Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”

Idź do strony : Previous  1, 2, 3
avatar
Niewymowny, Departament Tajemnic

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 i pół cala, dość giętka, buk, włos z ogona testrala
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Enervate, Bąblogłowy, Expelliarmus, Protego, Riddiculus, Diffindo, Drętwota, Accio, Aperacjum, Incendio, Finite, Lumos, Lumos Maxima, Nox, Reparo Łatwe: Mucus Ad Nauseam, Sollicitus, Slugus Eructo, Anapneo, Reparifors, Vermillious, Malus Saporis, Cistem Aperio, Descendo, Ferrum, Impervius, Siccum, Wskaż Mi Trudne: Obliviate, Purpura Flamma, Sectumsempra, Vulnera Sanentur, Protego Horribilis, Finite Incantatem, Imperius Revelio, Sezam Materio
OPIS POSTACI: Metr siedemdziesiąt osiem, szczupły, niebieskie oczy, czarne, kręcone włosy, słabo widoczne piegi

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t747-poczta-luciusa-lestrange-a http://mortis.forumpolish.com/t745-skrytka-numer-116
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 03:23

Lucius bardzo długo nie miał okazji, by spotkać się z siostrą i z nią porozmawiać. Nic więc dziwnego - no, prawie - że gdy dowiedział się o wydarzeniu mającym miejsce dwudziestego czwartego czerwca w Jedynej Szansie, złapał kontakt z Ophelią i zaprosił ją na wspólny wypad. Może i zwykle nie byli szczególnie blisko, ale wciąż byli rodzeństwem.
Najmłodszy chłopak Lestrange'ów założył na to wydarzenie wygodny, odpowiedni do pory roku i warunków pogodowych garnitur, w którym prezentował się adekwatnie do imprezy, elegancko. Zadbał o każdy fragment - mankiety wyglądały tak jak powinny, nogawki odpowiednio się załamywały, biała poszetka ładnie współgrała z granatowym krawatem w białe kropki. Ciemna marynarka w grube, białe prążki za jakieś sześćdziesiąt lat kojarzyłaby się pewnie z włoskimi mafiozami, teraz jednak wyglądała bardzo odpowiednio.
Lucius wprowadził swoją siostrę do lokalu i odwiesił fedorę na wolnym miejscu na wieszaku. Z Ophelią spotkali się dopiero przed kilkoma minutami w umówionym miejscu, nie miał więc zbytnio czasu na rozmowę z nią. Ale przecież całe to spotkanie było zaplanowane właśnie po to, by mogli porozmawiać, prawda?
- Co więc teraz robisz? - zagadnął, podtrzymując rozmowę. Jednocześnie był ciekaw, czym zajmuje się jego siostra.
- Masz kontakt z rodzicami? Dawno z nimi nie rozmawiałem, co u nich? - dopytał, po czym rozejrzał się po klubie. Na razie nie widział nikogo znajomego. Gości trochę zdążyło się już zebrać. Lucius skrzywił się nieznacznie zauważając, że zespół jest jeszcze niegotowy do występowania. W takiej chwili, gdy gości było już tylu, muzycy powinni już przygrywać.
avatar
Zastępca Kierownika Kwatery Głównej Aurorów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12,5 cala, czarny bez, szpon hipogryfa, raczej sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Accio, Lumos, Locomotor, Nox, Enervate, Expelliarmus, Protego, Fumos, Drętwota, Petrificus Totalus, Everte Statum, Aqua Eructo, Wingardium Leviosa, Duro, Riddiculus Łatwe: Impedimetna, Procella, Sardinus Eructo, Mansio, Frigidus Flamma, Suspensorius, Zaklęcie czterech stron świata, Ocius, Reparifors, Vermillious, Ericius Mutationem, Avis, Entropomorphis Trudne: Sectumsempra, Purpura Flamma, Obliviate, Adversum, Protego Horribilis, Baubillous, Incarcerous, Finite Incantatem
OPIS POSTACI: Alistair to całkowite zaprzeczenie stereotypowego wizerunku tajnego agenta. Gdy spotkasz na ulicy Prewetta, nie zobaczysz niczym niewyróżniającego się, średniego wzrostu osobnika, którego nie zaszczycisz niczym więcej, jak krótkim spojrzeniem. Auror to osoba, która jest niezwykle charakterystyczna. Ktoś, kto mierzy metr i dziewięćdziesiąt pięć centymetrów oraz posiada muskulaturę, której mógłby pozazdrościć nie jeden kulturysta, siłą rzeczy rzuca się w oczy. Jakby tego było mało, całe ciało Prewetta zdobi masa przeróżnych blizn, z których najbardziej charakterystyczną jest ta, ciągnąca się od prawego kącika wargi, aż do prawego ucha (taki przedłużony, jednostronny forced smile Jokera). Reszta cech aparycji nie jest tak spektakularna. Twarde i wyraźne rysy twarzy, wieczny, kilkudniowy zarost, krótko przycięte, czarne włosy oraz chłodne szare oczy. Nic nadzwyczajnego. Nie mniej, patrząc na Alistaira ma się wrażenie, że stoi przed tobą okrutny morderca o niezbyt rozwiniętym intelekcie, a nieszanowany auror i łowca czarnoksiężników. No cóż, pozory mylą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t662-ptasi-email-alistaira#7309 http://mortis.forumpolish.com/t608-skrytka-672#2933
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 03:27

Ostatnie tygodnie nie należały do najszczęśliwszych, w życiu Prewetta. Porażka na marszu, pobyt w szpitalu i wiele innych czynników, sprawiły, że auror postanowił się odstresować, a jak najlepiej tego dokonać? To proste. Urżnąć się na uroczystej zabawie. Klub „Jedyna Szansa” nie był mu obcy. W zasadzie można pokusić się o stwierdzenie, że była to jego ulubiona miejscówka. Tani alkohol, ładne tancerki, piosenkarki i dziwki. Wszystko, czego Alistair potrzebował do szczęścia. Wystrojony w swój najlepszy garnitur, czarodziej wyruszył na zabawę.
Przekraczając próg klubu, Alistair nie liczył tej nocy na nic specjalnego. Nie miał zamiaru zawiązywać nowych znajomości lub bawić się w uwodzenie pozornie cnotliwych dam. Nie. Tego wieczoru miał ochotę po prostu się urżnąć. Nie interesowało go, co pomyślą o nim wszyscy Ci ludzie, którzy go znają, a nie wątpił, że będzie ich masa, klub był znany i sporo zainwestował w imprezę od strony marketingowej. Prewett był gotów założyć się o pół dłoni, że tej nocy cała czarodziejska elita spotka się w tym miejscu.
Gdy wkroczył już do środka, niemal od razu skierował się w stronę baru. Przedzierając się przez powoli rosnący tłum, co chwilę pozdrawiał kogoś znajomego, jednak nie zatrzymywał się. Jego cel był wyraźny.
Gdy w końcu zasiadł na stołku barowym obok jakiegoś nieznanego mężczyzny, od razu zamówił butelkę ognistej whisky. Miał zamiar zalać się w trupa i do jasnej cholery zrobi to!
avatar
Stażysta Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Róg jednorożca; Osika; 11,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ♥Szkolne♥ PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FINITE, PETRIFICUS TOTALUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, AVIFORS, FURNUCULUS, ACCIO, ALOHOMORA, LUMOS MAXIMA ♥Łatwe♥ COLLOSHOO, ENTROPOMORPHIS, ANAPNEO, REPARIFORS, ANTIVENENUM, BOMBARDA MAXIMA, CHŁOSZCZYŚĆ, OCULUS LEPUS, SUSPENSORIUS ♥Trudne♥ STIMULUS MELEDICTIONEM, ACID MISSILE, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM, VULNERA SANATUR, SENSOREM
OPIS POSTACI: Templer mierzy niecałe sto siedemdziesiąt trzy centymetry i jest to coś, na co nigdy w życiu nie narzekała. Podobało jej się, że nie należy do osób tych za nadto wysokich, czy niskich. Oscylowała w odpowiedniej dla siebie wadze, chociaż jak na kobietę przystało zawsze uważa, że jest za szeroka w biodrach. Na jej twarzy trudno dostrzec piegi, albo innego rodzaju przebarwienia. Tylko wtedy kiedy jest zbyt zdenerwowana lub po prostu speszona, na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce, które dość trudno przegonić. Największą uwagę w jej wizerunku zabierają oczy. Duże, jasnoniebieskie, często wywołują zdezorientowanie u jej rozmówców, co nie za bardzo odpowiada samej Sophii. Często, podczas spisywania ważnych notatek musi zakładać na nos okulary, żeby litery i cyfry znajdujące się na pergaminie za bardzo się nie rozmazywały. Lewej ręki używa niemalże do wszystkiego: pisania, przewracania kartek, wykonywania codziennych czynności. Z niewiadomych przyczyn różdżka zawsze znajduje się w jej prawej ręce. Tak nauczyła się rzucać czary w szkole i tak jej pozostało. Życie Sophii nigdy nie było usłane pachnącymi i miękkimi płatkami kwiatów. Znacznie częściej natrafiała na kolce róż, które tylko czekały, aż wbiją się mocno w stopy kobiety i to między innymi ukształtowało jej charakter. Ma wole walki i nie da sobą pomiatać, chociaż podczas pierwszej rozmowy może wydawać się bierna i uległa. Z reguły jest optymistycznie nastawiona do życia, ale do wszystkiego podchodzi z dystansem.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t544-stworki-sophii http://mortis.forumpolish.com/t551-dziennik-sophii-templer http://mortis.forumpolish.com/t545-skrytka-nr-983
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 14:43

- Podoba ci się moja koszula nocna? – Wybuchnęła śmiechem, nawiązując do ich listownej rozmowy, w której wyżaliła mu się, że nie wie co ubrać. Odwróciła się wokół własnej osi, aby zaprezentować mu kreację z każdej możliwej strony.
- Też wyglądasz całkiem znośnie… – Intensywne spojrzenie błękitnych tęczówek uważnie prześledziło każdy centymetr ciała barmana. Nie była w stanie zatrzymać się na dłużej w jednym miejscu, bo zaraz inny kawałek Ventusa, okazywał się ciekawszy. I tak na okrągło.
Ostatecznie jednak udało jej się powstrzymać i złapać Gaunta za ramię, aby opuścić jej mieszkanie i skierować się w kierunku  „Jednej Szansy”.
Sophia też przez jakiś czas myślała nad przeprowadzką do Hogsmeade. Oczywiście miało to wyglądać na całkowity przypadek. Nagle miała dostać ofertę tańszego mieszkania. A to, że kamienica znajdowała się blisko Ventusa?
Miły dodatek.
Mogłaby spotykać się z nim jeszcze częściej i nawet wpadnięcia na siebie w sklepie, byłyby uznawane za czysty przypadek. Nawet mogłaby znieść fakt, że do biura Brygady Uderzeniowej musiałaby korzystać z sieci Fiuu.
Ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Dlaczego? Było dobrze tak jak jest. Po co to zmieniać?
Gdy w końcu znaleźli się w klubie, skierowała się z nim do baru. Wiedziała jednak, że kremowe piwo nie będzie tak dobre jak te serwowane przez Ventusa.
- Gaunt. Mam nadzieję, że ubrałeś wygodne buty. – Parsknęła śmiechem, poprawiając delikatnie krawat Ventusa, rozluźniając go lekko. Przez całą drogę się zastanawiała, jak barman może oddychać z tak mocno ściśniętym krawatem. Gdy wszystko znalazło się „na miejscu”, posłała mu szeroki uśmiech i klepnęła go w ramię. - Mam nadzieję, że nie odpadnę pierwsza. – Zaśmiała się, zapatrzona w łobuzerski, ventusowy uśmiech.
Rozejrzała się uważnie po klubie, a jej wzrok padł na kilka osób, które znała. Niemniej jednak nie zaprzątała sobie nimi teraz głowy. Była z Ventusem i to jemu poświęciła całą swoją uwagę.



avatar
Tłumacz

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: włos wili, 13 1/3 cala, sztywna, cedr
OPANOWANE ZAKLĘCIA: APERACJUM, ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMPERVIUS, PROTEGO, ZAKLĘCIE KAMELEONA, CONJUNCTIVITIS, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, ACCIO, ALOHOMORA, FINITE, GLACIUS, SILLENCIO || MUCUS AD NAUSEAM, FRIGIDUS FLAMMA, IMPERTURBABLE, IMPEDIMENTA, BOMBARDA MAXIMA, SUSPENSORIUS, SOLLICITUS, FUMOS DUO || SZATAŃSKA POŻOGA, SECTUMSEMPRA, OBLIVIATE, PROTEGO HORRIBILIS, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM
OPIS POSTACI: Martin, tak jak typowy przedstawiciel rodziny Sue, jest dość wysokim mężczyzną (180cm) o jasnym kolorze skóry. Najmłodszy syn Elizabeth i Boba Sue jest wyraźnie wychudzony, przez co jego twarz już z daleka wygląda, jakby był nedożywiony. Ma wyraźne rysy i oczy, które są w intensywnie niebieskim kolorze. Włosy bardzo ciemne, sięgajace mu za ucho. Nie czesze się zazwyczaj i trzyma je w ogólnym nieładzie. Na jego twarzy często widnieje zarost, którego usunięcie przychodzi mu z trudnością, a bardziej niechęcią. Ogólnie buźkę ma bardzo ładną (tak jak wszyscy Sue), ale widnieje na niej wieczny... brak wyrazu. Albo niezadowolenie lub inne negatywne emocje.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t734-ptaki-nie-do-konca-martina http://mortis.forumpolish.com/t849-skoroszycik-w-chryzantemy http://mortis.forumpolish.com/t733-skrytka-1235
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 14:55

Siedział spokojnie przy barze sącząc wstrętny dziecięcy napój i obserwując uważnie wchodzących ludzi. Widok Ventusa z Sophią był naprawdę silnym bodźcem. O ile nie miał nic przeciwko spotkaniu z mężczyzną, nie chciał czasem się przypomnieć Brygadzistce. A fakt, że ta dwójka była razem, zwiększała tego ryzyko tego niepożądanego zdarzenia. Odwrócił więc szybko wzrok, posyłając swoje oczyska do spoglądania na butelki alkoholi ustawione za barem. Starał się jednak wyłapać z tego hałasu ich głosy. Stwierdził też, że powinien odejść od baru. Przecież na pewno się tu skierują po odbiór darmowego trunku. Odwrócił się w drugą stronę, aby dojrzeć jakiś wolny stolik. Dojrzał zbliżającą się do baru panienkę Longbottom. Zmierzył ją krótko wzrokiem i skinął głową. Postanowił mieć z nią w miarę pozytywne relacje.
Wybył w końcu z okolic baru i zajął miejsce przy jakimś nierzucającym się w oczy stoliku. Mógł stąd obserwować dość duży obszar klubu, a w razie potrzeby odwrócić się tak, że nie wyglądało to podejrzanie, bo wtedy spoglądałby na scenę, a nie na przykład na ścianę.
Obserwował ludzi w pomieszczeniu, jednak nieco bardziej ostrożnie, żeby go czasem ktoś nie zauważył. Już po chwili poczuł jednak jakiś intensywny zapach, a w zasięgu wzroku pojawiła się postać Romki. Nie umknął mu niecodzienny wygląd dziewczyny. Nie chciał, żeby się dosiadała. Wzbudzałby uwagę otoczenia. Ale może jednak to zadziała inaczej? Może ona ściągnie na siebie całą uwagę, a on sam pozostanie niezauważony?
- Proszę - skinął głową. Lepiej, żeby ktoś taki usiadł, niż jakiś podejrzany typ.
Dostrzegł Luciusa. Nie miał pojęcia czemu, ale zapragnął podejść do niego i pogadać. Szkoda tylko, że był on z jakąś kobietą.



T H E M E   S O N G

I have one fucking schizophrenia
emotional disturbance please play it on air
I'll tell you that it is a fact you'll tell me it's a shame
Fuck you you'll be forgotten anyway


avatar
Niepełnoletni czarodziej

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Pióro z ogona feniksa, angielski dąb, 9,5 cala, b. sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: EXPELLIARMUS, PROTEGO, PETRIFICUS TOTALUS, RICTUSEMPRA, OPPUGNO, LUMOS, NOX, ENERVATERENNERVATE, FLAGRANTE, IMPEDIMENTA
OPIS POSTACI: Romka jest posiadaczką pięknych, długich, lśniących i czarnych niczym skrzydło kruka włosów. Przez co doskonale komponowały się z jej niegdyś złocistą skórą. Zdecydowanie nie odejmuje jej to urody. Cały ten piękny obrazek dopełniają duże, soczystozielone oczy, niektórzy przyrównują je do kawałków szmaragdu. Cóż, nie bez przyczyny dziewczyna ma na imię Esmeralda. Jej małe usteczka, które mają malinowy kolor, skrywają szereg ładnych i białych ząbków, które to odsłaniają się w chwilach radości. Jeżeli chodzi o jej figurę: na pewno każdy by powiedział, że jest idealna, ale tylko sama zainteresowana wie gdzie ma jakieś niedociągnięcia, albo niedoskonałości, które sprawiają, że do ideału jej daleko. Romka jest szczupła, ale bez przesady. Można powiedzieć, że natura idealnie wyliczyła jej wymiary. Miejscami jest wąska, a w innych miejscach, tak jak powinno być, szersza, przez co na pewno nie jeden mężczyzna chciałby wodzić swoją dłonią po jej ciele. Cóż, niestety nikt takiego zaszczytu jeszcze nie dostąpił i pewnie nie dostąpi. Jej dłonie są małe, i wydają się być tymi dłońmi które nigdy nie zaznały ciężkiej pracy, zakończone długimi paznokciami, Ciężko stwierdzić jakie ma nogi, bowiem cały czas nosi na sobie długie barwne spódnice, które sprawiają, że cyganka przypomina barwnego motyla, który szykuje się do lotu. Za to jej nóżka jest równie mała co rączki. Bardzo często odziana w białe baletki, z malutkimi kokardkami na czubkach. Skóra dziewczyny jest gładziutka, i wydaje się być bardziej skórą małego dziecka aniżeli siedemnastoletniej dziewczyny.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t749-sokol-ikar#4895 http://mortis.forumpolish.com/t748-zniszczony-dziennik-esmeraldy#4893 http://mortis.forumpolish.com/t735-skrytka-001
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 17:50

Dla cyganki zawsze zabawne było to, że ludzie lubili określać coś mianem codzienności, i niecodzienności. W końcu faktycznie... jej wygląd może i odbiegał lekko od normy, która była przyjęta w świecie, ale w końcu siedzenie samotnie z tajemniczą miną, w chwili kiedy każdy miał jakąś partnerkę, albo już dawno zagadał do kogoś znajomego... to codziennych zachowań też raczej nie wyglądał.
Esmeralda uśmiechnęła się tylko lekko i z ochotą usiadła obok chłopaka. Przez pewien czas nic nie mówił, tylko obserwowała go swoimi szmaragdowymi oczami. Nie kryła się z tym wcale, że wpatrywała się w jego postać. Każdy normalny człowiek najpewniej już dawno by odwrócił głowę w drugą stronę, albo spróbował by robić to w znacznie bardziej dyskretny sposób... ale nie ona. Zapytacie się pewnie dlaczego to robiła. Cóż chciała go ocenić... dowiedzieć się z kim ma do czynienia. Jego mina mówiła jedno... obserwował, ale nie była to obserwacja jak by kogoś oczekiwał. Czekał na coś... ale cyganka nie miała zielonego pojęcia na co. Jego ubiór mówił, że nie przywiązywał wielkiej wagi do swojego wyglądu, co oznaczało, że w jego życiu musiało być coś znacznie ciekawszego, coś czemu oddaje się w stu procentach. Tak... typ buntownika... ile razy ona już przez to przechodziła. Westchnęła tylko cicho.
-Mam na imię Esmeralda...- Nachyliła się nad jej towarzyszem i mruknęła do niego w taki sposób aby na pewno to usłyszał. Nie przeszkadzało jej to, że chłopak nie był zbyt rozmowny, ona sama potrafiła gadać za trzech. Dlatego też nie musiał nawet odpowiadać na jej zaczepki, jej kompletnie to nie przeszkadzało. Doceniała to, że mogła w ogóle z kimś pobyć... chociaż przez chwilę. Niestety Cyganka była za bardzo towarzyską osobą. Lubiła przebywać wśród ludzi. Obserwować ich poczynania, problemy, radości... oczywiście robiła to w bezpiecznym dla siebie miejscu, czyli w swojej bańce którą stworzyła wokół siebie. Nigdy nie mieszała się w niczyje problemy, nigdy nie pozwoliła aby ktoś zbliżył się do niej bardziej niż ona na to pozwoli. Wolała być mgłą... która wymykała się pomiędzy palcami. Sprawiało to, że była bezpieczna.
avatar
Nauczycielka Wróżbiarstwa

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Różdżka o niezwykle majestatycznej prezencji, idealnie prosta, mierząca 13 i ¼ cala. W oczy rzuca się jej niespotykany odcień — tarnina, który stanowi jej budulec, jest pokryta ciemną barwą, która w słońcu mieni się głębią rozmaitych odcieni szarości. Za rdzeń posiada pióro z ogona feniksa, niezwykle łatwo ulega chwilowym odkształceniom, co zawdzięcza dużej elastyczności — szybko jednak powraca do swojej wcześniejszej postaci prostej jak struna.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: SZKOLNE: Enervate, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Arania Exumai, Drętwota, Verdimilious, Avifors, Accio, Alohomora, Aperacjum, Lumos, Nox, Wingardium Leviosa, Finite | ŁATWE: Slugus Eructo, Sollicitus, Imperturbable, Jęzlep, Procella, Constant Visio, Delens Vestigium, Illegibilus, Quietus, Suspensorius, Mucus ad Nauseam, Rennervate, Bombarda Maxima, Mobilicorpus | TRUDNE: Obliviate, Szatańska Pożoga, Protego Horribilis, Serpensortia, Vulnera Sanatur, Finite Incantatem, Dissendium, Sectumsempra | NIEWYBACZALNE: Avada Kedavra, Cruciatus, Imperius
OPIS POSTACI: Twarz usiana piegami w najrozmaitszych miejscach, wpisywała się w ramy niestandardowych przykładów urodliwości. Prosty nos, wysokie kości jarzmowe, nieco opadnięte policzki czyniły z Lestrange istotą o prezencji nie tyle pięknej, co surowej. Blade usta o kształcie, który ciężko zdefiniować jakimkolwiek określeniem pełni tudzież soczystości, zaciskały się nerwowo w wąską linię, potęgując wieczne niezadowolenie wymalowane na licu. Gęste, czarne brwi stanowiły swoistą oprawę dla oczu, ściągającą multum spojrzeń, niby odbierając możliwość swobodnego skupienia na całokształcie. W oczach odbijały się gwiazdy, żywy firmament, błyszczący światłem tysięcy gwiazd. Za każdym razem, gdy spoglądała w niebo, ono odpowiadało jej, odbijając się przejrzystą taflą w tęczówkach. Te zaś, w naturalnym świetle dnia codziennego, mieniły się mieszanką ciepłych barw. Chowały odmęty zieleni, pomieszane z piwną nutą, niekiedy graniczące z ciepłym pigmentem orzecha — gościły liczne plamki, swym ciemnym tonem przechodzące w heban. Rodzinnym znamieniem odciśniętym na osobie Ophelii okazała się być kaskada czarnych włosów, opadających na ramiona splątaną taflą kosmyków. Niesforność dzieła obecnego na głowie kobiety bynajmniej nie była spowodowana jakimkolwiek brakiem uwagi, ba, linią prawidłowości mogłoby się zarysować śmiałe stwierdzenie, iż prezentuje sobą kontrolowany chaos. Wzrost, który osiągnął miarę stu sześćdziesięciu dziewięciu centymetrów niewątpliwie potęgował odrobinę wątłą figurę. Sylwetka znalazła równowagę w odpowiedniej dawce subtelnego zaokrąglenia ewentualnych kantów, czyniąc Lestrange kobietą szczupłą, lecz nie chudą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t678-kruk-ophelii#3890 http://mortis.forumpolish.com/t682-dziennik#3902 http://mortis.forumpolish.com/t676-skrytka-nr-108
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 18:16

Lestrange nie jawili się jako istoty szczególnie wylewne w gronie rodzinnym, sama propozycja rozmowy z bratem wydała się Ophelii ideą odrobinę podejrzaną w swej prostocie. Wszak — kim Lucius dla niej był? Więzy krwi pętające ich w nieznośnym uścisku machinalnie splatały ze sobą ich losy, jednak różnica w wieku uparcie ich od siebie odsuwała. Najmłodszy z rodzeństwa nie posiadał prostej okazji do zawiązania bliższej relacji z kobietą, przemieszczali się po odmiennych orbitach, które nigdy na siebie nie nachodziły. Nie żywiła do niego paradoksalnej niechęci, którą darzyła starszego z braci, ani wątłej nici zrozumienia żywionej wobec starszej siostry. Kim w istocie byłeś, Luciusie?
Londyńską aurę powitała z uczuciem miłego mrowienia, którego doznają wędrowcy wracający do miejsca, które mogą określić domem. Jeszcze niedawno przebywała za murami Hogwartu, będąc w tym samym wymiarze, jednak tkwiąc w poczuciu niemego odosobnienia od wszystkiego, co było jej znajome. Zawód, który pełniła nie pozwalał jej rozwinąć skrzydeł w żadnej płaszczyźnie, a obecność brata wciąż pobudzała podejrzliwość naturalnie zakorzenioną w umyśle. Mury szkolne opuściła z niekrytą ulgą, czując lekki oddech wolności, którego nie potrafiła sięgnąć przebywając w hogwardzkim zamczysku, a który ceniła ponad tlen. Chociaż nie zwykła udawać się w miejsca tego sortu, na klub jazzowy miała okazję natknąć się wcześniej, gdy jeszcze oddychała londyńskim powietrzem.
Przekroczywszy próg, swoją całą atencję natychmiastowo przelała na słowa Luciusa — wszak w tym celu tutaj się pojawiła. Tchnął ją niewiadomy duch raczący ochłapami rodzinności, której wcześniej nie doznawała. Hogwart sprawił, że do znanego powróciła z nadnaturalną ochotą, doceniając prozaikę rzeczy tak oczywistych, jak obecność młodszego z braci. Dopiero teraz mogła zdusić dynamikę całego absurdu, przez który przeszła, na moment wyrzucić obraz Bułhakowa z głowy i martwego ciała opadającego na brzeg jeziora.
Pracuję w Hogwarcie. Doskonale wiem, że wątpisz w moje zdolności na płaszczyźnie nauczania, może moja pedagogika nie jest zachwycająca, ale zgrabnie udam, że wcale nie widzę twojego zdziwionego spojrzenia. Powiedz mi lepiej, co u ciebie. Na pewno wiedziesz ciekawsze życie niż ja — odparła, obdarzając go lichym uśmiechem. Zmarszczyła brwi, słysząc pytanie na temat rodziców. — Nie miałam kontaktu z ojcem od czasu mojego wyjazdu do Hogwartu — rzekła nieco oschłym tonem. — Prędzej Layton cokolwiek wie. — Prawie udało jej się nie wypluć tego imienia z kąpaną w obojętności odrazą.
Rozejrzała się po klubie, jednak nie szukała wzrokiem znajomych twarzy, nie skoncentrowała się na niczym szczególnym. Przed jej oczami mignęła jedynie blond czupryna, którą skojarzyła z Ollivanderówną, lecz nie pochyliła się nad tą myślą na dłużej, wzrok ponownie ogniskując na Luciusie.


mary prays the rosary
for my broken mind
avatar
Barman, Pub pod Trzema Miotłami

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: cis, sierść wilkołaka, pół sztywna, 12 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Protego, Accio, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Riddiculus, Alohomora, Diffindo, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Verdimilious, Utevo Lux, Rennervate, Fumos Duo, Frigidus Flamma, Avis, Libro Mendacium, Bombarda Maxima, Delens Vestigium, Ferula, Protego Maxima, Upiorogacek, Serpendortia,
OPIS POSTACI: Ven ma piwne oczy oraz jasno brązowe włosy. Jego karnacja jest jasna, a chłopak nie przykłada uwagi do tego, aby jakkolwiek dodać jej barwy. Nie lubi się opalać, nie lubi słońca, nienawidzi, gdy jego skóra jest spalona od promieni. Mierzy sobie 183 cm wzrostu. Jest w miarę umięśniony, bo nie stroni od wysiłku fizycznego. Szerokie ramiona, smukłe dłonie o długich palcach, na palcu serdecznym lewej dłoni ma zawsze sygnet o zielonym kamieniu. Zazwyczaj ubiera białe koszule, a na to narzuca czarną marynarkę bądź kurtkę z czarnej skóry. Spodnie także w ciemnej barwie oraz ciężkie buty wiązane do góry sięgające wyżej kostki. Różdżkę trzyma właśnie w prawym bucie po wewnętrznej stronie. Nie ma żadnych charakterystycznych cech, nie posiada pieprzyków w widocznych miejscach, nie ma tatuaży, ani blizn.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t762-kruk-ventusa http://mortis.forumpolish.com/t764-dziennik-ventusa#5052 http://mortis.forumpolish.com/t763-skrytka-nr-15#5050
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Nie 03 Lip 2016, 19:01

Słysząc pytanie o koszulę nocną jedynie się zaśmiał wesoło. Nie ważne w czym by przyszła i tak byłaby piękna. Ma przecież takie piękne oczy, w które mógłby patrzeć całe życie - gdyby miał odwagę. W końcu, gdyby ona patrzyła mu w oczy odkryłaby to co on kryje w sercu do niej, do swojej przyjaciółki. Widok tej dziewczyny wbijał mu ostrza w serce, dźgał go i kroił na milion kawałków, a on boleśnie musiał się zrastać i ponownie na nią patrzeć. Jej widok był jedyną dobrą rzeczą w jego życiu, ale ta dobra rzecz raniła go gorzej niż zaklęcie cruciatusa. Uśmiechnął się widząc jak jej oczy obserwują jego wygląd. Wiedział, że Soph miała słabość do przystojnych mężczyzn. Znał ją już jakiś czas, a przecież Ventus do brzydkich nie należał i wiedział o tym. Co się oszukiwać - Ven znał swoją wartość, nawet jeśli inni go nienawidzili.
Odebrał ich darmowe piwa i rozejrzał się w poszukiwaniu wolnego stolika. Ah, nie sądził, że kiedyś uda mu się trafić do takiego miejsca w celu zabawy. Jego wzrok na krótko zatrzymał się na Martinie, ale zignorował go. Nie miał zamiaru psuć swojego wieczoru rozmawianiem z nim o kimś, kogo chciał zapomnieć. Uwagę na dłużej przykuł widok Romki, w jego towarzystwie. Przypomniał sobie dźwięk jej monetek przy stroju i zapach jaśminu, który roznosiła wokół siebie. Ale co robiła w takim miejscu? Pokręcił głową i uśmiechnął się do Soph. Trzymając dwa piwa udał się do wolnego stolika. Było ich coraz mniej, więc mieli szczęście, że udało im się znaleźć nawet w dobrym miejscu tak, aby mieć dobry widok na scenę. Odsunął jej krzesło uprzednio stawiając kufle na stoliku i usiadł blisko niej, ale tak by mieć na nią dobry widok. Miał zamiar nacieszyć się jej widokiem, kiedy była jego, mimo tylu mężczyzn wokół nich.
Mruknął, gdy poprawiła mu krawat i nawet trochę odetchnął z ulgą. Nie lubił, gdy te wszystkie sznurki ściskały mu krtań, ale dzisiaj był tak zestresowany, że nawet nie zauważył iż związał go zbyt mocno. Zwykle chodził do sąsiadki, która mu go wiązała, bo sam nie potrafił, ale dzisiaj zrobił to za pomocą zaklęcia.
- Mam wygodne buty, specjalnie na ten wieczór - uśmiechnął się i napił się piwa. - Nie pozwolę ci odpaść. Po pierwsze nie upijamy się, chcę, abyś dotrzymała mi towarzystwa do końca, a nie że jedno z nas będzie pijane na umór - zaśmiała się cicho.


Ventus A. Gaunt
To sen, nie myśl, że po kres będziesz szczęśliwy tak
To sen, przyjdzie moment, że cię trafi sztylet prosto w kark
Kiedy zapragniesz by serca równo biły
Zapadniesz w matnię, utracisz wszystkie siły
avatar
Bezrobotna

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Kieł widłowęża, olcha, raczej sztywna, 14 cali
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ENERVATE, EPISKEY, BĄBLOGŁOWY, EXPELLIARMUS, FUMOS, PROTEGO, IMPERVIUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, REPARIFARGE, APERACJUM, TERGEO, FINITE Łatwe: ANAPNEO, ANESTHESIA, RENNERVATE, REPARIFORS, FLIPPENDO DUO, KAPROUN, BOMBARDA MAXIMA, IMPERVIUS, VERUM PARS, DEFODIO, GLISSEO, ILLEGIBILUS, MANSIO Trudne: VULNERA SANATUR, ADVERSUM, PROTEGO HORRIBILIS, FIANTO DURI, PROTEGO MAXIMA, REPELLO INIMICUM, SEZAM MATERIO, OBLIVIATE
OPIS POSTACI:

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t881-sowa-prue#7477 http://mortis.forumpolish.com/t880-skrytka-165#7476
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Wto 12 Lip 2016, 22:10

Prudence zapomniała się przygotować na możliwość napotkania kogoś znajomego. Duży błąd, jeśli weźmie się pod uwagę, że to już nie nowy, obcy kraj, gdzie mogła spokojnie być sobie anonimowa. Tutaj musiała wrócić do swojego imienia i nazwiska, które kryły się w dokumentach i tego, co ze sobą to niosło. Czas stawić czoło wszystkim poznanym ludziom od których uciekła. Nie była przekonana co do tego, czy będzie to pozytywne doświadczenie. Chyba nawet gorzej - była przekonana, że to będzie skomplikowane, trudne i męczące. Miała swoje miejsce tutaj zanim odeszła. Teraz nie mogła sobie zacząć od nowa, ponieważ napisała już jakąś część tejże historii. Zaczęła nowy rozdział, a teraz cofała się do poprzedniego. W narracji opanowanie takiego zamieszania graniczy z cudem. W końcu to nie jest retrospekcja. Nie była to też zwyczajna pauza, nie zacznie z tego samego miejsca. A mimo tego spróbuje. Tyle, że dziś nie chodziło o próby ogarnięcia czegokolwiek, co się właśnie dzieje w okolicy ani odnowienia jakiejkolwiek starej znajomości. Musi być chwila przerwy, by po prostu nasiąknąć tym klimatem. Aurą pełną wspomnień. Nie miała przez to na myśli napotykania własnych uczniów. W sumie byli to ostatni ludzie, jakich małe ochotę napotykać. Dobra, przedostatni, ale wciąż znajdowali się na skraju listy. Głównie dlatego, że jedyną rzeczą o której potencjalnie mogłaby toczyć się rozmowa to właśnie ich wyniki z egzaminów. Może ktoś z jej dawnych podopiecznych oddał się magicznej sztuce, którą ona próbowała im przekazać? To nawet ciekawa perspektywa. Myśl, że jej praca to niezmarnowany czas. Prawdopodobnie złudna wizja. Zresztą ona sobie z nikim nie porozmawia. Przyszła tutaj, by tego uniknąć. Wśród muzyki można zniknąć i nie użyć nawet słowa. Nawet jakby bardzo chciała to by się jej nie udało, a dziewczęta nie były aż tak istotnymi rozmówcami, by silić się na szukanie papierów i czegoś do pisania. Same problem rozwiązały, bo panna Grisham uśmiechnęła się do nich, a one sprezentowały jej ciekawe zdarzenie, bo wrzucił gdzieś, gdzie jak sądziły ona już totalnie nie pasuje. Och, jak łatwo ludzie oceniają innych po pozorach. Kobieta nie należała nigdy to specjalnie "zabawowych", ale trudno się dziwić - kto niby miał czas poznawać niemowę? W dodatku ona była w pracy, nawet jakby chciała to średnio mogła sobie na to pozwolić. Nie wspominając już o bezpieczeństwie, które starała się sobie zapewnić. Dziś jednak nie było problemu. Utknęła gdzieś w środku tego szaleństwa i bawiła się tak, jak wszyscy. Przynajmniej nie było problemu z pokazaniem komuś, że i tak nie będzie super towarzystwem do konwersacji. Wpasowała się w sytuację, bo musiała. Średnio komfortową, ale trzeba iść dalej, prawda? Przyglądała się ludziom przy okazji i zastanawiała, czy kogoś rozpoznaje. Czy jest tu jakaś twarz, którą chciałaby ujrzeć?


Prudence Grisham
That's how far the world is from where I am. Just one bad day. You had a bad day once, am I right? I know I am. I can tell. You had a bad day and everything changed(...)

avatar
Stażysta Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Róg jednorożca; Osika; 11,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ♥Szkolne♥ PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FINITE, PETRIFICUS TOTALUS, DRĘTWOTA, EVERTE STATUM, IMMOBILUS, MIMBLE WIMBLE, AVIFORS, FURNUCULUS, ACCIO, ALOHOMORA, LUMOS MAXIMA ♥Łatwe♥ COLLOSHOO, ENTROPOMORPHIS, ANAPNEO, REPARIFORS, ANTIVENENUM, BOMBARDA MAXIMA, CHŁOSZCZYŚĆ, OCULUS LEPUS, SUSPENSORIUS ♥Trudne♥ STIMULUS MELEDICTIONEM, ACID MISSILE, FINITE INCANTATEM, ADVERSUM, VULNERA SANATUR, SENSOREM
OPIS POSTACI: Templer mierzy niecałe sto siedemdziesiąt trzy centymetry i jest to coś, na co nigdy w życiu nie narzekała. Podobało jej się, że nie należy do osób tych za nadto wysokich, czy niskich. Oscylowała w odpowiedniej dla siebie wadze, chociaż jak na kobietę przystało zawsze uważa, że jest za szeroka w biodrach. Na jej twarzy trudno dostrzec piegi, albo innego rodzaju przebarwienia. Tylko wtedy kiedy jest zbyt zdenerwowana lub po prostu speszona, na jej bladych policzkach pojawiają się rumieńce, które dość trudno przegonić. Największą uwagę w jej wizerunku zabierają oczy. Duże, jasnoniebieskie, często wywołują zdezorientowanie u jej rozmówców, co nie za bardzo odpowiada samej Sophii. Często, podczas spisywania ważnych notatek musi zakładać na nos okulary, żeby litery i cyfry znajdujące się na pergaminie za bardzo się nie rozmazywały. Lewej ręki używa niemalże do wszystkiego: pisania, przewracania kartek, wykonywania codziennych czynności. Z niewiadomych przyczyn różdżka zawsze znajduje się w jej prawej ręce. Tak nauczyła się rzucać czary w szkole i tak jej pozostało. Życie Sophii nigdy nie było usłane pachnącymi i miękkimi płatkami kwiatów. Znacznie częściej natrafiała na kolce róż, które tylko czekały, aż wbiją się mocno w stopy kobiety i to między innymi ukształtowało jej charakter. Ma wole walki i nie da sobą pomiatać, chociaż podczas pierwszej rozmowy może wydawać się bierna i uległa. Z reguły jest optymistycznie nastawiona do życia, ale do wszystkiego podchodzi z dystansem.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t544-stworki-sophii http://mortis.forumpolish.com/t551-dziennik-sophii-templer http://mortis.forumpolish.com/t545-skrytka-nr-983
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Sro 13 Lip 2016, 17:44

Zrobiło jej się… lżej na sercu, kiedy zobaczyła uśmiech Ventusa. Kiedy do jej uszu dotarł dźwięczny śmiech, Templerówna znalazła się w swoim siódmym niebie. Dźwięk ten był tak rzadko spotykany, że Sophia czuła się naprawę wyróżniona.
Już od dnia, kiedy go spotkała robiła wszystko, aby na jego wiecznie zaciśniętych ustach pojawił się uśmiech. Gaunt wyglądał wtedy o wiele przystojniej i przede wszystkim młodziej. Zawsze wygłupiała się przy nim, próbując go rozśmieszyć. Na barmana nie działały nawet łaskotki! Albo to po prostu Soph nie umiała się nad nim znęcać w taki sposób…
W końcu zasiedli przy wolnym stoliku, a dziewczyna nie miała nawet zamiaru rozglądać się po klubie. Niebieskooka za bardzo zafascynowana była Ventusem w tak eleganckim „wydaniu”.
- Kiedy się w końcu nauczysz wiązać krawat? – Zaśmiała się cicho, wygładzając klapy jego marynarki. Gdy byli w szkole, krawat Ventusa zawsze związany był byle jak, jakby się spieszył i nie zdążył doprowadzić go do porządku. Nieraz widziała go, gdy kawałek materiału zawiązany był w zwykły supeł. Dopiero, kiedy się zaprzyjaźnili krawat Gaunta leżał tak jak powinien, bo Sophia wzięła sobie na cel doprowadzenie chłopaka do porządku.
Odebrała od niego kremowe piwo i od razu zanurzyła w nim usta.
- Uhm… – Mruknęła cicho. - Twoje jest o wiele lepsze. – Zaśmiała się oblizując usta z piany.
- Kupiłeś nowe buty? No, no… Gaunt. Jestem z ciebie dumna. – Zachichotała i dopiero teraz z zaciekawieniem rozejrzała się po klubie.
Na jej nieszczęście jej wzrok padł na… Ophelię Lestrange.
CO TA KOBIETA, U LICHA TU ROBIŁA?!
Zakrztusiła się piwem, a w jej oczach pojawiły się łzy. Odłożyła pospiesznie kufel zakrywając usta, próbując odkrztusić alkohol, który wpadł nie do tej dziurki co trzeba.



avatar
Niewymowny, Departament Tajemnic

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 i pół cala, dość giętka, buk, włos z ogona testrala
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Enervate, Bąblogłowy, Expelliarmus, Protego, Riddiculus, Diffindo, Drętwota, Accio, Aperacjum, Incendio, Finite, Lumos, Lumos Maxima, Nox, Reparo Łatwe: Mucus Ad Nauseam, Sollicitus, Slugus Eructo, Anapneo, Reparifors, Vermillious, Malus Saporis, Cistem Aperio, Descendo, Ferrum, Impervius, Siccum, Wskaż Mi Trudne: Obliviate, Purpura Flamma, Sectumsempra, Vulnera Sanentur, Protego Horribilis, Finite Incantatem, Imperius Revelio, Sezam Materio
OPIS POSTACI: Metr siedemdziesiąt osiem, szczupły, niebieskie oczy, czarne, kręcone włosy, słabo widoczne piegi

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t747-poczta-luciusa-lestrange-a http://mortis.forumpolish.com/t745-skrytka-numer-116
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Czw 14 Lip 2016, 22:57

Lucius rzeczywiście mocno zdziwił się faktem, że jego siostra pracuje w Hogwarcie. Już w głowie komentował, że przecież Ophelia nie jest odpowiednią osobą do nauczania młodzieży, gdy jego siostra jak gdyby przeczytała mu w myślach. Mężczyźnie nie udało się powstrzymać od krótkiego parsknięcia śmiechem.
- Ja i ciekawsze życie? - teraz się po prostu zaśmiał. Czysto i naturalnie. Ciekawe życie? Owszem, dla niego. Dla każdego innego było nudnym jak flaki z olejem siedzeniem w jakiejś zapyziałej piwnicy, nad jakimiś idiotycznymi kartkami, wypełniając kompletnie nieinteresującą nikogo dokumentację. Lucius całe dnie przesiadywał w pracy. I jakkolwiek jego samego praca pochłaniała i pasjonowała, tak każdy inny człowiek mógłby uznać robotę w Departamencie Tajemnic za nudną... Gdyby nie to, że była tajemnicza, a więc i pociągająca dla co poniektórych.
- Ach... Cóż. Nie aż tak dawno. Bądź co bądź, przecież z nimi mieszkam - przypomniał, choć może nie do końca potrzebnie. Z drugiej strony, bywał w domu tak rzadko i tak krótko, że rzeczywiście jego spotkania z rodzicami były nieczęste. Ostatnio rozmawiał z ojcem... To już będzie chyba z miesiąc. O kurczę, jak ten czas szybko leci! Wypadałoby się im pokazać.
To nie tak, że rodzice nie wiedzieli o jego życiu. Oczywiście, że wszystko wiedzieli. Po prostu przyzwyczaili się już do tego, że ich "wyrodny" syn tak rzadko bywa w domu, że przychodzi tam tylko spać - i to nie codziennie - więc przestali zwracać aż tak wielką uwagę na to. Owszem, bardzo możliwe, że matce było przykro, a ojciec był zdenerwowany, ale Lucius przecież miał pracę! Są rzeczy ważne i ważniejsze! A dla Luciusa ważniejszy był Departament Tajemnic. Zwykle.
Złapały go lekkie wyrzuty sumienia, że tak rzadko rozmawia z rodzicami. Na chwilę zapomniał, jak uciążliwe są wszelkie spotkania rodzinne Lestrange'ów. Zrobiło mu się żal matki i aż miał ochotę ją teraz przytulić, co na jego twarzy uwidoczniło się chwilowo dość kwaśną miną.
- Layton? - powtórzył za siostrą po dłuższej chwili, gdy zdawało mu się, że mignęła mu w tłumie jego twarz - a właściwie gdzie teraz jest Layton, orientujesz się może?
Doprowadził siostrę do jednego z wolnych, czteroosobowych stolików i odsunął jej krzesło, by mogła kulturalnie sobie usiąść. Gdy Ophelia zajęła miejsce, sam usiadł po drugiej stronie.
- Pytam, bo wydawało mi się, że go gdzieś widzia-...
Luciusowi nie udało się dokończyć sprostowania. Zamarł z rozdziawioną paszczą, gdy w tłumie dojrzał Ollivanderównę. Dostał małego zaćmienia umysłu i nie mógł sobie przypomnieć, co takiego zdarzyło się, gdy ostatni raz ją spotkał.
Szybko młody Lucius się ogarnął, zamknął usta i odchrząknął. Od razu rozpoczął nowy temat, by zatuszować swoje dziwne zachowanie i odciągnąć umysł od tego, co przed chwilą zobaczył.
- Wybacz, siostro. A właśnie, skoro pracujesz w Hogwarcie, powiedz mi, czy profesor Black dalej uczy eliksirów? Był już dość stary, ale plotki o jego rychłym przejściu na emeryturę chodziły po szkole przez całe siedem lat mojej edukacji.
avatar
Wytwórca różdżek

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca trzynaście i pół cala elastyczna różdżka, wykonana z cedru. Zawiera w sobie szpon hipogryfa.
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Morgaine jest kobietą kradnącą pełną atencję kręgów, które raczy swą obecnością. Nie jest to jednakże kwestia pozornych, oczywistych cech; pod względem wzrostu chociażby, nie wyróżnia się na tle innych niewiast, licząc sobie całe pięć stóp, siedem cali wzrostu. Proporcjonalna, acz daleka od perfekcji i wprawiania rówieśniczek w kompleksy sylwetka, również nie odznacza jej zbyt szczególnie z tłumu. Niestety, dziedzicząc wadliwy gen obdarowujący właścicieli skłonnościami do kłopotliwego tycia, głodzi się i nierzadko odmawia jedzenia, tylko po to, aby utrzymywać przy sobie jedyny, słuszny rozmiar sukni. Niemniej, to detale składają się na część właściwą osobliwego, wyjątkowego zjawiska jakim jest Morgaine. Panna Ollivander to blondynka o naturalnie falowanych włosach i choć publicznie uważane jest to za faux pas, nie zawsze zadaje sobie trud czesania się w eleganckie fryzury, tym samym zostawiając czuprynę w stanie nieujarzmionego nieupięcia - zarzucenie gęstym włosiem zdecydowanie bardziej działa na mężczyzn niż anemiczne potrząsanie koczkiem. Energia jej temperamentu ujawnia się w błękitnych, bystrych oczętach niezmiennie będących w pogoni za sensacją i najmniejszym ruchem ze strony otaczającego środowiska. Pomimo ewidentnych znaczeń świadczących o płynącej w jej żyłach krwi wilii, jako dziecko uzewnętrzniała się jako osoba rozpaczliwie wręcz zakompleksiona na punkcie własnej aparycji, zahukana i nieśmiała. Po wielu latach wdrożyła w życie filozofię odmiennego nastawienia. Zaakceptowała obecny stan rzeczy, wyzbyła się ciążących niepewności i kłujących w serce spotkań z lustrem, mimo iż nieustanny szał i wybitnie nachalne spojrzenia mężczyzn pozostały kwestią nieodgadnioną oraz zagadkową. Choć i bajecznie satysfakcjonującą. Flirt i uwodzenie wydają się przychodzić Morgaine z nieukrywaną lekkością, sama zresztą odczuwa ze swych łowów i zdobytych serc wyjątkowe spełnienie. Warunek jednakże musi zostać spełniony, żaden nie godny jest posiadania jej, ani fizycznie ani mentalnie - jedynie świadomość absolutnej władzy nad drugą jednostką byłaby w stanie zaspokoić rozpalone żądze tego złaknionego jednostronnej namiętności stworzenia. Niebotyczną chęć zwrócenia na siebie upragnionych, przesyconych podziwem i gamą różnorakich, intensywnych emocji spojrzeń, wzmacnia również w inny sposób. Ollivander to kobieta kameleon, ekstrawagancki, acz nieustannie zmieniający się styl i upodobania, manifestuje ubiorem. Wyszukane i drogie dodatki siara się zawsze wpleść w utworzoną przez siebie kompozycję. Twierdzi, iż jako samozwańcza artystyczna dusza, zadaniem jej jest obsesyjne dbanie o estetykę i tym samym roztaczanie wokół siebie aury współmiernej z dzierżącą świadomością Bogini Venus.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t877-sowa-panny-morgaine http://mortis.forumpolish.com/t886-skrytka-numer-007#7613
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 18 Lip 2016, 19:18

Zabawne, ale to właśnie dzisiaj, po raz pierwszy od kilku tygodni od powrotu do Londynu, prawdziwie poczuła, że właśnie zawitała do domu. Intensywny zapach perfum, wesołe, acz naznaczone przejęciem miny odstrojonych dam oraz ich równie tandetnych elementów biżuteryjnych, stojący nieopodal barek oraz wszyscy ci ludzie, którzy nawet nie próbowali udawać, iż nie znaleźli się tutaj całkowicie przypadkowo. Kojarzyła niektóre twarze, nawet jeśli część z nich była jedynie szybką wzmianką, mglistym obrazkiem przecinającym część jej świadomości.
Musiała ponad wszystko trzymać fason i nie tracić nowo przywdzianego blasku uroczej, acz dumnej kobiety, toteż o ile muśnięcie dłonią jej włosów przyprawiało o gwałtowne palpitacje serca, zareagować na nie mogła niczym więcej niż lekkim, ulotnym niczym puch na wietrze uśmieszkiem.
- Szkoda, że nie dałeś znać o swojej wyprawie do Skandynawii, z chęcią bym ci potowarzyszyła. Na pewno byłabym od ciebie lepsza w szukaniu atrakcji, mam nadzieję, że przyznasz mi w tej kwestii rację - puściła mu kokieteryjnie oczko - Co do Durmstrang, nie wolałeś starać się o posadę właśnie tam? Nie jestem pewna jak ma się prestiż obu szkół, ale wydaje mi się, że na twoim miejscu czułabym się co najmniej dziwnie. Po spędzeniu w tych murach tylu lat, powrót do Hogwartu w roli nauczyciela...brzmi zbyt nostalgicznie jak na mój gust!
Pokręciła nosem i po raz pierwszy od oficjalnego wejścia do przybytku, rozpoczęła poważne, wnikliwe przesiąkanie wzrokiem każdego przybyłego gościa. Zanim jednakże zdołała wyłowić postacie najbardziej interesujące i pobudzające jej wprawne oko, Aslan przywołał Morgaine na ziemię swym wyjątkowo kłopotliwym pytaniem. Ach, a sądziła, iż odpowiedź przygotowywana, rozprowadzana na części składowe w myślach od tygodni, przyjdzie jej z lekkością i zerową trudnością.
- Znasz mnie Aslan. Bywałam tu i tam, aż zastanawiam się czy moje opowieści warte byłyby przywoływania. Jeśli zaś nalegasz, przyjdzie jeszcze na to czas dzisiejszego wieczoru - odparła z tajemniczym uśmiechem grającym na wygiętych w grymasie filuterii wargach. Nie miała innego wyboru, musiała przywdziać swą dawną maskę beztroskiej, głupiutkiej Morgaine, która swymi historiami raczyła innych wyłącznie po kilku lampkach niesamodzielnie zdobytego wina. Z tego też powodu, zamiast błagać o zamówienie pierwszych dwóch butelek do ręki, zdecydowała grzecznie podziękować i... nie, taniec na wejściu nie był w jej stylu, zdecydowanie nie!
- A co powiesz na poznanie mojej dawnej znajomej ze szkoły? Widzę, że przyszła z jakimś mężczyzną, czyżby się zaręczyła? Koniecznie muszę to wybadać, chodź!
Morgaine nie czekała na odpowiedź Aslana, a jako, iż Sophia Templer w samej osobie znajdowała się całkiem nieopodal, Ollivanderówna nie mogła przegapić TAKIEJ okazji do zaznajomienia się z najświeższymi ploteczkami prosto z serca równie lubiącej poplotkować dziewczyny. Och, gdyby tylko usłyszała tę... najgorętszą z opowieści.
avatar
Nauczyciel Starożytnych Run

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Kieł widłowęża, grab, 13 cali, giętka
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: ACCIO, ALOHOMORA, APERACJUM, BOMBARDA, CAVE INIMICUM, DIFFINDO, DRĘTWOTA, ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMMOBILUS, LUMOS, MIMBLE WIMBLE, MOBILICORPUS, NOX, PROTEGO | Łatwe: ANAPEO, ANESTHESIA, BULLA PRIVATA, BRACIUM EMENDO, CHŁOSZCZYŚĆ, ILLEGIBILUS, IMPERTURABLE, LEVICORPUS, RENERVATE, REPARIFORS, SUSPENSORIUS, UTEVO LUX, ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) | Trudne: ARESTO MOMENTUM, FINITE INCANTATEM, INCARCEROUS, NE APORTATION, PROTEGO HORRIBILIS, SECTUMSEMPRA, SICCUM PISCINAM, VULNERA SANATUR
OPIS POSTACI: Dosyć wysoki, mierzący metr osiemdziesiąt mężczyzna, który posturą przypomina bardziej chucherko, niż napakowanego pana kulturystę. Już z daleka widać, że jest typem intelektualisty, który w swoim życiu przenosił jedynie stosy książek. Ma jasną karnację od siedzenia przez większość czasu w pomieszczeniach, kilka piegów na twarzy i oczy przybierające odcień bardzo intensywnego błękitu. Ciemne włosy, zazwyczaj trochę dłuższe niż być powinny zaczesuje na bok przy użyciu pomady. Zdarza mu się mieć trzydniowy zarost, choć bardzo dba o to, by być zawsze czystym, ogolonym i schludnym. Ubiera się elegancko, w koszule, garnitury i kamizelki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t739-zwierzeta-laytona#4850 http://mortis.forumpolish.com/t742-dziennik-laytona#4856 http://mortis.forumpolish.com/t741-skrytka-nr-906#4855
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Wto 19 Lip 2016, 03:22

Atmosfera klubu peszyła go nieznacznie, choć towarzystwo panny Ollivander zdecydowanie odciągało jego myśli od tego, że znajdował się w miejscu pełnym ludzi. Ludzi, którzy przyszli się tego wieczoru dobrze bawić - a jak było wiadomo nie od dziś, on miał problemy z dobrą zabawą. Na szczęście rozmowa z dawną przyjaciółką toczyła się swoim torem, który zajmował go na tyle, że nie był w stanie rozejrzeć się po sali. Gdyby to zrobił być może dostrzegłby gdzieś w tłumie swoje rodzeństwo i z pewnością zakląłby siarczyście w duchu. Nie miał ochoty na spotkania z Lestrange'ami, nie teraz, gdy obiecał Morgaine dobrą zabawę. To znaczy, przynajmniej obiecał się postarać.
- Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Sam nie wiem, jak to się stało. Jednego dnia byłem tutaj, następnego już w Norwegii. - Zaczął cicho, wspominając tamten jeden, konkretny dzień, który na zawsze zmienił jego życie. Po prostu się spakował, wyszedł z domu i wysłał sowę do ojca będąc już na miejscu.
- Nie jestem pewien czy twój ojciec puściłby cię ze mną tak daleko. - Zaśmiał się lekko, czując jak policzki mu się rumienią, gdy tylko dostrzegł jej kokieteryjne puszczenie oczka. - Chociaż przyznaję, chętnie pokazałby ci kilka miejsc. Może następnym razem...? - Pytanie to mogło być zadane z grzeczności, choć sam nie wiedział. Nigdy towarzystwo dziewczyny mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Czy gdyby zabrał ją ze sobą, byłoby mu milej? Miałby kogoś znajomego, to fakt. Ale czy nie odciągałoby go to od pracy? Z resztą, o czym on w ogóle myślał! Teraz pracował tutaj, w Hogwarcie. Tylko, że teraz zaczęły się wakacje, podczas których czekało go wiele czasu w rodzinnej posiadłości. Może powinien rozważyć jakiś wyjazd na chociażby miesiąc?
- Durmstrang to bardzo dobra szkoła, mają naprawdę świetny system. No i faktycznie, dużo większą wagę przykłada się tam do run - chociaż i u nas są one dość ważne... No, powiedzmy. Toną gdzieś za OPCM czy eliksirami. I mało kto chce się ich w ogóle uczyć... Ale Hogwart jest miejscem, które jest mi całkiem bliskie. Właściwie sam nie wiem, czemu rzuciłem to wszystko, tylko dla tej posady. Ale wiem, że - przynajmniej jeszcze - nie żałuję. - Zaśmiał się. - Może właśnie tego potrzebowałem? Odrobiny nostalgii? Czy spotkanie z tobą nie jest jakąś jej częścią?
Chwila ciszy, w której na szczęście nie było niezręczności, została zaraz przerwana. Odpowiedź wymijająca, choć on wcale tego nie zauważył. Uśmiechnął się i pokręcił głową, pstrykając ją przy tym w nos.
- Znam cię, a ty znasz mnie i wiesz, jak bardzo lubię, gdy nazywa się mnie tym imieniem. - Odsunął dłoń od jej twarzy i kiwnął głową. - W tej chwili nie nalegam, ale liczę na to, że odwdzięczysz się opowieścią ze swoich dwóch lat. Czy to dzisiaj, czy następnym razem. Bo mam nadzieję, że teraz, skoro oboje jesteśmy w Londynie, będziemy mogli się od czasu do czasu spotkać. - Powiedział to całkowicie spokojnie, bez mrugnięcia okiem. Nie wyczuł, że za tajemniczym głosem czaił się najzwyczajniejszy w świecie unik. Ucieczka od odpowiedzi na niewygodne pytanie. Ale czy dziwnym było, że interesował się tym, co porabiała?
Chciał odpowiedzieć, że jeżeli takie jest jej życzenie to z chęcią pozna jej przyjaciółkę, lecz nie dała mu na to czasu. Poszedł za nią, wprost ku parze, której zarysy z sekundy na sekundy były wyraźniejsze. A gdy wreszcie ujrzał twarz kobiety, która okazała się być znajomą Morgaine szepnął tylko ciche och i zapatrzył się w błękit oczu, których do tej pory nie zapomniał. Nie miał nawet pojęcia, czy po tak dużej dawce alkoholu Sophia w ogóle go pamiętała, a i on przez ostatnie tygodnie zdążył o ich spotkaniu zapomnieć... Teraz jednak co nieco do niego wróciło i - o dziwo - poczuł się tym odrobinę zakłopotany. Jak powinien się zachować? Przywitać czy przedstawić? Postanowił poczekać na jej reakcję, by wiedzieć, czy go rozpoznała.


Spełnienie wieloletnich marzeń może i przeszło wszelkie oczekiwania,
ale rzeczywistość w pewnym sensie przebrała miarę.
PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  Pon 01 Sie 2016, 12:35

Wirowały ciała panien młodych i starszych, sypały się pióra z wymyślnych strojów, lał alkohol. Potrzeba szaleństwa i toczenia nocnego życia nie ustąpiła nawet w obliczu czasów tak potwornych, a śmiem nawet rzec, że nasiliły się one, nie ustępując tempa narastającym obawom przed nadchodzącym jutrem. Zniknęły więc wszystkie rozmowy w gąszczu wiwatów i krzyków okrytych warstwą zmuszającej do rytmicznych pląsów, skoków i podrygów muzyki. Wystąpiła gwiazda wieczoru, wypadło kilka nieuważnych portmonetek i napisało kilka niestosownych wierszy, opisujących piękno kobiet odważnych i otwartych, częstujących obecnych tu poetów weną twórczą na jeszcze kilka długich nocy.


Zamykam potańcówkę ze względu na znikomą aktywność, wszyscy obecni [z tematu]
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”  

Klub Jazzowy „Jedyna Szansa”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Similar topics

-
» Magiczny klub Rozing
» Klub Rogacza
» Klub Magii Nut
» Jak założyć i utrzymać klub?
» Klub "Rocks"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Londyn :: Ulica Pokątna-
Skocz do: