Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

(Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine

avatar
Zastępca Kierownika Kwatery Głównej Aurorów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12,5 cala, czarny bez, szpon hipogryfa, raczej sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Accio, Lumos, Locomotor, Nox, Enervate, Expelliarmus, Protego, Fumos, Drętwota, Petrificus Totalus, Everte Statum, Aqua Eructo, Wingardium Leviosa, Duro, Riddiculus Łatwe: Impedimetna, Procella, Sardinus Eructo, Mansio, Frigidus Flamma, Suspensorius, Zaklęcie czterech stron świata, Ocius, Reparifors, Vermillious, Ericius Mutationem, Avis, Entropomorphis Trudne: Sectumsempra, Purpura Flamma, Obliviate, Adversum, Protego Horribilis, Baubillous, Incarcerous, Finite Incantatem
OPIS POSTACI: Alistair to całkowite zaprzeczenie stereotypowego wizerunku tajnego agenta. Gdy spotkasz na ulicy Prewetta, nie zobaczysz niczym niewyróżniającego się, średniego wzrostu osobnika, którego nie zaszczycisz niczym więcej, jak krótkim spojrzeniem. Auror to osoba, która jest niezwykle charakterystyczna. Ktoś, kto mierzy metr i dziewięćdziesiąt pięć centymetrów oraz posiada muskulaturę, której mógłby pozazdrościć nie jeden kulturysta, siłą rzeczy rzuca się w oczy. Jakby tego było mało, całe ciało Prewetta zdobi masa przeróżnych blizn, z których najbardziej charakterystyczną jest ta, ciągnąca się od prawego kącika wargi, aż do prawego ucha (taki przedłużony, jednostronny forced smile Jokera). Reszta cech aparycji nie jest tak spektakularna. Twarde i wyraźne rysy twarzy, wieczny, kilkudniowy zarost, krótko przycięte, czarne włosy oraz chłodne szare oczy. Nic nadzwyczajnego. Nie mniej, patrząc na Alistaira ma się wrażenie, że stoi przed tobą okrutny morderca o niezbyt rozwiniętym intelekcie, a nieszanowany auror i łowca czarnoksiężników. No cóż, pozory mylą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t662-ptasi-email-alistaira#7309 http://mortis.forumpolish.com/t608-skrytka-672#2933
PisanieTemat: (Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine  Nie 05 Cze 2016, 23:48

Lipiec, rok 1930. Ślub Charlotte Ollivander i Wulfryka Prewetta. Siedziba rodu Prewettów – gdzieś w Szkocji.

Alistair nie czuł się za dobrze. Opierając się o kamienną rzeźbę, przyozdobioną kwiatami, mężczyzna marzył w duchu, aby to wszystko już się skończyło. Błogosławiąc cień, który dawał posąg, czarodziej obserwował zabieganych ludzi. Sądząc po ich zaczerwienionych twarzach, oni również mieli już dość. Prewett doskonale ich rozumiał. Ten przeklęty ślub dawał się we znaki każdemu.
To była niezwykle ważna uroczystość. Nie tylko dwie połówki postanowiły złożyć przysięgę miłości, ale miało dojść do zawiązania więzi pomiędzy dwoma wielkimi rodami czarodziejów. Chyba pierwszy raz od ponad stu lat dojdzie do ślubu pomiędzy Prewettami i Ollivanderami. Nic wiec dziwnego, że głowy obydwu rodzin uważały uroczystość za szczególnie ważną dla przyszłości rodów. A skoro wysoko postawieni byli zdenerwowani i przejęci, to wszyscy inni, siłą rzeczy, również musieli tacy być.
Alistair nienawidził rodzinnych ślubów. Już nie chodziło o to, że musiał wtedy zakładać tradycyjne, rodowe szaty, które były niewygodne i uwierały w każde możliwe miejsce, a w tak upalne dnie, jak ten dzisiejszy, sprawiały, że można było utopić się we własnym pocie. Głównym powodem, dla którego Alistair nie trawił tego typu uroczystości, była jego rodzina. I nie chodziło o to, że reszta klanu Prewettów była zła. Nic z tych rzeczy. O ile pasjonujące rozmowy ciągnące się do rana, chlanie na umór i posuwanie dalekich kuzynek jego kuzynów było bardzo przyjemne, to ciągłe uwagi i komentarze dotyczące jego stanu cywilnego już niezbyt. Ostatnimi czasy pytania typu: „Kiedy ślub?”, „Czemu jeszcze nie masz narzeczonej?”, albo „Jesteś pierworodnym i dziedzicem majątku, tak się nie godzi!”, aż wreszcie „Znajdź sobie żonę, bo inaczej sami Ci ją znajdziemy.” sprawiły, że Alistair, jak ognia unikał wszelakich rodzinnych uroczystości. Doszło nawet do tego, że w pewnym momencie poprosił o przydział do drużyny tropiącej groźnego czarnoksiężnika, ukrywającego się w Zimbabwe. Operacja trwała pół roku (mała cena, zważywszy na to, że w tym samym czasie miały odbyć się trzy wesela dalszych kuzynów, cztery bliższych kuzynek oraz święto dziękczynienia). Niestety, tym razem nie było opcji, aby się wymigać, ponieważ Alistair był drużbą!
Opierając rozgrzane czoło o zimny kamień, Alistair rozmyślał i analizował nad tym, jak do jasnej cholery dał się w to wciągnąć! Nie żeby miał jakiś wybór. W końcu żenił się jego ulubiony kuzyn, który był jednocześnie synem najmłodszego brata jego ojca. O ile można było wytłumaczyć nieobecność na ślubie pomniejszego członka rodziny, to już brak obecności na uroczystości kogoś, kto należał do „głównej gałęzi” był niedopuszczalny. Poza tym, kuzyn liczył na niego, a Alistair nie chciał go zawieźć. Jedną z niewielu rzeczy, które napawały go znikomym optymizmem, był fakt, że nie będzie musiał nosić tradycyjnych szat przez całe wesele. Zaraz po przysiędze będzie mógł się ich pozbyć. Było jeszcze coś. Coś, co sprawiało, że nieprzyjemny obowiązek stanie się znacznie milszy…
Prewett z głośnym westchnięciem zsunął się plecami po zimnej powierzchni posągu i usiadł na trawie. Chociaż słońce było już wysoko i paliło niemiłosiernie, to auror wiedział, że do uroczystości było jeszcze sporo czasu. Chociaż, jako przykładny drużba powinien zajmować się sprawami organizacyjnymi, albo w jakiś inny sposób wspierać pana młodego, to wolał siedzieć na trawie i odpoczywać. Prawdę mówiąc ostatnie kilka dni było prawdziwą męką i Alistair wolałby stoczyć pojedynek z batalionem czarnoksiężników niż przechodzić przez to jeszcze raz. Niby miał do dyspozycji pokaźny sztab służących, ale co z tego skoro wszystkie skrzaty domowe zostały oddelegowane do kuchni, a cała reszta również była u kresu wytrzymałości.
Wzdychając po raz kolejny, Alistair wyciągnął zza pazuchy cygaro. Jeżeli ktoś go nakryje na nic nie robieniu, to zawsze będzie mógł się wymigać, że wyszedł zapalić. Odpalając tytoniowy wyrób, mężczyzna przymknął oczy. Niech to wszystko wreszcie się skończy.
avatar
Wytwórca różdżek

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca trzynaście i pół cala elastyczna różdżka, wykonana z cedru. Zawiera w sobie szpon hipogryfa.
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Morgaine jest kobietą kradnącą pełną atencję kręgów, które raczy swą obecnością. Nie jest to jednakże kwestia pozornych, oczywistych cech; pod względem wzrostu chociażby, nie wyróżnia się na tle innych niewiast, licząc sobie całe pięć stóp, siedem cali wzrostu. Proporcjonalna, acz daleka od perfekcji i wprawiania rówieśniczek w kompleksy sylwetka, również nie odznacza jej zbyt szczególnie z tłumu. Niestety, dziedzicząc wadliwy gen obdarowujący właścicieli skłonnościami do kłopotliwego tycia, głodzi się i nierzadko odmawia jedzenia, tylko po to, aby utrzymywać przy sobie jedyny, słuszny rozmiar sukni. Niemniej, to detale składają się na część właściwą osobliwego, wyjątkowego zjawiska jakim jest Morgaine. Panna Ollivander to blondynka o naturalnie falowanych włosach i choć publicznie uważane jest to za faux pas, nie zawsze zadaje sobie trud czesania się w eleganckie fryzury, tym samym zostawiając czuprynę w stanie nieujarzmionego nieupięcia - zarzucenie gęstym włosiem zdecydowanie bardziej działa na mężczyzn niż anemiczne potrząsanie koczkiem. Energia jej temperamentu ujawnia się w błękitnych, bystrych oczętach niezmiennie będących w pogoni za sensacją i najmniejszym ruchem ze strony otaczającego środowiska. Pomimo ewidentnych znaczeń świadczących o płynącej w jej żyłach krwi wilii, jako dziecko uzewnętrzniała się jako osoba rozpaczliwie wręcz zakompleksiona na punkcie własnej aparycji, zahukana i nieśmiała. Po wielu latach wdrożyła w życie filozofię odmiennego nastawienia. Zaakceptowała obecny stan rzeczy, wyzbyła się ciążących niepewności i kłujących w serce spotkań z lustrem, mimo iż nieustanny szał i wybitnie nachalne spojrzenia mężczyzn pozostały kwestią nieodgadnioną oraz zagadkową. Choć i bajecznie satysfakcjonującą. Flirt i uwodzenie wydają się przychodzić Morgaine z nieukrywaną lekkością, sama zresztą odczuwa ze swych łowów i zdobytych serc wyjątkowe spełnienie. Warunek jednakże musi zostać spełniony, żaden nie godny jest posiadania jej, ani fizycznie ani mentalnie - jedynie świadomość absolutnej władzy nad drugą jednostką byłaby w stanie zaspokoić rozpalone żądze tego złaknionego jednostronnej namiętności stworzenia. Niebotyczną chęć zwrócenia na siebie upragnionych, przesyconych podziwem i gamą różnorakich, intensywnych emocji spojrzeń, wzmacnia również w inny sposób. Ollivander to kobieta kameleon, ekstrawagancki, acz nieustannie zmieniający się styl i upodobania, manifestuje ubiorem. Wyszukane i drogie dodatki siara się zawsze wpleść w utworzoną przez siebie kompozycję. Twierdzi, iż jako samozwańcza artystyczna dusza, zadaniem jej jest obsesyjne dbanie o estetykę i tym samym roztaczanie wokół siebie aury współmiernej z dzierżącą świadomością Bogini Venus.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t877-sowa-panny-morgaine http://mortis.forumpolish.com/t886-skrytka-numer-007#7613
PisanieTemat: Re: (Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine  Pon 27 Cze 2016, 00:46

Tego właśnie ranka nie pamiętała do końca jak w swoim łóżku się znalazła, ale sterczące nad jej obolałym ciałem smukłe postacie w długich, odświętnych sukniach, jedynie utwierdziły ją w przekonaniu, iż najsłuszniej zrobiłaby nie wracając wcale z wczorajszej potańcówki. Wcale. Ale cóż się dziwić, ostatnio na swej drodze u członków rodziny spotykała tylko spięcie oraz zestresowanie. Ten niemiłosiernie ciężki do przetrawienia ból dupy już od kilku miesięcy wdawał się we znaki wiecznie rozluźnionej i beztroskiej Morgaine, lecz ostatnich dni nie była w stanie przetrawić, nawet na trzeźwo.
Młodziutka Charlotte miała zaledwie dwadzieścia lat w dniu przeznaczonym na zawarcie przysięgi małżeńskiej, rzekomo wiek ten nie powinien budzić w nikim sprzecznych czy negatywnych emocji, chyba że nagle w świetle ciekawego, wyłaniającego się kontrastu, wszystkie siostry Ollivander miałyby nosić dumnie obrączkę na palcu - wszystkie, poza tą, na której większość gnuśnych spojrzeń przedojrzałych ciotek i kuzynek miała spocząć tego wieczora. Czarna Owca rodziny lubiła się wyróżniać, a niechlubna reputacja czołowej londyńskiej ladacznicy mogła tylko sprawić, iż Morgaine jeszcze bardziej się puszyła, wręcz chełpiła zdobytą rozpoznawalnością i poświęcaną atencją. Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili, z takiego właśnie założenia wychodziła Ollivanderówna i póki co, nic nie zapowiadało, aby głęboko zakorzenione przekonania miałyby się w najbliższej przyszłości zmienić. To ona była tą najbardziej kapryśną ze wszystkich sióstr, to jej krew wilii najmocniej uderzała do głowy, mieszając w zmysłach i pozbawiając hamulców zdrowego rozsądku, czy zwykłej pokory. Nie liczyła się ze zdaniem innych, a już na pewno nie ze zdaniem tych, którzy próbowali ją w choć najmniejszych stopniu kontrolować.
Jako siostra panny młodej, obowiązkiem Morgaine było towarzyszyć dziewczynie i wspólnymi siłami wszystkich kobiet w rodzinie, jak najlepiej przygotować młódkę przed zbliżającą się uroczystością. O ile każda z nich posiadała również szereg spraw organizacyjnych, za które były odpowiedzialne, to Morg nikt niczego powierzyć nie mógł, w szczerej obawie o zaniedbanie, albo i świadome zaniechanie misji.
W przerwach od prywatnych przygotowań, składających się na misternie układanie przez służące fryzury oraz równie doniosłe wydarzenie jakim było nakładanie makijażu, Ollivanderówna sączyła spokojnie wino. Wczesne godzinny poranne wcale nie zniechęcały jej od raczenia się trunkiem, a wręcz przeciwnie, pomagały w przejściu przez katorgę ciężkiej atmosfery wytworzonej z gęstych oparów kobiecych perfum i jazgotu ich piskliwych, rozemocjonowanych jadaczek. Czym zaś zajmowała się później? A czymże innym? Poznawaniem gości i węszeniem, rzecz jasna!
Krążyła wokół gromadzących się gości oraz tych, którzy w panice biegali dookoła własnej osi; uśmiechała się promiennie, roztaczając tę swoją aurę przeklętej, grzesznej rusałki, za którą bezsprzecznie mogła uchodzić.
Do nowego miejsca zwiódł ją mętny, duszący dym cygara uchodzący zza kamiennej rzeźby. Samej dzierżąc w dłoni nowo odpalonego papierosa, zaciągnęła się mocno wciągnąwszy policzki i posłała w kierunku nieznajomej postaci potężną porcję trucicielskiej mgły, która swym zasięgiem bez wątpienia mogła dotrzeć do leniwego właściciela cygar. Nie odezwała się przy tym ani słowem, a jedynie ze szczerym uśmiechem młodocianego nicponia, czekała na reakcję i wypełnienie monotonnych godzin choćby chwilą zaabsorbowania.
avatar
Zastępca Kierownika Kwatery Głównej Aurorów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12,5 cala, czarny bez, szpon hipogryfa, raczej sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Accio, Lumos, Locomotor, Nox, Enervate, Expelliarmus, Protego, Fumos, Drętwota, Petrificus Totalus, Everte Statum, Aqua Eructo, Wingardium Leviosa, Duro, Riddiculus Łatwe: Impedimetna, Procella, Sardinus Eructo, Mansio, Frigidus Flamma, Suspensorius, Zaklęcie czterech stron świata, Ocius, Reparifors, Vermillious, Ericius Mutationem, Avis, Entropomorphis Trudne: Sectumsempra, Purpura Flamma, Obliviate, Adversum, Protego Horribilis, Baubillous, Incarcerous, Finite Incantatem
OPIS POSTACI: Alistair to całkowite zaprzeczenie stereotypowego wizerunku tajnego agenta. Gdy spotkasz na ulicy Prewetta, nie zobaczysz niczym niewyróżniającego się, średniego wzrostu osobnika, którego nie zaszczycisz niczym więcej, jak krótkim spojrzeniem. Auror to osoba, która jest niezwykle charakterystyczna. Ktoś, kto mierzy metr i dziewięćdziesiąt pięć centymetrów oraz posiada muskulaturę, której mógłby pozazdrościć nie jeden kulturysta, siłą rzeczy rzuca się w oczy. Jakby tego było mało, całe ciało Prewetta zdobi masa przeróżnych blizn, z których najbardziej charakterystyczną jest ta, ciągnąca się od prawego kącika wargi, aż do prawego ucha (taki przedłużony, jednostronny forced smile Jokera). Reszta cech aparycji nie jest tak spektakularna. Twarde i wyraźne rysy twarzy, wieczny, kilkudniowy zarost, krótko przycięte, czarne włosy oraz chłodne szare oczy. Nic nadzwyczajnego. Nie mniej, patrząc na Alistaira ma się wrażenie, że stoi przed tobą okrutny morderca o niezbyt rozwiniętym intelekcie, a nieszanowany auror i łowca czarnoksiężników. No cóż, pozory mylą.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t662-ptasi-email-alistaira#7309 http://mortis.forumpolish.com/t608-skrytka-672#2933
PisanieTemat: Re: (Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine  Wto 19 Lip 2016, 02:42

Niestety nie każdy miał tak dobrze, jak panna Ollivander. O ile wszelkie kwestie związane z doborem strojów, przymiarkami i strojeniem się nie leżały w gestii Alistaira, to cała reszta już tak. Z racji tego, że młody auror był niezwykle solidny i zawsze przykładał się do powierzonych mu zadań, wszyscy jednomyślnie orzekli, że sprawy związane z przygotowaniem siedziby rodu do uroczystości, przypadną jemu w udziale. Niczego nieświadomy Prewett z zapałem przytakiwał, gdy matka mówiła, że „wszystko jest już przygotowane. Wystarczy tylko przypilnować”. Tak, akurat! Przeklęta rodzina zrzuciła na jego barki najcięższą robotę. Jakby tego było mało, okazało się, że kuzyn Homer, który odpowiadał za rozmieszczenie i rozstawienie namiotów weselnych, poważnie zachorował, przez co schedę po nim przejął nikt inny, jak Alistair. Ponadto, wszystkie domowe skrzaty zostały oddelegowane do kuchni, przez co brakowało rąk do pracy. Nic, więc dziwnego, że ostatnimi dniami, Prewett spał nie więcej niż po kilka godzin, a resztę doby poświęcał na instruowaniu służących, jak mają postawić namioty oraz pilnowaniu, aby cała reszta pracowników robiła to, co do nich należy.
Chociaż Alistair tego nie planował, to krótka przerwa na cygaro zmieniła się w nieco dłuższą drzemkę. Upał i zmęczenie sprawiły, że Prewett momentalnie przymknął oczy. Z przyjemnego półsnu, wyrwał go zapach papierosowego dymu, który znacząco różnił się od tego pochodzącego z cygara. Gdy smog dotarł do nozdrzy mężczyzny, ten momentalnie oprzytomniał.
Kurwa, znaleźli mnie, to była pierwsza myśl, jaka przyszła aurorowi do głowy. Dopiero po chwili zorientował się, że nikt nad nim nie stał. Było to trochę dziwne. Alistair był niemal pewny, że po otworzeniu oczu ukaże mu się jakiś krewny, który zaciągnie go z powrotem do roboty. Ponadto nikotynowy obłok dymu wydobywał się jakby zza posągu. Z pewną trwogą, czarodziej podniósł się z trawy, wyszedł zza kolumny i nieomal jęknął na widok Morgaine. I czas wolny poszedł w diabły. Prewett nie miał złudzeń, że Ollivanderówna mu odpuści, ostatnimi czasy miał zbyt wiele do czynienia z druhnami panny młodej.
Wille i ich mieszane dzieci od zawsze wzbudzały spore zainteresowanie. Piękne, dostojne i niezwykle czarujące. Przyjemnie było patrzeć i dotykać (o kopulacji nie wspominając). Problemy zaczynały się dopiero wtedy, gdy urocze mieszańce były odpowiedzialne za sprawy organizacyjne. Alistair coś o tym wiedział, ponieważ od jakiegoś czasu miał do czynienia z całym stadem postrzelonych, podnieconych i jazgoczących druhn-will. O ile na samym początku znajomości, był niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw, to bardzo szybko doszedł do wniosku, że uroda i wdzięk nijak się mają do ich prawdziwej natury. Upartość sióstr panny młodej oraz wszelkiego rodzaju przywary związane z obciążeniem genetycznym sprawiły, że Alistair oddałby worek złota za pilne wezwanie do pracy. Wolał walczyć ze szwadronem czarnoksiężników niż po raz setny tłumaczyć wyjątkowo tępej druhnie, że panna młoda wynurzająca się z fontanny przy pełni księżyca to nie jest dobry pomysł.
Prewett przyglądał się ze zrezygnowaniem Morgaine. Z wszystkich sióstr tą widywał najrzadziej. W zasadzie widział ja tylko kilka razy podczas prób ceremonii. Z nieznanych Prewettowi przyczyn, ta konkretna ćwierć Willa nie angażowała się zbytnio w organizację wesela, za co auror był jej wdzięczny. Kolejna, humorzasta damulka doprowadziłaby go do szału.
- Jeśli przysłali Cię po mnie, to powiedz im, że nie żyję, albo zaatakowało mnie stado hipogryfów i nie będę mógł po raz setny tłumaczyć, że panna młoda nie podleci pod ołtarz na pegazie, a pan młody nie życzy sobie trytonów w stawie! – powiedział rozgoryczonym i zmęczonym głosem.

Sponsored content


PisanieTemat: Re: (Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine  

(Nie)miłe wesele. Kiedy ogień spotyka ogień || Alistair & Morgaine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» London Eye
» Dach
» Polana w środku lasu
» Księga eliksirów
» Piszesz mi w liście, że kiedy pada...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie-
Skocz do: