Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Wielka Sala

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9 ... 15  Next
avatar
Prefekt Ravenclawu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Angielski dąb, pancerz kikimory, 13 cali, sztywna. Solidna, z dosyć grubą rękojeścią. Nie jest prosta, większość różdżki jest pofalowana. Sama rękojeść ozdobiona jest grawerowaniem w drewnie, a także onyksem, który umieszczony jest na jej podstawie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ★ Szkolne ★ ACCIO - ALOHOMORA - APERACJUM - BĄBLOGŁOWY - BOMBARDA - COLLOPORTUS - CONFUNDUS - DEPULSO - DRĘTWOTA - ENERVATE - EPISKEY - EXPELLIARMUS - GLACIUS - LUMOS MAXIMA - REDUCTO - REPARO - WINGARDIUM LEVIOSA ★ Łatwe ★ ANATISQUACK - BONUM IGNIS - CALVORIO - CHŁOSZCZYŚĆ - CONSTANT VISIO - ENTROPOMORPHIS - ERECTO - FUNEMITE - ILLEGIBILUS - IMPERTURBABLE - SICCUM - ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) ★ Trudne ★ FINITE INCANTATEM - PROTEGO HORRIBILIS ★ Specjalne ★ ZAKLĘCIE PATRONUSA (EXPECTO PATRONUM, FORMA BIAŁEGO KRUKA) ★
OPIS POSTACI: Dosyć niska, mierząca jedynie sto sześćdziesiąt centymetrów, nie wyróżniająca się tak naprawdę niczym szesnastolatka. Drobna, można nawet pokusić się o stwierdzenie chuda dziewczyna, która z pewnością nie ma zbyt wiele siły i łatwą ją pociągnąć, czy popchnąć. Ostatnim razem, gdy się ważyła, waga ukazała czterdzieści osiem kilogramów, co i tak było dla niej osiągnięciem. Całkowicie przeciętna, o krótkich blond włosach, które lubią się puszyć i falować - każdy włos w zupełnie inną stronę, co sprawia, że na jej głowie prawie zawsze panuje nieład. Zawsze bardzo się stara, by mieć choć trochę elegancką fryzurę, jednak nie często jej się to udaje. Brązowe oczy kontrastują z bladą cerą, będącą oznaką przebywania przez większość czasu w budynkach, choć w wakacje zdarza się, że znajduje się na niej lekka opalenizna będąca wynikiem spędzania czasu z magicznymi stworzeniami na zewnątrz. Opala się jednak na czerwono, co nie jest szczytem jej marzeń. Ma na twarzy kilka pieprzyków, a na całym ciele poza tym jedyną skazą jest długa blizna, ciągnąca się aż od lewej strony brzucha do połowy uda. Nie ma zbyt dużej wady wzroku, jednak często można spotkać ją w okularach z czarną obwódką, gdyż w ten sposób lepiej jej się czyta. Dziewczyna nauczona została dbania o siebie, więc zawsze jest czysta i schludnie ubrana. Zdarza się, że na twarzy można dostrzec makijaż, lecz nie jest to zbyt częste. Lubi eleganckie stroje, spódnice, koszule i sweterki. Zawsze pachnie od niej kwiatową mieszanką jej ulubionych perfum.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t214-zwierzeta-kaylin#273 http://mortis.forumpolish.com/t328-dziennik-kaylin#412 http://mortis.forumpolish.com/t213-skrytka-nr-690#272
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Pon 28 Mar 2016, 22:07

Uśmiechnęła się pod nosem zadowolona z tego, że muszka jej towarzysza leży idealnie równo i symetrycznie. Podobnie jak on, choć nie zdawali sobie z tego sprawy, uwielbiała symetrię i porządek. Z pewnością dogadaliby się, gdyby musieli żyć pod jednym dachem i nie byłoby problemów ze sprzątaniem rzeczy po współlokatorze. Niestety, mieszkała z grupą dziewcząt, które absolutnie nie rozumiały jej potrzeby porządku.
Pod spojrzeniem Graysena zarumieniła się nieznacznie i odchrząknęła zakłopotana. Zdecydowanie kontakty międzyludzkie nie należały do rzeczy, które potrafiła i było to widać w tym momencie. Odetchnęła jednak kilka razy i kiwnęła głową na znak potwierdzenia jego słów.
- W pokoju wspólnym ich nie było, bo szalały w dormitoriach. Musiałam kilka razy uciec z pokoju, żeby móc czytać w ciszy. Większość z nich nadal się szykuje. - Pokręciła głową w niezrozumieniu. Ona też zawsze przykładała uwagę do tego, jak wygląda. Nauczona bowiem została prostej prawdy życiowej, jak cię widzą, tak cię piszą. Nigdy jednak nie dostawała skrętu macicy, gdy przychodziło do ubrania się na jakąś uroczystość.
- To nie głupi pomysł. Lepiej teraz, zanim wszyscy się zejdą. - Skinęła głową zgadzając się z jego pomysłem. Rozejrzała się po sali dostrzegając wszystkich, których nie lubiła (w postaci panny Hennessy i panny Black), a także resztę uczniów, z których większość była jej po prostu obojętna. Nie lubiła się przed sobą przyznawać do tego, dlaczego nie lubiła Morrigan. Bo o ile jej niechęć do Yvon była oczywista, o tyle Ślizgonka irytowała ją swoją idealnością. Ładna, mądra, wysportowana, kapitan drużyny i do tego nosiła nazwisko Black. Aż się rzygać chciało na samą myśl.
jedynymi nauczycielami w sali okazali się jej dwaj ulubieni profesorowie, więc kiwnęła im głową na przywitanie i wróciła do towarzyszenia Graysenowi, bo tak przecież wypadało. Mogła kochać Vaksilija Bułhakowa, mogła być gwiazdeczką Frasera. Na bal jednak przyszła z dziedzicem rodziny Carrow i nie zamierzała zachowywać się niestosownie.



I made my choice a long time ago, and I'm never gonna leave you.


PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 10:11

Profesor Charles się spóźniał. I powoli nie myślał tak już tylko obsesyjny na tym punkcie, marszczący brwi do Frasera Bułhakow, ale i wszyscy zgromadzeni, w tym zbierający się powoli nauczyciele, którzy za organizację czegokolwiek odpowiedzialni nie byli. Nawet woźny, zwykle cieszący się pod nosem z porażek kadry siedział gdzieś za stołami, zdruzgotany tym, że impreza ani się oficjalnie nie rozpoczęła. Bal Wiosenny był przecież czymś, czego oczekiwali tak naprawdę wszyscy, nawet bardziej od drobnych imprez przed Bożym Narodzeniem! Kiedy wreszcie drzwi Wielkiej Sali przekroczył profesor Windergarde, pchający wózek z wypuszczonym ze szpitala, byłym dyrektorem, przekazanym teraz w ręce woźnego, osiadło na nim wiele spojrzeń, w których można było doszukać się wszelkich odmian zdenerwowania i złości, jakie tylko mogły z tej okazji zaistnieć. Odrobinę tym zaniepokojony wspiął się na podest i delikatnie zaklaskał, chcąc zwrócić na siebie uwagę zebranych czarodziejów.
- Witam gości dzisiejszej zabawy, nauczycieli, kadrę szkoły, duchy i was - uczniów. Witam na sto pięćdziesiątym ósmym balu z okazji pierwszego dnia wiosny! Tak jak mówiłem wam we wrześniu: czas pędzi jak strzała. I oto jesteśmy - rozpoczęła się pora roku niosąca ze sobą wiele spraw mniej i bardziej ważnych, z których, jak podejrzewam, najbardziej przejmujecie się egzaminami, w tym w szczególności roczniki najstarsze, z którymi niestety przyjdzie nam się w czerwcu pożegnać. Moi drodzy, wiem jak ciężko pracowaliście... przynajmniej przez ostatni semestr - zignorował delikatną falę śmiechu - i nawet nie wiecie jak jestem z was dumny po próbnych wynikach. Ah! Nie wyobrażacie sobie jak ciężko jest mi żegnać młodzież co roku. Witamy was jako dzieci, żegnamy jako dorosłych i patrzymy jak uciekacie w świat, tworzyć rzeczy piękne i wzbudzające w naszych sercach zachwyt i satysfakcję, że dane nam było przyczynić się do waszego sukcesu. Wiem dobrze, że wielu z was wydaje się, że Hogwart nie jest miejscem, które będą wspominać dobrze, ale jako absolwent tej placówki powiem wam jedno: bzdura. Zobaczycie, że stres, którego najedliście się pod koniec nie tylko opłaci się, ale i minie, aż zatrze się w świadomości, by dać miejsce jedynie wspomnieniom dobrym. Kiedyś nawet, kiedy to będziecie odprowadzać na dworzec King Cross swoje dzieci wspomnicie moje słowa i uśmiechniecie się duchu, a teraz... teraz pozostaje wam jedno z tych pięknych wspomnień stworzyć. Przypominam wszystkim, że znajdująca się przy wejściu urna służy do głosowania na króla i królową balu wiosennego, wybieranych spośród uczniów i uczennic klas siódmych. Przypominam również o tym, że w zamku wyznaczone są patrole, więc nie próbujcie niczego zmajstrować - o wszystkim się dowiemy. - w głębi duszy wiedział, że i tak będzie sprzątał po tych gałganach jakieś psikusy - Z tego miejsca pragnę również poinformować, że pani Adara Fletcher została oficjalnie awansowana na stanowisko dyrektorskie, a miejsce po niej, na stołeczku niżej zajął nie kto inny, jak marszczący tam w kącie brwi profesor Bułhakow. Odwiedził nas również profesor Biblethump, którego serdecznie proszę o zabranie głosu.
Woźny odkaszlnął, pchając wózeczek w stronę podestu i jakimś cudem wtoczył go na górę. Biblethump mówił głosem cichym, lecz dzięki wzmocnieniu go zaklęciem - dla wszystkich słyszalnym.
- Droga kadro, z którą przyszło mi się pożegnać w tym roku - jestem wyjątkowo zadowolony z przesunięć wykonanych po moim odejściu. Uważam, że awansowano osoby jak najbardziej kompetentne - chociaż wolałby, żeby wicedyrektorem został jego przyjaciel - i cieszę się, że zostawiam Hogwart w dobrych rękach. Drodzy pracownicy, cieszę się widząc wasze twarze na Balu Wiosennym. Sami wiecie, że zawsze uważałem was za najbardziej niedocenionych bohaterów, działających w naszym cieniu, a jednocześnie ratujących nas z opresji przy każdej możliwej okazji. Drodzy nauczyciele - kolejny ciężki rok za wami, ale mam nadzieję, że widok tych wszystkich dzieci daje wam wystarczające poczucie spełnionego obowiązku, by teraz odetchnąć z ulgą i zatańczyć z nimi pierwszy taniec. Uczniowie, drodzy uczniowie, to dla was, nie dla siebie zbieramy się tutaj pierwszego września, dbamy o wasze bezpieczeństwo i interesy. Jako ktoś, kto całe swoje życie poświęcił nauczaniu mogę z dumą stwierdzić, że nigdy nie pożałowałem ładowania czasu i energii w nowe pokolenia. Obserwowałem was przez te wszystkie lata i spostrzegłem, że jesteście inni. Każdy rocznik to powiew świeżości, nowych charakterów, temperamentów, umiejętności, na którego rozwój mogłem patrzeć przez siedem lat... to cudowne, kiedy o tym myślę. To cudowne, że pędzicie do przodu, silni i gotowi do starcia z dorosłym życiem i chociaż wielu z was waha się teraz - wiedzcie, że nie macie powodów, by obawiać się przyszłości, zwłaszcza w tych czasach, kiedy to młodzi przejmują świat. Bawcie się dzisiaj dobrze! Uczyńcie z tej nocy noc niezapomnianą.
I wtedy, gdy mężczyźni zniknęli z widoku, z powodu nieobecności pani Fletcher wszystkie oczy zwróciły się w kierunku Bułhakowa.
- On też będzie tyle pierdolił? Zabijcie mnie. - wymsknęło się komuś z tłumu.


szkoła óczy xd
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 10:37

Przejechała wzrokiem po jasnowłosym Krukonie, na którym często lubiła zawieszać oko, bo też zawsze było na co popatrzeć. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy mignęły jej jego kolorowe skarpetki. Kiedyś myślała, że mogliby zostać kolegami, ale bała się do niego odezwać. Jak do większości osobników płci męskiej. Jej uwadze nie umknęła również dziewczyna z chustą na głowie. Czy to była ofiara Klubu Pojedynków, o której słyszała już plotki? Z włosami, czy bez, prezentowała się bardzo elegancko.
Również jej kuzynka pojawiła się na sali. Normalnie by do niej podbiegła i zarzuciła komplementami, jednak... no, Morrigan nie była sama. Nieznany Nadziejce chłopak był wystarczającym powodem, żeby zostać na miejscu. Pomachała jej jednak z uprzejmym uśmiechem, kiedy ta zerknęła w stronę stolików.
Jej wzrok powędrował również za profesorami pojawiającymi się na sali. Bułhakow w jakimś drogo wyglądającym stroju. Profesor Fraser w kilcie, który u Nadziejki wywoływał za każdym razem szeroki uśmiech. Po prostu kochała przywiązanie do tradycji.
Już po chwili w sali pojawił się były dyrektor. Narażony on został na wzrok Nadziejki pełen współczucia i życzeń powrotu do stanu jak najlepszego, drugiej młodości, w ogóle żeby było sto na dziesięć.
Przemowa otwierająca bal.
Całkiem śmieszkowa, no ale tego się można było spodziewać. Natomiast przemowa dyrektora... Od pierwszych słów Nadzieja nabrała dramatycznego nastroju. Wzruszyło ją każde słowo ciężko wypowiedziane przez czarodzieja, którego uwielbiała od początku swojego pobytu w Hogwarcie. No bo w końcu dyrektor, to musiał być najlepszy, najbardziej szanowany i inne takie. Powstrzymała się jednak od zbędnych kropli łez. Może, gdyby to był jej ostatni rok... Eh. I to było smutne, że jej rocznika dyrektor już nie pożegna. Pani Fletcher nie była zła, absolutnie nie, jednak po prostu to nie będzie to samo.
Westchnęła ciężko i może trochę zbyt głośno, po czym przyłączyła się do oklasków, które z pewnością rozbrzmiały w sali po przemówieniu dyrektora. Również i ona wbiła wzrok w Bułhakowa, a może bardziej w jego ubranie. Musiała zasłonić ręką usta i zakasłać, żeby zasłonić parsknięcie śmiechu, które się jej prawie wymsknęło słysząc słowa kogoś z tłumu. Raczej nie sądziła, że profesor B. będzie jakoś specjalnie się rozwodził nad tym wszystkim.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Kapitan i szukający Srebrnych Wiwern, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Akacja, pióro z ogona feniksa, 14 i 3/4 cala, niezwykle giętka. Ciemna i cienka, szorstka, matowa, absolutnie nieelegancka - lekko zakrzywiona, surowa. Jedynymi zdobieniami są żłobione w niej runy i znaki oraz duży szafir umieszczony w jej nasadzie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Verdimilous, Protego, Riddiculus, Petrificus Totalus, Avifors, Reparifarge, Accio, Alohomora, Finite, Wingardium Leviosa, Slugus Eructo, Jęzlep, Oculus Lepus, Obscura, Baubillous
OPIS POSTACI: Nieskazitelna perfekcja. Tak w dwóch słowach mogłaby opisać Morrigan osoba widząca ją po raz pierwszy. Perfekcyjne włosy, perfekcyjne ciało, perfekcyjny uśmiech, perfekcyjne ubranie i perfekcyjne stopnie. Obiektywnie patrząc - niczego jej nie brakuje, skromnie mówiąc. Choć może jest zbyt niska, bo mierzy ledwie sto sześdziesiąt centymetrów, fakt ten znika tłumiony przez szereg jej innych zalet. W prezencie od matki natury dostała wszak cudowną figurę, o którą nic a nic nie musi dbać. Może poszczycić się łabędzią szyją, wąskimi ramionami i klatką piersiową, biustem jędrnym, niezbyt dużym, ale i nie takim, który można by było nazwać małym; wąską talią, płaskim brzuchem, szerokimi biodrami, okrągłymi, pełnymi pośladkami, długimi, zgrabnymi nogami, kobiecymi dłońmi z delikatnymi, smukłymi palcami zakończonymi zadbanymi paznokciami. Jest też śmigła i gibka. Jej porcelanowej cery zazdrości niejedna dziewczyna. Tylko nieliczni przyglądają się na tyle, by dostrzec rysujące się wyraźnie pod jej bladą skórą żyły - na ramionach, klatce piersiowej, udach i nadgarstkach. Większość jest zbyt zajęta podziwianiem jej twarzy, która niezaprzeczalnie należy do urodziwych. Cera bez skazy, wysokie czoło, prosty, wąski nos z małym końcem, szczupłe policzki łatwo oblewające się rumieńcem, pełne, delikatne i wydatne, malinowe usta rozciągnięte w tajemniczym, zadziornym uśmieszku, zdolne nie tylko do ułożenia się w tysiące różnych grymasów i charakterne, ostre brwi - komponujące się w jedną, harmoniczną całość. Punktami najbardziej przykuwającymi wzrok są zaś niewątpliwie jej oczy, otoczone gęstym wieńcem długich rzęs, rzucających na jej kości policzkowe wierzbowe cienie, nadające jej twarzy subtelnego powabu. Duże, o migdałowym kształcie, z zewnętrznymi kącikami uniesionymi do góry, czystych, chłodnych błękitnych tęczówkach. Rzucające twarde, przeszywające spojrzenia. Mówi się, że oczy są obrazem duszy - i w jej oczach można dostrzec wszystko; trzeba się tylko przyjrzeć. A mało kto to robi, będąc wystarczająco urzeczonym powierzchownym wrażeniem. Jej cudną twarz okalają białosrebrzyste pukle zdrowych, lśniących włosów, sięgających dziewczynie niemal do krzyża. Falują delikatnie w rytm jej lekkich, miękkich, kocich kroków pełnych niewypowiedzianej gracji. Zawsze wyprostowane plecy i dumnie uniesiony podbródek oraz wypięta pierś nadają jej postawie elegancji i arystokratycznej wyższości. Wrażenie to potęguje jej mocny, zdecydowany, głęboki głos chłodnej barwy i czysty, dźwięczny śmiech, który równie doskonale wyraża radość co mściwą satysfakcję. Z całej jej postawy bije niezwykła, eteryczna aura, którą z pewnością może zawdzięczać krwi wili płynącej w jej żyłach. Wiele by dała, by nie roztaczać wokół siebie takiego wrażenia, które nie jest burzone przez nawet największe potknięcie. Niezdarność u niej odbierana jest jako "urocza", aniżeli "zawstydzająca" i "niepoważna". Zawsze unosi się za nią krystaliczny, mocny, ostry zapach konwalii.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t395-zwierzyniec-morrigan#643 http://mortis.forumpolish.com/t467-notatki-morrigan http://mortis.forumpolish.com/t394-skrytka-nr-1024#642
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 14:31

Uniosła powoli brwi, słysząc Alexandra. Naprawdę, przesadziła? Czyżby jej obawy się sprawdziły? Już miała przygryźć wargę z zakłopotaniem, kiedy dotarło do niej, gdy tak patrzyła w górę, w jego twarz, że nie ma nic złego na myśli. Przeciwnie - to chyba miały być komplementy w jego wykonaniu. Zachichotała więc mimowolnie pod nosem, nieudolnie próbując powstrzymać wymykający się jej spomiędzy warg dźwięczny śmiech. Od tej strony Krukona nie znała.
- Wiesz, szczerze mówiąc, gdybym mogła, postawiłabym na coś odrobinę skromniejszego - wzruszyła ramionami Morrigan, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy z chłopakiem. - Niemniej, dziękuję. Cieszę się, że ci się podoba - uśmiechnęła się delikatnie, ale ciepło, zachęcająco, jakby wyczuwając, że jej partner czuje się odrobinę nieswojo. Poza tym, została przecież wyuczona, że za komplement, niezależnie od tego jak był pokraczny i nieudolny, zawsze należało podziękować.
- Znacznie bardziej wolałabym od tytułu królowej balu otrzymać tytuł najlepszego absolwenta - westchnęła. - Z resztą jeśli chodzi o ten pierwszy, jest sroga konkurencja.
Niewątpliwie jej matka byłaby w siódmym niebie, gdyby Ślizgonka otrzymała oba ze wspomnianych tytułów. Chluba rodziny i tak dalej. I chociaż dziewczyna nie mogła dbać mniej o to, czy zostanie królową balu, czy też nie, fakt, że miałaby przegrać z kimkolwiek, nawet w czymś tak błahym jak konkurs piękności czy też popularności, odrobinę, bardziej niż była gotowa przyznać, ją irytował. Wiedziała, że jej główną rywalką jest śliczna i miła, lekko zakręcona panna Lovegood. Była cieplejsza, więcej się śmiała. I była z Ravenclawu, który mimo wszystko cieszył się znacznie lepszą reputacją wśród innych domów niż Slytherin.
Na widok stołów wszystkie te nieprzyjemne myśli zniknęły z głowy Black. Zaśmiała się cicho, kiedy Avery konspiracyjnym szeptem wyjawiał jej swój plan. Gdy był tak pochylony, mogła równie tajemniczo szeptać mu do ucha.
- Wszystko, oczywiście! - sapnęła, jakby to było coś zupełnie jasnego.
- Plan niezły. Zrobimy tak - mruknęła do niego cicho - zaczniemy od tej strony... - wskazała na stół ze słonymi przekąskami i czymś bardziej treściwym - ...a potem będziemy się sukcesywnie przesuwać w kierunku deserów!
Jak powiedziała, tak zrobiła. Zamierzała korzystać z tego, że nie jest na żadnym z tych przyjęć pełnych oceniających każdy jej najmniejszy ruch bufonów. Była strasznym łakomczuchem i tym razem chciała sobie trochę pofolgować.
- Tylko pamiętaj - rzuciła jeszcze, kiedy chwyciła pucharek z sokiem dyniowym w jedną rękę, a w drugą pusty talerz, na który zamierzała nakładać sobie wszelkie smakołyki - osłaniaj mnie. Jakby co, to zrzucę na sierotki, albo powiem, że trzymam twój drugi talerz. Jesteś taki wysoki, na pewno każdy zrozumie, że musisz jeść dwa razy tyle co inni.
Morrigan puściła chłopakowi oko i zabrała się do wybierania. Miała nadzieję, że przed oficjalnym rozpoczęciem, czyli przed tym, jak wszyscy się zbiegną, uda im się pochwycić najlepsze kąski. Podczas okupowania stołów z jedzeniem rozglądała się po sali. Uśmiechnęła się delikatnie do Carrowa, gdy tylko pochwyciła jego spojrzenie i udała, że nie widzi jego partnerki, skrupulatnie omijając ją wzrokiem. Odmachała swojej kuzynce z szerokim uśmiechem i gestem dłoni zachęciła ją, aby podeszła. Chętnie zamieni z nią kilka słów i przedstawi swojego partnera - wiedziała, że Nadzieja była trochę speszona obecnością nieznajomego. Gdy zaś zauważyła Anastasię, wyszczerzyła się do niej szeroko i pomachała energicznie. Wyglądała jednak na dość zajętą swoim partnerem, którego Black kojarzyła z meczów quidditcha, więc na razie zdecydowała się nie podchodzić. Posłała za to jeszcze nieśmiały, delikatny uśmiech w kierunku profesora Bułhakowa i stojącego obok profesora Frasera, kiedy tylko ich dostrzegła.
Chwilę potem była zmuszona oderwać się na chwilę od stołu, gdyż zaczęła się przemowa otwierająca Bal Wiosenny. Była... Cóż, taka sama jak zwykle. Ślizgonka klaskała delikatnie w odpowiednich momentach, nawet zaśmiała się cicho na żarcik Wiśni, jednak jedynie z grzeczności. Nie obyło się również bez wpadki (co za zaskoczenie), ale dziewczyna udała, że zupełnie jej nie zauważyła, bo tak wypadało. Następnie przeniosła spojrzenie na profesora Bułhakowa i ze swoim tajemniczym półuśmiechem przyłączyła się do zachęcających braw.


baby we both know
that the nights were mainly made
for saying things that you
can't say tomorrow day
avatar
Prefekt Gryffindoru, Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Cyprys, 13 cali, pióro z ogona feniksa, barwiona na fioletowo
OPANOWANE ZAKLĘCIA: /
OPIS POSTACI: Maurycy to niewysoki, bo mierzący 172 centymetry wzrostu, wiecznie roześmiany chłopak o urzekająco słodkiej buzi. Oczy ma szarozielone, włosy brązowe, ścięte do brody, zwykle nieuczesane i roztrzepane. Do garnituru zaczesuje je za uszy. Posiada na lewym udzie znamię w kształcie serduszka. Na brodzie widoczny jest już delikatny zarost.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t629-sowa-maurycego http://mortis.forumpolish.com/t639-dzienniczek-maurycego#3294
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 16:58

Maurycy osobiście czuł się w swoim stroju trochę dziwnie, ale nie zwykł narzekać na tak błahe sprawy jak szaty balowe chociażby, więc nie narzekał. Jedyną rzeczą z nimi związaną, której nie potrafił zignorować było to spojrzenie Anuszki, wpatrującej się w rzędy koron i falban z fascynacją w oczach. Trochę go to krępowało, chociaż nie wiedział czemu, jednakże nie śmiał zwrócić jej uwagi. Skoro chciała to robić - niech to robi, póki nie czuł się zbyt niezręcznie.
- Naprawdę? Wydawało mi się, że twoja sukienka należy do tych bardziej nowoczesnych. - zamyślił się. Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia o zasadach kierujących modą - sugerował się po prostu kreacjami pań odwiedzających bankiety jego rodziców, a że były one organizowane często, to miał sporo okazji, by się im przypatrzeć. Uśmiechną się na komplement, które nie potrafił skomentować, więc zarumienił się dziko. Pąs spróbował zatuszować bezradnym rozejrzeniem się po sali, ale było już za późno. Kobiety zawsze widziały i pławiły się tym, że mają faceta w garści, chociaż Maurycy jako totalny amator w sprawach damsko-męskich jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy i sądził, że unik wyszedł mu zawodowo.
- Nie martw się, Anuszka, mam żelazny żołądek i naprawdę dużo energii na dzisiejszy wieczór. - zapewnił otwarcie, darując sobie wspomnienie, że ćwiczył w dormitorium w nowych śmigaczach, żeby je odpowiednio rozchodzić. Troszkę się z niego ponabijali, ale co z tego? Nie mógł je przecież zawieść.
- Prawdę powiedziawszy jeszcze nie oddałem głosu, chciałem to zrobić na balu. Planuję wrzucić karteczkę na Yvon i Masciusa, a ty? Słyszałem, że dużo osób zbojkotowało wybory i dopisywało własnych kandydatów. Pewnie dużo dziewczyn głosowało na Seymoura. - wyjaśnił spokojnie, zupełnie nieświadomy tego, że jego partnerka odrzuciła propozycję Hardyego, żeby się z nim wybrać. Dotarłszy do latających poczęstunków rozejrzał się w poszukiwaniu fontanny czekolady, ale takowej nie dostrzegł. Dopilnuje, żeby naprawić ten błąd w przyszłym roku!
- Na brodę Merlina, na tamtym stole są galaretki mięsne. Przecież to jest rosół w stanie stałym. - zszokował się otwarcie, marszcząc te swoje brewki w panicznym ataku śmiechu, przerwanym wejściem do sali profesorów. Jako prefekt musiał się przecież zachować. Wysłuchał przemówienia spokojnie, po czym wyhaczył z tłumu dziewoję, która odważyła się rzucić takim tekstem. Wykonał palcami gest serii "mam cię na oku ty niewychowana pyro" i odgryzł nogi bogu ducha winnemu pierniczkowi, wpatrując się w Bułę Naczelną.
avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 18:50

Na ustach dziewczyny pojawił się nieco szerszy uśmiech, kiedy zauważyła minę Ururu, po zrobieniu mu zdjęcia. Większość osób reagowała w podobny sposób, więc wcale mu się nie dziwiła. Gdyby tak dobrze się nad tym zastanowić, Puchonka również chowałaby się przed obiektywem, aby nikt nie zrobił jej żadnego zdjęcia. Na całe szczęście, to ona dzierżyła w dłoniach aparat i nikt nie miał okazji, aby zrobić jej fotografię. Chyba, że na balu będzie krążył jeszcze jeden fotograf. Nawet i wtedy Clemen miała idealną wymówkę, aby schować twarz za swym dużym aparatem. Ewentualnie za Ururu, jeśli będzie w miarę blisko.
- Twój, czy nie twój... I tak jesteś na nim.
Wzruszyła delikatnie ramionami, nie przerywając robienia zdjęć. Przez drzwi do Wielkiej Sali wchodziło coraz to więcej par i coraz to więcej osób, którzy osób towarzyszących nie mieli. Addyson nie mogła zmarnować okazji, by nie zrobić zdjęcia Yvon w jej stylowej chuście na łysej głowie. Zaraz po zrobieniu zdjęcia, odruchowo stanęła za plecami młodszego Ślizgona, na wypadek, gdyby Hennessy chciałaby się na nią rzucić. Puchonka miała sukienkę pożyczoną od Kaylin i nie miała zamiaru jej zepsuć.
- Wydaje mi się, że akurat o jedzeniu nie zapomnieli.
Skwitowała cicho i wyszła dopiero, kiedy Gryfonka zniknęła za drzwiami Wielkiej Sali. Szóstoklasistka zrobiła jeszcze kilka zdjęć, w tym opiekunowi jej domu, aż w końcu spojrzała na Ururu.
- Chyba mam już dostatecznie dużo zdjęć tutaj. Może wejdziemy już do środka?
Zaproponowała nieśmiało, nie za bardzo wiedząc jak ma go o to poprosić. Jako prefekt nie powinna się spóźnić na bal, chociaż z pomieszczenia można już było usłyszeć pierwsze głosy przemowy byłego dyrektora. Bez zastanowienia chwyciła Ślizgonka za rękę w okolicach łokcia i pociągnęła go do wnętrza Wielkiej Sali, cicho wślizgują się przez drzwi, aby nie przeszkodzić w mowie powitalnej.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 19:03

Spoglądał na ludzi, którzy go mijali. Dostrzegł nawet swojego kolegę Fletchera. Dosyć dawno go nie widział. Nie spodziewał się, że przyjdzie.
Właściwie to było niesamowite, jak bardzo inaczej niż zwykle wszyscy wyglądali. Szczególnie dziewczyny, które ze szminką i innymi takimi do oczu dodawały sobie kilka lat. Ururu chyba nie lubił szminek. Jego mama się nie malowała. Tylko czasami oczy, jak gdzieś wychodziła z tatą. Cóż, przy tak podniosłym nastroju nie miał zamiaru zagubić się w takich myślach.
Raz, dwa, trzy, jego umysł znowu krążył tylko wokół Hogwartu, a oczy akurat opadły na dziewczę w chuście na głowie. Oryginalnie. Tylko czemu Addyson schowała się za nim.
- Coś się stało? - spytał nie wiedząc, czy może się ruszyć. Bo podejrzewał, że dziewczyna się po prostu chowa. Nawet nieświadomie położył sobie ręce na biodra, żeby wydawać się szerszym i lepiej ją ukryć.
Jedzenie. Pewnie wszystkie najlepsze kąski już zniknęły. Ale no w końcu nie dla tego tutaj jest. Będzie musiał tańczyć. W głowie powoli układała mu się lista dziewcząt, które mógłby ewentualnie zaprosić na parkiet. Może przy okazji uda mu się odkryć tajemniczą adoratorkę. Ciekawie.
- Oczywiście, w końcu już się zaczyna - odpowiedział dając się złapać i wprowadzić do Wielkiej Sali. Chyba powinno być na odwrót, ale trudno. Już go złapała, niezbyt wiedział jak w takich sytuacjach sobie radzić. Chyba spyta o to Mistrza. Swoją drogą powinien już tu chyba być...
Rozejrzał się gwałtownie po sali, stając nawet na palcach i wyglądając znajomej (i uwielbianej) twarzy. W końcu kto jak kto, ale Mistrz J.Lo znał się na kobietach, aczkolwiek o tym jeszcze z nim nigdy nie rozmawiał. W końcu było wiele innych bardziej interesujących tematów. Na przykład powstania goblinów.
avatar
Pielęgniarka

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Głóg; Pancerz Kikimory; 13
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Zaklęcia szkolne: 1. ENERVATE 2. EPISKEY 3. ACCIO 4. ALOHOMORA 5. BOMBARDA 6. FINITE 7. REPARO 8. TERGEO 9. WINGARDIUM LEVIOSA 10. EXPELLIARMUS 11. FUMOS 12. PROTEGO 13. DIFFINDO 14. DRĘTWOTA 15. LOCOMOTOR MORTIS 16. AVIFORS 17. FLIPPENDO 18. LUMOS MAXIMA 19. PORTUS 20. REDUCTO 21. ZAKLĘCIE KAMELEONA 22. EVERTE STATUM 23. MIMBLE 24. PETRIFICUS TOTALUS Zaklęcia łatwe: 1. ANAPNEO 2. RENNERVATE 3. IMPEDIMENTA 4. SAGITTENT 5. STELEUS 6. REPLEO 7. ANIMO LEPORE 8. BONUM IGNIS 9. REPARIFORS 10. CARPE RETRACTUM 11. CISTEM APERIO 12. PESKIPIKSI PESTERNOMI 13. EBUBLIO 14. SAGITTA SURCULUS Zaklęcia trudne: 1. FERULA 2. ADVERSUM 3. GELATA CEREBRUM 4. ARRESTO MOMENTUM 5. FINITE INCANTATEM 6. VULNERA SANATUR 7. SERPENSORTIA 8. GELATA CEREBRUM 9. TURBINE IGNISIS
OPIS POSTACI: Charlotte w trakcie swojego dzieciństwa nigdy nie była specjalnie ładna. Zawsze wolała trzymać się w grupie osób, z którymi się przyjaźniła i wiedziała, że nie będą się z niej za plecami wyśmiewać. Cóż... Trzeba było przyznać, że Charlotte była po prostu gruba. Nie chodziło tu o kilka nadprogramowych kilogramów, tylko o dość sporą nadwagę z którą zmagała się przez znaczną część swojego dzieciństwa. Zawsze jednak starała się nadrabiać wszystko dobrym humorem. Obelgi i wyzwiska kierowane w jej stronę zawsze były odwracane przez Pannę Mark w żarty. Do tej pory często zdarza jej się powiedzieć coś nieodpowiedniego do danej sytuacji, co wywołuje śmiech u jej rozmówców. Dopiero, kiedy zaczęła dorastać, jej ciało zaczynało przybierać bardziej kobiece kształty. Nadmiar kilogramów z czasem całkowicie zanikł, kiedy urosła do 170cm, co pozwoliło dziewczynie na zawieranie nowych znajomości w nowej szkole, która okazała się być Niewidzialną Szkołą Magii. Do tajemnic należy jednak fakt, czy jest podobna bardziej do swej rodzicielki, czy raczej ojca. Chociaż ma bardzo dobry kontakt ze swoimi przybranymi rodzicami i bardzo ich kocha, w żaden sposób nie jest do nich podobna. Od swoich biologicznych rodziców udało jej się odziedziczyć czarno-brązowe włosy (zależnie od padającego na nie światła) i niebieskie oczy. Jednym spojrzeniem potrafi ocenić, czy osoba, z którą właśnie rozmawia próbuje ją okłamać. Podczas uśmiechania się (co robi dość często) w jej policzkach pojawiają się urocze dołeczki. Z reguły jest osobą ciepłą i przyjaźnie nastawioną, co nie oznacza jednak, że pozwoli wejść sobie na głowę pierwszemu-lepszemu uczniakowi.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t569-przytulanki-charlotte http://mortis.forumpolish.com/t614-ksiega-charlotte http://mortis.forumpolish.com/t570-skrytka-numer-8468#2610
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 19:26

Pojawiła się na balu nie po to, aby jeść, nie po to, żeby potańczyć... W dużej mierze wcisnęła się w niebieską sukienkę tylko dlatego, aby być blisko osób ze skręconymi kostkami, złamanymi palcami i bolącymi brzuchami. Poza tym wydawało jej się, że powinna pojawić się na balu klas siódmych, bo nawet jeśli nie pracowała tu zbyt długo, aby gościć ich wszystkich w swoim Skrzydle Szpitalnym, z niektórymi z nich miała już styczność i chciała poobserwować jak uczniaki korzystają z uratowanych kończyn.
Nic więc dziwnego, że w Wielkiej Sali pojawiła się spóźniona. Weszła do środka mniej więcej w momencie, kiedy były dyrektor kończył już swoją przemowę. Skrzywiła się lekko, bo naprawdę chciała usłyszeć, co też ten biedny staruszek ma ochotę przekazać.
Niestety, za wszelką cenę chciała wypuścić wszystkich uczniów ze Skrzydła Szpitalnego, aby mogli udać się na bal. Uwijała się naprawdę szybko i dopiero, gdy ostatnia osoba opuściła szpitalne łóżko, mogła udać się do swojego gabinetu, gdzie już czekał na nią jej strój. Pospiesznie się ubrała, ułożyła włosy w rozpuszczone fale i wsunęła stopy w buty. Problem pojawił się, gdy jej wzrok padła na biurko, gdzie samotnie leżała jej zdobiona na biało różdżka. I gdzie ona niby miała ją wcisnąć? W zamyśleniu podrapała się po policzku i wpadła na chyba najlepsze rozwiązanie z możliwych. Wygrzebała z szafki czarną, zapomnianą podwiązkę. naciągnęła ją na udo i włożyła za nią różdżkę. Ogromnie zadowolona, wygładziła suknie na brzuchu i opuściła gabinet.


avatar
Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio giętka, włos w głowy wili, sekwoja
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Zaklęcia szkolne: 1. Protego 2. Drętwota 3. Reparifarge 4. Accio 5. Alohomora 6. Lumos 7. Reparo 8. Enervate 9. Aquamenti Zaklęcia łatwe: 1. Utevo lux
OPIS POSTACI: Mierzący metr siedemdziesiąt piętnastolatek, który mimo wielkiego apetytu nie musi martwić się o swoją wagę. Należy do tych szczęśliwców, którzy mogą jeść i nie tyć, co jest przedmiotem zazdrości wielu jego koleżanek. Problemem jest jednak to, że mięśniaka raczej z siebie nie dałby rady zrobić, bo po prostu nie miałby z czego rzeźbić. Finn nie odziedziczył rodzinnych rudych włosów. Na szczęście. Naturalnym kolorem jest ciemnoczekoladowy brąz, który jaśnieje, gdy dłużej posiedzi na słońcu i tu niestety pojawiają się rudawe refleksy. Nie przykłada aż tak wielkiej wagi do tego, by je układać, więc często kosmyki odstają niesfornie na wszystkie strony, pchając mu się również do oczu, co wybitnie go irytuje. Mimo tego unika nożyczek, jeśli nie są serio potrzebne. Za wielki plus swojego wyglądu uważa oczy, które przyciągają swoim niebieskim kolorem, niekiedy wpadającym w zielonkawy. Ponoć kolor jest tak głęboki, że można się w nim utopić, ale ofiar jeszcze się nie doczekał. Nieznacznie naturalnie uniesione kąciki ust nadają mu pogodnego wyrazu twarzy, poczucia, że można mu zaufać i w razie problemów wygadać się ze swoich zmartwień. Trudno mu zachować przez to powagę, a nawet jeśli mówi coś naprawdę dla niego ważnego, ludzie nie zawsze odbierają go właściwie, czasem traktując jak wiecznie uśmiechniętego pajaca.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t513-zwierzeta-finniana http://mortis.forumpolish.com/t512-skrytka-nr-356
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 22:20

Właściwie to nie miał jakiegoś większego powodu, by zjawiać się na Balu Wiosennym. Może jedynie taki, by móc zjeść coś dobrego i sprawdzić w jakie kreacje wcisnęły się uczennice Hogwartu. Głównym jednak argumentem za tym, by zaszczycić swą obecnością Wielką Salę tego wieczora była chęć pokazania się z bardziej ogarniętej i eleganckiej strony. W końcu kto wie, może to była okazja do spotkania jakiejś wielkiej miłości. W końcu nigdy nie powiedział Wittermore, że ją lubi bardziej niż powinien, przez co czuł, że nie ma u niej nawet krzty szansy. Tym bardziej, że zawalił i nawet jej nie zaprosił na tę uroczystość.
Pierwsze za co zabrał się, gdy chodziło o szykowanie się na Bal był dokładny prysznic i podcięcie włosów. Chciał dzięki temu wyglądać na dojrzalszego, przy okazji nie musząc martwić się o jakieś odstające kosmyki. Cały strój natomiast miał już uszykowany na łóżku, by nie bawić się na ostatnią chwilę w szukanie pasujących do siebie części garderoby. Szczerze mówiąc, nawet nie miał pojęcia skąd w jego szafie znajdował się garnitur. Zgadywał, że to rodzicielka wcisnęła mu go do kufra na okazje właśnie takie, jak ta. Wcisnął na siebie czarne spodnie, białą koszulę i do tego muchę, z którą męczył się przynajmniej piętnaście minut, by wyglądała prawie idealnie. Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze, z dumą stwierdzając, że prezentuje się całkiem, całkiem. Odwrócił się i zmniejszył dystans między swoją szafką nocną, z której wyciągnął jakieś swoje pachnidełko. Szczerze mówiąc jego węch należał do słabych, więc psiknął się tylko raz, by czasem nie przesadzić z intensywnością zapachu, którego praktycznie nie wyczuwał swoim nosem. Ważne, że coś tam było, w bliżej nieokreślonym, aczkolwiek przyjemnym zapaszku. Stwierdzając, że o niczym nie zapominał, wcisnął różdżkę w wewnętrzną kieszeń marynarki, którą przywdział i opuścił pokój.
Droga do Wielkiej Sali dłużyła mu się, a im bliżej był, tym bardziej czuł się zestresowany, choć nie było do tego szczególnego powodu. Prawdopodobnie i tak wmiesza się w tłum, przy pomyślnych wiatrach może nawet uda mu się zatańczyć przy jednej czy dwóch piosenkach, a resztę czasu spędzi przy stoliku, przyglądając się bawiącym. Gdy dotarł, było już po wielkiej przemowie, a znajdujący się tam ludzie skupiali się na swojej balowej parze. Wychwycił kilka znajomych twarzy, a widok wystrojonych dziewcząt całkowicie go onieśmielił. Nawet jego aktualnie łysa siostra prezentowała się wyjątkowo ładnie i choć często sobie dokuczali, w tym momencie było mu jej szkoda, gdyż zdecydowanie brakowało jej rudych kosmyków.
Do wolnego stolika podszedł tak, by nie być jakoś szczególnie zauważonym, a i tak nie liczył na to, by ktoś zwrócił na niego uwagę. Sadowiąc się wygodnie, rozejrzał się po całej sali, wodząc wzrokiem po kolejnych uczniach, w końcu zawieszając oko na tej, którą najbardziej chciał ujrzeć - na Kaylin. I o ile na modzie totalnie się nie znał, musiał przyznać, że wyglądała... Nawet nie umiał tego jakoś stosownie określić. Ładnie? Wydawało mu się, że to brzmi zbyt pospolicie. Dlatego też w duchu stwierdził, że blondynka wygląda po prostu zjawiskowo. Całość tego wszystkiego psuła tylko jedna osoba - Carrow, na którego widok poczuł małe uczucie zazdrości w klatce piersiowej. I o ile w głowie miał wizję piorunów trzaskających w tego pięknisia, starał się wyglądać naturalnie i nie przyglądać im się zbyt długo jak jakiś stalker. Nie mając zamiaru psuć sobie humoru na wstępie, kontynuował sunięcie patrzadłami po wnętrzu, tym razem skupiając się na dekoracjach.
avatar
Bezrobotny

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 i ¾ cala, berberys i wąsy trolla, bardzo sztywna. Bardzo delikatna, wąska różdżka z jasnego drewna, pozbawiona jakichkolwiek ozdób.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ACCIO – ADVERSUM – ALOHOMORA – ANAPNEO – ANESTHESIA – BONUM IGNIS – CHŁOSZCZYŚĆ – CISTEM APERIO – COLLOPORTUS – NON CONFRINGETUR – ENERVATE – EPISKEY – ERECTO – EXPELLIARMUS – EXTINGUETUR IGNIS – FERULA – FINITE – FINITE INCANTATEM – FLIPPENDO – HOVERUS – IMPERTURBABLE – IMPERVIUS – LANUAE MAGICAE – LUMOS MAXIMA – NOX – PROTEGO HORRIBILIS – REJICIUNT APPELATIONIS – RENNERVATE – REPARIFARGE – REPARO – SEZAM MATERIO – SICCUM – SPONGIFY – TERGEO – WINGARDIUM LEVIOSA
OPIS POSTACI: Przeciętnego wzrostu, rudy mężczyzna o zielonych oczach, smukłej sylwetce i bogatej kolekcji wełnianych swetrów we wszystkich kolorach tęczy. W dobrym świetle można go nawet uznać za przystojnego, o ile zignoruje się jego zapadłe policzki i lekko złamany nos. Przydługie (miejscami sięgające aż do połowy karku – czasem nawet do ramion, gdy mężczyzna uzna, że wybranie się do fryzjera, który wie co robi, jest zbyt męcząca) proste włosy i broda są wyraźnie zadbane, a noszone przez niego ubrania za swoje ceny powinny być zszywane złotą nicią i samoczynnie się prać – ot, uroki pochodzenia z obrzydliwie bogatej rodziny.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t657-ptaszarnia#3435 http://mortis.forumpolish.com/t656-skrytka-78#3433
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 29 Mar 2016, 23:48

Bale zdecydowanie nie były tym, co tygryski pokroju Caolána lubiły najbardziej. Feeria barw, muzyka, krzyki, rozmowy, ciągły ruch, zapachy... Każdego taki skomasowany atak na wszystkie zmysły mógłby nieco otumanić, a on sam - ze wszystkimi swoimi przypadłościami - już przed wejściem do Wielkiej Sali był stuprocentowo pewny, że rosnący w siłę ucisk w jego skroniach bardzo szybko przerodzi się w migrenę miesiąca w przeciągu kolejnej godziny.

- Wciąż uważam, że są lepsze sposoby na uczczenie tego wszystkiego w jakiś spokojniejszy sposób. - Mężczyzna westchnął cicho i - nie wiedząc co powinien zrobić z dłońmi, a nie chcąc wciskać ich do kieszeni jak jakiś naburmuszony nastolatek - zaczął, dość nerwowo jak na siebie, poprawiać butelkowozieloną muszkę.

Plusem całej sytuacji było to, że jak raz mógł założyć na siebie nowy, uszyty tuż po obowiązkowym rodzinnym spotkaniu Bożonarodzeniowym, smoking. Jeśli już musiał się pojawić i udawać, że samo odbieranie bodźców sprawia mu niemalże fizyczny ból, to chciał mieć świadomość, że przynajmniej wygląda tak, jakby mu zależało. Starannie ułożone włosy, wypolerowane buty, smoking z zielonego atłasu bez chociażby jednego wygniecenia czy śmiecia (co samo w sobie, przynajmniej w mniemaniu Irlandczyka, zasługiwało na uznanie - jakby nie patrzeć żył z trzema bardzo nachalnymi kotami) - jak żywcem wyjęty z obrazka.

Chociaż cały efekt nieco przygasał, gdy Caolán stał ramię w ramię z prawie o głowę od siebie wyższym opiekunem Gryffindoru.

- Zajmę najbardziej oddalone od parkietu krzesła. - Odezwał po chwili, zostawiając swoją nieszczęsną muszkę w spokoju i podnosząc wzrok na Costię.

Nie czekając na jakąkolwiek reakcję ruszył w stronę stolików przeznaczonych dla kadry nauczycielskiej tak szybko, jak to tylko było możliwe bez wyglądania jakby biegł po żarzących się węglach, tylko na sekundę zatrzymując się przy stole ze słodyczami i zabierając z niego dwa niewielkie talerze czaszek z galarety i miętowych ropuch.



when my skin starts crawling
i feel all your eyes on me

avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Sro 30 Mar 2016, 01:10

Graysen jako aspołeczny gnój nie posiada zbyt wielu kolegów (koleżanek?) spoza domu Kruka. Dlatego też najdynamiczniej i najbardziej ekspresyjnie reaguje na widok nikogo innego a Alexandra Averego, równego sobie wyrachowanego paniczyka, rozpuszczonego gówniarza. No tak, Carrow jest również pieprzonym, obdartym z manier draniem. Posiadawszy dostojną niewiastę u swego boku, w najlepsze zajmuje się obrzucaniem innych panien wygłodniałym spojrzeniem wilka cierpiącego na wyjątkowo śmiercionośną odmianę wścieklizny. Niektóre są przyjemnym dodatkiem, niektóre cieszą oko. Przy Morrigan czuje, że jest uprawniony do dłuższego zatrzymania wzroku, jako że towarzyszy najlepszemu przyjacielowi Graysena. Na salę schodzi się jednakże tak spora rzesza osób, że grzechem byłoby poświęcać uwagę jedynie tej dwójce.
-No popatrz, kogo my tu mamy - mówi przyglądając się parce swoich ulubionych szkolnych osobistości, a ma tu na myśli Fletchera oraz Yvon Hennessy, ogołoconą z nieco ważnej części swej indywidualności. Rudej czupryny.
-To Clemen ją tak urządziła? Słyszałem, że z ostatniego spotkania klubu pojedynków wyszło kilku poszkodowanych.
Cynicznym uśmieszkiem traktuje nieobecnego, a raczej niewykrytego przez kruczy radar, Malfoja, który to rzekomo stracił różdżkę oraz rękę w pojedynku z Gryfonką. Tego samego dnia, wywołana Hennessy pozbawiona została swej sławnej lwiej grzywy. Musiał to być wspaniały widok dla postronnego widza, aż czasami żałował, że nie przyszło mu urodzić się bardziej zapalonym do walki i tracenia wolnego czasu. Eliksiry i Quidditch, tylko to ma sens.
Stoją tak przy tym bufecie jak dwie pryszczate, nabuzowane nastolatki i plotkują o całej szkole, na Merlina, co się z nim porobiło. Ale przecież nieczęsto ma okazję do podobnych rozmów, przynajmniej nie z kimś, kto jeszcze nie zna zbyt dobrze jego myśli.
- Wiesz ile ten cały wstęp ma trwać? - bąka pod nosem do Kaylin podczas nieszczególnie ciekawej przemowy wstępnej. Aż ma ochotę uciec do pokoju, zaszyć się pod pościelą z podręcznikiem do jakiegokolwiek przedmiotu. Albo do biblioteki. Jest jasno, głośno, pstrokato i nudno. A najgorsza część jeszcze przed nim.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Matowa i skromna, nie wyróżnia się na tle innych. Brak zdobień. Rdzeń z rogu jednorożca, drewno jabłoni, sztywna, 12 cali długości. Nic specjalnego.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: BĄBLOGŁOWY, EXPELLIARMUS, RIDDICULUS, PROTEGO, CONJUNCTIVITIS, DIFFINDO, ACCIO, WINGARDIUM LEVIOSA, VERDIMILIOUS, SICCUM, EBUBLIO, LEVICORPUS, OCULUS LEPUS, UTEVO LUX, SOMNO
OPIS POSTACI: Średni wzrost, lekko podkrążone oczy od nadmiernego przesiadywania z książką po nocach. Właścicielka szczupłej, wątłej twarzy, którą okalają długie włosy o kolorze miodu akacjowego. Młoda Panienka Fitzgerald posiada kobiecą budowę ciała i długie włosy, ale na tym kończą się atrybuty kobiecości, którymi może się pochwalić. Skromny i konserwatywny ubiór, kłócący się poniekąd z jej pochodzeniem, przełamuje niekiedy mocniejszym makijażem i frywolnymi kapeluszami, nie mającymi jednak nic wspólnego z modą mugolską. Często próbuje zakryć całkowicie swoje ciało poprzez noszenie wyłącznie czarnych, workowatych szat. Preferuje stonowane kolory, a te pstrokate i przyciągające uwagę omija szerokim łukiem. Bardzo rzadko nosi dodatki i biżuterię, za wyjątkiem skromnego,złotego łańcuszka, z którym się nigdy nie rozstaje. Zazwyczaj wyprostowana lecz w jej kroku na próżno szukać gracji.  Wiecznie zachmurzony wyraz twarzy, nieobecne spojrzenie.  Czy to tylko zadumanie i wyłączenie się z realnego świata, a może to autentyczna, mroczna energia kryjąca się w jej pokrętnym umyśle i dziwnych fascynacjach? Tego nikt nie jest pewien,nawet ona sama.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t364-szatany-anastasii#520 http://mortis.forumpolish.com/t418-skrytka-numer-111
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Sro 30 Mar 2016, 03:36

Wpychając sobie do ust drugą już z kolei porcję puddingu (wcale nie były takie duże, a ze stresu biedne dziewczę nie było w stanie przełknąć treściwego obiadu) Anastasia skrupulatnie analizowała położenie sytuacji, w której się znalazła. A raczej, najbardziej dogodny kąt pod jakim powinna się ustawić, tak aby nikt nie zjechał jej od góry do dołu, gdy usta wypełniła po brzegi deserkami. Zależało jej aby dzisiejszego wieczoru dobrze wypaść, ale chęć zaspokojenia typowej, dziewczęcej cukrzycy, okazywała się silniejsza.
-Biedna Yvon - sapnęła ponuro na widok starszej Gryfonki. Istniało przecież tyle sposobów na uratowanie fryzury, a nie wiedzieć czemu, dziewczyna nie zdecydowała się na żaden. Przecież to miał być JEJ bal, kończyła szkołę i o ile Anastazjowy plan mający na celu usadzić wampira na rok dłużej nie wypali, to właśnie spędzała ostatnie chwile w tym zamku. Dlaczego więc odpuściła?
Odwróciła wzrok od fruwających frędzli i na krótką chwilkę rzuciła okiem ku wejściu do sali, a nuż ktoś znajomy właśnie wkraczał do środka.
-Jak ona ślicznie wygląda- wypaliła na głos, pozwalając żeby jej szczęka (dosłownie!) opadła z hukiem na podłogę. Morrigan Black, no jasne, nie mogło być inaczej. Zatrzęsła Maurysiowym ramieniem i przywołała go w kierunku kroczonym przez Ślizgonkę. Akurat mógł przełykać kąsek deserku. Trudno, może i się zakrztusi, ale dla takiego widoku warto poświęcić najpiękniejsze młodzieńcze lata życia.
-Zobacz na tę figurę... Co za sukienka - aż z wrażenia odstawiła na bok solidny kawał nadgryzionego ciasta orzechowego i pomachała jej nieco onieśmielona obezwładniającym blaskiem samicy alfa. Z Alexandrem również się przywitała, choć jego widok u boku Morrigan był lekkim zaskoczeniem dla ostatnio niezorientowanej w lokalnych ploteczkach blondynki. W takim razie... z kim ten pedał Malfoy miał zamiar przyjść? Ha! Może w końcu Morri poszła do rozum do głowy i olała na dobre lambadziarza i teraz frajer będzie musiał przyjść na bal ze swoim genetycznym klonem - Isabelle? Na samą myśl o tym, mogłaby rechotać w najlepsze przez calutką resztę balu, ale koniec końców zrobiłoby się biedaczce niedobrze od takiej nadmiernej projekcji gęby tlenionego gogusia.
-Mauryś, coś słabo wyglądasz, zapodam ci ponczu - skomentowała troskliwie jego paniczne rozglądanie się po sali i natychmiastową zmianę koloru policzków. Może był niedotleniony, albo widok Morri go osłabił? Kto wie, trzeba będzie go nawodnić, bo jeszcze gdzie padnie przed samym rozpoczęciem i osamotni spragnioną wrażeń i zabawy Gryfonkę.
Oddaliła się od partnera i z lekkością pospolitego gołębia pocztowego pofrunęła w kierunku stoliczka z napojami. Pochwyciła dwie szklaneczki i ekspresowo wróciła do chłopaka, wręczając mu prosto w łapkę świeżutki, pyszniutki poncz bezalkoholowy. Troszkę jej mina zrzedła usłyszawszy na kogo Maurycy zagłosował, ale mimowolne zasznurowanie wargami zakamuflowała poprzez solidny łyk ze swojego pucharka.
-Oczywiście, że zagłosowałam na Morri. Yvon nie chciałaby w takim stanie pozować do zdjęć i być w centrum uwagi... Ach, no i na profesora Liadonraja, jako króla - zachichotała machinalnie, choć próbowała powstrzymać się od podobnej, mało dojrzałej reakcji. Cholera, coś jej nie szło wczuwanie się w elegancką i okrzesaną wersję Anastasii Fitzgerald.
-Na Seymoura? A czemuż to na niego? - zapytała niewinnie, na nowo interesując się porzuconym przed chwilą kawałem ciasta - widziałeś go może gdzieś?
Brak obecności Hardego niepokoił dziewczynę, zwłaszcza jeśli brało się pod uwagę fakt… nie dostania odpowiedzi na list z odrzuconą propozycją pójścia razem na bal. Co prawda, nie pierwszy raz brunet z czystego lenistwa pozostawiał wiadomości bez odpowiedzi, ale… co jeśli się obraził? Co jeśli postanowił nie przyjść? Wprawdzie nie sądziła, aby na decyzję wpłynęłaby tą odmową, wszak Seymour mógł mieć każdą dziewczynę w szkole i to na zawołanie. Fitzgerald nikt nigdy się szczerze nie interesował i chociażby z czystej ciekawości, musiała wybrać się z osobą, która faktycznie zwracała na nią uwagę, a nie należała do ścisłego grona fitzgeraldowego haremu. Haremu przyjaciół, rzecz jasna.
Bal jeszcze się nie zaczął, a Anastasia zdążyła już się napatrzeć na multum nietypowych par, których nigdy wcześniej by ze sobą nie skojarzyła. Addyson i U...Um...Umuurruru? Kaylin i Carrow (?!) … Yvon i Fletcher? Na ich tle połączenie dwóch Gryfonów już nie wyglądało tak osobliwie jak do tej pory sądziła. Mogłaby jeszcze tak świdrować i wyławiać ze zbitej masy kolorowej gawiedzi, ale koniec końców, do sali nareszcie zaczęli schodzić się nauczyciele i pierwsze przemowy nareszcie miały miejsce. Blondynka jednym uchem słuchała, drugim zaś… cóż. Wypatrzyła sobie stojącą nieopodal Hope i dźgnęła ją w ramię, szerokim uśmiechem witając oficjalnie po raz pierwszy i tym samym zapraszając do stanięcia w rządku tuż obok Maurycego. W kupie raźniej i zabawniej!


In battle it is the cowards who run the most risk; bravery is a rampart of defense.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Sro 30 Mar 2016, 09:07

Została powitana przez kuzynkę w nieco bardziej intensywny sposób, niż ona sama to zrobiła. Prawdę mówiąc, to trochę bała się wchodzić jej w drogę w ten piękny dzień.
Ale Morrigan chciała, żeby Nadziejka podeszła. Nie miała więc wyboru i skupiając wzrok na wszystkim, byle nie na partnerze kuzynki, zbliżyła się do nich.
- Cześć - szepnęła, żeby nie przeszkodzić w przemowach. Wbiła spojrzenie na sukienkę kuzynki. Całkiem ładna. A w każdym bądź razie pasująca do dziewczny bardziej, niż jakakolwiek inna. Ale nie powiedziała tego na głos, Morri przecież wiedziała, że wygląda idealnie. Jedyne, co mogło paść z jej ust teraz, to czy nie było jeszcze wyższych facetów w szkole. Nadziejka nieco się bała obcych, a szczególnie tych płci przeciwnej, a jak jeszcze trzeba było zadzierać głowę, żeby na takiego spojrzeć, to już w ogóle. Chociaż sama do najniższych nie należała i aż musiała się mocno opanować, żeby nie wybuchnąć cichym chichotem na myśl o tym, jak Addyson mogłaby wyglądać obok kogoś takiego. Chłopiec, z którym przyszła wydawał się odpowiedniego do niej wzrostu... aczkolwiek Nadziejce się wydawało, że to był Ślizgon. Tego się chyba nie spodziewała.
Szybko spojrzała na profesora Bułhakowa, który chyba w końcu powinien zacząć mówić. Nadziejka nie mogła jeszcze oswoić tej niesamowitej myśli, że opiekun Puchonów został WICEDYREKTOREM HOGWARTU. Jak dla niej, to z tej okazji powinny odbywać się codziennie bale przez tydzień.
Tknięta w ramię odwróciła się i odwzajemniła Gryfonce szeroki uśmiech. Nie pamiętała kompletnie jej imienia, no trudno, potem podpyta Maurysia. Na jej niemą propozycję odpowiedziała lekkim skinięciem głowy sugerującym, że stoi sobie właśnie z Morrigan. Ale właściwie byli na tyle blisko siebie, że można uznać, jakby wszyscy stali razem. Kuzynek z partnerką, kuzyneczka z partnerem i Nadziejka wolna od zbędnych zobowiązań. Panie i panowie, Hope jest wyrywana towarzysko z dwóch stron, a impreza dopiero się zaczyna. A niech tylko ktoś spróbuje się wbić między nich po babeczki stojące na stołach akurat w tym miejscu.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Prefekt Ravenclawu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Angielski dąb, pancerz kikimory, 13 cali, sztywna. Solidna, z dosyć grubą rękojeścią. Nie jest prosta, większość różdżki jest pofalowana. Sama rękojeść ozdobiona jest grawerowaniem w drewnie, a także onyksem, który umieszczony jest na jej podstawie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ★ Szkolne ★ ACCIO - ALOHOMORA - APERACJUM - BĄBLOGŁOWY - BOMBARDA - COLLOPORTUS - CONFUNDUS - DEPULSO - DRĘTWOTA - ENERVATE - EPISKEY - EXPELLIARMUS - GLACIUS - LUMOS MAXIMA - REDUCTO - REPARO - WINGARDIUM LEVIOSA ★ Łatwe ★ ANATISQUACK - BONUM IGNIS - CALVORIO - CHŁOSZCZYŚĆ - CONSTANT VISIO - ENTROPOMORPHIS - ERECTO - FUNEMITE - ILLEGIBILUS - IMPERTURBABLE - SICCUM - ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) ★ Trudne ★ FINITE INCANTATEM - PROTEGO HORRIBILIS ★ Specjalne ★ ZAKLĘCIE PATRONUSA (EXPECTO PATRONUM, FORMA BIAŁEGO KRUKA) ★
OPIS POSTACI: Dosyć niska, mierząca jedynie sto sześćdziesiąt centymetrów, nie wyróżniająca się tak naprawdę niczym szesnastolatka. Drobna, można nawet pokusić się o stwierdzenie chuda dziewczyna, która z pewnością nie ma zbyt wiele siły i łatwą ją pociągnąć, czy popchnąć. Ostatnim razem, gdy się ważyła, waga ukazała czterdzieści osiem kilogramów, co i tak było dla niej osiągnięciem. Całkowicie przeciętna, o krótkich blond włosach, które lubią się puszyć i falować - każdy włos w zupełnie inną stronę, co sprawia, że na jej głowie prawie zawsze panuje nieład. Zawsze bardzo się stara, by mieć choć trochę elegancką fryzurę, jednak nie często jej się to udaje. Brązowe oczy kontrastują z bladą cerą, będącą oznaką przebywania przez większość czasu w budynkach, choć w wakacje zdarza się, że znajduje się na niej lekka opalenizna będąca wynikiem spędzania czasu z magicznymi stworzeniami na zewnątrz. Opala się jednak na czerwono, co nie jest szczytem jej marzeń. Ma na twarzy kilka pieprzyków, a na całym ciele poza tym jedyną skazą jest długa blizna, ciągnąca się aż od lewej strony brzucha do połowy uda. Nie ma zbyt dużej wady wzroku, jednak często można spotkać ją w okularach z czarną obwódką, gdyż w ten sposób lepiej jej się czyta. Dziewczyna nauczona została dbania o siebie, więc zawsze jest czysta i schludnie ubrana. Zdarza się, że na twarzy można dostrzec makijaż, lecz nie jest to zbyt częste. Lubi eleganckie stroje, spódnice, koszule i sweterki. Zawsze pachnie od niej kwiatową mieszanką jej ulubionych perfum.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t214-zwierzeta-kaylin#273 http://mortis.forumpolish.com/t328-dziennik-kaylin#412 http://mortis.forumpolish.com/t213-skrytka-nr-690#272
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Sro 30 Mar 2016, 12:49

Kaylin czuła się zmęczona, a przecież dopiero weszli do sali i cała uroczystość jeszcze się nie zaczęła. Nie znosiła tego typu imprez i dlatego czuła się lepiej w Hogwarcie, z dala od ojca, który zmuszał ją do chodzenia na bankiety razem z nim. Nie była stworzona do robienia dobrego wrażenia, w przeciwieństwie do Black, więc było to dla niej dosyć kłopotliwe. Morrigan, skoro już o niej mowa, prezentowała się jak zwykle zachwycająco. Wszyscy oczywiście zawieszali na niej spojrzenia, co doprowadzało Wittermore do furii. Nigdy nie sądziła, że była w stanie do aż takiej nienawiści, co trochę ją przerażało. Na szczęście, już nie długo i nie będzie musiała widywać twarzy Ślizgonki nigdy więcej.
Spojrzała z lekkim wyrzutem na Graysena, który podobnie jak reszta chłopców lustrował Black odrobinę za długo. Pokręciła tylko głową i westchnęła. Wszyscy tacy sami! Nie była głupia by nie wiedzieć, że nawet Bułhakow faworyzował Morrigan i to drażniło ją chyba najbardziej. Na całe szczęście, Gray szybko zmienił temat zwracając jej uwagę na postać Hennessy, z której - no cóż - nawet Kaylin się teraz śmiała. Musiała przyznać, że była potwornie dumna z Clemen po tym, jak usłyszała, że to właśnie Puchonka tak urządziła zmorę jej życia.
- Owszem, ktoś wreszcie dał jej nauczkę. - Zaczęła zbliżając się do niego nieznacznie. Mimo wszystko rozmowa o Yvon, czy jej obecność na sali nie były dla niej najprzyjemniejsze.
- Bardziej jednak bawi mnie to, że Hennessy jest na tyle głupia, że nie umie sobie sama przyrządzić eliksiru bujnego owłosienia. - Mimo wszystko parsknęła śmiechem. - Co, jak co, ale na bal mogła się postarać. - Nie prowadzili zapierającej dech dyskusji, jak niektóre pary na sali. Nie wydawali się też być jakoś szczególnie zagubieni i na siłę podtrzymać rozmowę, jak jeszcze inne. Oni po prostu rozmawiali, bo właściwie... Co innego mieli do roboty? Obydwoje desperacko starali się przetrwać godziny katorgi, która dopiero się zaczynała. Kaylin była, można powiedzieć, wręcz szczęśliwa, że ma partnera, który podobnie do niej ucieknie z balu, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.
- Nie mam pojęcia, mam nadzieję, że nie będzie to trwało długo. Albo, że będziemy mogli wyjść z twarzą w miarę wcześnie. - Dodała z krzywym, pocieszających i jego i samą siebie uśmiechem.
Zdążyła to powiedzieć, gdy w sali pojawił się profesor Windergarde wraz z poprzednim dyrektorem, na widok którego Kaylin coś ścisnęło w klatce piersiowej. Uwielbiała profesora Biblethumpa i było jej bardzo przykro, kiedy dowiedziała się o jego chorobie i tym, że będzie musiał opuścić szkołę. Na szczęście mieli jeszcze profesor Fletcher i profesora Bułhakowa. Tym ludziom ufała i była pewna, że sobie poradzą (o naiwności, skąd miała wiedzieć, że ci dwoje to dwie najmniej odpowiednie osoby do rządzenia szkołą?). Przemowa, choć ładna, trochę ją znudziła. Wszyscy wiedzieli, że nauczyciel Zaklęć się bardzo spóźnił, co jej i Graysenowi nie było na rękę. To oznaczało jedynie, że wszystko się przeciągnie jeszcze bardziej. Na brodę Merlina, czemu mieli takiego pecha?!
Zaczęła bić brawo wraz z innymi uczniami i kątem oka spojrzała na Vaksilija, uśmiechając się przy tym pod nosem. Komentarz, lecący gdzieś z tyłu, oburzył ją na tyle, że odwróciła się i chrząknęła na tyle głośno, by dotarło to do tej osoby, kimkolwiek była. Nie widziała nigdzie Prefektów Naczelnych, więc wzięła na siebie uspokajanie tłumu tych dzikusów.
Czekając z niecierpliwością, aż Bułhakow przemówi rozejrzała się po sali dostrzegając Finniana. Uśmiechnęła się niepewnie, bo był chyba jedynym Hennessy, którego darzyła pozytywnymi uczuciami. Pomachałą do niego nieśmiało, całkowicie nieświadoma tego, że chłopak był w nią tak zapatrzony. Skąd miała wiedzieć? Nigdy jej tego nie powiedział, a i jej pewność siebie w tych kategoriach była dosyć uboga. W życiu nie wpadłaby na to, że mogłaby się komuś podobać.



I made my choice a long time ago, and I'm never gonna leave you.


avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Sro 30 Mar 2016, 19:28

Zarumieniła się, gdy fakt, że próbowała schować się za Ururu wyszedł na jaw. A wszystko mogło pójść tak gładko, gdyby tylko próbował utrzymać język za zębami.
- To Yvon Hennessy. Na ostatnim klubie potyczek czarodziejskich, pozbawiłam ją włosów. Wolałabym, żeby się na mnie nie mściła, a już tym bardziej dzisiaj.
Szepnęła cicho, aby wcześniej wspomniana osoba, nie mogłaby jej usłyszeć. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak zawsze powiadał jej dziadek.
- To nawet dziwne, że nie załatwiła sobie eliksiru bujnego owłosienia.
Powiedziała, jednak tym razem jakby bardziej do siebie i zmarszczyła brwi w wyraźnym zamyśleniu. Zachowanie Gryfonki było naprawdę dziwaczne. Był to przecież jej ostatni bal w tej szkole. Dlaczego nie wyczarowała swojej rudej czupryny ponownie? W tym też momencie, Addyson szczerze pożałowała (od momentu lekcji zaklęć) rzuconego czaru.
- Chyba się trochę spóźniliśmy.
Szepnęła cicho w kierunku Ślizgona i musiała przyznać, że nie za bardzo podobały jej się spojrzenia osób, kiedy widzieli ją w towarzystwie Ururu. Marquez już na samym początku wiedział, że dziewczyna nie będzie skora do tańczenia. Mimo tego, nie zrezygnował z chęci zaproszenia jej na bal, chociaż wiedział, że Puchonka nie jest najodpowiedniejszą osobą do towarzystwa. To nawet całkiem dziwne, że nie zaprosił innej uczennicy.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wielka Sala  

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 4 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9 ... 15  Next

Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: