Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Peron 7½

PisanieTemat: Peron 7½  Czw 24 Gru 2015, 01:12

Jeden z ukrytych przed mugolami peronów. Przeznaczony do użytku każdego czarodzieja, który chce udać się do jednej z magicznych wiosek mieszczących się na terenie Wielkiej Brytanii. Peron nie różni się praktycznie niczym od wszystkich innych. Pociągi odjeżdżają z niego regularnie, co dwie godziny. Cały czas jest tu tłoczno, zwłaszcza w okresach wzmożonej aktywności podróżniczej.
avatar
Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 9 cali, sztywna, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Expelliarmus, Zaklęcie Kameleona, Lumos, Nox, Relashio, Verdimilious, Vera Verto, Accio, Wingardium Leviosa, Jęzlep, Lapifors, Levicorpus, Obliviate
OPIS POSTACI: Oryginalność, wyróżnianie się z tłumu to coś do czego dąży prawie każdy, świadomie czy też nie. W końcu czego to się nie robi, by nie być tylko kolejnym szarym osobnikiem w beznadziejnym tłumie? Czego to się nie robi, by być tym wspaniałym i oryginalnym? Czego to się nie robi, by po prostu stać się kimś? W przypadku Malcolma niewiele. I to nie tak, że jego nie obchodzi jak wygląda. Bo nie jest brzydki - mierzy sobie dobre metr 74, ma miękkie, brązowe włosy i błyszczące, kasztanowe oczy. Linia jego szczęki jest wyraźna, rysy idealnie symetryczne, a kości policzkowe ostro zarysowane, pomimo młodego wieku, zahartowane życiem. Na nosie ma okulary i cierpi na syndrom nadmiernego poprawiania ich. Charakterem do zaoferowania ma znacznie mniej. Malcolm jest cichy, spokojny, a jednocześnie bardzo inteligentny i potrafiący podczas niemal każdej kłótni odwrócić kota ogonem w taki sposób, że to ktoś przeprasza jego, a nie odwrotnie. Ma sprecyzowane zdanie i wie czego chce. Mając do wyboru tuzin rozmaitych kształtów kieliszków do wina albo dwadzieścia odcieni błękitu, większość ludzi głupieje lub dostaje oczopląsu, a Malowi wybór nie sprawia najmniejszego problemu. Chłopak ma duże predyspozycje do nauki, ale jego pesymistyczne podejście i nie robienie nic by jego egzystencja nabrała jakiegokolwiek sensu, sprawia, że na pierwszy rzut oka wydaje się być przeciętny. Bo jemu w sumie dobrze jest z faktem, że każdy dzień jest taki sam, że nic tylko siąść i płakać. Woli pracować samemu i niespecjalnie zależy mu na zawieraniu głębszych znajomości - szczególnie, jeżeli będzie musiał przejąć inicjatywę. Na ogół spokojny, jednak potrafi stać się przerażający, gdy ktoś za mocno na niego naciska. Jego zastanawiającą zdolnością jest także chodzenie z głową w książce i nie wpadanie na nikogo po drodze.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t986-sowa-malcolma#9003 http://mortis.forumpolish.com/t985-skryta-nr-305
PisanieTemat: Re: Peron 7½  Wto 16 Sie 2016, 22:05

Mal spędził w Hogwarcie 6 lat, a jego ostatnie wakacje po których wrócić miał do szkoły właśnie dobiegały końca. On sam niewiele się zmienił, jeśli jego charakter w ogóle uległ zmianie. Nadal był cichy, spokojny i choć niektóre jego zachowania były nieuporządkowane, wszelkie podobieństwo do jakiegokolwiek realnego zaburzenia było najprawdopodobniej przypadkowe. Z resztą, czym był wiek wobec ogromu tego świata? Malcolm sam w zależności od samopoczucia miał zwykle 17, 25, 11 bądź 51 lat, a w tej chwili najchętniej zacząłby szkołę od nowa - bynajmniej, nie dlatego, że tak bardzo kochał się uczyć, wstawać wcześnie rano i chodzić na lekcje, ale głównie dlatego, że wiedział, iż po ukończeniu tej - ostatniej już klasy - będzie musiał zrobić coś ze swoim życiem. Czasem bardzo marzył o przyjęciu zimnej twarzy egoisty, by móc robić co mu się żywnie podoba, bacząc jedynie na własną korzyść. Jednak to nie miało racji bytu. Czuł się jak przywiązany niewidzialnym łańcuchem, a nawet może niewolnik. Ale on chciał być takim sługą, tylko by brnąć ku boku edenu. Jednak raj zniknął raz, co świadczyło o możliwości podobnych tułaczek. Nie miał pomysłu na życie - taka była prawda. Chciał po prostu być wolny -  Odyseusz, którego Itaka nie istniała.  
Odetchnął i zrobił kilka kroków naprzód w poszukiwaniu jakiejś wolnej ławki. Gdy w końcu znalazł miejsce by usiąść, podkulił kolana i oparł na nich brodę obserwując uczniów i dorosłych chodzących w te i z powrotem po peronie. Większość z nich była czystej krwi, a przynajmniej ci, których rozróżniał ze szkoły. Malcolm sam zawsze chciał być kimś więcej niż zwykłym ulicznym przybłędą, jednak brak odpowiedniego pochodzenia uniemożliwiał mu to. Był zwykłym nieporozumieniem, wpadką, której nigdy nie miało być. Dorośli - niby rozsądni, cud miód i maliny, ale... no właśnie. A l e. Dali mu życie, rzecz w tym, ze nie takiego pragnął. Miał istnieć jako ktoś - superbohater, szaleniec na pierwszych stronach gazet, znany casanova, wyłudzacz, hazardzista, wróg numer jeden, ale nie żebrak, wyrzutek, przybłęda i sierota. Gdy młodsi chłopcy zniknęli za jedną z murowanych kolumn, Mal odwrócił głowę i gdyby ktoś mu się przyglądał, zapewne mógłby zauważyć w jego oczach gasnącą chęć, jakoby się czegoś przestraszył.
Być może powinien wrócić do domu, jednak nie miał ochoty na spotkanie z obskurną częścią miasta w której było mu kiedyś dane mieszkać. Z zamkniętymi sklepami i zapomnianymi lokalami. Coś co kiedyś nazywał domem, było jedną z bardziej obskurnych części Londynu, taką w której na końcu obdrapanego korytarza znajdowała się starodawna piwniczka, w każdym budynku, który był zapewne nowy, ale w czasach, gdy łazienka z kafelkami stanowiła ostatnie słowo cywilizacji.






avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Peron 7½  Czw 18 Sie 2016, 05:38

Największym czystokrwistym cudem na jaki Mal mógł dzisiaj liczyć był Todd w swojej własnej, dobrze ubranej, olśniewającej urodzie. On sam wybierał się do domu, trochę poniewczasie przez pewne miłe, krągłe i cudownie pachnące sprawy z podziemi. Jak co roku zostawał na kilka dłuższych chwil w Hogsmeade, by w okresie letnim za zgodą i pobożnym życzeniem profesora uprawiać czarną magię warzelnictwa. Czarną tylko dla pierwszorocznych laików, bo tyle było w tym trucizny ile w Wittermore niewinności. Stanął przed nim w rozkroku, zarzuciwszy torbę na plecy i krytycznie mu się przyglądając.
- Doprawdy mleko kwaśnieje i dzieci płaczą jak Cię widzą. Masz twarz jakby Ci psidwak matkę zbałamucił, Grive. Żal patrzeć. – Ocenił ostro, przyglądając mu się jak wystawionej w gablotce różdżce. Zazwyczaj był subtelny i czarujący, dziś jednak i wobec pochmurności nastroju kolegi z pokoju zaniechał kurtuazji i dobrego pierwszego wrażenia na rzecz bomby zrzuconej prosto na malcolmowy kark. Może to go otrzeźwi chociaż na tyle, by porzucił minę samobójcy nad cyjankiem.
Hugo, w odróżnieniu od kompana miał humor nad wyraz znakomity. Nie dość, że świetnie poszło mu na doszkalaniu z zakresu subtelnej sztuki eliksirów, to jeszcze udało mu się nakarmić własne ego kilkoma zaciekawionymi spojrzeniami w drodze na peron, co zawsze wprawiało go w świetny nastrój. Och, w odróżnieniu od Malcolma on był cholernym narcyzem i chyba nigdy nie twierdził, że było inaczej. Zaś mugolska część Londynu nie była zbyt odporna na jego wilą połowę. Miau.
- Obserwowałem Cię już od dłuższego czasu i nie wydaje mi się, byś się gdzieś śpieszył. Co tak znamienity kujon robi po tej stronie barykady? – Odruchowo poprawił torbę i posłał mu jeden ze swoich wyćwiczonych, idealnych, białych uśmieszków. Wyszczerzył się jak hipogryf do fretki zupełnie, jakby właśnie opowiadał mu niebywale dobry i niebywale sprośny żart, co w założeniu miało pobudzić krukona do zwierzeń. Todd wybitnie nie lubił, kiedy coś przed nim ukrywano. Wybitnie nie lubił też, kiedy go olewano, liczył więc że Grive wykaże się instynktem samozachowawczym. Nie chciał przecież, by Todd przestał go doceniać jako kumpla, prawda?
avatar
Rocznik VII

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 9 cali, sztywna, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Expelliarmus, Zaklęcie Kameleona, Lumos, Nox, Relashio, Verdimilious, Vera Verto, Accio, Wingardium Leviosa, Jęzlep, Lapifors, Levicorpus, Obliviate
OPIS POSTACI: Oryginalność, wyróżnianie się z tłumu to coś do czego dąży prawie każdy, świadomie czy też nie. W końcu czego to się nie robi, by nie być tylko kolejnym szarym osobnikiem w beznadziejnym tłumie? Czego to się nie robi, by być tym wspaniałym i oryginalnym? Czego to się nie robi, by po prostu stać się kimś? W przypadku Malcolma niewiele. I to nie tak, że jego nie obchodzi jak wygląda. Bo nie jest brzydki - mierzy sobie dobre metr 74, ma miękkie, brązowe włosy i błyszczące, kasztanowe oczy. Linia jego szczęki jest wyraźna, rysy idealnie symetryczne, a kości policzkowe ostro zarysowane, pomimo młodego wieku, zahartowane życiem. Na nosie ma okulary i cierpi na syndrom nadmiernego poprawiania ich. Charakterem do zaoferowania ma znacznie mniej. Malcolm jest cichy, spokojny, a jednocześnie bardzo inteligentny i potrafiący podczas niemal każdej kłótni odwrócić kota ogonem w taki sposób, że to ktoś przeprasza jego, a nie odwrotnie. Ma sprecyzowane zdanie i wie czego chce. Mając do wyboru tuzin rozmaitych kształtów kieliszków do wina albo dwadzieścia odcieni błękitu, większość ludzi głupieje lub dostaje oczopląsu, a Malowi wybór nie sprawia najmniejszego problemu. Chłopak ma duże predyspozycje do nauki, ale jego pesymistyczne podejście i nie robienie nic by jego egzystencja nabrała jakiegokolwiek sensu, sprawia, że na pierwszy rzut oka wydaje się być przeciętny. Bo jemu w sumie dobrze jest z faktem, że każdy dzień jest taki sam, że nic tylko siąść i płakać. Woli pracować samemu i niespecjalnie zależy mu na zawieraniu głębszych znajomości - szczególnie, jeżeli będzie musiał przejąć inicjatywę. Na ogół spokojny, jednak potrafi stać się przerażający, gdy ktoś za mocno na niego naciska. Jego zastanawiającą zdolnością jest także chodzenie z głową w książce i nie wpadanie na nikogo po drodze.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t986-sowa-malcolma#9003 http://mortis.forumpolish.com/t985-skryta-nr-305
PisanieTemat: Re: Peron 7½  Czw 18 Sie 2016, 16:28

Dawno nie rozmawialiśmy.
Mal się nie odezwał.
Och proszę cię, powiedz coś.
Chłopak nie wypowiedział słowa, spoglądając spokojnie na przechodzących przed nim ludzi - nikt z nich się nie zatrzymał, nawet na niego nie spojrzał. Ale nie przeszkadzało mu to - wręcz przeciwnie, lubił myśleć, że jest niewidoczny.
Nudzę się, zwróć na mnie uwagę. Wiesz Mal, byłbyś znacznie bardziej użyteczny gdybyś coś faktycznie zrobił. Gdybyś nie siedział tu cały dzień. Gdybyś nie był tak bezużyteczny. Zbyt głupi by choćby znaleźć kogoś do rozmowy. Nie masz żadnego celu, wiesz? Gdybyś sobie poszedł, nikt by nawet nie zauważył.
Malcolm chciał odpowiedzieć, niemal zapominając, że głos w jego głowie był słyszalny tylko dla niego, gdy do jego uszu dotarło coś jeszcze. Uniósł nieco wzrok, zaraz natrafiając swoimi kasztanowymi oczami na postać Hugo. Chłopak zmarszczył czoło, mrużąc nieco ślepia, gdy usłyszał wypowiedź przyjaciela. Byli odwrotnościami, można powiedzieć. Hugo był pewny siebie, narcystyczny i zabawny, a Malcolm... cóż, był cichy i spokojny, choć podobno nie powinien taki być. Był bowiem za dziecka oczkiem w głowie swojej matki, w której mniemaniu wszystko, co robił syn, zasługiwało na najwyższe uznanie i nawet gdyby powiedział jej, że jest seryjnym mordercą, ona prawdopodobnie znalazłaby dla niego jakieś racjonalne wyjaśnienie i podziwiała go za to. Czy dziecko wychowane w ten sposób nie powinno być zapatrzone w siebie?
- To nie patrz. - mruknął, odchylając głowę nieco na bok i na ułamek sekundy przykrywając brąz swoich świecących oczu, cienkimi powiekami. Niewiele mu to jednak dało, bo czy się na Hugo patrzył czy nie i tak czuł na sobie jego wzrok.
- Napatrzyłeś się już? - burknął, dopiero teraz odważając się nawiązać kontakt wzrokowy z rówieśnikiem.
Kolejna wypowiedź sprawiła, że Malcolm wydał z siebie ciche "och" i poprawił lewą ręką włosy - bardziej żeby czymś zająć dłoń, niż ze względu na to, że faktycznie potrzebował to zrobić. Jeszcze chwila i biedak uzna Hugo za jakiegoś zboczeńca czy inne seksualne wynaturzenie.
- Pomyślałem, że... - zaczął, nie do końca właściwie pewien co chciał powiedzieć. Przełknął ślinę, złapał ręką torbę i wstał z ławki. - Masz rację, nie powinno mnie tu być. - rzucił pośpiesznie, wygładzając dłońmi koszulę, wyglądając tak jakby chciał zaraz zerwać się do biegu.






Sponsored content


PisanieTemat: Re: Peron 7½  

Peron 7½

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Peron 9 i 3/4
» Peron 9 3/4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Londyn :: Stacja King's Cross-
Skocz do: