Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy

Idź do strony : 1, 2  Next
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Nie 19 Cze 2016, 00:36

26 maja 1934
Błonia Hogwartu

@Ururu Marquez @Antigone Hennessy



Ururu średnio pamiętał całe zdarzenie na meczu... cóż. Nawet o nie nie wypytywał. W skrzydle nie miał jakoś humoru na rozmowy i niemal cały czas spał, tylko po to, żeby obudzić się za godzinkę w pomieszczeniu z naturalnym światłem. Po tylu miesiącach spędzonych w lochach, gdzie nie ma słoneczka, takie zabawy były dla niego codzienne. Dotychczas każdy pierwszy tydzień wakacji, kiedy był już u ciotki w apartamencie, spędzał w ten sposób. A ona go nie oceniała, oczywiście. Bo właściwie nie miała pojęcia, co on robi. Jedli razem śniadania, czasem resztę posiłków... Znikała na całe dnie i się nie widywali. Chyba, że zabierała go na przyjęcie, bądź do teatru.
Na pikniku Ururu jeszcze nie był, ale czytał kiedyś o tym. Wizja spożywania posiłku na świeżym powietrzu była niesamowita. Tak jakoś przypomniał sobie o tym, kiedy chciał zadośćuczynić panience Hennessy, w którą chyba uderzył na meczu. Przypadkowo, ale może to i było z jego nieuwagi? Któż to wie. Niestety przyszło mu to do głowy, kiedy już opuściła skrzydło, a pielęgniarka nie była pewna, co się stało. Dlatego pomyślał, że zaproszenie Gryfonki na piknik będzie mieć tylko pozytywne skutki, które zatuszują wszelkie zniewagi, jakie z jego strony otrzymała.
Nie napisał jej z jakiej okazji ta cała fatyga. Jakoś mu umknęło.
Rozłożył beżowy kocyk pożyczony od woźnego i ustawił na niego talerzyk z kanapkami. Rurek sam je zrobił. Część była z miodem, a część z powidłami śliwkowymi. Dodatkowo miał dzbanek z sokiem jabłkowym. Ułożył dwie szklaneczki na nierówności kocyka. Dopiero teraz zastanowił się, czy to na pewno tak powinno wyglądać. Postawił jeszcze miseczkę z ciastkami. Nie miał dużo tego wszystkiego, w końcu kuchnia Hogwartu nie była jakimś sklepem. Zdobyty przez niego koszyk również odbiegał od przyjętych standardów... ale od czego jest wyobraźnia? Sam ubrał się bardzo elegancko. Ciemnoszare lniane spodnie, a do tego jakaś jasna koszula. Nie zapomniał oczywiście o dopasowanym krawacie i pulowerku. Ciepło było, ale nie aż tak, żeby odpuścić sobie wszystkie elementy ubioru młodego dżentelmena.
Przysiadł na kocyku czekając na starszą dziewczynę.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Nie 19 Cze 2016, 14:09

List od Ururu, ponieważ — o zgrozo — tak właśnie nazywała się jej ofiara, niewątpliwie zaskoczył Hennessy, która tkwiła w świadomości, że swym ciężarem naniosła kilka uszkodzeń na ciało Ślizgona w efektownym upadku. Nie było to jej winą, wszak sama ucierpiała przez siłę, z jaką tłuczek wymierzył w jej klatkę piersiową łamiąc jedną z jej kości niczym gałązkę, ale widok nieprzytomnego ścigającego przeciwnej drużyny zakotwiczył się w umyśle, co jakiś czas dając znać o swoim istnieniu. Nosiła w sercu jakiś ideał świata i własnej osoby, do którego niewątpliwie nie zaliczało się masakrowanie młodszych kolegów o nieznanej tożsamości — śmiało można jednak stwierdzić, że wzniosłe poglądy upadły wraz z wstrząsem mózgu Marqueza.
Z pewną dozą niepewności i chłodnego dystansu ruszyła na błonia wraz z nadejściem umówionego dnia spotkania. Nie wiedziała, czy powinna przyjąć postawę ofensywną, czy wykrzesać z siebie jakiekolwiek ochłapy życzliwości wobec Ślizgona, którego rychłe truchło miała okazję podziwiać na jednym ze szpitalnych łóżek. Nie budziła się w niej empatia, jedynie w jej fasadzie nieskalanej pewności siebie pojawiła się szczelina, która powiększyła się gwałtownie w miarę malejącego dystansu dzielącego tę dwójkę; Prezentowała się bardzo typowo dla niej samej, nieco niedbale, jednak wciąż urokliwie. Kraciastej, rozkloszowanej sukience ujęła zapięcia pierwszych dwóch guzików.
To musi robić wrażenie na dziewczętach — stwierdziła, zatrzymując się nad kocem spoczywającym na trawie oraz — nieodłącznie — siedzącym nań chłopcem. — Budzisz we mnie fatalne wyrzuty sumienia robiąc mi kanapki po tym, jak cię prawie zabiłam. — Usiadła obok, wbijając w niego typowe dla niej samej, wyczekujące spojrzenie. Musiał wiedzieć o tym, co się stało. Kto by się nie zainteresował przyczyną własnych głębokich obrażeń?


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Nie 19 Cze 2016, 14:57

Ururu tak się wczuł w podziwianie krajobrazu, że z początku nie dostrzegł nadchodzącej dziewczyny. Dopiero, kiedy usłyszał jej głos, wyrwał się z zamyślenia.
O czym myślał? A któż to wie!
Wstał szybko posyłając Gryfonce swój urokliwy, niewinny uśmiech.
- Bardzo się cieszę, że zgodziła się panienka przyjść - powitał ją elegancko, po czym usiadł znowu, kiedy ona również postanowiła to zrobić. Nie zrozumiał jednak jej słów. Wbił w dziewczynę równie wyczekujące spojrzenie, jakim ona sama go obdarzyła.
- O czym panienka mówi? Wiem tylko, że spadłem razem z panienką oraz, że zamieszany w to był tłuczek i być może jakiś jeszcze gracz... Nie pamiętam niczego z tego wydarzenia... Chyba złapałem kafla, ale nie jestem pewien - zaśmiał się lekko, jak gdyby wcale nie mówili o poważnym wypadku. Miał ostatnio inne sprawy na głowie, rozpamiętywanie meczu do nich nie należało.
- Oh, podobno moja drużyna wygrała, przykro mi - dodał ze współczującym uśmiechem. Go właściwie średnio wynik obchodził, skoro sam do wygranej się nie przyczynił. A jego ofiara cielesna... cóż, koledzy Ślizgoni mają go teraz za łamagę i przegrywa, poza tym wciąż są niesamowicie zazdrośni, że Marquez dołączył do drużyny. Tak więc ta cała wygrana naprawdę niczego nie zmieniła. Ale zawsze mogło być gorzej. Mogli przegrać i zostałby tym obciążony.
W każdym razie dziewczynie pewnie zależało na meczu, więc postanowił okazać swoją empatię.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Wto 21 Cze 2016, 17:55

Raptem chłopiec — teraz dopiero najdoskonalej mogła ujrzeć swą ofiarę z czasu meczu wieńczonego brutalnością wobec wielu graczy. Nie wybijał się wzrostem ponad przeciętność, jego miły, przesączony manierami ton głosu podkreślał dwukrotnie w oczach Hennessy wiek — w najprostszym osądzie uznała, że nie miał okazji nauczyć się jeszcze butnej pyszałkowatości. Oceniła go jednym, przelotnym spojrzeniem, usiłując odnaleźć jego rysy w pamięci, jej toń jednak wyjątkowo szybko oznajmił, że Ślizgon nie zapisał się we wspomnieniach, był jedynie niewiadomą sylwetką, którą mogła jedynie minąć na korytarzu. Niewinność uśmiechu mogłaby urzec jej stwardniałe serce, jednak podejrzliwa, gdyż nierzadko takie stają się ofiary traumatycznych wydarzeń, usiłowała znaleźć w przyjemnym wyrazie jakiś lichy podstęp. Wszak ten nad wyraz miły gest — sok jabłkowy i kanapki z konfiturami — nie mógł być dziełem bezinteresownego szarpnięcia umysłu.
No oczywiście, że niczego nie pamiętasz, zapewne to uderzenie w ziemię przemieszało ci mózg wielokrotnie. No chyba że to Longbottom ma taką krzepę... — stwierdziła po chwili, przyjmując do świadomości oczywistość, która wcześniej nie była prawdą objawioną — jej rozmówca nie zapamiętał wydarzeń z meczu, a z jakiegoś powodu nie zapytał kolegów o ich przebieg. Nie rozmyślała nad podłożem tej sytuacji, wyglądał na książkowy przykład odludka. — Nieistotne. Zamortyzowałeś mój upadek tym samym łamiąc sobie parę kości. Nie odbierz mnie źle, nie obwiniam siebie o twój stan, ale na tym szpitalnym łóżku wyglądałeś jak kukła wrzucona do maszyny mielącej mięso, to całkiem działa na sumienie. — Dramaturgia pociekła z jej słów sączona przez oczywistą hiperbolę.
W samorzutnej inicjatywie sięgnęła po jedną z kanapek, aby zawiesić wzrok na konfiturze w miarę wsłuchiwania się w dojmujące kondolencje opuszczające usta Marqueza. Prychnęła jedynie w puencie, gdyż zabrakło jej właściwego dictum wobec jego oszczędnego "przykro mi".
Cóż, Black w swojej chodzącej perfekcji dopięła także i tego. W głębi duszy podziwiam ją — odparła, ważąc dokładnie słowa, pozwalając ironii przepełnić brzmienie — sama nie byłabym w stanie nadrobić tak tragicznej nieudolności reszty drużyny, jak zrobiła to ona wobec Wiwern. Jedyne co mnie szokuje, to to, że nie rzuciła się za Masciusem z miotły.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Wto 21 Cze 2016, 20:56

Marquez był chyba najniewinniejszą osobą w szkole, zaraz obok większości pierwszaczków. Właściwie nigdy nie miał złych intencji, a spodziewanie się po nim jakiegoś knucia pokazywało, że ktoś naprawdę doszukiwał się dziury w całym. Ślizgon swoim czystym spojrzeniem irytował Ślizgonów odkąd tylko tiara wykrzyknęła jego przydział. Najpierw nie wyśmiewał się z mugolaków, a potem sam okazał się być półkrwi. W dodatku nawet nie palił się do obrony szlam. Jak tu takiego lubić? Na szczęście Marquez był odludkiem i nie zależało mu na aprobacie kolegów. A wszelkie uprzejmości, jakie kierował w ich stronę, odbierali jako atak. W końcu jak to tak można być miłym dla kogoś, kto ciągle cię obraża i poniża? Doszukiwali się zawsze drugiego dna w jego słowach, ukrytej kpiny. Jednak Ururu nie posiadał rozwiniętych umiejętności socjalnych, nie należy się po nim spodziewać sprytu w tej kwestii.
Nie wyglądał na specjalnie poruszonego relacją Gryfonki. Było, minęło. Ważne, że jednak niczego jej nie zrobił, bo w końcu to go najbardziej niepokoiło.
- W takim razie cieszę się, że chociaż komuś na tym meczu byłem przydatny - wyszczerzył się do dziewczyny kryjąc rozbawienie. Doprawdy śmieszna sytuacja. Chciał pomóc Ślizgonom, a pomógł Gryfonce. Chyba musiał jeszcze bardziej uważać na korytarzach, niż zawsze. Koledzy Ślizgoni mogli czaić się na każdym kroku.
Odebrał dziewczęce prychnięcie jako wciąż trawiącą ją żałość z powodu przegranej. Cóż, takie życie. Raz na wozie, raz pod wozem, jak to się mówi. Skoro rozpoczęła już poczęstunek, postanowił nalać soku. Robił to bardzo ostrożnie, żeby napój nie uległ wypadkowi w kontakcie ze szklankami.
- Ma panienka rację, graliśmy fatalnie - przyznał. Czy zabrzmiał teraz, jakby chciał się podlizać, czy jak osoba, która ocenia wszystko obiektywnym okiem, którą to akurat był? - Nie rozumiem tylko, dlaczego panna Black miałaby się rzucić za Malfoy'em... - rzucił Hennessy ponownie wyczekujące spojrzenie. W końcu fakt dzielenia z Masciusem pokoju nie oznaczało, że Marquez wiedział o jakimkolwiek związku między prefektem a Morrigan. Aczkolwiek gdyby wiedział, zapewne sytuacji i tak by nie do końca pojął.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sob 25 Cze 2016, 18:23

Podejrzliwość Hennessy nie wynikała z usilnego szukania dziury w całym, z upartego usiłowania przypięcia Ślizgonowi nieprzychylnej łatki, dopisania go do chlubnej listy istot knujących. Nie była jednak przyzwyczajona do tak czarującej bezinteresowności, która uwzględniała dobrotliwe przygotowywanie słodkiego posiłku, fatygę przy urządzaniu pikniku. Zapewne miało to swoją podstawę u faktu, iż sama nie byłaby gotowa do tak miłego gestu wobec jakiejkolwiek osoby, wobec której nie posiadałaby długu. Niepewny wzrok, którym przyglądała się Marquezowi doskonale dawał świadectwo niewiary wobec jego osoby i szczerości intencji. W końcu dopiero przed chwilą zorientowała się, iż ten nie pamiętał zdarzeń z rozgrywki, ba, teraz, posiadając już tę wiedzę, nie wykazywał ani grama przejęcia! Gryfonka nie należała do wąskiego grona osób przesadnie entuzjastycznych, jednak taka wieść niewątpliwie zwiększyłaby chociażby o jotę jej wątpliwe zainteresowanie otoczeniem.
Uniosła brew w odrobinę pytającym geście, próbując rozgryźć to kuriozum tkwiące w rozmówcy. Jego radość puentująca wiadomość, że spełnił zawodowo funkcję amortyzacji upadku była nierealnie abstrakcyjna, jednak Hennessy postanowiła pominąć to niepozbawionym grama ciekawości milczeniem. Przewróciła teatralnie oczyma, sprowadzając się do codziennego, urokliwego pionu istoty w bezkresie znudzonej własnym uczniowskim żywotem. Ugryzła kawałek kanapki, której wcześnie jedynie przyglądała się w letargu, aby w jej prostocie docenić ślizgoński trud włożony w przygotowanie tejże dla gryfońskiego puchu marnego; Omiotła otoczenie spojrzeniem, usiłując usidlić rozbiegane myśli. Pogoda skłaniała uczniów do opuszczania murów zamku i korzystania z majowego uroku, większość jednak zajmowała się nauką do egzaminów, które zbliżały się wielkimi krokami. Gdyby posiadała chociażby śladowe ilości życzliwości, to życzyłaby im nauki bardziej owocnej, niż jej korepetycje z astronomii.
"Fatalnie" to uroczo lekkie określenie — odparła na słowa chłopca, zakładając krucze kosmyki opadające na twarz za ucho. Zmrużyła oczy, słysząc dalszą część jego wypowiedzi, pełny zwątpienia brak zrozumienia dla jej słów. Miała wrażenie, że każdy, kto miał chociaż raz styczność z Black lub Malfoy'em zdążył dostrzec stopień zażyłości ich relacji. — Gdyby ktokolwiek zauroczył mnie tak jak Mascius miał okazję Morrigan, to... — zamilkła. Wcale nie chodzi ci o Carrowa, Hennessy.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sob 25 Cze 2016, 19:51

Nieświadomy życia Marquez uważnie chłonął każde słowo padające z ust dziewczyny. W końcu była od niego starsza, więc wiedziała o wiele więcej od niego, a on lubił chłonąć wiedzę. W tej chwili nawet tak, według niego, bezużyteczną, jak ta teraz.
Ale chociaż się starał, to do końca nie zrozumiał.
- Czyli chodzi o to, że panna Black zauroczyła się Malfoyem... ale dlaczego niby miała rzucić się za nim? Przecież to by było bez sensu. Stracilibyśmy szansę na wygraną... na zakończenie meczu - wbił w nią naprawdę uważne spojrzenie, jakby dziewczyna odkrywała przed nim jakieś nieodkryte tajemnice świata. Analizował też jej wyraz twarzy i wszelkie ruchy. Niby jadła, ale jakoś średnio wyglądała.
- Przepraszam, panience źle jest tutaj ze mną? - spytał ostrożnie, bez najmniejszej nutki pretensji, może lekko z troską.
Co było z tym człowiekiem nie tak.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sob 25 Cze 2016, 22:32

Coś takiego, ktokolwiek zechciał postawić słowa Hennessy chociażby w sąsiedztwie jakiejkolwiek ogłady i wiedzy, nawet w nutach tak bezużytecznych, jak obgadywanie ślizgońskich podmiotów niechęci. Chociaż cokolwiek bystra i zgrabnie łącząca fakty, to bezsprzecznie leniwa, uważana za wieczną wagarowiczkę, której tytuł mocno przylgnął doń podczas, o ironio, ostatniej klasy, która powinna być najintensywniejsza w nauce. Nie chciała zdawać, bała się tego wprost panicznie, co nieodzownie miało związek z brakiem planu na samą siebie i złymi wspomnieniami bieżącego roku, do których zaliczała się tragedia w Hogsmeade. Zgubiła jakikolwiek pomysł na siebie, przywykła, że jej słowa powszechnie nie są uważane jako suchy strumień wiedzy płynący z ust Wittermore.
O to właśnie chodzi, ciepłe uczucia robią z ludzi kluchy.Dlatego ich nie używam.Zgodnie z teorią, powinna postawić uratowanie malfoy'owego tyłka ponad zwycięstwo w meczu. Jakkolwiek ten ratunek byłby bezużyteczny, miłość robi z ludzi idiotów, czy to nie oczywiste? — zakończyła drobną nutą irytacji obecną w głosie, jednak na tyle subtelną, że jedynie niosącą się cichym echem za samym sensem zdania. Oczywiście dla samej Hennessy całkiem oczywista była ta śmiała teoria, chociaż nie specjalizowała się w dziedzinie emocji, posiadając uczuciowość godną kliszy fotograficznej. Nie była w stanie stwierdzić, co w Marquezie było na tyle dziwnego, że aż budzącego ciekawość. Nie znosiła pytań idiotycznych, jednak tym razem nie okazała wyraźnego bulwersu, który osiadł jako jej zwyczaj.
Skierowała uważne spojrzenie na chłopca, badając jego reakcję. Nie wyglądał na szczególnie urażonego jej grobowym nastrojem, wprost przyjął go z nietypową troską. Istotnie, Antigone nie była oschła z perfidnej premedytacji, leżało to w jej naturze, którą niosła przypisaną do istnienia od dawien dawna. Hogwart przyzwyczaił się do jej owianej nietypową, cierpką aurą długonogiej osoby, która w każdym calu była bezkompromisowo bezpośrednia. Nikt jednak nie zadawał jej pytań tego sortu wprost: Czy jest ci tu źle, Hennessy? Gdzie chciałabyś w tym momencie być?
Nie, to nic osobistego — odparła niemalże natychmiastowo, zgodnie z myślą osłodzenia odrobinę własnej gorzkiej osobowości. — W ten sposób mnie wyhodowano, kwestia przyzwyczajenia — dodała po chwili, jednak tym razem nie wysiliła się nadając własnej wypowiedzi nut, które mogłyby poświadczyć o przekłamanej pogodzie ducha. Oparła się ręką o koc, nie zwracając uwagi na szklankę wypełnioną sokiem, która na niestabilnej powierzchni niebezpiecznie odchyliła się od pozycji pionowej. Ponadto, w tej pozycji znaleźli się w idealnych warunkach do czołowego zderzenia, gdyby któreś z nich zechciało wykonać gwałtowniejszy, bardziej porywczy ruch.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sob 25 Cze 2016, 23:14

Zgodnie z teorią...
Oh, tak! Znała się na tym! Ururu chłonął jej słowa jak spragniony wody. Nawet nie zauważył, że przechylił się z zaciekawieniem w jej stronę. Chciał wiedzieć jak najwięcej, a ona mówiła dobrze. Ufał jej, poza tym te wszystkie treści zgadzały się z jego aktualnym stanem wiedzy i logiką, jaką się kierował. Ciepłe uczucia robią dziwnie. To fakt. Miłość robi z ludzi idiotów. Chyba tak. To, co się stało z nim i rodzicami pięć lat temu... Czasami odważył się żałować tego, że ich opuścił. A może jednak wszystko dobrze się skończyło?
- Ma panienka rację - pokiwał głową zgadzając się z nią całkowicie. Wyglądało to trochę, jakby rozmawiali na naprawdę wartościowe tematy. A oni sobie tylko... plotkowali? Można tak to nazwać?
- Wyhodowano? - powtórzył. - Czy to taka meta...
Nie skończył mówić, gdyż jego oczka opadły na niespokojną szklankę. Sprawa życia i śmierci pojawiła się w życiu Marqueza. Złapał szklaneczkę, nieco zbyt gwałtownie, podnosząc ją do góry. Niestety siedział trochę krzywo, a grawitacja nie zgodziła się na naruszenie jej dotychczasowego stanu... Więc pochylił się w stronę dziewczyny. Rękę zdążył położyć nieco obok pleców Gryfonki, dzięki czemu całkowicie się na nią nie przewrócił. Jednak dłoń trzymająca szklankę postanowiła wyrzucić z siebie sok, który podskoczył i opadł z gracją na Antigone. To nie było jeszcze tak tragiczne jak to, gdzie znalazła się twarz Marqueza. A dokładniej jego usta. Podczas tego ruchu trafiły całkiem przypadkowo w kącik ust Hennessy, nie będąc jednak w żadnym wypadku uderzeniem, lecz na szczęście tylko delikatnym muśnięciem.
Odsunął się od dziewczyny na trochę, żeby ocenić straty.
- Bardzo przepraszam - powiedział wgapiając się w jej biust polany soczkiem. - Znam zaklęcie osuszające... chyba. Jakoś tak mi się kojarzy... - przeniósł spojrzenie na oczy dziewczyny. Wyglądał, jakby było mu naprawdę smutno, a ten uśmiech na jego twarzy to tylko... no on tak ma.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sro 29 Cze 2016, 23:01

W pewien niezrozumiały sposób, irracjonalna fascynacja Ślizgona jej przesączonymi banałem tematyki słowami mile schlebiała przez długi czas niedocenianej wylewności. Wszak miała sporo do powiedzenia, uchodziła za osobę otwartą, skorą do rozmowy, błyskotliwą, a jednak wewnętrzna bolączka ambicji skutecznie tłumiła te urokliwe cechy. Jej mierne noty nie miały swego podłoża u ubogiego intelektu, wywodziły się z lenistwa i typowego, młodzieńczego zagubienia, uchodzącego za pewną domenę bycia nastoletnim puchem. Mimo tego, świadomość beznadziei sytuacji żałośnie zgnębiła Hennessy gdzieś u dna umysłu. Wmawianie sobie, że tak miało być, że w ten sposób sytuacja doskonale dopasowywała się do potrzeb, oferowała zapas czasu, nie osiągało wyśmienitych skutków — była sceptycznie, acz przyjemnie zaskoczona wolą słuchania, którą wykazał rozmówca.
Oczywiście, że mam rację, nie stwierdzasz niczego nowe... — zamilkła, sunąc wzrokiem za obiektem, który rozbił myśl Marqueza, pozostawiając ją bezmyślnie zawieszoną w gęstej ciszy. Nie zdążyła dostrzec sensu sytuacji, nieuchronnego, które zbliżało się wielkimi krokami. Spontaniczność zdarzeń, nagły impuls nie pozwolił Antigone zważyć pozycji, w której znajdował się chłopak — w niestabilności zmierzającej wielkimi krokami ku upadkowi pod wpływem okrutnej grawitacji. Naczynie szybujące ku górze wraz z dłonią rozmówcy, jego zawartość przekraczająca szklaną granicę, z nietypową dla siebie gracją lądujące na dekolcie Hennessy — elementy, na których zapewne zogniskowałaby swoją uwagę w całości, gdyby nie szok, który uderzył ją niemalże natychmiastowo.
Usta piątoklasisty, chłopca, nad którym jeszcze niedawno wylewała swoje liche pokłady żalu pozostałe w odrobinę bezdusznym wnętrzu, które wylądowały w jej kąciku. Cała sytuacja była tak groteskowa, że wprost niemożliwa do pojęcia, czujnik absurdu w tym momencie zapewne poszybowałby hen w przestworza. Hennessy uniosła dłoń, dociskając ją do warg, odsuwając się nieznacznie, aby po chwili — odzyskawszy animusz — zwrócić rękę ku wcześniejszej pozycji. Niewiadomy komentarz ugrzązł w jej ustach, niewątpliwie wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, strzelając oczami w najrozmaitszych kierunkach, lecz ostatecznie ciszę wypełniło jedynie nieznaczne odchrząknięcie. Zwiększyła dystans o kolejne centymetry — nie, to chyba jest jakiś żart.
"Chyba" mnie nie satysfakcjonuje, ale mam wrażenie, że to najlepsza opcja — westchnęła po chwili, odzyskując właściwy ton głosu, pozbawiony zakłopotania i mętliku, który na dobre rozbił obóz pośród myśli.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Czw 30 Cze 2016, 00:49

Ururu może by się przejął tym, gdzie trafiły jego usta, gdyby nie cała reszta "efektów ubocznych" ratowania szklaneczki. Niestety misja zakończyła się porażką, niczym wyrzucenie jedynki na dwudziestościennej kości. Soczek spoczywał na bluzeczce panienki Hennessy, tak samo jak spojrzenie Marqueza. Czas coś z tym zrobić.
Odłożył szklaneczkę bezpiecznie na kocyku, po czym złapał za różdżkę. Celując, oczywiście z odpowiedniej odległości, w ubranko przypomniał sobie formułkę zaklęcia.
- Tergeo - powiedział wyraźnie, myśląc oczywiście o soczku. Aczkolwiek naszła go taka natrętna myśl: czy gdyby pomyślał o bawełnie, usunąłby bluzeczkę?
Plama po napoju (i tylko ona) zniknęła, pozbawiając Gryfonkę wszelkiego dyskomfortu z tym związanego. A może ją zaczęło zastanawiać, czy Tergeo usunęłoby Marqueza? Czy jednak nie odebrała tego wypadku jako jego winy?
Odsunął się od niej, schował różdżkę i przyjął jakąś stabilną pozycję siedzącą.
- Wie panienka, myślałem tak o stawianiu tego typu naczyń na kocu. Wydawało mi się to bardzo nierozsądne, ale na z mojej wiedzy o piknikach wynika, że właśnie tak się robi. Ale może to tylko taki motyw? Była panienka kiedyś na pikniku? Może panienka ma większe doświadczenie i wyjaśni mi fenomen stawiania kubków na kocu. Wydaje mi się, że gdyby nie to, to mógłbym polubić pikniki. Czy są różne ich rodzaje? W zależności od okazji, bądź towarzystwa? Właściwie to zaczęło mnie to interesować... Czy tak samo wygląda piknik rodzinny i młodzieżowy? To jest niesamowite, jak wiele fascynujących tematów jest do rozmów, nieprawdaż?
Snuł swoje długie monologi znowu. Chociaż jego głos był pełen pasji i w żaden sposób nie był nudny, to można było przy tym zasnąć, jeśli się nie zaraziło od niego zapałem.
- Czy myśli panienka, że Tergeo byłoby w stanie usunąć ubrania?
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Pon 11 Lip 2016, 16:40

Co w zasadzie miało miejsce? Do czego sprowadził się niewinny piknik omieciony ciepłym oddechem nadchodzącego lata, najprostszej swawoli?; Hennessy zacisnęła nerwowo dłoń na materiale sukienki u jej rąbka, powoli oswajając szarżujące myśli poprzez miarowe wbijanie paznokci w udo, znaczenie go małymi, czerwonymi śladami. Istotnie, napotkała w sobie wewnętrzny opór, pewną niemoc, brak pomysłu na to, w jaki sposób powinna zareagować. Wszak czy dobrą metodą byłoby bezpardonowe posłanie ciosu w szczękę Ślizgona? Najrozsądniejszym posunięciem było banalne zbycie sprawy, zgrabne sprzątnięcie jej ku najbardziej opustoszałym zakątkom pamięci, na to jednak była zbyt rozproszona przez samo kuriozum zdarzenia. Łajzowaty chłopiec upadł na nią ustami, ironicznie, prosto na jej wargi! Święty Dawkins byłby rozbawiony.
Jedynie zmarszczyła brwi, gdy materiał przestał uparcie dawać znać o swoim lepkim od soku, mokrym stanie — sok, już teraz niegoszczący na jej sukience nie zaprzątał jej myśli dłużej, niż symboliczne dwie sekundy. Hennessy nie zwykła być dogłębnie poruszana przez tak nieistotne banały, tym razem jednak była prawdziwie zachwiana, opuszczała swoją codzienną, twardą pozycję na piedestale świata na rzecz niespokojnego błądzenia tęczówkami między Marquezem a elementami otoczenia. Kilkukrotnie zawahała się, jakoby chciała coś powiedzieć, cokolwiek wnieść do atmosfery, która swą gęstością przebiła się przez powietrze, jednak bezowocnie rezygnowała z powzięcia jakichkolwiek prób. Autystyczne usposobienie chłopca wżerało się w jej umysł pod znakiem bezkompromisowej, ciężkiej do stłumienia irytacji.
Nie znam się na piknikach — stwierdziła głosem nieco nieobecnym, wypranym z jakichkolwiek emocji, które mogłyby w nim łagodnie zabrzmieć. Zwalenie zaistniałej sytuacji na karb prostego przypadku nie poprawiało jej ani o jotę, wprost budziło złość Gryfonki, iż los postanowił sobie z niej zakpić w równie nieśmiesznie okrutny sposób. Nie zwiększyła jednak dystansu wraz z kolejnym pytaniem opuszczającym usta rozmówcy.
A co, chcesz spróbować? — spytała głosem wprost przesączonym niekrytym jadem, unosząc jednocześnie brwi w pozornie ciekawskim geście, który ów zainteresowania nie miał w sobie za grosz. Spojrzenie, które wbiła w jego osobę najwymowniej wyrażało "wiem, gdzie zakopać twoje zwłoki".


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Pon 11 Lip 2016, 18:15

Rozczarowanie związane z brakiem piknikowej wiedzy u Gryfonki znalazło ujście w formie lekkiego "Ohh", jakie opuściło usta Marqueza. Autystyczny uśmiech wciąż istniał na jego buzince, a niewinne spojrzenie śmiało spoglądało na siedzące przy nim dziewczę, jakby wcale przed chwilą nie byli bohaterami przedziwnej scenki godnej azjatyckiej animacji z XXI wieku.
- Nie śmiałbym przy panience - odpowiedział kompletnie nie łapiąc aluzji i zasypując Antigone swoim lekkim śmiechem, który po prostu ociekał niewinnością, jakby nie rozmawiali o czymś co najmniej dwuznacznym, co właściwie mogłoby być właściwie od razu uznane za niestosowne, gdyby w miejscu Marqueza był jakiś inny chłopiec.
- Jeśli panienka będzie chciała się napić, proszę powiedzieć, naleję panience, gdy będzie panienka trzymała szklaneczkę - zapaplał wspaniałomyślnie. Czyż nie był wprost idealnym towarzyszem?
Skoro pierwsze lody zostały przełamane, czas rzucić się na głęboką wodę.
- Panienka teraz kończy Hogwart, prawda? Czym panienka planuje się teraz zająć? - spytał zupełnie nieświadomy tego, że Gryfonka będzie powtarzać rok. Czy dziewczyna się przyzna? Czy wtedy Marquez dalej będzie chciał z nią rozmawiać? Czy będzie tego godna?
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Wto 12 Lip 2016, 23:42

Przyglądała mu się bacznie, może odrobinę oceniając jego postawę, która w swojej niezmienności mimozy zaczynała budzić szczere pokłady irytacji obecne w ciele Hennessy. Nie spuszczała z niego wzroku, powoli zapominając o tragizmie sytuacji, która towarzyszyła wylaniu na jej sukienkę soku, wszak nie było to istotne — jej zafascynowanie ściągnął niewinny, wprost autystyczny w swej beznadziei uśmiech, którego obecność zobaczyła dopiero teraz. Chociaż ów niewinne wygięcie warg było możliwe do zaobserwowania od początku, to, cholera, uwaga Antigone, wcześniej niejako rozproszona, dopiero teraz uderzyła w ten dziwny, nieznajomy punkt.
Pytanie, które zawisło w powietrzu nieprzyjemnie załaskotało aspekt, którym nie chwaliła się z wielką chlubą, aczkolwiek o własnym zrezygnowaniu sytuacją nie wiedziała absolutnie nic. Im dłużej wpierała sobie, że tak powinno być, tym bardziej usypiała swoją podświadomość, która okrutnie kopała ją szepcząc do ucha, iż osiągnęła beznadzieję swoich możliwości. Uniosła na Ślizgona wzrok oburzony, wprost rozwścieczony, pozwalając swoim emocjom odnaleźć ujście, raptownie, wprost machinalnie wyzwolić własne rozczarowanie sobą na rozmówcy.
Nie, nie kończę Hogwartu. Może kończyłabym go, gdybym nie była tak niemoralnie głupia, jednak wybryki mojego pokroju, jak się okazało, nie zapominają jak oddychać i nie umierają w fazie prenatalnej — zaćwierkała sarkastycznie, obdarzając go spojrzeniem litościwym, typowym dla niej samej. — Bo wiesz co, Marquez, nauka kształtuje osobowość, a ja mam prawie dziewiętnaście lat i niepotrzebna mi osobowość, ponieważ mam charakter. Dlaczego miałabym siedzieć z nosem w książkach, skoro wciąż nie wiem, czego chcę? — fuknęła agresywnie, uzewnętrzniając całą pogardę wobec własnej osoby, zagnieżdżoną gdzieś głęboko w umyśle. Nieświadomie splunęła jadem we własnym kierunku, wyzwalając tę bezosobową agresję na Ślizgonie, który uśmiechnął się w sposób, który jej się nie spodobał — doprawdy, źle z tobą, Hennessy.
Swoją drogą, czemu się uśmiechasz? Czy naprawdę masz tyle powodów do radości? Uświadamiasz mi, że jakkolwiek mogłabym nie podołać własnemu życiu, to wciąż istnieje ktoś, kto nie ogarnia własnego mimowolnego uśmiechu — przejebane. Czyżbyś był jedną z tych osób, które ciężko pracują, ponieważ nie chcą, aby ktokolwiek wyjrzał poza ich własną aureolę? — Bezpardonowo zalała go potokiem słów pełnych wyrazistego wyrzutu.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sro 13 Lip 2016, 11:35

To co usłyszał, nie mieściło mu się w głowie. Wydawało mu się, że właśnie spędzał czas z kimś na poziomie. A tymczasem było tak, jakby meteor walnął w planetę. O ile forma była czysta i piękna, to treść wstrząsnęła chłopięcym ciałem. Jego serce zapłakało, że taka piękna panienka, o szlachetnym sercu i mowie wziętej z poezji, okazała się niegodną ukończenia szkoły. Miodowe tęczówki z niedowierzaniem wpatrywały się w dziewczę, próbując wyłapać sens jej wypowiedzi. Nie pojmował jednak do końca tego, co mówiła. Nawet nie śmiał wejść Gryfonce w słowo, więc tylko wysłuchał uważnie do końca, co miała do powiedzenia. Wspomniany przez nią uśmiech właśnie miał chwilę zawahania, lecz nigdy nie zniknął doszczętnie ze Ślizgońskiej buźki.
Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał, lecz oto nadeszła kolej na niego. Hennessy skończyła mówić, więc powinien się ustosunkować do jej wypowiedzi. Niestety żadne konkretne słowa nie przychodziły mu na myśl. Zgodnie ze swoim zwyczajem postanowił więc odpowiedzieć jak zawsze - werbalizując przemyślenia bez poddania ich jakiejkolwiek obróbce.
- Nie rozumiem, o co panience chodzi z aureolą, ale tak, dość ciężko pracuję, co ma wydźwięk zbyt duży, gdyż dla mnie nauka jest pasją, przyjemnością, sensem życia. Czy wie panienka co to jest?! To są ręce małego chłopca! - wyciągnął swoje dłonie w jej stronę, gwałtownie, jakby chciał ją złapać w jakiś chory uścisk, lecz nie naruszył żadnej granicy dobrego smaku. - Małego chłopca, który był urodzony i wychowany na Wieży Sagrada Família. Tymi rękoma sięgał po pierwsze książki. Tymi rękoma tworzył pierwsze konstrukcje. Bo od małego chciał coś w życiu osiągnąć!
Szalony uśmiech błądził po szalonej twarzy szalonego Ślizgona, który w końcu złapał Gryfonkę za ramiona i nerwowo potrząsnął.
- Wie panienka co mnie boli? Że w głowach się niektórym poprzewracało, zakłócony spokój ludziom dobrej woli, którzy chcą się uczyć, a nie jak ci, co nie chodzą na lekcje, a jak przyjdą to się spóźniają, co nie uczą się, nie odrabiają zadań... Nie wszyscy muszą mieć wyższe wykształcenie, nie wszyscy. Ale podstawy trzeba znać! Szczególnie, że w Hogwarcie połowa tego, co nas uczą to c z y s t e b r e d n i e. Wróżbiarstwo? Runy? N u m e r o l o g i a? Czy panienka słyszy, o czym ja mówię? Czy panienka wie, że już teraz niektórzy cierpią w imię większego dobra? W imię prawdziwej nauki? Tak! Dobrze panienka słyszy. W tej szkole młodzieży uniemożliwia się dotarcie do prawdy, nie odpowiada się na ich pytania dotyczące życia... Czy wie panienka co to jest?! - jego dłonie opuściły dziewczęce ramiona i wylądowały na jej nadgarstkach, potrząsając kończynami Gryfonki. - To są ręce małej dziewczynki! Była urodzona i wychowana na Wieży Eiffle'a, w sercu Paryża, gdzie wszystko jest piękne, gdzie wszystko jest sztuką, gdzie również prężnie rozwija się nauka, ale jest zaślepiona tym własnie próżnym pięknem i poezją. Dlaczego panienka nie wie jaką ścieżkę życiową wybrać i zdaje się na łaskę tej szkoły wpadając jednocześnie w ślepy zaułek? - rozluźnił uścisk, jakim wciąż obdarzał dziewczynę, nie zwracając nawet uwagi, jak blisko ich twarze znów się znajdowały. Wwiercał nachalnie spojrzenie w ciemne oczy Gryfonki, głęboko oddychając po namiętnościach, jakie właśnie między nimi zaszły. Powinien ją zostawić i odejść? Czy wytworzyć jakąś nadzieję, że dziewczę ma jeszcze szansę na dobrą przyszłość? Ale kim musiał być człowiek, który nie zaliczył roku w Hogwarcie? Kolejne pytania i kolejne niewiadome na krętej ścieżce życia Marqueza.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  

Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Miejsce na piknik
» Gard Manor - Swansea, Walia
» PIKNIK POLICYJNY - siłowanie się na rękę
» Wybory Najpiękniejszej Damy Westeros #2
» 015. Piknik policyjny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie-
Skocz do: