapomniała, czy nie chciała mieć z nim nic wspólnego?
Zasiadł na krzesełku nie tracąc czujności. Jak zwykle wiele nowych twarzy. Czy w tym mieście naprawdę nie dało się spotkać dwa razy tej samej osoby? Zawsze musiał mijać tłumy nieznajomych? Przeklęta Anglia.
Zamówił swoje darmowe piwo, rozglądając się uważnie. Wszyscy byli jakoś ładniej dzisiaj ubrani, a on jak zwykle w pogniecionej koszuli i jakichś spodniach.



T H E M E   S O N G

I have one fucking schizophrenia
emotional disturbance please play it on air
I'll tell you that it is a fact you'll tell me it's a shame
Fuck you you'll be forgotten anyway


avatar
Bezrobotna

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Kieł widłowęża, olcha, raczej sztywna, 14 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ENERVATE, EPISKEY, BĄBLOGŁOWY, EXPELLIARMUS, FUMOS, PROTEGO, IMPERVIUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, REPARIFARGE, APERACJUM, TERGEO, FINITE Łatwe: ANAPNEO, ANESTHESIA, RENNERVATE, REPARIFORS, FLIPPENDO DUO, KAPROUN, BOMBARDA MAXIMA, IMPERVIUS, VERUM PARS, DEFODIO, GLISSEO, ILLEGIBILUS, MANSIO Trudne: VULNERA SANATUR, ADVERSUM, PROTEGO HORRIBILIS, FIANTO DURI, PROTEGO MAXIMA, REPELLO INIMICUM, SEZAM MATERIO, OBLIVIATE
OPIS POSTACI:

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t881-sowa-prue#7477 http://mortis.forumpolish.com/t880-skrytka-165#7476
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pią 24 Cze 2016, 21:40

Krążyła po świecie i żyła niczym w śnie. Było pięknie, prawda? Zobaczyła to wszystko, o czym marzyła, a co wydawało się jej nieosiągalne. To była jej krótka bajka, która nigdy nie miała się skończyć. Oczywiście miała rację, że nikt na nią tam nie czeka. Spodziewała się tego, że nie istnieją ludzie, którzy mogliby ją pojąć i przyjąć do siebie. Co nie zmienia faktu, że ta długa podróż była cudowną sielanką. Bawiła się, jakby była zwyczajna. Polubiła wychodzenie do ludzi, do takich miejsc, jak to w którym obecnie się znalazła. Można wejść, potańczyć i nie trzeba rozmawiać. To bardzo wygodne dla kogoś, kto nigdy nie powie ani jednego słowa. Podróż trochę ją zmieniła. Wciąż była nieobyta towarzysko i łatwo się peszyła, ale w tłumie potrafiła się jakoś odnaleźć do czasu, kiedy nikt nie sprawiał, że ponownie stawała się zwyczajną jednostką. W grupie wszystko się rozmywa, pojedyncze elementy nie mają znaczenia do czasu, aż reszta jakoś się trzyma. Niewiarygodnie wygodne dla kogoś takiego, jak ona. Szybko jednak zdradził ją taki tryb życia. Rzadko, bo rzadko, ale bawiła się w ten sposób, ale kiedy przyszło do chwili, kiedy niestety okazywało się, że społeczność nie nadrobi za niej niemówienia to musiała kiwać w stresie głową i znikać. W końcu na przyjęciu, czy czymś innym mało kto jest w stanie potem czytać kartki, bo alkohol robi swoje. W dodatku pijani ludzie są jeszcze nudniejsi niż Ci trzeźwi. A i był jeszcze jeden problem z tym całym względnie "normalnym" życiem Prudence.
Było to niczym sen, jak już wspomniałam. I tak samo jak one - nagle musiał się urwać. W końcu jeszcze nie zapadła w ten wieczny. Przeszłość zaczęła brutalnie wracać. Zresztą powolnie pożerało ją to. Ciągłe zmiany lokum, ciągle nowi ludzie... zabytki były interesujące, nowe miejsce na spacery, języki... to wszystko wciągało, ale z biegiem czasu stawało się oczywiste i nowe trasy stawały się starymi. Bez odpowiednich ludzi nic nie miało sensu, a nawet jeśli ktoś okazał się potencjalnym towarzyszem to wiedziała, że nie może ufać. Wiedziała, jaką cenę płaci za taki eksces, więc uciekała dalej. A przeszłość czmychała, by wreszcie ją dopaść. Oni nigdy nie zapomnieli, a teraz i jej o tym fakcie przypomnieli. Więc uciekła do miejsca w którym się zaczęło. Szukać pomocy. Zabawne, że miała pewność, iż to nic nie da. W dodatku nie była pewna, czy spotkanie może jej pomóc. Ba! Była pewna, że wielki powrót do Wielkiej Brytanii nie przyniesie jej nic dobrego, a mimo tego chciała tu być. Ukryć się znowu w zamku i przeczekać burzę.
Zobaczyć tamtego człowieka od którego musiała uciec.
A co zrobiła pierw? Chciała się przyzwyczaić na nowo do tego klimatu. Poszła do klubu, opłaciła wstęp przy wejściu i wkroczyła do paszczy lwa. Tak na start, by przywyknąć do tych ludzi. I może troszeczkę odciągnąć swoje myśli od tego, co nieuniknione.
Od tego, co szare.


Prudence Grisham
That's how far the world is from where I am. Just one bad day. You had a bad day once, am I right? I know I am. I can tell. You had a bad day and everything changed(...)

avatar
Barman, Pub pod Trzema Miotłami

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: cis, sierść wilkołaka, pół sztywna, 12 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Protego, Accio, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Riddiculus, Alohomora, Diffindo, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Verdimilious, Utevo Lux, Rennervate, Fumos Duo, Frigidus Flamma, Avis, Libro Mendacium, Bombarda Maxima, Delens Vestigium, Ferula, Protego Maxima, Upiorogacek, Serpendortia,
OPIS POSTACI: Ven ma piwne oczy oraz jasno brązowe włosy. Jego karnacja jest jasna, a chłopak nie przykłada uwagi do tego, aby jakkolwiek dodać jej barwy. Nie lubi się opalać, nie lubi słońca, nienawidzi, gdy jego skóra jest spalona od promieni. Mierzy sobie 183 cm wzrostu. Jest w miarę umięśniony, bo nie stroni od wysiłku fizycznego. Szerokie ramiona, smukłe dłonie o długich palcach, na palcu serdecznym lewej dłoni ma zawsze sygnet o zielonym kamieniu. Zazwyczaj ubiera białe koszule, a na to narzuca czarną marynarkę bądź kurtkę z czarnej skóry. Spodnie także w ciemnej barwie oraz ciężkie buty wiązane do góry sięgające wyżej kostki. Różdżkę trzyma właśnie w prawym bucie po wewnętrznej stronie. Nie ma żadnych charakterystycznych cech, nie posiada pieprzyków w widocznych miejscach, nie ma tatuaży, ani blizn.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t762-kruk-ventusa http://mortis.forumpolish.com/t764-dziennik-ventusa#5052 http://mortis.forumpolish.com/t763-skrytka-nr-15#5050
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sob 25 Cze 2016, 12:38

@Sophia Templer.
Kim jest? Jak działa na niego? Jak wygląda? Co sprawia, że na jej widok bije mu szybciej serce? Jak zrozumieć te uczucia, którymi ją darzy? Jak ma się ich pozbyć?
Jest metamorfomagiem. Jest jego przyjaciółką. Jest kimś, kto go rozumiał, kto potrafił wywołać u niego uśmiech jakiego nikt inny nigdy nie zobaczy. Jest jego ukochaną, jest osobą, którą będzie chronił za wszelką cenę, jest jedynym promieniem w jego życiu. Gdy o niej myśli nic innego się nie liczy. Ven przebywa większość czasu w ciszy, rzadko z kim rozmawia, jego milczenie jest smutne, przepełnione tęsknotą i cierpieniem. Chłopak jest wiecznie statyczny, bierny, nie walczy o nic, co ma dla niego znaczenie, nie potrafi stanąć przed Sophią i powiedzieć jej o swoich uczuciach, ponieważ jest tchórzem.
Sophia działa na niego jak najmocniejszy narkotyk, zatraca się w jego umyśle i ciele, nie potrafi z niego wyjść. Dręczy go i poniewiera nieświadoma uczuć jej przyjaciela. Chłopak jest od niej uzależniony i nie ważne jaka odległość by ich dzieliła on postara się do niej dostać i pomóc w potrzebie. Wystarczy jeden mały znak, a chłopak pokona góry, aby być przy niej, ale dopóki ona nic nie powie on będzie stał biernie i przyglądał się jak ją traci. Nie jest w stanie o nią zawalczyć, ponieważ jest dla niego zbyt ważna. Za bardzo wątpi w swoje możliwości, za bardzo został zniszczony w dzieciństwie przez swoją rodzinę, zbyt długo żył w nienawiści skierowanej do niego.
Soph jest piękną istotą, ma tak intensywnie niebieskie oczy, że Ven mógłby się w nie wieczność wpatrywać. Uśmiech, który pojawia się na jej ustach jest jak pierwszy promień słońca wpadający przez okno o poranku. Ven zna na pamięć każdy detal jej ciała, potrafi go sobie wyobrazić w najgorszej sytuacji w jakiej się znajdzie, ponieważ dziewczyna sprawia, że chce jeszcze żyć na tym świecie, wie że zraniłby ją swoją śmiercią. W końcu kto jak nie on potrafi słuchać o jej problemach, pocieszyć, gdy nie ma już siły, aby żyć dalej?
Ven, gdy widzi Soph jego serce bije sto razy szybciej, przez ciało przechodzą dziwne dreszcze, a nogi zapadają się pod nim jakby chodził po bagnach. Nie jest w stanie myśleć o niczym innym jak o niej. Tyle razy ile ona była w jego sypialni miał ochotę powiedzieć jej o wszystkim, ale jednocześnie widząc to, że ona nic nie zauważyła przez te lata sprawiało, że się poddawał. Nie potrafił nic z siebie wykrzesać.
Tych uczuć nie idzie zrozumieć, nic nie jest wstanie naprawić jego serca, jego myśli. To wszystko co dzieje się z jego umysłem jest winą Soph, ale nigdy jej tego nie powie, ponieważ ją kochał, ponieważ była jego księżniczką, która tak szybko zawładnęła jego życiem.
Pozbyć? Jak pozbyć się tak pięknego uczucia jak miłość? Nie idzie, miłość jest narkotykiem, który niszczy życie innych ludzi, które niszczy życie Vena, jego psychikę, jego umysł, jego postrzeganie świata. To wszystko sprawia, że on nie chce miłości, pragnie nienawiści, chce by ktoś zrównał go z błotem, bo to mniej boli niż miłość do drugiej osoby, do osoby, która nie widzi tego, co Ven czuje, a może on jest zbyt dobry w ukrywaniu uczuć? Może sam za bardzo chowa się przed Sophią? Może dzisiaj jest dzień, w którym ma powiedzieć jej, co czuje? Wyznać jej swoje uczucia i uciec jak królik przed Alicją? Zostawić ją samą tak jak ona to robiła o poranku, gdy musiała wracać do domu?
Ty Sophio jesteś jego powietrzem, jego słowem, jego światłem, więc czemu nadal tego nie widzisz? Czemu udajesz, że nie zauważasz jego uczuć? Czemu nadal oszukujesz się, że jesteś jego siostrą? Czemu? To pytanie jest takie niesprawiedliwe. Takie oskarżające, będące niczym szpilki, które zostają wbite w serce.
Czasami zastanawiał się, co by było, gdyby ciebie przy nim zabrakło? Co by było, gdybyś zniknęła jak cień w pochmurny dzień? Byłby samotny pośród czterech ścian, nikt nie byłby w stanie dostać się do niego, załamałby się i już nigdy nie podniósł z błota, na wieki by tam pozostał.
Dzisiaj jest dzień, który odmieni jego życie. Nigdy nie sądził, że zdobędzie się na zaproszenie Soph do tego miejsca i to na randkę. Gdy Hex poleciał z jego listem do niej miał ochotę wyskoczyć za nim przez okno, aby go powstrzymać. Gdy dostał odpowiedź bał się ją przeczytać, a gdy już to zrobił serce waliło mu jeszcze bardziej niż zwykle. Ubrał się dosyć elegancko i wybrał się do domu Soph. Tam razem z nią wybrał się do klubu i zapłacił 10 galeonów za wejście do środka.
- Cieszę się, że się zgodziłaś Templer - szepnął jej do ucha z delikatnym, Ventusowym uśmiechem.


Ventus A. Gaunt
To sen, nie myśl, że po kres będziesz szczęśliwy tak
To sen, przyjdzie moment, że cię trafi sztylet prosto w kark
Kiedy zapragniesz by serca równo biły
Zapadniesz w matnię, utracisz wszystkie siły


Ostatnio zmieniony przez Ventus A. Gaunt dnia Wto 28 Cze 2016, 19:54, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Stażysta Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Róg jednorożca; Osika; 11,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ♥Szkolne♥ PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FINITE, PETRIFICUS TOTALUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, AVIFORS, FURNUCULUS, ACCIO, ALOHOMORA, LUMOS MAXIMA ♥Łatwe♥ COLLOSHOO, ENTROPOMORPHIS, ANAPNEO, REPARIFORS, ANTIVENENUM, BOMBARDA MAXIMA, CHŁOSZCZYŚĆ, OCULUS LEPUS, SUSPENSORIUS ♥Trudne♥ STIMULUS MELEDICTIONEM, ACID MISSILE, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM, VULNERA SANATUR, SENSOREM
OPIS POSTACI: Templer mierzy niecałe sto siedemdziesiąt trzy centymetry i jest to coś, na co nigdy w życiu nie narzekała. Podobało jej się, że nie należy do osób tych za nadto wysokich, czy niskich. Oscylowała w odpowiedniej dla siebie wadze, chociaż jak na kobietę przystało zawsze uważa, że jest za szeroka w biodrach. Na jej twarzy trudno dostrzec piegi, albo innego rodzaju przebarwienia. Tylko wtedy kiedy jest zbyt zdenerwowana lub po prostu speszona, na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce, które dość trudno przegonić. Największą uwagę w jej wizerunku zabierają oczy. Duże, jasnoniebieskie, często wywołują zdezorientowanie u jej rozmówców, co nie za bardzo odpowiada samej Sophii. Często, podczas spisywania ważnych notatek musi zakładać na nos okulary, żeby litery i cyfry znajdujące się na pergaminie za bardzo się nie rozmazywały. Lewej ręki używa niemalże do wszystkiego: pisania, przewracania kartek, wykonywania codziennych czynności. Z niewiadomych przyczyn różdżka zawsze znajduje się w jej prawej ręce. Tak nauczyła się rzucać czary w szkole i tak jej pozostało. Życie Sophii nigdy nie było usłane pachnącymi i miękkimi płatkami kwiatów. Znacznie częściej natrafiała na kolce róż, które tylko czekały, aż wbiją się mocno w stopy kobiety i to między innymi ukształtowało jej charakter. Ma wole walki i nie da sobą pomiatać, chociaż podczas pierwszej rozmowy może wydawać się bierna i uległa. Z reguły jest optymistycznie nastawiona do życia, ale do wszystkiego podchodzi z dystansem.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t544-stworki-sophii http://mortis.forumpolish.com/t551-dziennik-sophii-templer http://mortis.forumpolish.com/t545-skrytka-nr-983
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sob 25 Cze 2016, 21:28

Już kilka godzin przez rozpoczęciem potańcówki miała przygotowany ubiór. Z szafy wydobyła najlepszą sukienkę, którą kupiła jeszcze za pomocą Este - jej jedynej przyjaciółki w Londynie, która zostawiła ją po wydarzeniach w Hogsmeade.
Teraz został jej jedynie Ventus, chociaż nie była w stanie widywać go codzienne. Gaunt pomieszkiwał w niewielkim mieszkaniu w Hogsmeade, a Sophia w Londynie. Była to spora odległość, zważywszy na to, że oboje ciężko pracowali. Spotykanie się (nawet te raz na tydzień) było utrudnione.
Każdą chwilę, którą spędzała z chłopakiem starała się wykorzystywać jak najlepiej potrafiła. Wtedy liczyła się każda minuta, która nieubłaganie odliczała czas do ich rozstania. Tęskniła za nim i coraz częściej zauważała, że ich powroty do domów znosiła coraz trudniej. Z początku nie chciała się do tego przyznawać. Wmawia sobie, że reaguje tak gwałtownie, bo brakuje jej przyjaciół wokół siebie. W domu miała jedynie sowę i kota i chociaż bardzo ich kochała, nie były one najlepszymi towarzyszami. Nie mogła z nimi porozmawiać, poprosić o radę, albo się pośmiać. Teraz to wszystko mogła zrobić tylko w obecności Ventusa, który zawsze chętnie jej pomagał.
Kiedy usłyszała pukanie do drzwi ostatni raz spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Musiała przyznać, sama przed sobą, że wyglądała… dobrze. Wystroiła się, przypudrowała twarz - ogólnie rzecz biorąc: Estelle byłaby z niej bardzo dumna.
Od rana nie myślała o niczym innym niż o potańcówce, bo nie szła tam z byle kim! Miała towarzyszyć Ventusowi, a jej mózg niemalże od razu podpowiadał jej, że była to randka. Mimo, że wiedziała, że nie powinna tak uważać, ta myśl wywoływania na jej ustach szeroki uśmiech.
List od Gaunta dostała w trakcie śniadania. Tak bardzo zaskoczyły ją słowa zapisane pismem barmana, że zachłysnęła się kawą, opluwając całą kartkę. Bez namysłu odpisała mu, że się zgadza. Znów mogła wyrwać się z domu w towarzystwie najlepszego przyjaciela…
Czy on w dalszym ciągu kwalifikował się do grupy jej przyjaciół? Czy nie był już dla niej kimś znacznie bliższym jej sercu?
Poprawiła górę, znacznie zbyt odważnej sukienki. “Ubierz się, Templer.“, “Zakryj się, Templer.”, “Nie jesteś na plaży, Templer.” Przecież już nie raz słyszała takie odzywki skierowane w jej stronę w pracy. Dlaczego, więc dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad tym, co pomyśli o niej Ventus?
Wpatrując się w swoje odbicie, wzięła gwałtowny wdech, a następnie wydech, aby uspokoić swoje emocje, by nie doprowadzić do zmiany koloru jej włosów. Nie mogła sobie na to w tej chwili pozwolić. Pospiesznie ukryta różdżkę pod podwiązką (na wszelki wypadek. Nie miała zamiaru jej używać, ale bez niej nie miała zamiaru wychodzić z domu).
Otworzyła chłopakowi drzwi i przywitała się z nim, porządnym buziakiem w policzek. Na sam jego widok w tak eleganckim stroju jej serce wywinęło koziołka. Kazała mu chwilę zaczekać i na nogi założyła swoje buciki.
Po drodze oczywiście zaczęli się kłócić. Sophia chciała zapłacić za siebie sama, ale uparty Ven, stwierdził, że skoro on zaprasza, to on płaci. Odpuściła dopiero przed klubem.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłeś Gaunt. - Zaśmiała się, skupiając swoją uwagę, żeby nie rozpuścić się na widok jego uśmiechu.



avatar
Barman, Pub pod Trzema Miotłami

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: cis, sierść wilkołaka, pół sztywna, 12 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Protego, Accio, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Riddiculus, Alohomora, Diffindo, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Verdimilious, Utevo Lux, Rennervate, Fumos Duo, Frigidus Flamma, Avis, Libro Mendacium, Bombarda Maxima, Delens Vestigium, Ferula, Protego Maxima, Upiorogacek, Serpendortia,
OPIS POSTACI: Ven ma piwne oczy oraz jasno brązowe włosy. Jego karnacja jest jasna, a chłopak nie przykłada uwagi do tego, aby jakkolwiek dodać jej barwy. Nie lubi się opalać, nie lubi słońca, nienawidzi, gdy jego skóra jest spalona od promieni. Mierzy sobie 183 cm wzrostu. Jest w miarę umięśniony, bo nie stroni od wysiłku fizycznego. Szerokie ramiona, smukłe dłonie o długich palcach, na palcu serdecznym lewej dłoni ma zawsze sygnet o zielonym kamieniu. Zazwyczaj ubiera białe koszule, a na to narzuca czarną marynarkę bądź kurtkę z czarnej skóry. Spodnie także w ciemnej barwie oraz ciężkie buty wiązane do góry sięgające wyżej kostki. Różdżkę trzyma właśnie w prawym bucie po wewnętrznej stronie. Nie ma żadnych charakterystycznych cech, nie posiada pieprzyków w widocznych miejscach, nie ma tatuaży, ani blizn.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t762-kruk-ventusa http://mortis.forumpolish.com/t764-dziennik-ventusa#5052 http://mortis.forumpolish.com/t763-skrytka-nr-15#5050
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 27 Cze 2016, 11:22

Księżniczka. To pomyślał, gdy zobaczył ją otwierającą mu drzwi jej mieszkania. Wyglądała cudownie, a go zatkało przez pewną chwilę. Nie wiedział co powiedzieć, po prostu się na nią patrzył. Żadne słowa nie oddawały uczucia, którym darzył jego aniołka. Chrząknął cicho i w końcu się odezwał.
- Wyglądasz... pięknie - wydusił i skierował swoje kroki do odpowiedniego miejsca.
Venowi także doskwierał brak Sophii, brakowało mu jej uśmiechu, głosu i żartów. Jej prób obrażenia go, czy innych głupich rzeczy jakie robili będąc ze sobą. Czasami miał ochotę przenieść się do Londynu i znaleźć tutaj jakąś pracę, w końcu tyle lat pracował za barem w Hogsmeade, że na pewno go przyjmą tutaj. W tym mieście było tych barów znacznie więcej, więc kłopotu by nie miał, ale czy powinien to sobie robić? Czy powinien się narażać na codzienny widok Soph? Czy powinien się dręczyć widokiem Soph w towarzystwie innych mężczyzn? Czasami naprawdę był masochistą, bo widok Soph go tak ranił, a on tym bardziej do niej lgnął jak ćma do światła.
- Trochę rozrywki nam nie zaszkodzi - spojrzał na nią. Była taka piękna, była... nie była jego. Była tylko przyjaciółką, powinien się z tym pogodzić, ale nie potrafił. Była jedynie jego snem, marzeniem, ale nie powinna się spełnić. To byłoby złe dla ich znajomości, ale brnął w to jak szaleniec, jak psychopata. Chciał jej i mimo, że nie mógł jej mieć to dążył do tego, by ona to zauważyła.
Co jeśli w końcu zauważy? Co zrobisz Ventusie? Uciekniesz? Zostawisz ją? No powiedz Ventusie? Czemu uważasz, że na nią zasługujesz? Co w tobie jest takiego wyjątkowego, że zdobyłeś się na odwagę, by ją zaprosić?
Zabrał ją do baru po obiecane darmowe piwo. Na początek wystarczy. Impreza dopiero się zaczyna, więc nie chciał od razu zalać się z nią w trupa. Chciał z nią porozmawiać, potańczyć i... i w końcu zrobić pierwszy krok.
- Nie dam ci dzisiaj spokoju - szepnął jej do ucha. - Będziemy tańczyć całą noc, Templer - uśmiechnął się łobuzersko kącikiem ust.


Ventus A. Gaunt
To sen, nie myśl, że po kres będziesz szczęśliwy tak
To sen, przyjdzie moment, że cię trafi sztylet prosto w kark
Kiedy zapragniesz by serca równo biły
Zapadniesz w matnię, utracisz wszystkie siły
avatar
Piosenkarka, Przestępca

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Rdzeń - wąsy trolla | Drewno - berberys | 10 cali | lekko sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ENERVATE, EPISKEY, EXPELLIARMUS, DIFFINDO, DRĘTWOTA, AVIFORS, GEMINO, ACCIO, ALOHOMORA, FUMOS , RICTUSEMPRA, OPPUGNO, LUMOS, ZAKLĘCIE KAMELEONA || RENNERVATE, PROTEGO TOTALUM, IMPEDIMENTA, REPLEO, DELENS VESTIGIUM, FLIPPENDO DUO, JĘZLEP, TRANTALLEGRA || FERULA, PROTEGO MAXIMA, SOMNO, SERPENSORTIA, SEZAM MATERIO
OPIS POSTACI: Lily C. Longbottom przejęła urodę swojej rodzicielki. Ma delikatną, jasną karnację, piwne oczy i brązowe, długie włosy sięgające do połowy pleców. Jej usta są idealnie pełne i malinowe, gdy szykuje się na występ przejeżdża po nich czerwoną szminką, aby mężczyźni patrzyli tylko na nie, gdy śpiewa. Oczy także delikatnie maluje, aby wydłużyć rzęsy. Ma idealnie proste i białe ząbki, którymi czasami w zamyśleniu zagryza usta. Jej zgrabne, długie nogi zawsze są ukryte pod długimi do kostek sukniami, aby żadnemu nie śniło się by jej dotknąć. Mimo wszystko stara się być niedostępna dla mężczyzn, którzy przychodzą do klubu. Jasne jest, że nie pojawiają się po to, aby posłuchać jej głosu. Ma dobrze zarysowane obojczyki, które zazwyczaj stara się mieć odkryte - kusić nikt jej nie zakaże. Palce jej dłoni ma szczupłe, zgrabne i długie, paznokcie owalne i zadbane. Sama dłoń jest mała i delikatna. Gdy śpiewa wolne, smutne piosenki często siedząc na scenie jeździ palcem po obojczyku - taki nawyk. Mierzy 171 cm wzrostu, waży 55 kg.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t800-lily-c-longbottom http://mortis.forumpolish.com/t797-dziennik-lilly http://mortis.forumpolish.com/t799-skrytka-5446
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 27 Cze 2016, 12:37

Potańcówka. Więcej ludzi, więcej kasy, więcej osób, które będą patrzeć właśnie na nią. Będzie w centrum uwagi - nie licząc tego zespołu z Ameryki, ale nie jest tak źle. Jedna piosenka z nimi, będzie nawet miała czas, aby samej się pobawić. Lily była w klubie o odpowiedniej godzinie, od razu wybrała się do swojej garderoby, aby móc się przygotować na występ. Pierwsze czym się zajęła było zrobienie fryzury. Nie robiła tego w domu, ponieważ nie chciała, aby deszcz, czy inna niepotrzebna anomalia zniszczyła jej przygotowanie. Lily miała sprawne paluszki, więc szybko uporała się z niesfornymi kosmykami splątujące je ładnie w luźne koka na tyle głowy. Przebrała się w długą, czarną suknię, która miała rozcięcie na lewej stronie ciągnące się do kolana. Miała też dekolt wycięty w szpic z srebrnym brokatem na nim. Zrobiła jak zawsze ten sam makijaż, który podkreślał jej urodę. Wciągnęła wygodne pantofelki na niskim obcasie i wyszła z garderoby, aby się rozejrzeć trochę i zobaczyć, czy pojawiły się jakieś znane jej twarze. Szybko dostrzegła Evana przy barze, uśmiechnęła się lekko i ruszyła w tamtym kierunku. Przed występem musiała sobie zawsze chlapnąć łyk ognistej, aby się rozgrzać i dodać sobie odwagi. Stresowała się każdym występem, w końcu nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Może się przewrócić, może zostać wyśmiana, a to tylko dlatego, że się denerwowała. Poprosiła barmana o to samo, co zawsze, który już miał nawet dla niej to przygotowane. Szybko wypiła zawartość szklanki i zamknęła na chwile swoje piwne oczęta.


Ach, muzyka...
To magia większa od wszystkiego, 
co my tu robimy!
avatar
Wytwórca różdżek

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca trzynaście i pół cala elastyczna różdżka, wykonana z cedru. Zawiera w sobie szpon hipogryfa.
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Morgaine jest kobietą kradnącą pełną atencję kręgów, które raczy swą obecnością. Nie jest to jednakże kwestia pozornych, oczywistych cech; pod względem wzrostu chociażby, nie wyróżnia się na tle innych niewiast, licząc sobie całe pięć stóp, siedem cali wzrostu. Proporcjonalna, acz daleka od perfekcji i wprawiania rówieśniczek w kompleksy sylwetka, również nie odznacza jej zbyt szczególnie z tłumu. Niestety, dziedzicząc wadliwy gen obdarowujący właścicieli skłonnościami do kłopotliwego tycia, głodzi się i nierzadko odmawia jedzenia, tylko po to, aby utrzymywać przy sobie jedyny, słuszny rozmiar sukni. Niemniej, to detale składają się na część właściwą osobliwego, wyjątkowego zjawiska jakim jest Morgaine. Panna Ollivander to blondynka o naturalnie falowanych włosach i choć publicznie uważane jest to za faux pas, nie zawsze zadaje sobie trud czesania się w eleganckie fryzury, tym samym zostawiając czuprynę w stanie nieujarzmionego nieupięcia - zarzucenie gęstym włosiem zdecydowanie bardziej działa na mężczyzn niż anemiczne potrząsanie koczkiem. Energia jej temperamentu ujawnia się w błękitnych, bystrych oczętach niezmiennie będących w pogoni za sensacją i najmniejszym ruchem ze strony otaczającego środowiska. Pomimo ewidentnych znaczeń świadczących o płynącej w jej żyłach krwi wilii, jako dziecko uzewnętrzniała się jako osoba rozpaczliwie wręcz zakompleksiona na punkcie własnej aparycji, zahukana i nieśmiała. Po wielu latach wdrożyła w życie filozofię odmiennego nastawienia. Zaakceptowała obecny stan rzeczy, wyzbyła się ciążących niepewności i kłujących w serce spotkań z lustrem, mimo iż nieustanny szał i wybitnie nachalne spojrzenia mężczyzn pozostały kwestią nieodgadnioną oraz zagadkową. Choć i bajecznie satysfakcjonującą. Flirt i uwodzenie wydają się przychodzić Morgaine z nieukrywaną lekkością, sama zresztą odczuwa ze swych łowów i zdobytych serc wyjątkowe spełnienie. Warunek jednakże musi zostać spełniony, żaden nie godny jest posiadania jej, ani fizycznie ani mentalnie - jedynie świadomość absolutnej władzy nad drugą jednostką byłaby w stanie zaspokoić rozpalone żądze tego złaknionego jednostronnej namiętności stworzenia. Niebotyczną chęć zwrócenia na siebie upragnionych, przesyconych podziwem i gamą różnorakich, intensywnych emocji spojrzeń, wzmacnia również w inny sposób. Ollivander to kobieta kameleon, ekstrawagancki, acz nieustannie zmieniający się styl i upodobania, manifestuje ubiorem. Wyszukane i drogie dodatki siara się zawsze wpleść w utworzoną przez siebie kompozycję. Twierdzi, iż jako samozwańcza artystyczna dusza, zadaniem jej jest obsesyjne dbanie o estetykę i tym samym roztaczanie wokół siebie aury współmiernej z dzierżącą świadomością Bogini Venus.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t877-sowa-panny-morgaine http://mortis.forumpolish.com/t886-skrytka-numer-007#7613
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 27 Cze 2016, 16:09

Ostatnie miesiące nie były dla Morgaine zbyt łaskawe, bo o ile uwolnienie z przegnitych murów podlondyńskiego zakonu wydawało się być początkowo momentem uskrzydlającym, to kobieta dosyć szybko zderzyła się z brutalną rzeczywistością życia bez dostępu do rodzinnego majątku. Nie znała dotąd pojęcia odpowiedzialności, a nad każdym wydawanym galeonem nie poświęcała choćby sekundy zastanowienia. Nie musiała, ograniczała ją jedynie wyobraźnia i okazjonalne marudzenie ojca. Cóż więc teraz biedaczka mogła począć? Choć wizja samodzielności i odcięcia się od pieniędzy Ollivanderów wydawała się być niezwykle kusząca jako myśl abstrakcyjna, to w praktyce uczyniła z jej egzystencji ponury koszmar, o którym nawet nie śmiała niegdyś śnić. Czuła się wyprana z dawnego blasku i uroku, siostry zakonne dzielnie wpajały jej nowe ideały, a nagły, przymusowy spadek na betonową rzeczywistość stresu i nieprzespanych nocy szczerych obaw o własne finanse, zdawał się odebrać Morgaine dawną beztroskę i lekkomyślność.
Wszelkie te problemy musiały jednakże odpłynąć w niepamięć, dzisiejsza noc miała należeć do niej. Do niej i Aslana, na widok, którego kamienne serce Ollivanderówny zaczęło rozpływać się i rozpoczynać wędrówkę po całym ciele. Przez ostatnie dwa lata myślała o nim regularnie, a chwilę ponownego spotkania odgrywała w wyobraźni setki razy. Na próżno szukać w już właściwym momencie choćby krztyny romantyzmu, ale rzeczywistość, choćby i wyprana z wymarzonych iskierek uczuć, była o niebo bardziej satysfakcjonująca niż pstrokate fantazje. Ach, wyglądał świetnie jak zawsze. Być może był zmienionym człowiekiem, być może wiele się w nim zmieniło, ale uśmiech pozostawał ten sam.
- Norwegia! Masz mi opowiedzieć najpierw o Norwegii, a potem jak wylądowałeś w Hogwarcie.
Dręczyła go, zasypywała pytaniami, po czym odnajdując w sobie pokłady ogłady, przepraszała i błagała o wybaczenie. Nie mogła wyzbyć się podekscytowania na widok starego przyjaciela, wracała do normalności, on BYŁ odbiciem jej dawnej siebie, czymś za czym tak bardzo tęskniła.
- Przyznam szczerze, że mnie zaskoczyłeś. Nie sądziłam, że będziesz chciał pójść na tego typu imprezę. Kim jesteś i co zrobiłeś z Laytonem?!
Zaśmiała się i bezceremonialnie złapawszy mężczyznę pod pachę, z uśmiechem szerokim niczym dziecko w sklepie z łakociami, pchnęła drzwi do klubu. Była dumna jak paw, odziany w tęczowe pióra i nikt nie był w stanie zepsuć jej tego wieczoru. Nikt.
avatar
Niepełnoletni czarodziej

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Pióro z ogona feniksa, angielski dąb, 9,5 cala, b. sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: EXPELLIARMUS, PROTEGO, PETRIFICUS TOTALUS, RICTUSEMPRA, OPPUGNO, LUMOS, NOX, ENERVATERENNERVATE, FLAGRANTE, IMPEDIMENTA
OPIS POSTACI: Romka jest posiadaczką pięknych, długich, lśniących i czarnych niczym skrzydło kruka włosów. Przez co doskonale komponowały się z jej niegdyś złocistą skórą. Zdecydowanie nie odejmuje jej to urody. Cały ten piękny obrazek dopełniają duże, soczystozielone oczy, niektórzy przyrównują je do kawałków szmaragdu. Cóż, nie bez przyczyny dziewczyna ma na imię Esmeralda. Jej małe usteczka, które mają malinowy kolor, skrywają szereg ładnych i białych ząbków, które to odsłaniają się w chwilach radości. Jeżeli chodzi o jej figurę: na pewno każdy by powiedział, że jest idealna, ale tylko sama zainteresowana wie gdzie ma jakieś niedociągnięcia, albo niedoskonałości, które sprawiają, że do ideału jej daleko. Romka jest szczupła, ale bez przesady. Można powiedzieć, że natura idealnie wyliczyła jej wymiary. Miejscami jest wąska, a w innych miejscach, tak jak powinno być, szersza, przez co na pewno nie jeden mężczyzna chciałby wodzić swoją dłonią po jej ciele. Cóż, niestety nikt takiego zaszczytu jeszcze nie dostąpił i pewnie nie dostąpi. Jej dłonie są małe, i wydają się być tymi dłońmi które nigdy nie zaznały ciężkiej pracy, zakończone długimi paznokciami, Ciężko stwierdzić jakie ma nogi, bowiem cały czas nosi na sobie długie barwne spódnice, które sprawiają, że cyganka przypomina barwnego motyla, który szykuje się do lotu. Za to jej nóżka jest równie mała co rączki. Bardzo często odziana w białe baletki, z malutkimi kokardkami na czubkach. Skóra dziewczyny jest gładziutka, i wydaje się być bardziej skórą małego dziecka aniżeli siedemnastoletniej dziewczyny.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t749-sokol-ikar#4895 http://mortis.forumpolish.com/t748-zniszczony-dziennik-esmeraldy#4893 http://mortis.forumpolish.com/t735-skrytka-001
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pią 01 Lip 2016, 15:10

Czas leciał bardzo szybko. Cyganka nim się obejrzała skończyła szkołę. I chociaż najpewniej zrobiła to z stosunkowo marnymi wynikami, którymi pewnie żaden dobrze urodzony człowiek by się nie mógł pochwalić, ale ona przecież nie była dobrze urodzona, prawda. Była biedną cyganką, która w swojej kieszeni miała tak naprawdę tylko kilka galeonów. Cóż... chciała czy nie musiała sobie znaleźć sobie jakąś pracę. Oczywiście Esmeralda to Esmeralda, nie miała najmniejszego zamiaru dać się ponownie zamknąć w klatce. W końcu Hogwart razem z paroma wspomnieniami właśnie to zaoferował. Teraz była nareszcie wolna... naprawdę wolna, mogła chodzić gdzie chce, robić co chce. Nikt nie mógł jej już nigdy powiedzieć co może a czego nie może. I chociaż każdy normalny człowiek najpewniej już dawno czuł by lęk przed tym nieznanym do którego zbliżał się nieubłaganie, to Esmeralda czuła raczej swego rodzaju podekscytowanie. Nie bała się życia, nie bała się też tego co może ją czekać. Nawet jeżeli napotka gdzieś na swojej drodze śmierć, której będzie musiała podać rękę. Wówczas będzie wdzięczna za to, że dane jej było przeżyć tych kilka lat na tym świecie. Cieszyć się prostymi rzeczami, które otaczają nasze życie.
Kiedy spacerowała sobie spokojnie po ulicy pokątnej, doszły ją słuchy o potańcówce. W sumie w szkole nigdy nie była na żadnej szkolnej zabawie, nie pasowała by tam. Za to tutaj sprawa miała się zupełnie inaczej. Na tego typu zabawy wstęp mieli wszyscy, nie zależnie od urodzenia, dlatego też nie musiała inwestować w drogą suknię balową, i jeszcze droższe dodatki do niej. Mogła pójść w tym co miała na sobie, czyli zwiewną, błękitna sukienkę, które sięgała jej do kostek. Z przodu znajdował się sznureczek, który na skutek związania w małą kokardkę, zasłaniała jej kobiece atrybuty, a taki sposób aby nie kuły nikogo w oczy. Jej ramiona za to były lekko odsłonięte. A na nogach cyganeczki znajdowały się białe baletki, na malutkim obcasiku. Czarne włosy były rozpuszczone, i rozrzucone na jej plecach i ramionach. We włosach za to miała wpiętą czerwoną różę, która tworzyła idealny kontrast z jej kruczoczarnymi włosami. Esmeralda w końcu dotarła do celu swojej podróży. Wręczyła z delikatnym uśmiechem człowiekowi przy wejściu pięć galeonów i weszła do środka. Ona sama nie była pijąca, dlatego też nie była w żaden sposób zainteresowana barkiem. Szukała w tej chwili miejsca w którym mogła by usiąść i albo z kimś porozmawiać, albo po prostu popatrzeć na osoby na parkiecie. I w końcu znalazła takowe. Siedział tam sam chłopak, nie wyglądał na kogoś, kto był by rozmowny, ale jej to nie przeszkadzało. Tak też zaczęła powoli przepychać się przez tłum, chusta z monetkami pobrzdękiwała cicho. Pomimo tego, że wydawała się ważyć trochę, to postać Esmeraldy wcale nie wydawała się być cięższa. Romka nadal poruszała nie niezwykle płynnie, zupełnie tak jak by jej ciało nadal wirowało w tańcu, do bliżej nie określonej muzyki.
-Witaj...- Do nozdrzy chłopaka najpierw dotarł subtelny zapach jaśminu, który to zawsze pojawiał się tam gdzie dziewczyna, a zaraz potem szmaragdowe oczy, zostały wbite w jego sylwetkę. Na lekko zaróżowionych usteczkach cyganki pojawił się delikatny uśmiech.
-Mogę się dosiąść... wszędzie miejsca są pozajmowane- Splotła dłonie przed sobą czekając teraz na odpowiedź chłopaka... miała nadzieję, że ten się zgodzi chociaż naprawdę nie wyglądał na kogoś, kto lubił przebywać w takich miejscach.

//Tak Martin to do ciebie//
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sob 02 Lip 2016, 20:46

Pobierający opłatę za wejście, wąsaty, uśmiechnięty jegomość witał wszystkich serdecznie, wręczając przy tym zadrukowane karteczki, które zgodnie z zasadami można było wymienić na kufel piwa. Wesołej miny nie była pozbawiona również dwójka dzisiejszych barmanów w postaci przyodzianego w elegancki garnitur młodzieńca o czuprynie tak rudej, że jej kolor śmiało porównać można było do marchewki i krótko ściętej blondynki, noszącej ciemne, nowoczesne, lecz wciąż czarodziejskie szaty. Były to dla stałych bywalców twarze znane i powszechnie lubiane, wszak zwykli z serdecznie traktować klientów i nie sprawiać większych kłopotów. W sali znajdowała się również dwójka najedzonych panów, bacznie obserwujących osoby siedzące przy barze i parkiet, w poszukiwaniu ewentualnych złodziejaszków. Kradzieże w takich miejscach nie były jednak czymś nowym ani zaskakującym, więc pomimo zapewnionej na wieczór ochrony - lepiej było mieć się na baczności.
- Ognista raz... - barmanka podsunęła Reidowi jego szklaneczkę, mrużąc przy tym błękitne oczy. Gdzieś przeleciało jej przez myśl, by przystojniaka zaczepić, ale nie była do końca przekonana, czy zagadanie go było dobrym pomysłem. Nie wyglądał na zbyt rozmownego. Plan porzuciła w momencie, kiedy ten odwrócił się, by rozejrzeć po sali.
- Dobry dzień, pani Longbottom! - przywitała się od razu, przekazując jej zamówienie. - Na koszt firmy. Życzę udanego występu. Naprawdę cię podziwiam, że nie łamie ci się głos podczas śpiewania przed tak dużą publiką!
Wnętrze Jedynej Szansy zapełniało się powoli. Wśród osób, które postanowiły zawitać na dzisiejszą potańcówkę znalazło się wiele interesujących postaci. Mniej i bardziej rozpoznawalnych. W oczy rzucali się od razu okupujący dwa połączone ze sobą stoliki członkowie stowarzyszenia magicznych literatów, bawiący się ochoczo w  układanie dadaistycznych wierszy i wyłapujących z tłumu samotne przedstawicielki płci pięknej. Jeden z nich, zauroczony urodą młodej cyganki obserwował ją z daleka, jednakże zważywszy na fakt, że dosiadła się do kogoś innego - speszył się i został na miejscu, wciąż jednak zerkając ukradkiem w stronę niesamowitej piękności, jaką panienka Moore niewątpliwie była.
Zaproszony zespół stroił właśnie swoje instrumenty, motywowany do szalonego występu przez już podrygujące na parkiecie pary, nie mogące doczekać się pierwszych, sensownych tego wieczoru, skocznych nut.
- Ouch! - pisnęła jedna z wystrojonych we wzorzystą sukienkę i korale panienek, obijając się w biegu o bogu ducha winną Prudence. - Uważaj jak lezie... eeee... dzień dobry pani Grisham? - otworzyła szeroko oczy, obserwując byłą nauczycielkę run. Osobami, które na niemowę wpadły były tegoroczne absolwentki Hogwartu, które najwyraźniej przybyły opić zwycięstwo w postaci zaliczonych owutemów, lub wręcz przeciwnie - odbić sobie porażkę. - Linda, chodź, zaczyna się! - pisnęła jedna z jej koleżanek i mocnym szarpnięciem pociągnęła ją i Prudence w stronę podestu, na którym występowały dzisiejsze gwiazdy.
- Zaraz... pani Grisham? - zapytała z niedowierzaniem, kiedy zorientowała się kogo właściwie trzymała właśnie za rękę. - Nie myślałam, że to miejsce w pani typie, HAHA. ALE JAZDA!
Nie zdążyła jednak wydusić z siebie nic więcej, bo czarnoskóra wokalistka przywitała się ze wszystkimi głośno, na moment zagłuszając toczone rozmowy, a już po chwili Prudence znalazła się w samym środku swingowego wiru.
avatar
Nauczyciel Starożytnych Run

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Kieł widłowęża, grab, 13 cali, giętka
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ACCIO, ALOHOMORA, APERACJUM, BOMBARDA, CAVE INIMICUM, DIFFINDO, DRĘTWOTA, ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMMOBILUS, LUMOS, MIMBLE WIMBLE, MOBILICORPUS, NOX, PROTEGO | Łatwe: ANAPEO, ANESTHESIA, BULLA PRIVATA, BRACIUM EMENDO, CHŁOSZCZYŚĆ, ILLEGIBILUS, IMPERTURABLE, LEVICORPUS, RENERVATE, REPARIFORS, SUSPENSORIUS, UTEVO LUX, ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) | Trudne: ARESTO MOMENTUM, FINITE INCANTATEM, INCARCEROUS, NE APORTATION, PROTEGO HORRIBILIS, SECTUMSEMPRA, SICCUM PISCINAM, VULNERA SANATUR
OPIS POSTACI: Dosyć wysoki, mierzący metr osiemdziesiąt mężczyzna, który posturą przypomina bardziej chucherko, niż napakowanego pana kulturystę. Już z daleka widać, że jest typem intelektualisty, który w swoim życiu przenosił jedynie stosy książek. Ma jasną karnację od siedzenia przez większość czasu w pomieszczeniach, kilka piegów na twarzy i oczy przybierające odcień bardzo intensywnego błękitu. Ciemne włosy, zazwyczaj trochę dłuższe niż być powinny zaczesuje na bok przy użyciu pomady. Zdarza mu się mieć trzydniowy zarost, choć bardzo dba o to, by być zawsze czystym, ogolonym i schludnym. Ubiera się elegancko, w koszule, garnitury i kamizelki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t739-zwierzeta-laytona#4850 http://mortis.forumpolish.com/t742-dziennik-laytona#4856 http://mortis.forumpolish.com/t741-skrytka-nr-906#4855
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sob 02 Lip 2016, 21:17

Layton nie zwykł może do chodzenia po pubach, picia i bawienia się cała noc, ale musiał przyznać, że tego mu było trzeba. Gdy tylko ujrzał Morgaine uśmiechnął się lekko i poczuł, że wreszcie jest w domu. Dziewczynę widywał codziennie, gdy jeszcze siedział w kraju i nawet przez chwilę nie myślał o wyjeździe zagranicę. Teraz, gdy po latach wrócił do UK, gdy po kilku miesiącach siedzenia w Hogwarcie znowu był w Londynie... Jej twarz była czymś, co sprawiało, że czuł się na swoim miejscu. Trzymany pod ramię zarumienił się lekko, bo jednak nie zwykł do takiej bliskości kobiet - a Ollivanderówna należała do grona tych, na których z całkowitą pewnością zawieszało się oko. Całkowicie nieświadomie, wręcz automatycznie przysunął się do niej i wolną dłonią przejechał jej po włosach. Dopiero po chwili chrząknął zawstydzony i postanowił wznowić rozmowę.
- Co mogę ci powiedzieć o Norwegii? Pojechałem tam, robiłem to, co zwykle. Nie było tam zbyt wiele atrakcji, jakie mogłyby cię zainteresować. Albo inaczej, ja nie byłem nimi zainteresowany. Zająłem się pracą. Dużo studiowałem, dużo pisałem. To właśnie stamtąd wyniosłem mnóstwo doświadczenia, jeżeli chodzi o moje badania dotyczące run. Ale to w Szwecji trafiłem do Durmstrangu, gdzie miałem możliwość być asystentem nauczyciela. A potem dostałem informację o wolnej posadzie w Hogwarcie i nie patrząc na nic po prostu przyjechałem. Wiesz, że zawsze chciałem uczyć w szkole, a to była dla mnie idealna okazja. - Mruknął zadowolony. Widać było, że to co robi jest dla niego naprawdę ważne i czuje się, na swój sposób, spełniony.
- Jestem tym samym Laytonem, którego znasz. Nie jestem pewien, czy nie zanudzisz się ze mną, ale... Chciałaś tu przyjść, prawda? A ja chciałem się z tobą spotkać. Miło popatrzeć na znajomą twarz. Ale, dość już o mnie. Opowiedz mi, co robiłaś przez ten czas. Ciekaw jestem, co się z tobą działo. - Uśmiechnął się, wchodząc do środka i obserwując znajdujących się wewnątrz ludzi. Chrząknął pod nosem, bo wiadomym było, że nie wiedział, jak się w takim miejscu zachowywać.
- Napijesz się czegoś? - Zapytał, przeciskając się w stronę jakiegokolwiek wolnego stolika. - A może wolisz zatańczyć? - Pytanie zostało zadane całkowicie niepewnym głosem, chociaż w jego spojrzeniu widać było zdecydowanie w chęci zadowolenia jej tej nocy.


Spełnienie wieloletnich marzeń może i przeszło wszelkie oczekiwania,
ale rzeczywistość w pewnym sensie przebrała miarę.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  

Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Similar topics

-
» Magiczny klub Rozing
» Klub Rogacza
» Klub Magii Nut
» Jak założyć i utrzymać klub?
» Klub "Rocks"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Londyn :: Ulica Pokątna-
Skocz do: