Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse

Idź do strony : 1, 2  Next
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Wto 24 Maj 2016, 21:30

Sala eliksirów, Hogwart
00:30, 22 marca 1934

@Nadzieja Potocka @Graysen E. Carrow


Bal niestety dobiegł końca. Nadziejka spędziła go całkiem owocnie. Przeżyła kilka nieśmiałych tańców z Seymurem, oraz dwa szalone z braciszkiem, do których wyrwała go nieco na siłę, żeby się rozruszał. Trzecioklasista bowiem zasypiał już na krześle, a nie miała serca odsyłać go do dormitorium. Chętnie porwałaby na parkiet również nowo poznanego Finniana, ale sam jakoś się nie oferował, a sama wstydziła się spytać. Również kuzynek zaszczycił ją tańcem. W przerwach między szaloną zabawą, zdołała wykonać wiele szkiców. Miała teraz robotę na kolejne tygodnie, żeby ołówkowe bazgroły przemienić w kolorowe ilustracje. Kilka lepszych scenek chciała zamieścić również na płótnie.
Wróciła właśnie razem z Cyrylem i koleżankami do dormitorium, lecz wciąż nie była na tyle zmęczona, żeby iść spać. Nastrój balu chyba wciąż ją trzymał na nogach. Mieli dzisiaj nieco wydłużoną ciszę nocną, więc chciała jeszcze zawlec się na parter, aby popatrzeć w gwieździste niebo. To w Wielkiej Sali nigdy jej w pełni nie zadowalało. W końcu miało się tą świadomość, że nie jest prawdziwe.
Po raz kolejny żałowała, że w lochach nie ma takiego romantycznego parapetu, na którym można by usiąść, żeby skąpać się w blasku księżyca. Niestety jej spacer przerwał dziwny dźwięk. Aż się wzdrygnęła. W lochach dźwięki rozchodziły się naprawdę paskudnie, w dodatku nikogo na korytarzu prócz niej nie było. Spróbowała się zastanowić, czy to, co słyszała, było brzękiem tłuczonego szkła, czy jakimś agonalnym jękiem. Nieco zaniepokojona ruszyła w stronę sali od eliksirów, do której drzwi były nieco uchylone. Czyżby profesor postanowił pogrzebać w sprzęcie o tej porze? Tylko dlaczego z pomieszczenia nie dobiegało żadne światło? To spostrzeżenie spowodowało, że Nadziejka wpadła na inną myśl. W końcu na balu pojawił się jakiś poncz z domieszką alkoholu. Czyżby jakiś zbłąkany pijany uczeń wpadł do sali i nie umiał wyjść? Zerknęła do pomieszczenia, właściwie od razu wsuwając się tam całkowicie. Miała tylko nadzieję, że spotkana osoba okaże się Puchonem, a nie Ślizgonem.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Sro 25 Maj 2016, 21:18

Nie do końca pamięta jak tu się znalazł.
Oczyma wyobraźni widzi wszystkie wydarzenia jak przez mgłę, twarz Antygony, bolesny upadek na parkiecie. Wie również, że zdążył odwiedzić Krucze dormitorium, tylko po to, aby zaraz chwilę z niego zbiec i udać się do lochów.
O co poszło?
Cholera. Min. Pewnie o Min. Ślizgoni są w lochach... ach... no tak, eliksir. Co to on miał wcześniej?
Podświetliwszy sobie różdżką komnatę, przygląda się powierzchownie półce ze składnikami, niby czegoś szuka, ale sam nie wie czego. Co to on miał sobie przyrządzić, o co mu chodziło?
Słyszy odgłosy tuptania na korytarzu, co jakiś czas podobne rozchodzą się i zanikają w oddali, te jednakże zatrzymały się zdecydowanie zbyt gwałtownie. Zbyt blisko.
Skrzypnięcie masywnych drzwi, informuje go, iż najpewniej ma do czynienia z belfrem, albo woźnym. Nie ważne. Z kimś, kto mu odbierze punkty i wymierzy klapsa.
-Ty - wskazuje na nią różdżką, tak aby oświetliła twarz dziewczęcia - ty jesteś prefektem czy nie?
Drapie się po głowie i niczym niewzruszony przechodzi po rozbitym szkle.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Sro 25 Maj 2016, 21:34

Ostrożnie podeszła bliżej, żeby dostrzec twarz osoby przebywającej w środku. Gdyby miała okulary, to by pewnie rozpoznała tego osobnika szybciej... Chociaż wady nie miała dużej, czasami faktycznie jej przeszkadzała.
Jej pantofelki nie tworzyły specjalnie głośnego dźwięku, w porównaniu do bucików innych dziewcząt. Szczególnie po wejściu do sali uchem nie dało się stwierdzić, że jej obuwie ma jakiś tam obcasik.
Zmrużyła lekko oczy, kiedy przesunął różdżkę w jej stronę. Wzdrygnęła się widząc jak chłopak przechodzi po kawałkach szkła, rozdrabniając je jeszcze bardziej. Nieprzyjemny dźwięk.
Podniosła ostrożnie wzrok na twarz chłopaka. BARDZO ostrożnie. W końcu bała się obcych facetów. Chociaż wydawało jej się, że ten głos zna...
Graysen, powiedziała sobie w myślach imię chłopaka. Starając się ukryć rozbawienie, na wspomnienie dzisiejszego szaleństwa Krukona, spuściła wzrok. Ciekawe, czy wciąż był w takim stanie i czy wmówi mu, że jest prefektem?
Właściwie, to co jej szkodzi?
- Jestem, Carrow. Mogę spytać co tutaj robisz? - rzuciła mu przelotne spojrzenie. Skromny uśmiech niestety wdarł się na jej twarzyczkę. Jeśli chłopak jej uwierzy, będzie mogła go postraszyć utratą punktów. Jak cudownie. A jeśli nie? Cóż, coś się wymyśli. Pewnie po prostu ucieknie licząc, że Carrow zapomni o zajściu.
Po chwili zdała sobie z czegoś sprawę. Ostatni raz rozmawiała z nim... dawno. I to było jeszcze za czasów, kiedy ją nękał. Potem tak jakoś zaczęli sobie schodzić z drogi, wymieniając się czasem krótkimi, niepewnymi spojrzeniami. Jak powinna właściwie traktować stojącego przed nią chłopaka? Którego stan świadomości mógł być aktualnie w bardzo wątpliwym stanie?



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Nie 29 Maj 2016, 23:37

Odłamki potłuczonego szkła wirują w rozbuchanych ogniem przypadkowych trunków, odmętach kurwików chłopaka. Dziwne, że jeszcze nie puścił pawia. 
- Wspaniale - przebąkuje pod nosem - no to na co się tak patrzysz? Pomóż mi.
Nie myśli trzeźwo (ha!) ani nie zdaje się przejmować straconymi punktami. Szczerze wierzy Hope i nawet nie próbuje kwestionować pełnienia przez nią funkcji prefekta. Mogłaby mu zresztą wmówić co tylko zechciała, a on najprawdopodobniej łyknąłby każdą sprzedaną bajeczkę.
Roztargniony buszuje po kieszeniach garnituru w poszukiwaniu różdżki, której w całym tragizmie sytuacji niestety nie znajduje, bo odłożona na półce oświetla dzielnie półmroki klasy. To co? Szufelka i miotełka? Na Merlina, aż tak nisko nie upadnie!
Wzdycha oddechem przeklętego cierpiętnika, kucając chwiejnie nad rozsypanym szkłem, po czym... golutkimi rękoma podnosi małe i duże, ostre odłamki, które odkłada na wolnej, rozpostartej szeroko dłoni. Kaleczy się przy tym kilkakrotnie, ale znosi obrażenia dumnie jak na faceta i kogoś o upośledzonym czuciu, przystało.
- Bal. Jak tam na balu? Fajnie się tańczyło z Hardym? - zagaduje tonem podszytym pogardą dla Gryfona - szlamy, który w całym tym nieszczęściu, jest na dodatek klasycznym podrywaczem. Typem, którego Carrow szczerze nienawidzi i wzgardza.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Nie 29 Maj 2016, 23:55

Musiała zacisnąć mocno usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Pomóc mu? Proszę bardzo. Już chciała wyciągnąć magiczny kijek, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że go nie ma przy sobie. W końcu różdżkę zostawiła w torebce. Westchnęła tylko cichutko. Chociaż właściwie i tak nie wiedziała, jakim zaklęciem mogłaby tu cokolwiek zdziałać.
- W takim razie pójdę po miotłę - zapowiedziała spełnienie jego marzeń. - Chyba, że znasz jakieś zaklęcia sprzątające, bo ja niestety nie... CO TY ROBISZ - syknęła złowrogo, lecz jednocześnie z przerażeniem, po czym kucnęła łapiąc go za nadgarstki. - Puszczaj to, ale już - wbiła wzrok w jego dłonie, ale przy takim oświetleniu mogła się tylko domyślać powstałych ran. Wstała pociągając go w górę, jednak wspomnienie balu i Hardego spowodowało, że puściła go. Nabrała gwałtownie powietrza ze złości, świadoma tego, jak duży rumieniec musiał wykwitnąć na jej twarzy. Na szczęście Carrow i tak by tego nie dojrzał.
- Fantastycznie. A tobie jak się tańczyło z podłogą? - rzuciła idąc w stronę jego różdżki. Złapała ją i podeszła w stronę chłopaka, żeby oświetlić go i jego piaskownicę - Z czego jest? Pozwoli mi się użyć? - spytała dostrzegając kropelki krwi spływające po jego dłoniach. Zaklęcia ostatnio wychodziły jej bardzo średnio, więc musiała mieć pewność, że nie wywoła mu krwotoku wewnętrznego przy użyciu Enervate.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 30 Maj 2016, 16:37

Nie słucha kłopotliwego ględzenia, ba, wydaje się wręcz ignorować jej bliskie towarzystwo. W obecnym stanie zamroczenia i słabszej reakcji, nie oponuje gdy dziewczę łapie go za nadgarstki i wyciąga do pozycji stojącej. Dźwięk potłuczonego szkła obijającego się o posadzkę podłogi, kwituje cichym, umęczonym westchnięciem.
- Nie dramatyzuj tak - przewróciłby oczyma, gdyby tylko jego wzrok nie był zajęty powierzchowną analizą poranionej dłoni. Lekko swędzi, ale nic czego nie byłby w stanie znieść.
Poświęca dłuższy czas na dokładne przetrawienie treści podanej przez Hope, więc kontra jaką ją częstuje nie jest aż tak ciężka i złowroga jak pierwotnie planuje. Nie. Jest na swój sposób urocza i żartobliwa.
- Zabrzmiało to tak, jakbyś była zazdrosna o podłogę. I ty bawiłabyś się z nią lepiej niż z takim Hardym.
Mruży oczy, bo nie pojmuje sensu w zabawie z jego różdżką. Tą drewnianą, do czarowania, żeby nie było.
- Nie musisz wiedzieć z czego jest. Sama wywnioskuj.
Gdyby nie wielokrotne pauzy i zabawnie akcentowany ton, Graysen zapewne brzmiałby całkiem przekonująco i elokwentnie. No, jak dla kogo. Szczerze mu nie zależy czy dziewczyna użyje jego własności, czy sobie daruje. Niestety, nie jest mu dane wyczekać momentu podjęcia przez nią decyzji, bo zupełnie niespodziewanie, słyszy nagle echo kroków roznoszących się po korytarzu. Nie jest to dźwięk subtelny, ale pośród nocnej ciszy komnaty, całkowicie odbieralny.
O cholera, więcej ludzi, więcej kłopotów. Nie, nie, on tego nie potrzebuje.
Gwałtownym ruchem wyrywa dziewczynie różdżkę z ręki, gasi lumos i... przyciągnąwszy ją do siebie, wolną, nieokaleczoną dłonią zakrywają jej usta przed ewentualnymi, werbalnymi atakami sprzeciwu. Próbuje odejść wraz z nią w kąt sali, nie depcząc przy tym potłuczonego szkła. Nic przy tym nie tłumaczy, nie odzywa się wcale, nie chcąc wprowadzać niepotrzebnego hałasu.
Właściwie to nie przemyślał dokładnie swoich poczynań, ale cokolwiek miałoby się wydarzyć, zawsze będzie mógł wszystko wyjaśnić zbyt wysoką dawką alkoholu. Wygodne, prawda?


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 30 Maj 2016, 16:59

Dramatyzowała? Starała się być spokojna. Dobrze wiedziała, że chłopak był w trakcie upojenia alkoholowego. Nie mogła wyjść z podziwu, jak szybko się upił. Bo przecież, gdyby po jednej szklaneczce dostrzegł jakieś nieprawidłowości, nie piłby dalej. W końcu to była impreza szkolna. Nawet Carrow nie był na tyle głupi, żeby się upić przed nauczycielami. Dlatego załatwić go musiała chyba tyko jedna szklaneczka.
No kurna.
- Raczej jej współczuję... - mruknęła chcąc już zakończyć ten temat. Skąd on w ogóle wiedział, z kim tańczyła? Nie przypomina sobie, żeby mignęła mu jakoś specjalnie przed oczami. Sama go widziała tylko podczas dziwnego tańca z ciemnowłosą Gryfonką, a później z podłogą. A Hardy... cóż, każdy był lepszy od Grejsena.
Znaczy oprócz króla balu, czy jakim tam tytułem obdarzyli Malfoy'a.
Wbiła w niego zirytowane spojrzenie, po chwyceniu różdżki. Naprawdę średnio się na tym znała, poza tym było dosyć ciemno i przy świetle Lumosa nie była tym bardziej w stanie tego określić.
- Dobrze, wywnioskujemy na podstawie tego, czy Enervate nie zrobi tobie dziur na wylot w dłoniach - rzuciła całkiem lekko. Powoli udało jej się przejść w stan najwyższego stopnia empatii i cierpliwości. Chciała go właśnie złapać ponownie za nadgarstki, żeby unieruchomić mu łapki, lecz usłyszała kroki. Żołądek jej podskoczył do gardła. Nie powinni tutaj być. Ale przecież nie robiła niczego złego... Chciała tylko wyciągnąć kolegę... bała się, że nie każdego nauczyciela to przekona. Woźnego pewnie też nie. Wstrzymała oddech. Nagle Carrow zabrał różdżkę, którą zgasił. Cóż, pomimo swojego stanu miał lepszy refleks od niej. Nawet, kiedy ją złapał, przyciśnięta do ust dziewczyny dłoń stłumiła jej zaskoczony pisk. Przesuwa się wraz z nim mając nadzieję, że nikt do sali nie wejdzie. Oby nie wszedł. Bo sytuacja robiła się coraz bardziej... dziwna.
Twarz Hope była już pewnie cała czerwona, a jej serduszko biło ze zdenerwowania. W końcu jakiś chłopiec, w dodatku dosyć obcy, trzymał ją przy sobie. Miała wrażenie, że albo zaraz zemdleje, albo się spali. Bo dodatkowa dawka stresu, jaką był narastający odgłos kroków, nakazywała jej zostać w tej pozycji i uznać ją za lepszą od pobicia chłopaka.
Usłyszeli, jak to drzwi do sali zostały zamknięte na klucz, a Nadziejce przez głowę przeleciała jakaś informacja, którą podawali im na pierwszym roczniku. Coś w stylu, że drzwi w Hogwarcie są odporne na zaklęcie Alohomora.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Wto 31 Maj 2016, 23:31

Nie sili się na kolejne riposty, które w jego mniemaniu byłyby tylko nędzną próbą obrony własnego honoru i dumy, a przecież te trwały nieskalane, nawet kiedy całkowicie pijany wirował po parkiecie, na którym zresztą później wylądował. Poza tym... to Hope Potocka. Ta sama, którą wyzywał od pierwszej klasy, ciągnął za warkocza, a w klasach późniejszych dogadywał w mało wyrafinowany sposób. Nawet w stanie pełnej trzeźwości nie musi się nazbyt starać, jest sobą w pełnej tego słowa okazałości.
Przyciskając do siebie wystraszone dziewczę, stara się chłodno kalkulować i zastanowić, co takiego powiedziałby, gdyby nauczyciel zastałby ich w tej komnacie. Pani prefekt, prawda? Czy to nie ona powinna brać się za całe wyjaśnianie? Wkopałaby go jak nic i później Kaylin przetrzepałąby mu tyłek za stracone punkty, na które tak ciężko zawsze pracuje.
Słysząc kroki przystające tuż przy drzwiach, nabiera głębszego wdechu i ... już? Istotnie, nic się nie dzieje, a oprócz dźwięku przekręcanego klucza, już wkrótce zostają opuszczeni w bezdennej ciszy mrocznej komnaty.
Carrow wypuszcza nagromadzony w płucach dech, a słodka woń alkoholu spowija powietrze. Dla zabawy i z czystego poczucia obowiązku psotnika, różdżkę wbija w boczuś Nadziejkowego biodra, po czym puszcza ją wolno, uśmiechając się głupawo z udanej akcji szpiegowskiej. Szczerze nie dochodzi do niego co właśnie się wydarzyło, ani że w konsekwencji działań woźnego mogli zostać zamknięci w klasie. Nie, Carrow znów czaruje lumosem, odchodzi do rozdrobnionej piaskownicy i... kucając, znów podnosi szkło gołymi rękoma.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Sro 01 Cze 2016, 12:17

Podczas tej względnie spokojnej chwili, dziewczyna mogła nieco uspokoić myśli i wymyślić jakiś plan... Plan czego? Na początku chciała po prostu bezpiecznie ewakuować chłopaka z pomieszczenia, ale niestety drzwi zostały zamknięte. Czyżby czekała ich noc w tej sali? Nerwowy skurcz żołądka i łzy napływające do oczu zmobilizowały ją do większego skupienia się na myśleniu, a nie odczuwaniu Carrowa tak blisko siebie.
Skrzywiła się czując jego alkoholowy oddech, ale przynajmniej ją puszczał. Chociaż dźgnięcie w bok spowodowało lekkie podskoczenie dziewczyny.
Starała się jeszcze nie myśleć o tym, jak wyjdą z sali. Postanowiła skupić się na utrzymaniu Carrowa przy życiu... czy on znowu podszedł do tego szkła?
- Proszę, nie dotykaj już tego - westchnęła. Podeszła do niego i łapiąc go pod ramiona użyła całej swojej siły, żeby go odciągnąć od piaskownicy, chociażby miało się to skończyć po prostu rozciągnięciem go na podłodze. Właściwie jakby leżał to mogłaby go unieruchomić siadając na nim. Wszystko dla większego dobra. Carrow, nie Carrow, nie mogła pozwolić, żeby komuś stała się krzywda. Nawet jeśli był dla niej bardziej niemiły od innych rasistów.
- Masz jakąś chusteczkę? - spytała. Chłopak w końcu mógł mieć ten komfort, że posiadał w swoim eleganckim odzieniu kieszenie, jakich brakło w każdej balowej sukni, czego Nadziejka oczywiście żałowała.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pią 03 Cze 2016, 02:26

- Nie dotykaj? Czego? - mruczy pod nosem, wcale nie próbując odpędzić z głowy kłębiących się nieprzyzwoitości i zbereźności wieku nastoletniego. Nadziejka tymczasem rozciąga go niczym gumowego człowieczka i rozkłada na podłodze jak dryfującą w oceanie rozgwiazdkę. Nie oponując wyjątkowo, układa głowę i przymyka bezwiednie powieki.
Nie podnosząc wzroku, ani tym bardziej dolnych kończyn, sięga bezsłownie do kieszonki garnituru i wystawiając dłoń z chustą, macha nią w kierunku Puchonki.
Cholera. Czuje jak jest gotowy puścić pawia w każdej sekundzie, świat wiruje na szalonej, straszliwej karuzeli, która potrząsa obrazem i rzeczywistością, niczym chory na parkinsona podczas ataku padaczki.
- Ej... Ty... Ty jesteś z Polski -odzywa się po dłuższej chwili, wolną ręką przesuwając wzdłuż swej zmęczonej twarzy. Pawie, nie przychodź. Pawie, błagam.
- Naucz mnie czegoś w twoim języku. Czegoś fajnego.
Jęknął mimowolnie za sprawą boleści żołądka i rosnącego niepokoju w przełyku, ale Carrow wciąż dzielnie się trzyma.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"


Ostatnio zmieniony przez Graysen E. Carrow dnia Pon 06 Cze 2016, 00:09, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pią 03 Cze 2016, 11:42

- Najlepiej niczego - mruknęła. Ale uśmiechnęła się promiennie, kiedy Gejse dał się rozłożyć, niczym masa plastyczna. Był taki mięciutki...
Złapała szybko chusteczkę i przycupnęła przy zranionej dłoni, łapiąc go za rękę w nadgarstku. Jeszcze wyrwała mu uprzednio różdżkę, żeby Lumosem chociaż trochę poświecić i zobaczyć jak wygląda jego łapka. Odłożyła patyk obok.
- Mam nadzieję, że nie wbił ci się żaden kawałek szkła... - westchnęła szczerze się o niego martwiąc. Owinęła mu dłoń chusteczką, nie za luźno, nie za mocno. Następnie jedną ręką wyciągnęła sobie wstążkę z włosów, przez co połowa kosmyków wyplątała się z upięcia. Obwiązała "opatrunek" seledynową tasiemką trzy razy i uraczyła Carrowa piękną kokardką na wierzchu dłoni.
- Gotowe. Zraniony, ale wciąż elegancki - parsknęła śmiechem, po czym zerknęła na jego twarz. Wyglądał naprawdę okropnie. Znaczy... jego stan to sprawiał. W końcu sam Gejse fizycznie to nawet mógł być urokliwy i dla Nadziejki, gdyby nie wszystkie wspomnienia, w których ciągnął ją za włosy.
Teraz czas na kolejną rzecz. Musiała go jakoś zatargać do wieży Ravencla... Właściwie to nie musiała. Bo byli zamknięci w przeklętej sali do eliksirów, gdzie nie ma okien i zdani są tylko na wątpliwego Lumosa Carrowa, który w każdej chwili może zasnąć. Bądź zemdleć. A Hope bała się trochę korzystać z jego różdżki. Sądząc po jego charakterze, jego patyk w dłoniach dziewczyny zwykłym Lumosem wysadzi cały Hogwart. Nie no, nie przesadzajmy. Tylko ich dwójkę.
AŻ ich dwójkę.
Usiadła więc nieco wygodniej myśląc, co by tu zrobić.
- Czegoś fajnego? Wstań oznacza, że się podnosisz z podłogi, idź oznacza, że podchodzisz do drzwi, a rzuć oznacza, że masz spróbować Alohomorą je otworzyć - powiedziała. Może jednak by się udało im wydostać? Jego wzrok był nie do końca przytomny, dlatego ośmieliła się spoglądać mu w twarz. Wyglądał tak bezbronnie... I obrzydliwie. - Ile wypiłeś? - spytała zaciekawiona możliwościami kolegi.
Czemu jej myśli użyły słowa "kolega".



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 06 Cze 2016, 02:52

Nawet nie dba o rzekomo zranioną rękę, toteż komentarz o kawałku szkła puszcza mimo uszu. Są ważniejsze sprawy do roboty, na przykład chociażby, leżenie plackiem na zimnej posadzce i liczenie gwiazdek wirujących zygzakiem przed oczyma.
Dziewczyna postanawia zabawić się w pielęgniarkę i pomimo niemrawych, słabych sprzeciwów Krukona, zawiązuje chustę na pokrzywdzonej dłoni, a całość dekoruje gejowatą wstążką wyciągniętą z włosia.
- Ele - gancki. Super, mogę wracać na parkiet - odpowiada kręcąc nosem. Nie w głowie mu podziękowania i rzewne słowa pełne wdzięczności, Carrowa to po prostu teraz nie obchodzi i w całej swej obdartej z wszelkich hamujących jego podłą naturę warstw zewnętrznych, może jawić się Puchonce jako gbur oraz kretyn, swym poziomem dorastającym do pięt Malfojowi.
- Styayn. Iź. rzouc. Potocka, nie dowiedziałem się niczego pożytecznego. Troll na koniec.
Mówi wymachując w powietrzu palcem wskazującym, tak jakby zamienił się w tęczową wróżkę operującą równie pstrokatą serpentyną. O co w ogóle jej chodzi? Jaka alohomora, jakie drzwi? CZEGO ONA OD NIEGO CHCE?!
- Rób co chcesz, masz moją różdż kę - nigdy nie uszłoby z jego ust na trzeźwo, ale w obecnym stanie rzeczy jest skłonny powiedzieć jej wszystko, tylko aby dała mu spokój. Świat ciągle wiruje, bełt w gardle staje, a nagły przypływ pragnienia dominuje ubogą gamę emocji zamieszkujących sporawe ciałko Graysena.
- Chce mi się spać i pić - wyrokuje i pomimo istnienia wysokiego prawdopodobieństwa zbełtania się na podłogę, to przekręca się na bok, w stronę Puchonki - Daj mi pić i opowiedz mi coś ładnego na dobranoc. Jakąś mugolską historyjkę czy coś.
Mruczy niewyraźnie z ledwie przymkniętymi oczyma, po czym po omacku sięga po nadgarstek Hope, którym lekko potrząsa niczym...malutkie dzieciątko swoją grzechotką. Zdecydowanym ruchem próbuje ją do siebie całą przyciągnąć, ale chyba sam do końca nie wie jeszcze po co.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 06 Cze 2016, 08:46

Uśmiechnęła się słysząc, że chłopakowi podoba się opatrunek. Naprawdę nie liczyła na jakiekolwiek podziękowanie z jego strony, chyba nawet, gdyby był trzeźwy. W końcu to Carrow.
Zaśmiała się, kiedy niemal perfekcyjnie (ha) wymówił poznane od niej słowa. A ten troll na koniec? To miał być żart, czy nagle wyobraził sobie, że jest nauczycielem? Hope nie wykluczała tej drugiej opcji. Wydawało jej się, że leżącego przed nią chłopaka stać na w s z y s t k o.
- Troll, mówisz? W takim razie jestem zmuszona obniżyć. Mówiłeś całkiem NĘDZNIE, ale niestety zasługujesz tylko na OKROPNY - powstrzymała się przed zmierzwieniem mu włosów, bo poczuła się, jakby właśnie prowadziła konwersację z Cyrylkiem. Oh, Carrow. Gdybyś tylko siebie widział...
- Ale boję się używać twojej różdżki, przecież wiesz, że... - zaczęła znowu, ale potrząsnęła główką. Nie było sensu z nim o tym rozmawiać. Z gumowym człowieczkiem nawet się nie pogada o pierdołach. Trochę to było smutne, ale cóż mogła zrobić. Cóż, właściwie to nie wiedziała, czy wolałaby być tu z trzeźwym Carrowem. Z takim też pewnie by nie pogadała. Chociaż zawsze była nadzieja, że może jednak się zmienił, chociaż trochę.
- Dlaczego zaprosiłeś Kaylin na bal? - spytała. Nie odpowiedział, ile wypił, ale może na inne pytania umie odpowiadać. A dziewczyna była ciekawa, dlaczego Krukonka zgodziła się pójść z kimś takim. Desperacja?
Żelkowy chłopiec nawet nie wzbudza w Hope żadnych instynktów ochronnych, dlatego dała mu się lekko przyciągnąć do siebie, poza tym w takiej pozycji, w jakiej byli, to i tak nie było niebezpieczne. Ten gest, a także jego zmęczony wyraz twarzy, uświadomiły Puchonkę, że oto ma przed sobą nie młodzieńca, lecz... dzidzię. Było to bardzo smutne, aczkolwiek opcja siedzenia z trzeźwym Carrowem w pomieszczeniu mogła (aczkolwiek nie musiała) być jeszcze tragiczniejsza.
- Już idę po wodę, Gejsenku - odpowiedziała uwalniając się z jego uchwytu. Westchnęła przy tym ciężko - I nie znam żadnych MUGOLSKICH bajeczek. Nie byłam wychowana przez MUGOLI - powiedziała, chociaż dotarło do niej, że to bezcelowe. Zabrała jego różdżkę z wciąż tlącym się Lumosem i poszła na poszukiwania wody. Udało jej się znaleźć jakiś szklany kubeczek, do którego nalała wody z kranu, a następnie powróciła do kolegi.
- Podnieś się chociaż na łokciach, na leżąco nie da się pić - powiedziała, gdy już ostrożnie zajęła swoje poprzednie miejsce. Różdżkę ułożyła z boku, a wolną dłoń położyła mu na ramieniu z chęcią pomocy.
- Graysen... dużo pamiętasz po takich incydentach z upiciem się? - spytała. Nie wiedziała, czy chce, żeby chłopak to wszystko zapamiętał. Z jednej strony, może polepszyłyby się kontakty między nimi, lecz bardziej prawdopodobne było, że zacznie unikać dziewczyny. W końcu to Carrow, pewnie by uznał za sen tą całą przygodę z mugolaczką. Pomimo tego Nadziejka była dobrej myśli. Liczyła na polepszenie stosunków między nimi. Po co? Bo czemu nie. Graysen był... no chyba był zabawny. Poza tym... Cóż, argumentów nie miała żadnych. Czyżby ją ciągnęło po prostu do ładnej chłopięcej buźki?
Ale wtedy...
- Przypomniało mi się, że obraziłeś moją rodzinę na balu - powiedziała przechylając dłoń ze szklanką i wylewając wodę na jego twarz. Zacisnęła usteczka w tym przypływie chęci zemsty, za który się w duchu skarciła, ale niestety nie żałowała.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 27 Cze 2016, 03:09

Potocka go nie zna. Nic nowego, niewiele osób szczerze poznało prawdziwą naturę Graysena, a choć i on sam często miewał spore kłopoty z definiowaniem własnych emocji, to istniał szereg zachowań schematycznych, takich którym po nim można zawsze było się spodziewać. Hope upiera się jaka to jego różdżka nie jest, jak groźny sam Carrow się wydaje, a użycie patyka spersonalizowanego z jego osobowością, mogłoby zamienić jej serce w magiczny kamień spowity czarną mazią. Wydaje jej się, że jest dobrą wróżką, a on gra tego złego bandytę, którego cały świat próbuje się pozbyć, a o ironio, w całej swej hipokryzji to właśnie Puchonka dzierży dziś kartę czarnego charakteru, nie czyni nic innego poza powierzchowną oceną zewnętrznej warstwy Krukona, nie próbując go nawet lepiej poznać. Ani empatycznie zrozumieć.
Powyższe myśli ćmią w jego skażonym umyśle, nie odzywa się jednakże, nie komentuje, a nawet jeśli obecny stan nie przytłoczyłby go w tak poważnym stopniu, to i tak darowałby sobie dyskusje z dziewczyną. W jego oczach to gra nie warta świeczki.
- Bo chciałem - odpowiada na pytanie dotyczące jego partnerki na balu - A ty z Hardym? Czy z kim tam sobie byłaś - rzuca od niechcenia, nie mogąc sobie przypomnieć dokładnie jej sylwetki na balu, bo o ile na początku dziewczynę widział, tu później... nie bardzo.
- Jak nie przez mugoli? To przez ko-go ? Aghm, nie ważne.
Podobnie jak Nadzieja, Graysen również uważa za bezcelowe, wdrążanie się w rozmowy na ten temat, o dziwo stracił nagle nastrój do węszenia, odkrywania arcy ciekawych tajemnic domu Potockich. Mugoli. Charłaków. To prawie to samo.
Niechętnie podnosi się na łokciach, odlepia od cudownej mateczki podłogi, będącej swoistą oazą dla wirującej karuzeli nieszczęścia, pustoszącej jego gnijącą głowę. Poczciwa Hope przynosi mu szklaneczkę wody, po raz pierwszy zapalając w Graysenie iskierkę wdzięczności i uczucia ciepła.
- Jakich incydentach z piciem, ja nie piję - wyjaśnia delektując się przepyszną kranówą. Nie łże, mówi prawdę - Carrow z własnej woli jeszcze nigdy nie zamoczył nawet warg w czymkolwiek tkniętym chociażby odrobiną procentów. Zawsze przypadkiem, albo wmuszonym przez męską część rodziny.
W całej swej krasie, wydaje się być jedynie bezbronnym cieniem własnego ja, zgarbionym, otumanionym, łapczywie sączącym wodę. Nikomu krzywdy nie czyni, lecz chluśnięta przez Puchonkę ciecz na jego twarzy, zdaje się podważać tę teorię. W inicjalnym szoku spowodowanym zderzeniem z płynem, Graysen zamyka oczy i próbuje uzmysłowić sobie, co właśnie się stało. Nie jest pewny czy to właśnie gniew rozpala jego ciało, wszak nawet w normalnych warunkach nie jest w stanie nazwać swych emocji. Reaguje impulsywnie, choć brak w nim wzburzenia jakie winno się pojawić w tego typu sytuacji.
Rzuca się na Hope, dopada ją niczym zwierzyna swą wątłą ofiarę, wykręca jej nadgarstki na boki, czyniąc z niej nie do końca elastyczną rozgwiazdę. Uważa na ewentualne kopnięcia i wymachy nogami, ale i na to dałoby się coś zaradzić.
- Cały czas pieprzysz jak bardzo się boisz mojej różdżki. I mnie samego też, może w końcu powinienem spełnić twoje oczekiwania i pokazać do czego jestem zdolny?
Walczy z bełtem, ale dzielnie przytrzymuje nadgarstki Puchonki, no bo... co? I tak są tutaj sami.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  Pon 27 Cze 2016, 11:16

Nadziejka bardzo chciała zrozumieć Carrowa, lecz podchodziła do niego z dużym dystansem. Kawałek nieciekawej przeszłości, fakt bycia przez Gejsena obcym (mimo wszystko) chłopcem oraz świadomość procentów (znikomych, ale jednak) w jego krwi. W jej przypadku to wystarczające powody, żeby z Krukonem pośmieszkować, ale nie wchodzić na poważniejsze tematy.
Chciał iść z Wittermore? Serio coś z nim nie tak. Hope nic nie miała do dziewczyny, ale wiedziała, że jest ona takim... typowym kujonem. Który w dodatku zrobił się jakiś pochmurny w ciągu ostatnich miesięcy. Sama nie chciała mu wyjaśniać, w jaki sposób Hardy stał się jej partnerem na balu.
- Nie ważne - odpowiedziała krótko, po czym otrzymała do niego identyczny tekst w kolejnym wątku. Jak dobrze, że tym razem się zgadzali. Nie chciała z nim rozmawiać na tematy w jakimkolwiek stopniu związane z czystością krwi. Już to przerabiali wiele razy w przeszłości. W końcu o to się zawsze rozchodziło między nimi.
Grzecznie się podniósł, kiedy była gotowa go napoić. Bardzo ładnie. Szkoda, że chyba nie rozumiał sytuacji, w jakiej się znalazł.
- Oczywiście, wcale się nie upiłeś - odpowiedziała z uśmiechem dając mu kilka kropli, nim przypomina sobie, do jakich czynów dopuścił się chłopak na balu.
Oblanie go wodą było niemal odruchowe. Woda spływająca po jego twarzy wywołała na jej buźce uśmiech satysfakcji. Liczyła, że zignoruje to. No bo w końcu, czemu nie? A może oprzytomnieje? Czy tego chciała?
W pewnej chwili myślała, że może Carrow teraz zaśnie. Ale niestety już po chwili to on był tym, mającym kontrolę nad sytuacją. Hope przestraszyła się w pierwszej chwili. Nie do końca zgrabnie, ale jednak, dała mu się ustawić zgodnie z jego wolą. Nie chciała z nim walczyć przecież. Czujnie omiotła jego postać oczkami. Czuła, że jednak tętno jej podskoczyło, a na twarzy pojawił się rumieniec. Nie bała się jakoś specjalnie, ale była w pewnym sensie podenerwowana tą sytuacją. W dodatku to wszystko było takie... niekomfortowe. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale upiłeś się tym słabym ponczem z balu i przed chwilą bawiłeś się szkłem - wyjaśniła najspokojniej, jak tylko umiała, co niestety nie wyszło jakoś idealnie. - Nie musisz się popisywać, wiem, co potrafisz. A teraz mnie puść, nie jesteśmy dziećmi.
Nie jesteśmy dziećmi? A kto przed chwilą oblał go wodą. Zagryzła lekko dolną wargę.
- Przepraszam, to było niemądre, naleję ci wody jeszcze raz - powiedziała. Wzrok cały czas miała zawieszony na jego krawacie.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

Sponsored content


PisanieTemat: Re: Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse  

Tymczasem po balu || Nadziejka & Gejse

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie :: Zakończone-
Skocz do: