Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom

avatar
Prefekt Gryffindoru, Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Cyprys, 13 cali, pióro z ogona feniksa, barwiona na fioletowo
OPANOWANE ZAKLĘCIA: /
OPIS POSTACI: Maurycy to niewysoki, bo mierzący 172 centymetry wzrostu, wiecznie roześmiany chłopak o urzekająco słodkiej buzi. Oczy ma szarozielone, włosy brązowe, ścięte do brody, zwykle nieuczesane i roztrzepane. Do garnituru zaczesuje je za uszy. Posiada na lewym udzie znamię w kształcie serduszka. Na brodzie widoczny jest już delikatny zarost.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t629-sowa-maurycego http://mortis.forumpolish.com/t639-dzienniczek-maurycego#3294
PisanieTemat: Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom  Sob 25 Cze 2016, 11:00

3 kwietnia 1934 roku, @Gabriel Nott

Był to poranek pochmurny, choć nie deszczowy. Przeddzień marszu upamiętniającego Aldonę Prewett. Przeddzień Maurysiowego końca świata. Chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego, co miało nadejść, chociaż nie znaczyło to, że się nie stresował. Ludzie umierali. Głównie zwolennicy ROMu. Wieści o zaginionych politykach zamieszczane w codziennych gazetach przestały już kogokolwiek zadziwiać i Maurycemu wydawało się, że w pewnym momencie tylko Longbottomowie próbowali się sprawą przejąć i reagować. Popierał więc w pełni chęć upamiętnienia ciotki w ich rodzinnym mieście, ale z drugiej strony... czuł, że coś złego wisi w powietrzu i jego rodzice będą musieli zetrzeć się z czymś o wiele gorszym niż typowe wyzwiska i niezrozumienie wśród przerażonego zbliżającym się konfliktem, podzielonego na wiele grup społeczeństwa czarodziejów.
Prefekt Gryffindoru nerwowo przechadzał się po Błoniach, próbując uspokoić pogmatwane myśli, ale niewiele na buzujący w nim stres mogło pomóc. Spacery wśród drzew zwykle działały na niego kojąco, ale teraz... teraz marzył jedynie o przyspieszeniu czasu. Przeskoczeniu dwa dni w przód. Gdyby chociaż mógł się tam znaleźć, gdyby chociaż mógł być przy nich tego dnia, kiedy ryzykował tak wiele, to być może byłoby mu łatwiej. Nie lubił być bierny, nie lubił, kiedy nie miał na coś wpływu.
Wyjątkowo spięty usiadł na trawie i w ciszy przyglądał się wodzie. Jego rocznik miał teraz... zielarstwo? A może ONMS? Nie był tego pewien, ale wiedział, że będą wracać tą drogą, a to znaczyło, że miał całkiem sporą szansę na wyłapanie w tłumie swoich znajomych.

// Jeżeli sytuacja ci nie pasuje, to można ją zmienić. Mało w tej kwestii ustaliłyśmy, więc zaryzykowałam. Gdyby coś było nie tak - pisz na PW.


2w1
– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam.
Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: włókno ze smoczego serca, grab, 13 cali, bardzo sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Dziedzic Nottów wygląda jak na dziedzica przystało. Wysoki na 189 centymetrów, smukły, a jednocześnie należycie umięśniony. Przystojny, o urodzie księcia złodziei, ale jak chce to potrafi wyglądać jak mały książę którym dla swojej matki zdecydowanie jest. Błękitnym spojrzeniem zawsze omiata otoczenie, patrząc pozornie niedbale, choć widząc dokładnie wszystko. Długie rzęsy. Uśmiech wzbudzający zaufanie rozmówcy, zdrowe i białe zęby. Pełne wargi. Prosty nos. Policzki które od czasu do czasu pokrywa delikatny zarost, który musi zniknąć niemalże tak szybko jak się pojawi, bo przecież dziedzic nie może wyglądać niedbale, jak jakiś drwal z tajgi syberyjskiej. Włosy zwykle w nieładzie, w kolorze ciemnobrązowym. Na specjalne okazje nieład jednak znika i zaczesane są wprost książkowo. Ubrany zawsze stosownie do sytuacji. Porusza się z gracją i pewnością siebie jak na młodego dziedzica przystało. Fizycznych wad pozornie nie wykazuje. Dopiero kiedy się rozbierze widać, że liczne upadki i wypadki odcisnęły na nim swoje piętno. Na plecach posiada trzy długie szramy, mnóstwo siniaków i spora blizna w kształcie końskiego kopyta na wysokości żeber.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t854-ptaszek-gabrysia#7016 http://mortis.forumpolish.com/t853-skrytka-numer-osiem
PisanieTemat: Re: Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom  Sob 02 Lip 2016, 02:30

Znów czas okazał się dla niego bezlitosny. Jeśli wierząc zegarkowi na jego lewym nadgarstku była godzina 9:10, a jeśli wierzyć zegarkowi na jego prawym nadgarstku to powinien być teraz na zajęciach z Zielarstwa wraz z resztą swojego rocznika. Na brodę Merlina! Mimo, że się starał i tak wiedział, że się spóźni o więcej niż kwadrans, co oznaczało, że zamiast zyskać punkty dla domu zapewne je straci... Znów. Mimo to postanowił podjąć walkę. Zaurzył całą głowę pod kranem chcąc usunąć resztki błota które pojawiły się w jego ciemnej czuprynie po dodatkowym treningu Quidditcha podczas którego sprawdził czy kałuża błota jest tak miękka jak wygląda z góry. Nie żeby to planował, po prostu... tak jakoś wyszło. Dobrze, że wyszło z naprawdę niedużej wysokości, więc zamiast skręcić sobie kark i powyginać się we wszystkie strony w Skrzydle Szpitalnym i patrzeć jak kochana pani pielęgniarka próbuje go doprowadzić do formy chłopca z formy origami- zamiast tego jedynie się poobijał. Nie żeby to było dla niego czymś nowym. Przywykł już do tego, że ten sport składa się z samych wzlotów i upadków. To, że zaliczał upadek minimum raz w miesiącu to już inna kwestia. Dzięki Merlinowi upadki swoje zaliczał na treningach, więc tylko członkowie jego drużyny mieli świadomość jak dużą determinacją i wolą walki wykazywał się panicz Nott. Teraz jednak ślady swojej walki spłukiwał w męskiej łazience mieląc w ustach przekleństwa które bardziej przystają podstarzałemu stajennemu niż młodemu dziedzicowi.
Kolejne spojrzenia na zegarki jedynie upewniały go w tym, że nie był w tym czasie, w tym miejscu w którym powinien. Jednak próbował. Biegł dzielnie przez błonia ślizgając się gdzieniegdzie na trawie patrząc na cel w postaci szklarni. Z ramienia zwisała mu skórzana torba wypełniona wszystkim co potrzebne na zajęcia, a ciemne włosy wciąż były mokre. Krawat jednak był dokładnie zawiązany, a na jego szacie ciężko było o jakiekolwiek zagniecenie. I to nie dlatego, że przed chwilą ją założył, ale dlatego, że zawsze był schludny. Bo musiał. Bo mu to tak, a nie inaczej wpojono i inaczej nie umiał.
Był już blisko, naprawdę blisko szklarni, kiedy na trawie dostrzegł znajomą postać. Może i był pałkarzem, a nie szukającym, jednak wzrok miał wystarczająco dobry, żeby wiedzieć iż dalszego biegu należy zaniechać. Zwolnił więc i zaczął stąpać szybko, jednak godnie i wyższością. Z tą wyższością też mierzył otoczenie swoimi intensywnie błękitnymi tęczówkami, a kiedy stanął naprzeciwko swojego ulubionego Gryfońskiego przedstawiciela kąciki ust drgnęły mu w kpiącym uśmieszku.
- Proszę, proszę... Oczom nie wierzę... Czyżby złoty lew Gryffindoru zapomniał o obowiązku obecności na zajęciach? - zaintonował wyjątkowo irytującym tonem którego nie powstydziłby się nawet Irytek, po czym zacmokał trzykrotnie udając wielkie oburzenie zanim znów się uśmiechnął- tym razem z samozadowoleniem, że udało mu się złapać prefekta Czerwonych na wagarach.



We Slytherins are brave, yes, but not stupid.
For instance, given the choice, we will always choose to save our own necks.
avatar
Prefekt Gryffindoru, Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Cyprys, 13 cali, pióro z ogona feniksa, barwiona na fioletowo
OPANOWANE ZAKLĘCIA: /
OPIS POSTACI: Maurycy to niewysoki, bo mierzący 172 centymetry wzrostu, wiecznie roześmiany chłopak o urzekająco słodkiej buzi. Oczy ma szarozielone, włosy brązowe, ścięte do brody, zwykle nieuczesane i roztrzepane. Do garnituru zaczesuje je za uszy. Posiada na lewym udzie znamię w kształcie serduszka. Na brodzie widoczny jest już delikatny zarost.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t629-sowa-maurycego http://mortis.forumpolish.com/t639-dzienniczek-maurycego#3294
PisanieTemat: Re: Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom  Sro 20 Lip 2016, 00:21

Longbottom przymknął zmęczone oczy i westchnął, pogrążając się w zamyśleniu. Działo się ostatnio tak wiele rzeczy którym chciałby zapobiec, ale nie był w stanie nawet odwieść rodziców od pomysłu zorganizowania marszu. Rozumiał ich - nie mogli się bać, nie mogli żyć ze opuszczonymi głwami, tańczyć jak im zagrali przeciwnicy krwi brudnej. Musieli stawić im czoła, ale... dlaczego oni? Dlaczego nie mógł wyręczyć i uratować każdego? Dane mu było jedynie stać i patrzeć, egzystować pomiędzy innymi, spoglądając z dołu na sprawy dorosłych. Były mu one jednocześnie bliskie i odległe, bo choć z jednej strony pojmował je całkowicie, to z drugiej nie mógł brać w nich czynnego udziału. Być może cierpiał na znany wszystkim kompleks drugiego dziecka, ale miał wrażenie, że William przesadzał że swoim brakiem jakiegokolwiek odzewu, rujnując tym samym budowany przez lata obraz człowieka wyjątkowo zaangażowanego w sprawy rodzinne. Dlaczego tym razem było inaczej?
Szkolenie autorskie odebrało mu brata. Tak to właśnie wyglądało. Brak listów, nawet listów! O rozmowie przez lusterka lub kominek również mógł jedynie pomarzyć. Starszy Longbottom był po prostu nieosiągalny, sprawiając, że ich matka krzyczała wręcz w środku, błagała Boga o jakiś znak, że jeszcze o nich nie zapomniał.
Myślał, wspominał.
Kroki. Coraz bliższe.
Otworzył leniwie oczy, odwracając głowę w stronę, z której nadchodziły i dostrzegł osobę, której na drodze z pewnością stawać nie chciał. Nott jednak zdawał się być skóry do nawiązania kolejnego, nieprzyjemnego dialogu, który zapewne zakończy się agresywną, bezsensowną wymianą zdań dwójki gówniarzy, z których oboje byli pewni siebie i gotowi do bronienia swoich racji, jakby pozjadali wszystkie rozumy. Ostatecznie Longbottom różnił się od swoich szkolnych przeciwników co najwyżej... pozycją w drużynie i stroną barykady.
Uniósł do góry brew, spoglądając na niego podkrążonymi, wymęczonymi oczyma.
- Odpuść Nott, nie mam nastroju na użeranie się z niepełnosprytnymi. - Nie wspominając nawet o tym, że na owe zajęcia nie chodził. Posiadał za to wyjątkowo błyszczącą odznakę, proszącą się o odjęcie z konta Slytherinu kilku punktów za wagsrowanie i - co wydało się Maurycemu dziwniejsze - podawanie się z tym jak na tacy.


2w1
– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam.
Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom  

Trzeci kwietnia | Gabriel Nott & M. Longbottom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Gabriel Amitiel
» Gabriel Sullenbear
» Beatrice Nott
» Bastian J. Nott
» Julius Nott

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie-
Skocz do: