Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy

Idź do strony : Previous  1, 2
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sro 27 Lip 2016, 18:21

Zagotowało się w niej autentycznie, impulsywna osobowość choleryczki wybuchła z pełnym impetem, zalewając myśli Hennessy falą myśli niechlubnych, okrutnych. Nie znała podłoża swojej irytacji, która osadziła się gładko pośród zakątków umysłu, aby powoli ulotnić się, jednak pozostawiając po sobie uporczywą naleciałość złości. Kuriozum zaistniałej sytuacji mościło się w fakcie, iż sama Gryfonka nie miała pojęcia, co przyczyniło się do skłębienia tak zajadłej, gorejącej wściekłości — oszalały uśmiech wstępujący na wargi rozmówcy niewątpliwie miał swój wkład, a jego niezrozumiałe słowa jedynie mogły podsycić iskrę, w czym jednak ta miała swe źródło?; Zezłościła się na samą siebie, na słowa, które wypluła w wewnętrznych konwulsjach nad ich dobitną treścią — nie zdała, miała pozostać w murach zamku w całej dosłowności tej tragedii, którą tłamsiła w sobie, nie dopuszczając na światło dzienne. Za jej źrenicami ginęły embrionalne miriady możliwości, szans, których nie wykorzystała, z lubością zganiając własną ignorancję na przekonanie, iż tak będzie lepiej. Na to, że nie zna własnej wewnętrznej tożsamości, że nie wie, do czego jej ręce się rwą. Emocje rozlały się czerwienią na jej policzkach, doprowadzając do kwitnięcia typowego spąsowienia, które nie miało nic wspólnego ze wstydem — wrogość w niej gwałtownie zawrzała.
Wypuściła powietrze powoli, łudząc się, iż wraz z oddechem usta opuści bolesna potrzeba uderzenia Ślizgona za jego wariactwo, które doprowadziło ją — tak, ją! — do drastycznego upadku samooceny w mniemaniu własnym. Irytowała ją sama reakcja, nie jej treść, doskonałym remedium byłoby proste przytaknięcie ze strony rozmówcy, brak ów nachalnego pochylania się nad rozbitym wazonem, którym była cała sprawa powtarzania klasy. Wbiła uporczywe spojrzenie w jego osobę niczym zatrutą szpilkę, odkładając apogeum w czasie, przytrzymując łagodnie szarżę wściekłości. Jednak gdy Ślizgon nerwowo potrząsnął ją za ramiona, natychmiastowo strzepała z siebie chłopięce dłonie, niby naruszające jej przestrzeń, której w gruncie rzeczy nijak nie czuła, a której namacalna granica nagle ją dotknęła.
Co za bzdury! — fuknęła, marszcząc brwi. — Naprawdę uważasz, że możesz w jakikolwiek sposób mnie pouczać? Ha! Doprawdy nie mam pojęcia o czym mówisz w tym swoim beznadziejnym wariactwie, ale nie mam zamiaru się temu przysłuchiwać bez towarzystwa solidnie naostrzonego noża, aby ulżyć swoim cierpieniom podczas tej parady żałości — przerwała bezpardonowo jego monolog, odsuwając się z gwałtownością spłoszonego zwierzęcia, w istocie rzeczy jednak poczuła dławiący żal wobec siebie samej, który wyładowała na potoku słów rozmówcy, który nie przybierał dla Hennessy sensu pod żadną postacią. Zmrużyła gniewnie powieki, przyglądając się Marquezowi, usiłując go rozgryźć. — Jeśli w jakiś sposób moje marne towarzystwo ujmuje twojej ubzduranej godności, to nie trzymam cię w żaden sposób. Co prawda to niegrzeczne, bo mnie tu zaprosiłeś, ale naprawdę nie obchodzi mnie to zupełnie! Możesz więc spokojnie zejść z tonu i pilnować swoich rąk, bo nie odpowiadam za ich dalsze losy, jeśli mnie jeszcze raz dotkniesz — dodała spokojniejszym, jednak podszytym śmiertelną powagą tonem, zwiększając lichy dystans, który zaczął ich dzielić.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Sro 27 Lip 2016, 18:57

Oczywiście nie liczył na to, że Gryfonka w spokoju i skupieniu wysłucha jego życiodajnego potoku słów, pobierze jakieś nauki, przeanalizuje swoje zachowanie, bądź wyciągnie wnioski na przyszłość. Jednak miał nadzieję na kulturalną możliwość dokończenia monologu. Przerwanie dotknęło chłopca, nie jakoś mocno oczywiście, lecz użyte słowa również dawały wiele do myślenia.
- Przepraszam, czy panienka mi grozi? - spytał przebijając ją na wylot swoimi ślepiami, które zdawały się powiększać z każdą chwilą tylko po to, żeby pochłonąć Gryfonkę żywcem. Wyglądał jak sowa - duże oczyska, nosek też miał dość ostro zakończony... Tylko czekać, aż odwróci głowę o nienaturalny dla człowieka kąt. - Panienka myśli, że jestem szalony? Ja panienki nie pouczam, ja tylko się dzielę różnymi mądrościami, jakie zaczerpnąłem z książek i życia. Skoro panienka nie zdała i nie wygląda jakby żałowała, cóż... właściwie to nie chcę mówić, że jesteśmy na równi, w końcu panienka jest starsza o dwa lata, aczkolwiek to też nie tak dużo. Wydaje mi się nasze doświadczenie życiowe podobne, proszę się nie śmiać, ale wiele przeżyłem w swoim krótkim życiu, wiele przeczytałem... Mam nadzieję, że panienka dużo czyta, to się ceni w dzisiejszych czasach. Ale nie mówię tu o lekkich lekturach, one też bywają dobre i relaksujące, oczywiście nie te, w których mowa o współżyciu, wie panienka, nie rozumiem takich książek. Kiedyś mi coś takiego przez przypadek wpadło w ręce. Dla kogo oni to piszą? Nie rozumiem. Momenty bliskości chyba nie są do dzielenia się z innymi, nawet, jeśli biorą w nich udział postacie literackie. Jakbym był postacią taką, nie chciałbym, żeby inni czytali o tak prywatnych rzeczach z mojego życia, rozumie panienka? A nawet jeśli nie, to pewnie, kiedy panienka sama zacznie przeżywać momenty bliskości, to panienka zrozumie.
Zamrugał kilka razy, wyglądając jak totalny kretyn, który chyba zgubił wątek rozmowy. Wpatrywał się we wściekłe spojrzenie Hennessy, posyłając jej radosny uśmiech.
- Proszę mi wybaczyć, po prostu była to dla mnie szokująca wiadomość. Jednak ma panienka rację, zaprosiłem panienkę, więc nie będę przedwcześnie kończył. To, że panienka nie zdała nie zmienia faktu, że zrobiłem specjalnie dla panienki ten piknik. I przepraszam za zbędny dotyk, ma panienka rację, to było niepotrzebne. W naszym wieku nie powinniśmy dopuszczać do nadmiernego dotyku... Jak myśli panienka, na ile można sobie pozwolić właśnie w naszym wieku z kimś, w kim się kocha?
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  Wto 16 Sie 2016, 16:26

Wpatrywała się w jego osobliwą postać w pewną dawką łagodnego niedowierzenia  — zarówno w to, iż znajduje się w tym miejscu, jak i w samo istnienie osoby o fizjonomii i umyśle tak niespotykanie dziwnych, wprost zwyczajnie dekoracyjnych i nierealnych. Oczywiście, że swe płatki rozłożył w niej kwiat nienagannej, uporczywej złości wobec samej egzystencji rozmówcy, jednak emocje te bynajmniej nie były nieśmiałe, nie miały zamknąć się gwałtownie pod wpływem nagłego dotyku. Każde słowo potęgowało czyste rozproszenie, między którego wstęgami lawirowała, unikając ciosów, które w istocie rzeczy nie miały miejsca, jednak w dziewczęcym umyśle stanęły pod znakiem istniejącego — wszak czymże innym mogła być tak bezsprzeczna próba rozbrojenia jej cierpliwości tym nienachalnym, acz uwierającym brakiem pojętności? Och, zamknij się, Marquez, twoje pojęcie mądrości jest jedynie pustym frazesem, myślisz, że jesteś zbawcą świata, który może go przeciąć w pół, jednak tak naprawdę istniejesz jako marny felczer — nie umiesz go zanalizować.
Otworzyła usta, nie mogąc pozbyć się tego dojmującego uczucia przejęcia i niedowierzania, bulgoczących w umyśle emocji, które zasadzone w istocie tak ekspresywnie bezpośredniej jak Hennessy tworzyły istny bałagan, który miał nigdy nie odnaleźć odgórnego porządku. Wciągnęła nawet powietrze, sycąc się ripostą, która niczym barwny ptak zabłysła w jej umyśle, jednak nie pozwoliła jej zabrzmieć w przestrzeni targanej łagodnym wiatrem. Oczywiście, że mu groziła! Nieświadoma wagi własnego słowa, a jednocześnie zatrzymana w połowie kroku, czując słowa grzęznące niczym kamienie pod językiem, zamknęła usta, zaciskając wargi w wąską linię. Wbijała w niego spojrzenie intensywne, niemalże natarczywe, gotowe do ataku, którego nie przypuściła, a który schował się na dnie tęczówek. Była w negatywny sposób oniemiała, zszokowana bzdurą i absurdem; zgubiła jakąkolwiek chęć na przerywanie mu dręczącego refrenu, który powoli wgryzał się pomiędzy giętkie myśli. Nerwowo zaciskając dłoń na krawędzi sukienki, słuchała go, marszcząc brwi w geście nieskrępowanego zdziwienia obrotnością nieprzeciętnego, absurdalnego elementu ludzkości, którym niewątpliwie był Ślizgon. Gubiła wątek niemalże natychmiastowo po pochwyceniu go, doprawdy tragiczny rozmówca — od czego zaczęli? Ach, mądrość i książki, koniec zaś umykał w niezbadanych lasach bliskości i literatury erotycznej.
Myślę, Marquez, że powinieneś nauczyć się prowadzić spójną rozmowę. Jakże dziwne, że nie wyniosłeś tego z tej pozornej mądrości niesionej przez książki! To nie jest żadna mądrość, to niewarta niczego kupa bzdur, którą się raczysz, jakby miała ci objaśnić, jak żyć. Spójrz na siebie — odparła wprost oburzona, jakoby jego osoba mogła być niemalże obraźliwa w samym swoim istnieniu. Pytanie jednak zrodziło w Hennessy pewien rodzaj abstrakcyjnego zawahania, momentalnie wycofała się, a powrócenie do rezonu zajęło jej dłużące się, pozornie ulotne sekundy. — Eee, pytasz z ciekawości? Bzdurne pytanie, co mnie zresztą nie dziwi, nie znam na nie odpowiedzi — odpowiedziała po chwili, wykonując niepełny unik, licząc, iż autyzm rozmówcy skłoni go do porzucenia tematu.
Najchętniej zamilkłaby w chwili pełnej wymowności, bezsłownej tak jasno, że roztoczyłaby wokół Hennessy aurę niewypowiedzianego. Przeklinała w myślach tor rozmowy, który za sprawą Marqueza zmieniał się nielineralnie, brnąc w zaparte, lub zamierając w martwym punkcie, zmieniając swój kierunek drastycznie z każdym najprostszym wyrazem opuszczającym ślizgońskie usta. Och, po co ona w ogóle w to brnęła! Powinna wstać, w oburzeniu dając świadectwo tego, co nie zawisło w powietrzu, przeciąć gęstą atmosferę, odwrócić się na pięcie i umknąć od wszechobecności absurdu — nieodzownego towarzysza tej niemożebnie irytującej swym rzekomym ekscentryzmem postaci. Przeklinała także własne żebra, te niepołamane, gdyż konfrontacja z obliczem ziemi podczas meczu byłaby niewątpliwie milsza niż konwersacja, w której jedwabnych okowach została uwięziona.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy  

Najpiękniejszy piknik i najlepsze kanapeczki dla tej jedynej || Marquez i (NOWOŚĆ!) A. Hennessy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Similar topics

-
» Miejsce na piknik
» Gard Manor - Swansea, Walia
» PIKNIK POLICYJNY - siłowanie się na rękę
» Wybory Najpiękniejszej Damy Westeros #2
» 015. Piknik policyjny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie-
Skocz do: