Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Wielka Sala

Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next
avatar
Kapitan i szukający Srebrnych Wiwern, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Akacja, pióro z ogona feniksa, 14 i 3/4 cala, niezwykle giętka. Ciemna i cienka, szorstka, matowa, absolutnie nieelegancka - lekko zakrzywiona, surowa. Jedynymi zdobieniami są żłobione w niej runy i znaki oraz duży szafir umieszczony w jej nasadzie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Verdimilous, Protego, Riddiculus, Petrificus Totalus, Avifors, Reparifarge, Accio, Alohomora, Finite, Wingardium Leviosa, Slugus Eructo, Jęzlep, Oculus Lepus, Obscura, Baubillous
OPIS POSTACI: Nieskazitelna perfekcja. Tak w dwóch słowach mogłaby opisać Morrigan osoba widząca ją po raz pierwszy. Perfekcyjne włosy, perfekcyjne ciało, perfekcyjny uśmiech, perfekcyjne ubranie i perfekcyjne stopnie. Obiektywnie patrząc - niczego jej nie brakuje, skromnie mówiąc. Choć może jest zbyt niska, bo mierzy ledwie sto sześdziesiąt centymetrów, fakt ten znika tłumiony przez szereg jej innych zalet. W prezencie od matki natury dostała wszak cudowną figurę, o którą nic a nic nie musi dbać. Może poszczycić się łabędzią szyją, wąskimi ramionami i klatką piersiową, biustem jędrnym, niezbyt dużym, ale i nie takim, który można by było nazwać małym; wąską talią, płaskim brzuchem, szerokimi biodrami, okrągłymi, pełnymi pośladkami, długimi, zgrabnymi nogami, kobiecymi dłońmi z delikatnymi, smukłymi palcami zakończonymi zadbanymi paznokciami. Jest też śmigła i gibka. Jej porcelanowej cery zazdrości niejedna dziewczyna. Tylko nieliczni przyglądają się na tyle, by dostrzec rysujące się wyraźnie pod jej bladą skórą żyły - na ramionach, klatce piersiowej, udach i nadgarstkach. Większość jest zbyt zajęta podziwianiem jej twarzy, która niezaprzeczalnie należy do urodziwych. Cera bez skazy, wysokie czoło, prosty, wąski nos z małym końcem, szczupłe policzki łatwo oblewające się rumieńcem, pełne, delikatne i wydatne, malinowe usta rozciągnięte w tajemniczym, zadziornym uśmieszku, zdolne nie tylko do ułożenia się w tysiące różnych grymasów i charakterne, ostre brwi - komponujące się w jedną, harmoniczną całość. Punktami najbardziej przykuwającymi wzrok są zaś niewątpliwie jej oczy, otoczone gęstym wieńcem długich rzęs, rzucających na jej kości policzkowe wierzbowe cienie, nadające jej twarzy subtelnego powabu. Duże, o migdałowym kształcie, z zewnętrznymi kącikami uniesionymi do góry, czystych, chłodnych błękitnych tęczówkach. Rzucające twarde, przeszywające spojrzenia. Mówi się, że oczy są obrazem duszy - i w jej oczach można dostrzec wszystko; trzeba się tylko przyjrzeć. A mało kto to robi, będąc wystarczająco urzeczonym powierzchownym wrażeniem. Jej cudną twarz okalają białosrebrzyste pukle zdrowych, lśniących włosów, sięgających dziewczynie niemal do krzyża. Falują delikatnie w rytm jej lekkich, miękkich, kocich kroków pełnych niewypowiedzianej gracji. Zawsze wyprostowane plecy i dumnie uniesiony podbródek oraz wypięta pierś nadają jej postawie elegancji i arystokratycznej wyższości. Wrażenie to potęguje jej mocny, zdecydowany, głęboki głos chłodnej barwy i czysty, dźwięczny śmiech, który równie doskonale wyraża radość co mściwą satysfakcję. Z całej jej postawy bije niezwykła, eteryczna aura, którą z pewnością może zawdzięczać krwi wili płynącej w jej żyłach. Wiele by dała, by nie roztaczać wokół siebie takiego wrażenia, które nie jest burzone przez nawet największe potknięcie. Niezdarność u niej odbierana jest jako "urocza", aniżeli "zawstydzająca" i "niepoważna". Zawsze unosi się za nią krystaliczny, mocny, ostry zapach konwalii.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t395-zwierzyniec-morrigan#643 http://mortis.forumpolish.com/t467-notatki-morrigan http://mortis.forumpolish.com/t394-skrytka-nr-1024#642
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 00:21

Zaśmiała się cicho i wdzięcznie, bo w końcu była dobrze wychowaną, młodą panną, słysząc Avery'ego. Kiwnęła głową na znak, że jego plan jest więcej niż wystarczający, a następnie korzystając z przygotowanej wymówki, zaczęła delektować się coraz to kolejnymi smakołykami, których to nie zdążyła spróbować zbyt wiele, kiedy zauważywszy Nadzieję przywołała ją do siebie z uśmiechem. Kiedy ta podeszła nieśmiało, Morrigan uśmiechnęła się do niej szerzej, przywitała, skomplementowała strój i przedstawiła pokrótce swojego partnera. Szybko okazało się jednak, że nie tylko znaleźli się w towarzystwie jej kuzynki, ale także Anastasii i jej partnera, Maurycego, którego kojarzyła chyba tylko dlatego, że był pałkarzem w przeciwnej drużynie quidditcha. Powitała ich miękko i również szczodrze pochwaliła wygląd Gryfonki.
Uwadze Black oczywiście nie umknęło pojawienie się jej ulubionych profesorów. Lupei jak zwykle zjawił się w towarzystwie Caolána i dziewczyna upewniła się, by posłać im lekki uśmiech, gdyby tylko skrzyżowały się ich spojrzenia. Nigdy nie sądziła, że w szkole jednymi z osób, których będzie darzyć największą sympatią, zostaną nauczyciele. W większości przypadków do belfrów miała raczej obojętny stosunek - zupełnie tak, jakby byli tylko sprzętem w sali, narzędziem, którego zadaniem było nauczenie ją wykładanego przez nich przedmiotu i jakby była to ich jedyna funkcja. Szybko jednak przekonała się, że jest w błędzie i że naprawdę można na nich liczyć, jak na ludzi. Kiedy zaś do sali przybył spóźniony Juan, dziewczyna z ledwością powstrzymała się, by nie szczerzyć się na widok profesora historii magii. Zwłaszcza, kiedy wyraźnie znudzony zajął miejsce przy nauczycielskim stole i bezpardonowo wyjąwszy książkę, zabrał się za lekturę. W myślach wyliczała osoby, z którymi zamierzała tego wieczora zatańczyć. W końcu to niemal jedyna taka okazja - porwać na parkiet swojego nauczyciela. I jakby nie umniejszała roli Balu Wiosennego, wiedziała, że szkołę kończy się tylko raz w życiu. Że Hogwart kończy się tylko raz w życiu. I że ten bal to przyjęcie wieńczące jej lata beztroski. Zdawała sobie sprawę, że od teraz będzie tylko gorzej - zwłaszcza, jeśli chodziło o ograniczenia, jakie nakładało na nią nazwisko Black. Ślizgonka szybko jednak odegnała nieprzyjemne myśli i wróciła do przyjemniejszych rozważań.
Kiedy Alexander wspomniał o urnie i głosowaniu, Morrigan uśmiechnęła się enigmatycznie, wzruszając ramionami.
- Możemy, ale... Zupełnie nie wiem, na kogo miałabym oddać swój głos - wyznała, ale gdy tylko to rzekła, dotarło do niej, że powinna na karteczce napisać imię Davin. W końcu nawet razem się na ów bal szykowały, choć stwierdziła, że ponieważ nie ma partnera, zjawi się w ostatnim momencie, a wyjdzie natychmiast po pierwszym tańcu. Ale jeśli chodziło o króla... Powinna zagłosować na Malfoya? Biła się z myślami. I choć byłby to tylko anonimowy głos, z pewnością byłaby zbyt zawstydzona, by faktycznie wrzucić kartkę z jego nazwiskiem do urny.
Gdy jej partner delikatnym gestem zasugerował, by usiedli, dziewczyna chętnie skierowała się w stronę stołów. Niezbyt dobrze czuła się w otoczeniu większej ilości osób, toteż choć niezwykle lubiła Fitzgerald i swoją kuzynkę, cicho odetchnęła z ulgą, gdy wraz z Alexandrem odeszli kilka metrów, by zająć miejsce przy stoliku. Poza tym, wyczuwała negatywne wibracje między swoim partnerem, a Longbottomem, a nie chciałaby być świadkiem żadnych spięć, zwłaszcza nie w tym dniu, który był dla niej ważniejszy, niż gotowa była przyznać.
- Chciałam zostać aurorem - wyznała, zerkając na niego kątem oka. - Bynajmniej jednak nie kierują mną wzniosłe pobudki.
Wzruszyła ramionami z lekkim uśmieszkiem, patrząc chłopakowi w twarz. Normalnie nie była tak wylewna, ale wypadało podtrzymywać rozmowę.
- Praca wydaje się ambitna i... Daje duże pole do samorozwoju.
Rozmowę przerwało im jednak wezwanie do pierwszego walca, w którym mieli wziąć udział wychowawcy i uczniowie z rocznika siódmego, wraz z partnerami. Morrigan nie zwróciła większej uwagi na dłoń Avery'ego, która nagle znalazła się na jej talii, a zamiast tego posłusznie podała mu swoją drobną rączkę i pozwoliła poprowadzić się na parkiet.
- Mam nadzieję, że dobrze tańczysz - szepnęła nagle, jakby trochę z przestrachem, że nie zweryfikowała tego wcześniej, ale szybko uśmiechnęła się do chłopaka, dając znak, iż nie ma nic złego na myśli, rzucając tego typu uwagę. Może powinna się trochę o to obawiać, ale ufała, że jako paniczyk z dobrego domu, Alexander wie, jak się zachowywać, aby z gracją prowadzić partnerkę w tańcu, mimo dużej różnicy we wzroście, tak jak i ona to wiedziała. Miała szczęście, że nie pierwszy raz przychodzi jej wykonywanie bardziej skomplikowanych manewrów w zabójczym połączeniu - suknia do ziemi i pantofelki na wysokim obcasie. Akurat ponieważ do tańca brakowało jej talentu, matka zadbała o to, by Morrigan miała prywatnego nauczyciela od tej właśnie sztuki, aż w końcu dziewczyna załapała, jak dawać się prowadzić, bo właśnie z oddawaniem kontroli od zawsze miała największy problem. I teraz tańczyła na salonach nawet foxtrotta i to z zupełnie jej nieznanymi czarodziejami, dlatego w walcu czuła się całkiem pewnie.


baby we both know
that the nights were mainly made
for saying things that you
can't say tomorrow day
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Berberys, włókno ze smoczego serca, 14 cali, bardzo giętka. Jeśli chodzi o jej wygląd, nie należy do najpiękniejszych. Jest jasna, niewyszlifowana i szorstka, a jej rękojeść pokryta jest korą. Jednak świetnie leży w dłoni i nie wyślizguje się z mocnego chwytu Seymoura.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Riddiculus, Mimble Wimble, Anteoculatia, Furnuculus, Accio, Alohomora, Windgarium Leviosa, Sollicitus, Flippendo Duo, Avis
OPIS POSTACI: Seymour zawsze rzucał się w oczy. Wysoki i szczupły, ale dobrze zbudowany. Jego śliczna buzia zawsze przyciągała żeńskie spojrzenia. Właściwie pociągający jest nie tyle jego wygląd, a magnetyczna osobowość i aura, jaką wokół siebie roztacza. Wyprostowany, ale rozluźniony, kroczący z niedbałą gracją. Ciemne jak noc włosy wiecznie w nieładzie, doskonale współgrające z jego szelmowskim uśmiechem oraz niedbale założonym mundurkiem rozchełstanym pod szyją i krzywo zwisającym, niedbale zawiązanym krawatem. Spod prostych, nisko położonych, wyraźnych brwi rzuca naokoło łobuzerskie spojrzenia ciepłych, ciemnobrązowych tęczówek, w których nieustannie lśnią dzikie iskierki niebezpiecznego rozbawienia. Oczy ma osadzone głęboko, rzęsy długie i gęste. Twarz szczupłą, pociągłą, z wyraźnymi kośćmi policzkowymi, ostrym podbródkiem i twardą, wyrazistą linię szczęki obrośniętej często jednodniowym zarostem. Jego wąskie, miękkie usta wciąż rozciągnięte są w zgrywnym, lekko ironicznym uśmieszku, a kiedy ten zmienia się w szczery i radosny, odsłaniają dwa rzędy równych, perłowobiałych zębów. Wrażenie kanciastości jego twarzy potęgowane jest jeszcze przez wydatny, nieco krzywym po przeszłym złamaniu i lekko haczykowaty nos. Cerę ma jasną, ale zdrowej barwy, z licznymi piegami i pieprzykami, z których najbardziej rzucają się w oczy ten pod prawym okiem, trzy ustawione w równym rzędzie na lewym boku jego szyi i, jeśli komuś będzie je dane zobaczyć, dwa poniżej lewego obojczyka, który tak jak prawy oraz jego jabłko Adama, wyraźnie rysują się pod skórą chłopaka. Ciało Hardy'ego jest smukłe i ładnie wyrzeźbione, a mięśnie wyćwiczone, twarde i dokładnie się odznaczające, co wraz z dzikim spojrzeniem i jasnymi bliznami pokrywającymi siateczką jego ostre knykcie, nadają całej jego postaci pierwotnej drapieżności. Pod prawą piersią ma również jedną większą i szerszą bliznę od całej reszty, pamiątkę po nieciekawym epizodzie z dzieciństwa. Na wewnętrznej stronie lewego przedramienia ma tatuaż wykonany na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, przedstawiający bijące serce. Wokół niego nieustannie unosi się ciężki, ale pociągający piżmowy zapach z nutką czegoś, co kojarzy się z wiśniami i czekoladą. Poza tym, Seymour ma miękki i ciepły, bardzo głęboki, niski głos z seksowną chrypką, wprost idealny do mamienia dziewcząt komplementami mruczonymi w ich uszy i śpiewania serenad pod ich oknami.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t473-gadziny-seymoura#1472 http://mortis.forumpolish.com/t472-skrytka-nr-256
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 00:55

Nigdy jeszcze tak mu się nie chciało iść na imprezę jak teraz. Skrzywiony patrzył na swoją skwarzoną twarz w lustrze. Miał na sobie swój jedyny garnitur, włosy wyjątkowo ładnie uczesane, krawat zawiązany prosto. Był właściwie gotowy. Wszyscy już dawno zebrali się na parterze i miał wrażenie, że tylko jego tam brakuje. Aktualnie jednak kontemplował cierpienie swojej dumy i Seymour był zbyt pochłonięty zatracaniem się w czarną otchłań rozpaczy, aby przejmować się czymś tak błahym jak spóźnienie.
Właściwie pierwszy raz nie miał z kim udać się na Bal Wiosenny. Anastasia odmówiła i nawet nie miał jej tego za złe. Był bardziej poirytowany na siebie - wyszedł z założenia, że na pewno nie powie nie i zaprosił ją niemal w ostatniej chwili. Kiedy zaś okazało się, że nie będzie mu towarzyszyć, miał niezwykle mało czasu, by zaprosić kogoś innego. Poza tym, większość dziewcząt była już wtedy zajęta. Na domiar złego Isabelle, do której w akcie desperacji posłał sowę, nie kłopotała się nawet z odpowiedzeniem mu. Ruby ciągle gdzieś mu umykała. Nie wiedział nawet, czy przyjdzie. I tak skończył bez partnerki - sam nie mógł w to uwierzyć.
W końcu Gryfon niechętnie odkleił się od umywalki i powłóczystym krokiem podążył do Wielkiej Sali. Nawet nie miał siły podziwiać dekoracji, ani wypięknionych do granic możliwości na tę okazję dziewcząt. Zamiast tego całą swoją uwagę skupił na tym, aby Fitzgerald go nie zauważyła. Rozglądał się niespokojnie i chował w największym tłumie. Jednocześnie usiłował wypatrzeć, czy aby któraś z koleżanek nie ma partnera.
Jego wzrok wpierw padł na kręcącą się samotnie Yvon. Naturalnie zrobiło mu się jej szkoda, że nikt jej nie zaprosił i w pierwszym odruchu chciał do niej podbiec, by zaproponować, że zostanie jej partnerem, ale podejrzewał, że wypapla się Anastasii i nie będzie tajemnicą, iż nie miał z kim pójść, więc w akcie desperacji porwał w tan pierwszą znajomą bez mężczyzny u boku. Szukał więc dalej, aż w końcu dostrzegł wśród kłębiących się przy parkiecie osób Puchonkę, Nadzieję Potocką. Zaczął zatem przeciskać się przez rzekę ludzi, dalej pilnując, by pozostać nieuchwytnym dla swojej blond przyjaciółki, by dotrzeć w końcu do wypatrzonej dziewczyny.
- Dobry wieczór - przywitał się cicho, z szelmowskim uśmiechem nachylając się do Hope.
- Czyżbyś nie miała partnera...? - zapytał z niezwykłą lekkością, jak na to, że jeszcze kilka chwil temu był niemal całkiem załamany swoją samotnością. Nie czekając na odpowiedź (przecież widział, że nie miała, dla jego sprawnego, doświadczonego oka było to oczywiste), pochylił się nad nią jeszcze bardziej i owiewając jej uch swoim oddechem, szepnął:
- Proszę, wyświadcz mi tę przysługę i udawaj, że zaprosiłem cię kilka dni temu.
Choć wiedział, że może nie jest to najlepszy sposób, aby zdobyć kobietę, liczył, że dziewczyna nie odmówi. W razie, gdyby miała opory, posłał jej cierpiętnicze spojrzenie zbitego szczeniaka, które działało niemal na wszystkie. Hardy wiedział, że nie ma powodów, by powiedzieć nie, ale musiał się uciec do tak nieeleganckich środków, gdyż na normalne, pełnoprawne zaproszenie nie było już czasu. Czuł się głupio i żałośnie, ale starał się to maskować. Miał nadzieję, że jego prawdziwe uczucia zostaną dostrzeżone przez dziewczynę w jego oczach i weźmie ją na litość. A jeśli nie... Cóż, chyba będzie musiał szukać dalej. Nie wierzył, że żadna się nie zgodzi.
avatar
Bezrobotny

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 i ¾ cala, berberys i wąsy trolla, bardzo sztywna. Bardzo delikatna, wąska różdżka z jasnego drewna, pozbawiona jakichkolwiek ozdób.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ACCIO – ADVERSUM – ALOHOMORA – ANAPNEO – ANESTHESIA – BONUM IGNIS – CHŁOSZCZYŚĆ – CISTEM APERIO – COLLOPORTUS – NON CONFRINGETUR – ENERVATE – EPISKEY – ERECTO – EXPELLIARMUS – EXTINGUETUR IGNIS – FERULA – FINITE – FINITE INCANTATEM – FLIPPENDO – HOVERUS – IMPERTURBABLE – IMPERVIUS – LANUAE MAGICAE – LUMOS MAXIMA – NOX – PROTEGO HORRIBILIS – REJICIUNT APPELATIONIS – RENNERVATE – REPARIFARGE – REPARO – SEZAM MATERIO – SICCUM – SPONGIFY – TERGEO – WINGARDIUM LEVIOSA
OPIS POSTACI: Przeciętnego wzrostu, rudy mężczyzna o zielonych oczach, smukłej sylwetce i bogatej kolekcji wełnianych swetrów we wszystkich kolorach tęczy. W dobrym świetle można go nawet uznać za przystojnego, o ile zignoruje się jego zapadłe policzki i lekko złamany nos. Przydługie (miejscami sięgające aż do połowy karku – czasem nawet do ramion, gdy mężczyzna uzna, że wybranie się do fryzjera, który wie co robi, jest zbyt męcząca) proste włosy i broda są wyraźnie zadbane, a noszone przez niego ubrania za swoje ceny powinny być zszywane złotą nicią i samoczynnie się prać – ot, uroki pochodzenia z obrzydliwie bogatej rodziny.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t657-ptaszarnia#3435 http://mortis.forumpolish.com/t656-skrytka-78#3433
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 08:52

Tragedia.

Póki co cała ta feta była jedną, wielką, głośną paradą tragedii, z których każda wymachiwała chorągiewką z jego imieniem. Najpierw Costi postanowił być dobrym opiekunem, a nie dobrym przyjacielem i zostawił go samego, choć Caolán był pewny, że przekaz "chodź za mną" był w jego słowach wystarczająco wyraźny. Naprawdę, jakby nie mógł ten jeden dzień dłużej być naciąganym pedagogiem i zająć się rzeczami ważnymi - ergo, dbaniem o psychikę rudzielca.

Później nadeszła pora na nieszczęsny taniec z uczennicą opuszczającą w tym roku szkołę. Ten element wieczoru zapowiadał się nawet pozytywnie. Miał się skupić na jednej sukience, jednej twarzy i jednym zestawie kroków, a przez wzgląd na pewną (idiotyczną) symbolikę tego jednego tańca istniała nadzieja, że reszta gości przynajmniej spróbowałaby mówić o ton ciszej. ot, okazanie odrobiny szacunku. Niestety los uznał, że chwila spokoju była zbędna, a na jej miejsce wepchnął moment kompromitacji. Panna Greengrass najwyraźniej rozpłynęła się w powietrzu, a on sam musiał przez kilkanaście, niemożliwie długich, sekund stać na środku sali jak ostatni idiota. Jedynym pocieszeniem było to, że nie był on jedynym osamotnionym opiekunem domu na parkiecie.

A teraz? Zarówno Lupeia jak i Greengrass nie było w zasięgu wzroku, muzyka stała się nieco głośniejsza, jako że najwyraźniej nikt już nie planował żadnych przemów, a on był postawiony przed wyborem samotnego snucia się po sali i lawirowania między nieuważnymi tańczącymi, indywidualnego siedzenia przy stole z twarzą schowaną w skradzionym talerzu łakoci (o ile te nie zostały jeszcze skradzione po raz drugi), albo osamotnionego wyjścia z Wielkiej sali i oddania tej walki walkowerem.

Ze wszystkich trzech opcji pierwsza była najmniej kompromitująca.
 
Tak więc profesor Báirseach skończył jako pozbawiony celu satelita, wychwytujący z tłumu znajome twarze Ślizgonów i graczy quidditcha, gdy jego uwagę przykuła bardzo charakterystyczna czupryna w kolorze świeżego śledzia. Czupryna ta zniknęła z jego pola widzenia równie szybko, co się w nim pojawiła - prawdopodobnie jej właściciel postanowił zgiąć się w pół przed kolejną panną, którą teraz okazała się być...

Och pięknie.

-Panie Marquez, widzę że w doborze partnerek lubi Pan iść w ilość. Ciekawe podejście. - Mężczyzna niemalże zanucił, zatrzymując się wystarczająco daleko szarowłosego chłopaka, by było to uprzejme, lecz na tyle blisko, by ten nie miał problemów z dosłyszeniem czystej, lodowatej nuty w głosie nauczyciela. - To bardzo miłe z Pana strony, że postanowił Pan zaopiekować się samotną Panną Wittermore. Obawiam się jednak, sądząc po minie Pani prefekt, że wybrał pan nienajlepszy moment na pojednanie się. - Nauczyciel uśmiechnął się ciepło do chłopaka i niemalże pieszczotliwie wyprostował kołnierz jego galowej szaty. Jeśli chłopak miał się miotać po całej Wielkiej sali niczym wyjęty z wody śledź (jednakże Ururu póki co wydawał się być bardzo towarzyski i sympatyczny - jakby nie patrzeć jeszcze nie stracił żadnych punktów), to mógł chociaż wyglądać jak drogi śledź w wyprasowanym ubraniu. - Partner Panny Wittermore to zastępca kapitana reprezentacji naszych domów. Już sam ten tytuł daje mu pewną przewagę nad Panem - którego największym aktualnym popisem było oszukanie jej. Jestem jednak pewny, że na sali jest jeszcze pełno dziewcząt, których partnerzy na pewno zechcą się nimi z Panem podzielić.

No dobrze. Istniała możliwość, że Caolán mógł to wszystko rozegrać w sposób nieco delikatniejszy i zdecydowanie przyjaźniejszy. Świadomość ta może i nie wpisywała się na listę rzeczy, które spędzałyby mu sen z powiek, ale też mężczyzna nie czuł się specjalnie dumny ze swojego zachowania - a i powoli nabierająca rozpędu i decybeli kakofonia muzyki, głosów i krzyków wypełniająca salę sprawiała, że Caolán powoli tracił wiarę w swój błędnik. Nawet zamknięcie na chwilę oczu (choć może w tej sytuacji bardziej pasowałoby stwierdzenie "przeciągnięcie mrugnięcia") nie pomogło. Zawsze mógł spróbować zatkać sobie czymś uszy i modlić się do wszystkiego co święte o to, żeby fale kolorów przestały próbować roztrzaskać jego czaszkę od środka, ale nauszniki zostawił w swojej komnacie.

Poza tym Caolán prędzej by umarł, niż został złapany na wiosennym balu z zimowymi, futrzanymi nausznikami na głowie - co gorsza niepasującymi do butów.

- Lubi pani Miętowe Żaby, Panno Wittermore? - Zaczął po krótkiej chwili użalania się nad własnym losem i posłał blondynce czarujący uśmiech. - Chwilę temu udało mi się zabezpieczyć kilka sztuk, ale obawiam się, że zostawianie ich bez opieki nie jest najlepszym pomysłem, ale chciałbym też zadać Pani kilka pytań dotyczących kotów. Zazwyczaj nie mam okazji Pani złapać między zajęciami, ale nie będę się narzucać, jeśli woli pani jednak zatańczyć z Panem Marquez. Z tego co mi wiadomo wasze relacje nie są zbyt przyjazne, ale to tylko dodatkowy powód, by dać mu szansę się wykazać.



when my skin starts crawling
i feel all your eyes on me

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Trzynastocentymetrowa. Sztywna. Matowa. Wykonana z solidnego wiązu, w swoim rdzeniu posiada najbardziej popularne włókno z pachwiny nietoperza.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Reparo, Wingardium Leviosa, Alohomora, Anteoculatia, Mimble Wimble, Conjunctivitis, Enervate, Bąblogłowy, Orchideus, Brackium Emendo, Entropomorphis, Titillando, Cantis, Tentaclifors
OPIS POSTACI: Młody mężczyzna, mierzący sobie metr dziewięćdziesiąt cztery. Cechuje się niewielkich rozmiarów migdałowatymi oczyma o kolorze piwnym. Zaś jego włosy, przeczesane na jedną stronę, w postaci dość gęstej grzywy, mają kolor ciemnobrązowy. Twarz jest stosunkowo szczupła, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi, odrobinę zbyt kwadratową, toporniejszą szczęką. Nos zaś jest prosty, odrobinę zadarty ku górze, bez większych widocznych skrzywień. Zazwyczaj pojawia się w czystych, wypasowanych ubraniach o przyjemnej fakturze, w dopsowanych jesienno-zimowych płaszczach, a czasem w mniej klasycznych krojach, ale w stonowanych ciemniejszych kolorach.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t593-sowa-alexandra#2745 http://mortis.forumpolish.com/t594-pamietniczek-alexandra-s-avery-ego#2747 http://mortis.forumpolish.com/t591-skrytka-numer-743#2743
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 14:00

Alexander w ramach zapewnienia, jedynie skinął niespiesznie głową kiedy tylko reszta niecodziennych par, a to dlatego, że widywał tu naprawdę ciekawe połączenia nie partnerów, a zwykłych przyjaciół dołączyła ruszając w kierunku środka. Tworząc jednocześnie to godne zawieszenia oka przedstawienie. Prowadził ją stosunkowo lekko, chociaż w niektórych jego ruchach dało wyczuć się zbyt dużo tonu rozkazującego, przypominającego prawie ten nauczycielski. Oba ciała po parkiecie, mimo tego przemieszczały się dość płynnie. To był naprawdę miły dla oka widok, nawet jeśli różnica ich wzrostu była dość znacząca. Wychodził z założenia, że nie było w tym nic złego – wydawało mu się, że zawsze mężczyzna powinien być od kobiety wyższy, a on... Najwyraźniej rodzice nie poskąpili mu w młodości okładów z drożdży, skoro teraz wyrósł do tego stopnia, że był na równi wzrostu ojca – rzekłby nawet, że o te kilka centymetrów wyższy. Ale nie widział potrzeby sprzeciwiania się wszystkim i przejmowania pałeczki w opiekowaniu się z racji tego domostwem, w którym roiło się, od  absurdalnych zasad, które lubił ale do których tak naprawdę nie miał głowy.
- Słyszałaś o tym, że sporo osób chce zagłosować na profesora Liadonraya? Myślę, że by się ucieszył gdyby rzeczywiście go wywołali. Wątpię, że w czasach młodości udało mu się zostać królem balu. Poważnie rozważałbym też opcję Pana Bułhakowa. Zdziwiłby się. - Zaintonował ściszonym głosem, aby nie przeszkadzać pozostałym tańczącym kiedy muzyka jeszcze wydawała się nie być tak głośna jak w następnej chwili. Nie można było skupić się na czymś więcej, niżeli własnych myślach kłębiących się gdzieś z tyłu, w najciemniejszych zakamarkach do których zazwyczaj się nie zaglądało. Nie było takiej potrzeby. W sumie nawet w tym momencie trudno było skupić się nawet na tym, kiedy trzeba było pilnować dobrze znanych kroków. Taniec powszechnie praktykowany na wielu uroczystościach, nie był szczególnie trudny. Wszyscy na pewno przynajmniej raz w życiu się z nim zaznajomili. Zadziwiające było to, że panna Black potrafiła w tak długiej niepraktycznej sukni ruszać się na tyle swobodnie, aby nie połamać nóg, a także, aby nie przewrócić się na parkiet zwracając uwagę wszystkich zebranych. Czekał na ten moment, chociaż nie widział się w roli wybawiciela. Gdyby jednak tak się stało, musiałby poczynić to co czynić powinien. Nie odszedłby przecież od niej, nie mógłby tylko głośno prychnąć z rozbawieniem, wybierając kogoś innego – zaniósłby ją w ustronniejsze miejsce.
- Bardzo dobrze Ci idzie. - Pochwalił. Nie wrócił do tematu o przeszłości, teraz nie było na to zbyt dużo czasu – zamierzał wznowić rozmowę w bardziej dogodniejszym momencie. Pani Auror. Trudno mu było wyobrazić sobie ją w takiej roli. Bardziej skłaniał się ku wizjom przyziemnym, wychodząc z założenia, że Black pójdzie w zupełnie innym kierunku. Zlustrował kątem oczu Maurycego, kiedy przemierzali salę wraz ze zwartą grupą. Ach, ten plugawy Longbottom w towarzystwie naiwnej, ale słodkiej w tej swojej naiwności Anastasii na którą dłuższy czas miał oko – tylko mu okazji brakowało, by zabrać to dziewczę na krótki spacer, zrzucić jej z rąk książki, albo w najlepszym przypadku oblać ją czymś, a później w ramach wynagrodzenia zaprosić w jakieś miejsce, na lody. Wracając myślami do Maurycego – a niechaj zginie, niech sobie na tym balu złamie wszystko łącznie z łokciami! Rzucił w jego kierunku nieprzychylne, pogardliwe spojrzenie. Miał z nim do pogadania, na temat tego, że nie przystawał na wyznawane przez  rodzinę jego i Carrowa opinie na temat świata. Zamierzał go w najbliższych tygodniach nawrócić na jedyną słuszną drogę. Nigdy się nie dogadywali, oboje byli tak strasznie uparci – dwóch takich w tym Hogwarcie na pewno nie było. Twardo trzymali się swoich zasad. I nijak miały się tu epizody dokuczania w latach poprzednich, ani żarciki, ani nawet przypadkowo użyte zaklęcia rzucane  w kierunku Longbottoma kiedy nauczycieli nie było w pobliżu, ani nawet wkładanie mu do kanapek dżdżownic. Nic, a nic nie skłoniło tego wypłosza o niemęskiej ( i kto to mówi ) fryzurze sprawiającej wrażenie mieszańca pudla po wypadku z shar pei – z twarzy.
A z Carrowa to zawsze był prawilny chłopaczek, do niego oczywiście nic nie miał. Skinął w jego kierunku głową, ukradkiem, aby nie zaburzać synchronizacji o którą w tym momencie wszyscy teraz dbali.
avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 16:19

Większość panien zebranych w sali balowej w dusznej atmosferze mieszanki perfum, których źródłem była każda z nich, wychodziło z założenia, że mają lepsze rzeczy do roboty. Entuzjazm wobec wydarzenia nie był tak wielki, jak można było się spodziewać — lwia część gościła tu od niechcenia, nieliczne jednostki promieniały na wieść o balu i były to, generalizując, raczej młodsze roczniki. Dziewczęta ubrane w suknie zbyt wytworne, aby pasowały do skromnej liczby określającej wiek, poruszające się na wysokich obcasach, chichoczące po kątach, przywodzące momentami na myśl karykaturalne twory Tima Burtona. Zapał starszych roczników okazywał się zgoła inny, można rzec — uboższy. Pojedyncze egzemplarze, które miały opuścić Hogwart w tym roku lawirowały między sobą, oddawały się rozmowom, posiłkom; Antigone miała nieco odmienne podejście do imprez tego typu, żywiła ambiwalentne uczucia, chociaż nie postanowiła zagościć z czystej, nieskrępowanej chęci. Kierowała nią bardziej przyzwoitość (jakaś namiastka, której jeszcze się nie wyzbyła) oraz fakt, iż nie chciała zostać hipokrytką. Byłoby to doprawdy tragiczne, gdyby pomimo zachęcania Yvon do pójścia na bal, pomimo łysiny będącej zasługą jednej z chodzących miernot spod skrzydeł Hufflepuffu, sama się nie pojawiła.
Więc istotnie, przybyła. Było to jednak niemałe spóźnienie, które raczej nie powinno nikogo zszokować, gdyż było dla Hennessy typową typowością. Gdy stanęła na ułamek sekundy w drzwiach, rozpoczynał się pierwszy taniec. Można więc rzec, że wpadła tuż przed jedną z części zasadniczych. Wbrew śmiesznym osądom, nie spóźniła się, ponieważ układała włosy, pudrowała nos czy też dokonywała innej równie prozaicznej czynności. Była przygotowana na czas, może nawet z drobnym wyprzedzeniem — wszystkie dziewczyny z pokoju brały czynny udział w szykowaniu się na bal, nie postąpiła inaczej. Idąc już do samej sali, zbłądziła jednak (zbłądziła z premedytacją, trzymając się faktów) i ruszyła do biblioteki, gdzie spędziła parę długich chwil nad książką, w skupieniu sukcesywnie zjadając ciemną szminkę, która gościła na ustach jeszcze parę chwil wcześniej. W tym momencie tragizm sytuacji gwałtownie się zatrzymuje, ponieważ Hennessy przywołała się do porządku, poprawiła swoją wizualną oprawę i pomknęła na bal z prędkością dżambodżeta.
Bal był okazją, żeby się wylaszczyć i w ramach miłej odmiany pokazać się jako istota elegancka i ładna, co było w oczach dziewcząt kwestią nadrzędną, gdy tylko padały słowa na temat tego wydarzenia. Dla Antigone zaś, kwestia ta urastała do miana ciekawej odskoczni, zgodnie z tą myślą zaprezentowała się stosunkowo porządnie. Miała na sobie wielowarstwową suknię z koronki w kolorze ciemnej burgundy, której rąbek kończył się na poziomie kostek. Czarne włosy do ramion w żaden sposób nie odbiegały od formy przybieranej na co dzień, spoczywały w standardowym, odgórnym porządku. Jej prezencja była dobra, jednak nie sprowadzała nań wielu spojrzeń, więc cel uznała za osiągnięty.
Wchodząc do sali, rozejrzała się pobieżnie, wyłapując wzrokiem znajome twarze pochłonięte rozmową tudzież tańcem. Zatrzymała się jednak gdzieś z brzegu, chcąc początkowo dokonać lichego rozeznania w terenie i nie wychylać się za bardzo poza ramy osób podpierających ściany.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Opiekun Gryffindoru, Nauczyciel OPCM

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 i pół cala, serce smoka, akacja
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Nie jest piękny, nie wygląda sympatycznie, wkłada wiele wysiłku by utrzymać swój wizerunek, ale przecież najciemniej pod latarnią. Dwa metry, atletyczna budowa, czujne wilcze oczy, którym mało co umyka, orli nos, nieschludne krucze włosy i nieskrępowana elegancja. Nawet gdy kłania się w pas nie spuszcza z Ciebie wzroku, nawet kiedy się uśmiecha, wygląda jak głodny pies, nawet gdy się śmieje to spojrzenie wydaje się być zbyt zimne na człowieka.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t403-zwierzeta-lupei-a http://mortis.forumpolish.com/t424-skrytka-nr-147#835
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 16:42

Lupei wziąwszy sobie do serca rolę opiekuna przechadzał się tam i siam dbając o swoją uprzejmą minę, którą na twarz zakładał ostatnio z coraz większym trudem. Bardzo chciał palić papierosy i napić się czegoś mocniejszego niż poncz z truskawek, bardzo chciał rozpiąć koszulę i przestać. Się. Uśmiechać.
Czuł się jak ostatni kretyn powtarzając po raz setny jaka piękna sukienka, życzę udanego balu, proszę mi tu dbać o moją [tu nazwisko dowolnej uczennicy] i groźne kiwanie palcem na każdego kolejnego dżentelmena. Układał sobie plan na ten wieczór przez dłuższy czas, plan był taki, że miał być ojczulkowaty i uprzejmy, zatańczyć raz czy dwa po czym wykręcić się Caolanem i zniknąć z potańcówki.
Oczywiście wszystko chuj strzelił na wieść o obowiązkowym tańcu opiekunów z reprezentantami domów, od niechcenia więc strzepnął niewidzialny paproch z klapy marynarki i podniósł zmęczony wzrok na powrót na gawiedź krążącą po balowej sali. Tym razem w celu wypatrzenia konkretnej osoby, a nie pobieżnego oglądania tłumu z łagodnym uśmieszkiem błąkającym się po twarzy o nieobecnym wyrazie.
Jak zwierze, oczy czujne,nad orlim nosem, wypatrzył dziewczynę nieopodal drzwi wejściowych i cicho, jak cień, jak to Lupei w naturalnym środowisku ignorując mijanych uczniów skierował się w jej stronę.
- Antigone. - wyrósł za jej plecami- Piękna kreacja, cieszę się, że zdecydowałaś się pojawić. W końcu to Twój wieczór, powinien być... niezapomniany. - takie zdanie w jego ustach, wypowiedziane tym niskim, budzącym niepokój tonem nie powinno zwiastować niczego dobrego, choć w istocie niezapomnianego przeżycia. Nie składało się ono jednak w żaden sposób z uprzejmym wyrazem twarzy, który Lupei zdawał się przykleić na trwałe dzisiejszego wieczora. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, niczym pająka w srebrnym pancerzu sygnetów, zapraszając ją do tańca.
- Uczynisz mi tę przyjemność? - puścił jej oko tak mikre, tak krótkie, że właściwie nie mogła być pewna, czy rzeczywiście do niej mrugnął i skierował się z nią w stronę parkietu. Orkiestra zaczęła im grać.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 17:15

Taniec ostatnich klas, nieco poroniony, ale trwał.
Rzuciła spojrzeniem na profesora Bułhakowa chcąc zobaczyć, jak się trzyma. Z tego co wyniosła z tych kilku lat nauki w Hogwarcie to to, że należał do porządnych ludzi. A teraz zajął wysokie stanowisko zastępcy dyrektora... którego nie było. Tak więc w rękach profesora B. spoczywała cała dzisiejsza impreza. Nauczycieli nie było wielu, a młodzież potrafiła sprawiać kłopoty. Szczególnie w dniu, kiedy każdy mógł poczuć się na starszego, niż jest w rzeczywistości.
A czy Nadziejka czuła się starzej?
Na pewno nie, słysząc takie słowa, jakie słyszała.
Do sali wciąż przybywali ludzie, którzy jakimś cudem zdołali się ukryć w rosnącym wciąż tłumie. Zastanowiła się, ile osób jeszcze zaszczyci ich swoją obecnością. Również starała się zliczyć nauczycieli, co nie było łatwe, skoro zazwyczaj wyróżniali się brakiem mundurka, a dzisiaj pozbawieni byli tego "ułatwienia".
Ktoś przeszedł bardzo blisko dziewczyny, która aż zastygła czując jakiś głos zwracający się właśnie do niej. Najgorsze, że nie miała pojęcia, do kogo mógłby należeć, nim spojrzała w jego stronę.
Jakiś chłopak.
Jego twarz nie mówiła jej kompletnie nic. Chociaż może jednak wiedziała coś. Kojarzyła go z zajęć, więc pewnie byli na tym samym roku. Jego słowa, jak i uśmiech, mocno zbiły ją z tropu. Szczególnie pytanie. Nie wiedziała jak zareagować, więc wbiła tylko spojrzenie gdzieś lekko za niego.
- Dobry wieczór... - odpowiedziała, może nieco zbyt cicho. Co się teraz stanie. Niech Maurycy zauważy to i zareaguje, błagała w myślach.
Napastnik mówił dalej, jednocześnie będąc bliżej. Czując jego oddech na uchu, zadrżała. Co tu dużo mówić. Nadziejka się przecież bała obcych chłopców. Gwałtownie, jednak nie na tyle, żeby w kogoś uderzyć, odsunęła się od Hardego.
- P-przepraszam, ale... - zaczęła, lecz szybko przerwała. Jej strach na krótki moment przeistoczył się w ekscytację. Krótkim spojrzeniem zlustrowała twarz chłopaka. I że niby taki piękniś zwraca się z taką prośbą do niej? A może to tylko żart? Czy powinna się zgadzać? Czy nie wyjdzie na desperatkę? Zapał Nadziejki ostygł, przełączyła się na racjonalne myślenie. Chłopakowi chyba zależało, aczkolwiek nie mogła tego wyczytać z jego oczu, gdyż najzwyczajniej w świecie nie utrzymywała nigdy kontaktu wzrokowego.
- Mogę uznać, że mnie zaprosiłeś, ale będę udawać, że zrobiłeś to właśnie teraz - rzekła w odpowiedzi. Spuściła wzrok, a na jej twarzy zapewne pojawiły się nieznaczne rumieńce.
Czy żart, czy nie, Nadziejka lubiła pomagać innym. Oczywiście w uczciwy sposób. Może wiedział to, dlatego ją spytał. Właściwie to by był całkiem miły powód.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Ścigający Złotych Chimer, Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Mierząca pełne trzynaście cali, niezbyt giętka, ale jednocześnie ciężko przypisać jej stuprocentową sztywność. Wykonana z cisu, posiadająca za rdzeń włókno ze smoczego serca, solidnie wykonana, cechująca się nadzwyczajną matowością powierzchni oraz surowym wyglądem. Zdaje się niezbyt pasować do płci pięknej, jednak doskonale leży w dłoni Antigone.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Fumos, Protego, Conjunctivitis, Drętwota, Everte Statum, Orbis, Alohomora, Vad Infer, Lacarnum Inflamari, Levicorpus, Procella, Verdillious, Obliviate, Enervate, Avifors, Protego Horribilis, Serpensortia
OPIS POSTACI: Dziewczę nieco kanciaste, niewątpliwie pozbawione nadprogramowych kilogramów, jednak we właściwych miejscach zaokrąglone, ponadto wysportowane i stosunkowo silne, co rysuje się niemałym kontrastem w stosunku do filigranowej figury. Osiągnęła wzrost mierzący dokładnie sto siedemdziesiąt cztery centymetry, stając się istotą powszechnie uważaną za całkiem wysoką w konfrontacji z płcią; Porusza się z subtelną, nienachalną gracją, która stanowi swoistą oprawę dla naturalnej pewności siebie. Jedyną cechą nieodzownie wpisującą ją w rodzinę Hennessy są oczy. Iskrzą się barwą ciemnej czekolady, wpadają w swej głębi w niezbadane odmęty czerni. Kształt upodobniony do osławionych migdałów podkreśla wachlarz czarnych, gęstych rzęs, naturalnie podwijających się u końców, otwierających nieco sceptyczne spojrzenie, akcentując złośliwe iskry mające za swoje tło toń ciemnego brązu. Ciemne, mocne brwi dopełniają ekscentrycznej oprawy, wieńcząc idealną kompozycję. Wydatne kości policzkowe całym swoim majestatem podkreślają naturalną nutę ostrości obecną w rysach dziewczyny. Lekko spiczasty podbródek, szczupłe policzki, wyrazisty łuk brwiowy składają się na wyjątkowo szlachetną oprawę, którą sobą prezentuje. Stosunkowo wąskie usta, drobny nos, okraszony gdzieniegdzie pojedynczymi piegami, stanowią jedne z ostatnich elementów goszczących na buzi Hennessy. Tą z kolei okalają kruczoczarne pasma, barwą przypominające heban, płynące kaskadą, układając się w lekkie fale, aby zakończyć swoją drogę ledwie nad linią wąskich ramion. Pojedyńcze kosmyki stanowią grzywkę nieodłącznie goszczącą na czole Antigone, układającą się w niedbałym, aczkolwiek odnajdującym pewną harmonię, porządku.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t546-zwierze-antigone#2459 http://mortis.forumpolish.com/t566-dziennik-antigone#2587 http://mortis.forumpolish.com/t541-skrytka-nr-583
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 19:17

Wodziła wzrokiem za postaciami mijającymi ją, każda zobaczona zdawała się być jeszcze bardziej przystrojona niż wcześniejsza, wszystkie zdawały się przekraczać o wiele mil odgórne granice ludzkiej fantazji. Migotliwe suknie, brylanty, istna plejada barw wywołująca swoisty oczopląs — każdy kolejny bal powielał tradycję wcześniejszego. Gwiazdy były nieliczne, jednak większość usiłowała zabłysnąć na firmamencie, co sugerowała wymyślność strojów wirujących na parkiecie. Przyciągały wzrok bardziej niż osoby ubierające je, wszystko zdawało się być przyćmione przez sukienki. To był ich bal; Nie minęło wiele chwil, nim skierował się do niej profesor Lupei. Z wprawą mistrza przybrała czarujący uśmiech.
Dobrze, że przynajmniej jedno z nas cieszy ten fakt — odparła pośpiesznie, wplatając nutę nieoczywistego sarkazmu w ton swojego głosu. Szybko jednak uniosła kąciki ust, sugerując, że był to jedynie niewinny żart. Nie był.Wie pan, co najciężej jest zapomnieć? Rzeczy tragicznie złe — ucięła. Nie dodała, że wszystkie znaki wskazywały na to, że ten bal będzie w istocie niezapomniany. Przez ułamek sekundy kontemplowała nad przyjemnym wyrazem twarzy nauczyciela — idealna parodia "dobrze się bawię".
Sprawiam wrażenie osoby o lepszych umiejętnościach do tańca, niż posiadam — ostrzegła. Podała dłoń nauczycielowi, a po chwili już znaleźli się na parkiecie wirując w zgodzie z melodią walca. Hennessy przez większość czasu wgapiała się bezmyślnie w przestrzeń, niby nad czymś myśląc, nie koncentrując się na tańcu. Był jej czysto obojętny. — Przejrzałam pana — zaczęła, ogniskując spojrzenie ciemnych tęczówek na nauczycielu. — Nie dziwię się, że bawi się pan nieciekawie. Może nie jest to poziom żałości, jaki pokazuje Yvon, bo dobrze pan gra. Zastanawia mnie jedno... — zatrzymała się na ułamek sekundy — co pan zrobi, aby stąd się wyrwać? Możemy pójść na układ. Ja udam, że mdleję, a pan odegra rolę zmartwionego losem uczennicy opiekuna. Później zadecydujemy, kto komu wyświadczył przysługę. — Uniosła podbródek, dumna z dokonanej analizy psychologicznej. Była niewątpliwie dobra w wysuwaniu śmiałych wniosków, jednak zazwyczaj były one zasadne, nie stanowiły przysłowiowej płachty na byka. Rozwiązanie było wybitne — Antigone znajdzie usprawiedliwienie przed sobą i otoczeniem, nie zostanie posądzona o bycie istotą aspołeczną, a profesor Lupei będzie miał doskonałą wymówkę, aby się zmyć. Troska o uczniów stanowi wartość nadrzędną. Czuła jednak w głębi, że to wyjście z sytuacji nie ukontentuje nauczyciela.


i will lift glad, afar-off eyes
though it contain no place for me
avatar
Zastępca kapitana i pałkarz Srebrnych Wiwern, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 14 cali, kieł widłowęża, winorośl, elastyczna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Graysen ledwie opuścił łono swej nieszczęsnej matki Faustine, a liczne grono rodzinne, zgromadzone ściśle wokół kołyski, zawyrokowało, iż chłopiec przyszedł na świat jako idealna kalka swojego ojca. Choć podobne stwierdzenie zdawało się być w tamtej chwili niczym innym, a pieszczotliwą eksklamacją, to z biegiem lat każdy przekonał się, że Graysenowi w istocie przepowiedziano wtedy przyszłość w cieniu niedoścignionego oryginału, po którym to musiał odziedziczyć spłaszczony, wydatny nochal. Nie mógłby być gorszy od swych rówieśników, co za tym idzie, może pochwalić się wzrostem ponadprzeciętnym, sylwetką i ruchami nieskrępowanymi, acz bywa, że i chaotycznymi, zależnie od tego czy znajduje się obecnie w fazie nadpobudliwości ruchowej, czy wręcz przeciwnie, w stanie otępienia i stagnacji. Piwne kurwiki szaleństwa i błysk niepoczytalności są nieodłącznym elementem składowym spojrzenia, jakim Graysen obarcza swych rozmówców. Łagodny i spokojny, nieznęcony gwałtownym temperamentem, budzi jeszcze większe podejrzenia, wzmaga w innych lęk, iż tylko jednej małej iskierki brakuje do eksplozji niezrównoważonego pomyleńca, który to tkwi, gdzieś głęboko w nim, uśpiony za maską typowego, aroganckiego dzieciaka z porządnego domu. Coś, co kiedyś będzie nazywać się artystycznym nieładem, w obecnej erze, jest jedynie trywialnym bałaganem, bo to właśnie bałagan objął panowanie nad głową chłopaka. Nie podpatrzył ani trendów, ani kolegów z ławki, na próżno więc u niego szukać fryzury na przylizanego Włocha, on o to nie dba. Bogatą mimikę uwielbia uwydatniać w sposób ekspresyjny i nierzadko karykaturalny, emocje bowiem, i to te wszelkiego kalibru, stanowią dla Gray’a nieodwieczną zagwozdkę; są niczym puzzle pozbawione istotnych elementów układanki, których nie potrafi ułożyć. Fuzja kontrastowych emocji, niesprecyzowany i wieloznaczny ton wypowiedzi, zapewnił mu dożywotnią łatkę bezczelnego mitomana, z którego ust sączą się nieskończone ciągi łgarstw i jad fałszu. Potwierdzenie podobnego wymysłu byłoby jednakże krzywdzące dla Graysena, który w gruncie rzeczy nie jest osobą tak podłą i nikczemną, jak jego ojciec by pragnął. Z ludźmi mu nie po drodze, nie rozumie ich zamiarów, celów i motywacji. Nie utożsamia się zresztą z wieloma jednostkami, izoluje się od reszty na własne życzenie, nie będąc jednak do końca pewnym, czy jest to czymś, czego tak naprawdę pragnie.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t585-sowa-graysena http://mortis.forumpolish.com/t612-skrytka-numer-123
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 19:24

Przebija się ciężkim krokiem przez rozochocony, głośno trajkoczący tłum i zmierza ku porzuconej przed chwileczką Wittermore. Co tu się odpierdala? Jego włosy. Jego strój. Nazwisko, którego nie zna, więc siłą rzeczy musi świadczyć o rodowodzie plebsu. Młodszy, czyli szacunku nie może w nim wzbudzić ani krztyny. Przynależność do Slytherinu.
-W czymś mogę pomóc? - opryskliwie uderza do chłopaka, gdy tylko udaje mu się zbliżyć na odległość kilku kroków. Swoje łapska krzyżuje za plecami, że to niby tak dostojniej, acz z nutką nonszalancji, której to Graysenowi nigdy nie może zabraknąć. Dzieciaka zna raptem z widzenia, wie tylko tyle, że nie zasługuje na bycie Ślizgonem. No nie jest mu go żal, wręcz przeciwnie, w myślach chłosta go grubym pasem, karci za bezmyślność i nieznajomość własnego miejsca. Och, jak on by mu pokazał gdzie naprawdę należy.
-Profesorze Báirseach, dziękuję za opiekę nad moją partnerką. Nie było mnie zaledwie chwilę, a już ktoś zdążył się… przypałętać - cierpko podkreśla ostatnie słowo, wzrok niepoczytalnego psychopaty wbijając w intruza. Szybkim ruchem dłoni przepędza go niczym natrętną muchę plujkę, po czym bezsłownie przystaje u boku Kaylin. Być może Caolan go nawet zaprosił do wspólnej rozmowy, a cała trójka bawiła się w swoim towarzystwie bez żadnych zgrzytów, ale w oczach Carrowa Siwy nie zasługiwał na podobne zaszczyty. Gości na czarnej liście podłego Krukona i przywilejów nie posiada żadnych.
Daruje sobie angaż w nowe konwersacje, nie może okazywać braku manier i przerywać profesorowi zaabsorbowanemu wymianą myśli z Wittermore. Carrow tymczasem wciska dłonie w kieszenie i zezuje na pary wirujące na parkiecie. Trochę go bawi widok Alexandra z Blackówną, ale ostatecznie nie śmieje się pod nosem, ani nie wytyka go palcem. Woli nie myśleć o tym, że zaraz i on sam podzieli jego los, poderwie do tańca filigranową Kaylin i będą udawać jak świetnie się bawią.
Sznuruje ustami, a za nowy obiekt mało dyskretnej obserwacji obiera Nadzieję Potocką, pannę wyjątkowo cudacznie zachowującą się w towarzystwie wcześniej niespotkanego Hardego. O ile powinien gardzić wszystkimi szlamami w stopniu jednakowym, to przy Hope zawsze zmusza się do wzgardliwych, sztucznych komentarzy. Gnębienie dziewcząt już jakiś czas temu przestało dawać mu satysfakcję, Hardy zaś wzbudza ambiwalentne uczucia i Carrow nie jest w swych wrażeniach osamotniony. Tym razem jednakże, obecność Gryfona spoufalonego z Puchonką go piekielnie irytuje. Kolejna świetnie dobrana para, wypadałoby powinszować. Może jednak wszystkie szlamy są takie same.


"I never promised you an open heart or charity
I never wanted to abuse your imagination
I come with knives and agony"
avatar
Prefekt Ravenclawu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Angielski dąb, pancerz kikimory, 13 cali, sztywna. Solidna, z dosyć grubą rękojeścią. Nie jest prosta, większość różdżki jest pofalowana. Sama rękojeść ozdobiona jest grawerowaniem w drewnie, a także onyksem, który umieszczony jest na jej podstawie.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ★ Szkolne ★ ACCIO - ALOHOMORA - APERACJUM - BĄBLOGŁOWY - BOMBARDA - COLLOPORTUS - CONFUNDUS - DEPULSO - DRĘTWOTA - ENERVATE - EPISKEY - EXPELLIARMUS - GLACIUS - LUMOS MAXIMA - REDUCTO - REPARO - WINGARDIUM LEVIOSA ★ Łatwe ★ ANATISQUACK - BONUM IGNIS - CALVORIO - CHŁOSZCZYŚĆ - CONSTANT VISIO - ENTROPOMORPHIS - ERECTO - FUNEMITE - ILLEGIBILUS - IMPERTURBABLE - SICCUM - ZAKLĘCIE CZTERECH STRON ŚWIATA (WSKAŻ MI) ★ Trudne ★ FINITE INCANTATEM - PROTEGO HORRIBILIS ★ Specjalne ★ ZAKLĘCIE PATRONUSA (EXPECTO PATRONUM, FORMA BIAŁEGO KRUKA) ★
OPIS POSTACI: Dosyć niska, mierząca jedynie sto sześćdziesiąt centymetrów, nie wyróżniająca się tak naprawdę niczym szesnastolatka. Drobna, można nawet pokusić się o stwierdzenie chuda dziewczyna, która z pewnością nie ma zbyt wiele siły i łatwą ją pociągnąć, czy popchnąć. Ostatnim razem, gdy się ważyła, waga ukazała czterdzieści osiem kilogramów, co i tak było dla niej osiągnięciem. Całkowicie przeciętna, o krótkich blond włosach, które lubią się puszyć i falować - każdy włos w zupełnie inną stronę, co sprawia, że na jej głowie prawie zawsze panuje nieład. Zawsze bardzo się stara, by mieć choć trochę elegancką fryzurę, jednak nie często jej się to udaje. Brązowe oczy kontrastują z bladą cerą, będącą oznaką przebywania przez większość czasu w budynkach, choć w wakacje zdarza się, że znajduje się na niej lekka opalenizna będąca wynikiem spędzania czasu z magicznymi stworzeniami na zewnątrz. Opala się jednak na czerwono, co nie jest szczytem jej marzeń. Ma na twarzy kilka pieprzyków, a na całym ciele poza tym jedyną skazą jest długa blizna, ciągnąca się aż od lewej strony brzucha do połowy uda. Nie ma zbyt dużej wady wzroku, jednak często można spotkać ją w okularach z czarną obwódką, gdyż w ten sposób lepiej jej się czyta. Dziewczyna nauczona została dbania o siebie, więc zawsze jest czysta i schludnie ubrana. Zdarza się, że na twarzy można dostrzec makijaż, lecz nie jest to zbyt częste. Lubi eleganckie stroje, spódnice, koszule i sweterki. Zawsze pachnie od niej kwiatową mieszanką jej ulubionych perfum.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t214-zwierzeta-kaylin#273 http://mortis.forumpolish.com/t328-dziennik-kaylin#412 http://mortis.forumpolish.com/t213-skrytka-nr-690#272
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Wto 05 Kwi 2016, 20:01

Za dużo. Na balu działo się zdecydowanie za dużo. Zapatrzona na tańczącego Bułhakowa nie zdała sobie sprawy z tego, że została sama. Gdy już to do niej dotarło nie miała zamiaru panikować (dłużej niż by wypadało) i powróciła do szukania wzrokiem sylwetki profesora, na której mogłaby zawiesić oko. Z pewnością nie powinna tak długo na niego patrzeć, zwłaszcza w świetle tych wszystkich plotek krążących po całej szkole po walentynkach musiało to wyglądać po prostu źle, ale... Cóż, miała prawo obejrzeć pierwszy taniec, a nikt inny nie przykuł jej uwagi tak mocno (choć najprawdopodobniej lepiej by było, gdyby gapiła się na Frasera).
Z zamyślenia wyrwał ją znajomy, choć nie mogła powiedzieć, że mile słyszany głos. Odwróciła się powoli, zamyślona i jeszcze nie do końca rozumiała, co do niej mówił. Dopiero, gdy wyciągnął dłoń zdała sobie sprawę z sensu jego wypowiedzi i prawie jęknęła. Nie udało jej się powstrzymać lekkiego grymasu wypływającego na usta w odpowiednim momencie i przez kilka chwil był widoczny. Nie chodziło już o tamtą sytuację na numerologii, bo choć dziewczyna nie zapomniała i do końca szkoły będzie patrzeć mu na ręce, to było dawno. A ona nie miała zamiaru co trzy minuty przypominać mu o byciu idiotą, to zadanie z pewnością wykonują bardzo dobrze wściekli za utratę dwudziestu punktów Ślizgoni. Jakby na to nie spojrzeć, dostał nauczkę. Bardziej jednak nie podobało jej się to, że tak zwyczajnie do niej podszedł i poprosił o pierwszy taniec. Skoro przyszła z kimś innym, oznaczać to miało, że to właśnie z panem Carrowem pragnie się tego wieczoru bawić, a pierwszy taniec był przywilejem towarzyszącego kobiecie mężczyzny.
Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo zazwyczaj potrzebowała kilkunastu sekund na reakcję, gdy na jej ratunek przyszedł nie kto inny, jak opiekun Slytherinu. Nauczyciel wywołał w niej spore zakłopotanie, jak z resztą zawsze, gdy pojawiał się w pobliżu. Ciągle pamiętała wstyd, jakiego się najadła na jego zajęciach i wybity bark, który mu zaserwowała spadając z miotły. Lekki rumieniec pojawił się więc na jej policzkach, gdy spuszczała wzrok słuchając wypowiedzi profesora. Prawie się zaśmiała, coś jednak ugrzęzło jej w gardle i stłumiło dźwięk na tyle, że stał się on po prostu niesłyszalny. Wychwalający Graysena nauczyciel sprawił, że sama zaczęła zastanawiać się, czemu Carrow właściwie wybrał ją na swoją partnerkę? Wiedziała, że mieli podobne podejście i że pomogą sobie nawzajem jednocześnie nie przeszkadzając, ale jednak pojawienie się na takiej imprezie z czarownicą, khem, półkrwi musiało odbić się echem.
- Lubię. - Szepnęła do nauczyciela, którego prośba wydawała się idealnym ratunkiem i choć z pewnością spłonie ze wstydu... Woli spędzić ten czas właśnie z nim, niż z młodszym Ślizgonem, którego nie wiedziała, w jakich kategoriach znajomości ustawić.
- Bardzo chętnie, profesorze Báirseach. - Zaczęła jąkając się. - Wydaje mi się, że pierwszy taniec zachowam dla mojego partnera. Jak już pan profesor wspomniał, to naprawdę bardzo wysoko postawiony młodzieniec, a mnie nie pozostaje nic innego, jak spędzić ten wieczór u jego boku. - Być może powiedziałaby coś jeszcze, gdyby nie pojawienie się Carrowa, na które zareagowała tylko jeszcze większym rumieńcem i naganą w myślach.
- Graysen. - Mruknęła z ulgą. - Przepraszam za kłopot. - Szepnęła bardziej do niego, jakby czuła się winna całej tej sytuacji. A przecież to nie jej wina, prawda?
Towarzystwo Krukona rozluźniło ją nieznacznie i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że urwała rozmowę z profesorem w zalążku.
- Chętnie porozmawiam z panem o kotach. Pana zwierzaki mają się dobrze? - Zaczęła spoglądając na Graysena i upewniając się, że nie przeszkadza mu tor rozmowy. Matka, mimo bycia mugolką, nauczyła ją tego, jak powinna zachowywać się w towarzystwie mężczyzn. Z pewnością przez lata była tresowana w ten sposób przez ojca.
- Jakbym wiedziała, że chce pan porozmawiać to pewnie zawitałąbym do pana gabinetu. A tak, rozumie pan, nie mam za bardzo powodów by się wokół niego kręcić. - Sympatyczny uśmiech maskujący zażenowanie pojawił się na jej ustach.



I made my choice a long time ago, and I'm never gonna leave you.


avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Berberys, włókno ze smoczego serca, 14 cali, bardzo giętka. Jeśli chodzi o jej wygląd, nie należy do najpiękniejszych. Jest jasna, niewyszlifowana i szorstka, a jej rękojeść pokryta jest korą. Jednak świetnie leży w dłoni i nie wyślizguje się z mocnego chwytu Seymoura.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Expelliarmus, Riddiculus, Mimble Wimble, Anteoculatia, Furnuculus, Accio, Alohomora, Windgarium Leviosa, Sollicitus, Flippendo Duo, Avis
OPIS POSTACI: Seymour zawsze rzucał się w oczy. Wysoki i szczupły, ale dobrze zbudowany. Jego śliczna buzia zawsze przyciągała żeńskie spojrzenia. Właściwie pociągający jest nie tyle jego wygląd, a magnetyczna osobowość i aura, jaką wokół siebie roztacza. Wyprostowany, ale rozluźniony, kroczący z niedbałą gracją. Ciemne jak noc włosy wiecznie w nieładzie, doskonale współgrające z jego szelmowskim uśmiechem oraz niedbale założonym mundurkiem rozchełstanym pod szyją i krzywo zwisającym, niedbale zawiązanym krawatem. Spod prostych, nisko położonych, wyraźnych brwi rzuca naokoło łobuzerskie spojrzenia ciepłych, ciemnobrązowych tęczówek, w których nieustannie lśnią dzikie iskierki niebezpiecznego rozbawienia. Oczy ma osadzone głęboko, rzęsy długie i gęste. Twarz szczupłą, pociągłą, z wyraźnymi kośćmi policzkowymi, ostrym podbródkiem i twardą, wyrazistą linię szczęki obrośniętej często jednodniowym zarostem. Jego wąskie, miękkie usta wciąż rozciągnięte są w zgrywnym, lekko ironicznym uśmieszku, a kiedy ten zmienia się w szczery i radosny, odsłaniają dwa rzędy równych, perłowobiałych zębów. Wrażenie kanciastości jego twarzy potęgowane jest jeszcze przez wydatny, nieco krzywym po przeszłym złamaniu i lekko haczykowaty nos. Cerę ma jasną, ale zdrowej barwy, z licznymi piegami i pieprzykami, z których najbardziej rzucają się w oczy ten pod prawym okiem, trzy ustawione w równym rzędzie na lewym boku jego szyi i, jeśli komuś będzie je dane zobaczyć, dwa poniżej lewego obojczyka, który tak jak prawy oraz jego jabłko Adama, wyraźnie rysują się pod skórą chłopaka. Ciało Hardy'ego jest smukłe i ładnie wyrzeźbione, a mięśnie wyćwiczone, twarde i dokładnie się odznaczające, co wraz z dzikim spojrzeniem i jasnymi bliznami pokrywającymi siateczką jego ostre knykcie, nadają całej jego postaci pierwotnej drapieżności. Pod prawą piersią ma również jedną większą i szerszą bliznę od całej reszty, pamiątkę po nieciekawym epizodzie z dzieciństwa. Na wewnętrznej stronie lewego przedramienia ma tatuaż wykonany na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, przedstawiający bijące serce. Wokół niego nieustannie unosi się ciężki, ale pociągający piżmowy zapach z nutką czegoś, co kojarzy się z wiśniami i czekoladą. Poza tym, Seymour ma miękki i ciepły, bardzo głęboki, niski głos z seksowną chrypką, wprost idealny do mamienia dziewcząt komplementami mruczonymi w ich uszy i śpiewania serenad pod ich oknami.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t473-gadziny-seymoura#1472 http://mortis.forumpolish.com/t472-skrytka-nr-256
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Czw 07 Kwi 2016, 10:18

To, co zrobił i powiedział było jak na niego wyjątkowo mało finezyjne, ale nie miał już sił ani czasu, aby skorzystać z jakiejś innej strategii. Ten sposób był łatwy, szybki i niemal bezbolesny, ale niestety niezbyt elegancki i nie robiło się najlepszego wrażenia. Było mu wręcz prawie wstyd, że wykazał się takim brakiem kurtuazji, ale uczucie to nikło przy bólu urażonej dumy.
Chłopak przekrzywił lekko głowę, kiedy Nadzieja, wyraźnie speszona, cichym głosem zaczęła odpowiadać na jego marne prawie-zaloty. Więc uznała, że to, co powiedział wcale zaproszeniem nie było? Właściwie miała rację. Ale skoro o tym wspomniała, fakt bycia odpowiednio zaproszoną pewnie był dla niej ważny. Hardy odchrząknął zatem w pięść i po chwili wyciągnął do niej dłoń.
- Och, w takim razie nie będziesz musiała udawać - rzucił z szelmowskim uśmieszkiem. - Czy zechciałabyś towarzyszyć mi dziś na Balu Wiosennym?
Uśmiechał się, ale utrzymywał poważny ton i spokojne spojrzenie, które miał nadzieję przekona dziewczynę, że to nie jest żaden durny żart. Bo nie był. Na prawdę chciałby mieć partnerkę. I naprawdę z miłą chęcią spędziłby ów wieczór z Potocką u boku.
- Obiecuję, że nie pożałujesz - dodał jeszcze, a w jego uśmiechu pojawiła się nutka nieśmiałości i ogłady. Zastanawiało go, że nie utrzymuje kontaktu wzrokowego. Dziewczęta zwykle gapiły się mu w oczy jak zahipnotyzowane. Czyżby Puchonka czuła się nieswojo? Musiał się upewnić, że nie będzie. Nie chciał, aby czuła się do czegokolwiek zmuszona, nawet jeśli aktualnie z premedytacją wykorzystywał jej dobre serce.
- Hope, prawda? - zapytał zatem miękkim głosem. Właściwie to Gryfon kojarzył z imienia i nazwiska wszystkie co ładniejsze dziewczęta od IV roku w górę, a z jego rocznika to absolutnie każdą. Poza tym, jak mógłby nie znać tych, z którymi chodzi na zajęcia?
- Chyba nigdy się oficjalnie nie przedstawiłem. Seymour Hardy - rzekł, starając się rozluźnić atmosferę. - Może mnie nie kojarzysz, ale chodzimy razem na Koło Artystycznie Uzdolnionych.
Ciemnowłosy nie chciał być zbyt nachalny, dlatego utrzymywał odpowiedni dystans, ale również próbował szybko ocieplić stosunki między nimi. Fakt, że znał Nadzieję z imienia (i nazwiska!) powinien jej schlebić i poprawić jego wizerunek w jej oczach. Cicho liczył na to, że nie słyszała o nim żadnych pogłosek, bo te lubiły działać na jego niekorzyść.
Hardy tknięty jakimś dziwnym przeczuciem, albo potrzebą, postanowił wytłumaczyć się ze swoich działań. Wbił dłonie w kieszenie i nieśmiało, lekko zażenowany spuścił wzrok.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Pewnie nie tak wyobrażałaś sobie idealne zaproszenie na bal - posłał jej przepraszający uśmiech. - Dziękuję ci bardzo, że się zgodziłaś. Ratujesz mnie i moją dumę!
- Bo widzisz... - ciągnął dalej. - Dziewczyna, którą zaprosiłem zdecydowała się pójść z kimś innym - wzruszył ramionami. - Potem zaprosiłem inną, której tym chciałem zadośćuczynić wszystko, co w moim zachowaniu mogło ją urazić. Ale nawet mi nie odpowiedziała - skrzywił się lekko. Zależało mu na tym, żeby Anastasia zobaczyła go z partnerką, ale bynajmniej nie jakąkolwiek.
- Dlatego chciałem, abyś utrzymywała, że to wcale nie tak, iż zaprosiłem cię w ostatniej chwili - posłał jej pełen skruchy, nieco smutny uśmiech. - Tak, wiem, że niezbyt chwalebne zachowanie...
Miał nadzieję, że jak już wyznał wszystkie swoje grzechy, Hope nie stwierdzi nagle, że nie jest godzien jej towarzystwa. Liczył jednak na to, że szczerość skruszy nieco pierwsze lody.
Rozmawiając z Puchonką kątem oka zerkał na parkiet. Właśnie odbywał się taniec ostatnich klas. W przyszłym roku to on poprowadzi kogoś do pierwszego tańca. Musiał przyznać, że pary pląsające na parkiecie prezentowały się niezwykle. Duża część pewnie ćwiczyła popołudniami, żeby dobrze wypaść. On też, kiedy miał zjawić się pierwszy raz na Wiosennym Balu ćwiczył. Nie wychowywał się w arystokratycznej rodzinie z tradycjami, więc uczyła go Fitzgerald. Uśmiechnął się na samo wspomnienie. Nie był zbyt pojętnym uczniem, przynajmniej na początku. Ale od tamtego czasu trochę minęło i teraz posiadał umiejętności więcej niż wystarczające, aby nie być pośmiewiskiem.
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Czw 07 Kwi 2016, 17:10

Dostrzegł na twarzy Kaylin grymas, na co tylko się uśmiechnął do siebie. Czyli nie. No trudno. Chciał już przeprosić za zabieranie czasu, kiedy pojawił się tuż obok opiekun Ślizgonów. Zabrał głos zamiast dziewczyny i wygładził mu kołnierz. Ururu również mu posłał uśmiech. Miał w końcu coś powiedzieć, ale profesor kontynuował.
Chłopak lekko zmarszczył brwi.
Partner Panny Wittermore to zastępca kapitana reprezentacji naszych domów. Już sam ten tytuł daje mu pewną przewagę nad Panem.
Spuścił wzrok starając się nie roześmiać. Wyglądało, jakby profesor znał jego Wzór na jakość, który właśnie wczoraj chłopak wpisał do dzienniczka w formie nieco skończonej.
Kaylin w końcu postanowiła coś powiedzieć.
Ururu aż zadławił się powietrzem.
- Strasznie przepraszam, zupełnie przeoczyłem fakt pierwszego tańca - odpowiedział szybko posyłając jej przepraszający uśmiech. Chyba nie było mu dane mieć dobrych stosunków z Krukonką.
Nagle do uszu Ururu doleciały słowa owiane bardzo negatywnym tonem. Chłopak wbił wzrok w kogoś, kto okazał się nie być Ślizgonem. Tak więc czemu był taki nieuprzejmy? Rzucał kolejnymi niegrzecznymi słowami, aż na twarzy szarowłosego nie było ani śladu uśmiechu, a jego spojrzenie skierował na Kaylin. Czy ona wiedziała, że z kimś takim wybrała się na bal? A jeśli tak, to dlaczego? Może jednak nagle oznajmi "zastępcy kapitana", że nie ma zamiaru się z nim zadawać?
Lecz ona pogrążyła się w rozmowie z profesorem. Ururu stwierdził, że czas iść.
- Jeszcze raz przepraszam za kłopot - pokłonił się lekko - Mam nadzieję, że po moim odejściu przy tej panience nie padną już takie niechlubne słowa - dodał do Carrowa z uśmiechem, po czym odszedł od nich.
Dostrzegł w tumie Fletchera po raz chyba kolejny, ale nie miał zamiaru do niego podchodzić... bo po co? Rozmawiać sobie mogą innym razem, teraz trzeba tańczyć. Aczkolwiek Ururu chętnie by spytał kolegi, gdzie ten się ostatnio podziewał. Idąc tak, posłał uśmiech do Addyson, która wciąż robiła zdjęcia.
"Pierwszy taniec..."
No tak. Musi się jej spytać. Podszedł więc do niej szybkim krokiem.
- Addyson, przepraszam, że przerywam, ale przypomniało mi się, że pierwszy taniec na balu trzeba odbyć z tym, z kim się przyszło - wyszczerzył się do niej. Może chociaż ze względu na dobre obyczaje dziewczyna zgodzi się na wspólny taniec. - Proszę tylko o ten jeden taniec.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Czw 07 Kwi 2016, 17:48

Spoglądała na jego kołnierz, kiedy zadał oficjalne pytanie. Bardzo jej to schlebiło, ale również niezmiernie zawstydziło. Gwałtownie odwróciła wzrok spoglądając na tańczące pary. Było to bardzo niegrzeczne z jej strony, ale nie chciała, żeby na nią teraz patrzył.
- Tak, chętnie będę towarzyszyć - odpowiedziała szybko wracając wzrokiem w jego stronę, kiedy dodał "obietnicę", aczkolwiek wciąż unikając jego oczu. - Przepraszam, nigdy nie miałam takich sytuacji, nie jestem pewna jak się zachować - wyjaśniła.
A jak weźmie ją za niegrzeczną i sobie pójdzie. Trochę przegryw... ale z drugiej strony przynajmniej nie musiałaby być tak spięta. Coś się w niej ścisnęło, kiedy usłyszała swoje imię.
On ją kojarzy. Wie jak ma na imię.
Chyba za bardzo się przejęła. Kiwnęła głową na potwierdzenie jego słów. Nie wiedziała co powiedzieć, lecz na szczęście chłopak kontynuował.
- Miło mi ciebie poznać - dygnęła lekko, kiedy się przedstawił. Jego nazwisko coś jej mówiło.
Koło Artystycznie Uzdolnionych.
No tak.
Hope wyszczerzyła oczy, po czym rzuciła nieco śmielsze spojrzenie na twarz chłopaka (wciąż omijając oczy). W tej eleganckiej atmosferze balu nigdy by go nie poznała. Z resztą, nie tylko z nim miałaby problemy. Już zdążyła dostrzec, że wiele osób wygląda znacznie inaczej. Najnormalniej wyglądała chyba tylko kadra nauczycielska.
- Tak, wiem kim jesteś - powiedziała. - Kiedy wszyscy wyglądamy bardziej elegancko niż zwykle, można się trochę pogubić - zachichotała. Trochę się rozluźniła. W końcu go znała. Chyba nigdy nie zamienili ani jednego słowa, ale przecież miała wielu takich znajomych. Których nazywała czasami "przyjaciółmi jednostronnymi".
- Nic się nie stało - zaśmiała się znowu na jego przeprosiny. Nie wyobrażałam sobie żadnego zaproszenia, dodała w myślach. Tak naprawdę nigdy nie myślała, że jakiś chłopiec mógłby być nią zainteresowany z jakiegoś innego powodu niż pomoc w nauce.
Słysząc o jego dumie zapanowała nad kolejnym śmiechem. Co prawda ze swojego kuzyna, Dextera, często się śmiała z tego powodu, jednak przy kimś obcym byłoby to niestosowne.
Słysząc jego historię zmarszczyła brwi. Biedactwo, pomyślała.
- Nie rozumiem jak można tak zrobić. Czegokolwiek nie zrobiłeś, powinna odpisać - skomentowała zachowanie drugiej dziewczyny. - Może po prostu wiadomość do niej nie dotarła? Kiedy ostatni raz ją widziałeś? - rzuciła swoimi standardowymi tekstami, którymi zawsze budowała w ludziach nadzieję. Czasem złudną, lecz najczęściej udawało się jej tym poprawić humor rozmówcy.
- Hej, lepiej późno niż wcale - posłała mu szeroki uśmiech spoglądając przelotnie w jego oczy.
Miała ochotę pląsać po balu sama, obserwując ludzi i szkicując, a tu nagle przypałętał się taki chłopaczek. Takiego scenariuszu nie miała w głowie, lecz była gotowa zmienić plany, żeby pomóc. Poza tym, kto wie, może zdobędzie nowego kolegę? Dodatkowo jej nadzieja na zatańczenie wzrosła. Miała nadzieję, że chłopak umiał tańczyć i zabierze ją na parkiet.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

avatar
Prefekt Hufflepuffu, Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Jawor; Włos jednorożca; 10,5
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Expelliarmus, Finite, Flippendo Duo, Fumos, Riddiculus, Drętwota, Anatisquack, Calvorio, Accio, Alohomora, Bombarda, Glacius, Wingardium Leviosa, Descendo, Mobiliarbus, Lapifors, Anteoculatia
OPIS POSTACI: Panna Addyson Clemen urodziła się w małej wsi, ale za to w bardzo kochającej rodzinie, w której małej dziewczynce niczego nie brakowało. Jej matka, mugolka pogodziła się z myślą, że jej mąż i dzieci są czarodziejami i nigdy nie robiła im z tego powodu wyrzutów. Ojciec zaś starał się jak najlepiej wytłumaczyć swoim pociechom, że nigdy nie powinno nadużywać się czarów, a już na pewno nie w obecności mugoli. Szatynka największe problemy miała ze swoim starszym bratem, który dokuczał jej na każdym kroku, ciągnął za włosy i opowiadał straszne historię, przez które dziewczynka chowała się pod pościelą i płakała. Przez niego panicznie boi się kotów, na widok których zamiera w miejscu i oblewają ją zimne poty. W wyglądzie Addyson nie można dopatrzeć się niczego niezwykłego. Problem polega jedynie w jej wzroście. Mierzy niecałe metr pięćdziesiąt i często nie jest traktowana poważnie (w końcu kto może brać na serio dziewczynę z szóstego roku, która wzrostem przypomina pierwszoroczniaka?) Wbrew pozorom jest to zwykła nastolatka, o ładnych, piwnych oczach i czarnych, sięgających łopatek włosach z kilkoma piegami na nosie i policzkach. Jej policzki prawie zawsze są zaczerwienione, jakby sługo stała na mrozie w zimowy dzień.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t368-cudowronka-addyson#531 http://mortis.forumpolish.com/t402-kronika-addyson#755 http://mortis.forumpolish.com/t369-skrytka-300#532
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Czw 07 Kwi 2016, 18:37

Odprowadziła jedynie Ururu wzrokiem. Nie miała zamiaru wisieć mu ciągle na ramieniu i patrzeć mu na ręce. Może w pewnym momencie o niej zapomni i po zrobieniu dostatecznej ilości zdjęć, będzie mogła cicho wymknął się do dormitorium, będąc niezauważoną? Tak. To jest jeden z najlepszych pomysłów Addyson, do tej pory.
Chodziła wokół tłumu tańczących uczniów i nauczycieli, chcąc zrobić jak najlepsze zdjęcia, by szybko móc zmienić ubranie na szkolny mundurek. Źle się czuła w tak odświętnej sukni. Fakt, że strój nie był jej, a jedynie został pożyczony od Kaylin, również nie sprawiał w niej odruchów radości. Musiała uważać, aby nigdzie nie zahaczyć, nic nie pobrudzić i nic nie porwać. Dla takiej ciamajdy jak Puchonka, to zadanie okazało się być naprawdę trudne. Nawet trudniejsze od machania różdżką.
Zadrżała, kiedy nagle koło niej pojawił się młody Ślizgon. Wcześniej zauważyła jak kręcił się koło prefekt Ravenclaw, ale nie zarejestrowała momentu, kiedy nastolatek zbliżył się ponownie do niej.
- Ururu... Nie wiem, czy to dobry pomysł...
Zaczęła się słabo bronić. W liście napisała chłopakowi, jak wyglądają jej umiejętności w tańczeniu. Clemen potrafiła przewrócić się na prostej drodze, nie wspominając już o tym jak mógłby wyglądać taniec w jej wykonaniu.



„Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś.
W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał."
avatar
Ścigający Srebrnych Wiwern, Rocznik V

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 13 cali, elastyczna, włos z głowy wili, sosna
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Finite, Enervate, Cave Inimicum, Expelliarmus, Homenum Revelio, Protego, Diffindo, Verdimilious, Alohomora, Avifors, Mimble Wimble, Confunduf, Aquamenti || Łatwe: Trucido, Repleo, Multifors, Aranaea || Trudne: Aranaea Language, Verum de scriptis
OPIS POSTACI: Ururu jest chłopcem przeciętnej budowy. Ani specjalnie chudy, ale pulchnym też go nie można nazwać. Mięśni również nie ma specjalnie zarysowanych... Po prostu taki średni. Wzrostu metr sześćdziesiat dziewięć i pół. Włoski całkiem grube, lecz szorstkie. Mają odcień... szarawy. Czy to farba? Czy tak kończy się niepotrzebny stres w zbyt młodym wieku? Obcięte niezbyt krótko, puszyste. Twarzyczka jego nieco okrąglutka, nie widać na niej typowo męskich kształtów. Taki sobie chłopczyna. Przenikliwe spojrzenie oczek w kolorze miodowo-bursztynowym, lekko zadarty nosek i... szeroki uśmiech, który nie znika prawie nigdy. Ubrany w pełny mundurek Ślizgona z idealnie zawiązanym krawatem. Nawet naukowiec musi być elegancki. Czasami nosi gogle na głowie, zazwyczaj zapomina, że je ma, dlatego na jego oczach występują stosunkowo rzadko...

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t479-ptak-ururu#1492 http://mortis.forumpolish.com/t487-notatnik-ururu http://mortis.forumpolish.com/t477-skrytka-nr-2000#1482
PisanieTemat: Re: Wielka Sala  Czw 07 Kwi 2016, 18:54

Stał z wyczekującym uśmiechem. Podobno dobrze wychowane panienki nigdy nie odmawiają, a Ururu za taką ją miał.
- To jeden z najlepszych pomysłów, na jakie ostatnio wpadłem - stłumił niezbyt udolnie śmiech myśląc o swoich ostatnich dokonaniach. Przez pojawiającą się wiosnę stał się lekko leniwy i częściej walczył z myślami. Ciotka nie odpisała mu niczego w sprawie wężoustości, a zazwyczaj szybko odpowiadała na jego listy. Musiał przyznać, że trochę go to zaniepokoiło. I czuł się strasznie zniecierpliwiony. W końcu nie mógł tej sprawy badać w żaden inny sposób. Nikomu też nie powiedział o odkrytej zdolności, nawet Mistrzowi J.Lo.
Właśnie.
Mistrz.
Ururu zgwałcił swoim wzrokiem całą salę, jego miodowe oczy namiętnie, niczym nieodkryte jeszcze wtedy satelity, przeczesywały, a raczej wywalały z tego świata wszystkich, którzy nie byli Juanem Antonio Lopez Narvaem. Dostrzegając go siedzącego gdzieś z książką, oczy mu zabłysły, a na twarzy pojawił się niesamowity uśmiech. Tam był. Tam siedział. I chyba mu szybko nie ucieknie.
Bardzo chciał dzisiaj przedstawić Addyson swojego Mistrza. Oczywiście, że znała profesora Narvae, lecz nie znała go od tej strony. Dla Ururu Juan był zupełnie kimś innym na lekcjach, i zupełnie kimś innym poza nimi. Kiedy rozpoczął naukę w Hogwarcie ciężko mu było zwracać się do niego "panie profesorze", ale mężczyzna poprosił go o to.
A dlaczego chciał ich sobie przedstawić? Czuł, że Addyson stawała mu się coraz bliższa, dlatego chciał pokazać ją swojemu Mistrzowi. Nie był tego świadomy, lecz szukając w Juanie kogoś, kto zastąpi mu ojca, chciał najzwyczajniejszej w świecie aprobaty doboru znajomych.
Swoje rozświetlone spojrzenie wbił w Addyson. Możliwe, że wyglądał teraz nieco przerażająco, kiedy był w takim stanie koledzy często mówili "Marquez jest na haju, odsuńmy się".
- Uczyń mi ten zaszczyt. Odbądźmy nasz pierwszy i ostatni zarazem taniec, a potem pragnąłbym przedstawić ciebie komuś, kto jednak przybył na bal - powiedział. - Nie bój się, możemy tańczyć powoli i nie musimy się za bardzo obracać.
Nie wiedział tego, ale był właściwie dobrym partnerem do tańca dla Addyson. Głównie dlatego, że mogłaby pomylić makarenę z walcem i potykać się dosłownie co chwilę, a Ururu i tak by się tym nie przejmował, tylko kontynuował oraz w razie potrzeby podtrzymał mocniej. Ktoś inny pewnie uciekłby zażenowany z parkietu, ale nie on. Chyba, że za jakość tańca odejmowali by punkty domom, to wtedy by się zastanowił, czy koleżanka faktycznie tańczy tak źle jak mówi.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Wielka Sala  

Wielka Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 6 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next

Similar topics

-
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Wielka Sala
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogwart :: Parter-
Skocz do: