Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Beznadziejnie - Potocka & Nott

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: włókno ze smoczego serca, grab, 13 cali, bardzo sztywna
OPANOWANE ZAKLĘCIA:
OPIS POSTACI: Dziedzic Nottów wygląda jak na dziedzica przystało. Wysoki na 189 centymetrów, smukły, a jednocześnie należycie umięśniony. Przystojny, o urodzie księcia złodziei, ale jak chce to potrafi wyglądać jak mały książę którym dla swojej matki zdecydowanie jest. Błękitnym spojrzeniem zawsze omiata otoczenie, patrząc pozornie niedbale, choć widząc dokładnie wszystko. Długie rzęsy. Uśmiech wzbudzający zaufanie rozmówcy, zdrowe i białe zęby. Pełne wargi. Prosty nos. Policzki które od czasu do czasu pokrywa delikatny zarost, który musi zniknąć niemalże tak szybko jak się pojawi, bo przecież dziedzic nie może wyglądać niedbale, jak jakiś drwal z tajgi syberyjskiej. Włosy zwykle w nieładzie, w kolorze ciemnobrązowym. Na specjalne okazje nieład jednak znika i zaczesane są wprost książkowo. Ubrany zawsze stosownie do sytuacji. Porusza się z gracją i pewnością siebie jak na młodego dziedzica przystało. Fizycznych wad pozornie nie wykazuje. Dopiero kiedy się rozbierze widać, że liczne upadki i wypadki odcisnęły na nim swoje piętno. Na plecach posiada trzy długie szramy, mnóstwo siniaków i spora blizna w kształcie końskiego kopyta na wysokości żeber.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t854-ptaszek-gabrysia#7016 http://mortis.forumpolish.com/t853-skrytka-numer-osiem
PisanieTemat: Beznadziejnie - Potocka & Nott  Sob 02 Lip 2016, 03:27

Wtorek, po 4 kwietnia 1934, godziny poranne.

- ... I właśnie dlatego, moim zdaniem, mugolactwo powinno zostać wykluczone z naszego świata - zakończył właśnie płomienną przemowę nad miską płatków owsianych w otoczeniu głów gibających się niczym pieski z poloneza na niezwykle wyboistej drodze. Był wtorek, po tragedii na marszu. Tragedii która nijak nie dotknęła Nottów, a więc nie była istotna dla Gabriela. Był więc to wtorek jakich wiele, konkretniej rzecz ujmując poranek. Konsumował właśnie śniadanie w towarzystwie kolegów z domu którzy niemalże co drugi dzień pytali go o opinię odnośnie ataków na mugolakach, choć zapewne znali jego opinię już równie dobrze co on sam, ponieważ wygłosił ją już tyle razy, że niektórzy zapewne mogliby bezbłędnie cytować długie fragmenty jego wypowiedzi. Jednak wygłosił ją jeszcze raz, co spotkało się z aprobatą ślizgońskiej braci która pełna była czystokrwistych osobników wywodzących się z tego samego gatunku rodzin co Gabryś. A cóż to za gatunek? Czystokrwiści magowie którzy dumni są niezmiernie ze swojego pochodzenia, przypominają je wszem i wobec, a ich życie opływa w dostatek, bo nierzadko są bogatsi od samego Merlina. W genach i wychowaniu mają pogardę dla niemagicznych jednostek, a te obdarzone talentem magicznym bez korzeni mają za nic. Gabe nie był w tej kwestii inny od reszty. Jednak w przeciwieństwie do reszty nie zawsze miał nastrój na wyrażanie swojego sprzeciwu dla bytności mugolaków w ICH świecie w sposób jawny poprzez gnębienie słabszych jednostek. Musiał być wtedy w odpowiednim nastroju. Musiał znaleźć odpowiednią ofiarę. Musiał mieć odpowiedni poklask wśród swoich pobratymców. I tego dnia... W ten wtorkowy poranek miał to wszystko.
Ledwie jasnoniebieskie tęczówki spoczęły na Puchońskiej krewnej Longbottoma wiedział już, że to ona usłyszy dziś głośno i wyraźnie, że nie powinno jej tutaj być. Najpierw jednak dojadł to co miał w misce, wypił pół szklanki soku pomarańczowego i usiadł tak, żeby mieć lepszy widok na pannę Potocką.
- Zdecydowanie, mości panowie, powinni zlikwidować Borsuków. Czy którykolwiek żółtek ma tam odpowiednie korzenie? A jeśli nie odpowiednie, to chociaż niech jedno z rodziców będzie NORMALNE - pół Wielkiej Sali to słyszało. Puchoni też, bo czuł ich gniewne spojrzenia na sobie jednak absolutnie nic sobie z tego nie robił. Uśmiechał się radośnie pławiąc się aprobatą swoich towarzyszy w oczekiwaniu na sowią pocztę.



We Slytherins are brave, yes, but not stupid.
For instance, given the choice, we will always choose to save our own necks.
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 12 cali, nieco giętka, włos z głowy wili, czarny orzech
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: OPPUGNO, PORTUS, TERGEO, ENERVATE, EXPELLIARMUS, FUMOS, IMMOBILUS, PETRIFICUS TOTALUS, GEMINO, ACCIO, AQUAMENTI, FINITE, HERBIVICUS, REPARO, VENTUS || Łatwe: EBUBLIO, OBSCURO, REPLEO, ANIMO LEPORE, CANTIS, MOBILE IMAGINEM, CAPILLUS TINCTURA, DULCIUS, MELOFORS ||Trudne: MEMORIA IMAGINEM, SALVIO HEXIA
OPIS POSTACI: Nadziejka o wzroście nieco większym od przeciętnej szesnastolatki, czyli jakieś takie 165. Waga... lekko poniżej normy, pomimo, że dużo je. Twarzyczka: dość okrąła i dziecięca, mały nosek, różane usteczka. Przy uśmiechu podkreślają się jej mocno policzki. Oczy zielone. Cera taka jakaś typowa dla środkowej, nieco wschodniej Europy. Dodatkowo piegi, ujawniające się bardziej latem. Brwi średniej grubości. Kasztanowe włosy bywają pofalowane, sięgają za ramiona. Czasami je spina w koczek. Grzywka samodzielnie obcięta, czasem ją zaczesuje bardziej na czoło, czasami bardziej w bok. W zależności od nastroju, nosi okulary. Nie ma specjalnie dużej wady. Uwielbia też wszelkie akcesoria do włosów, spinki, wstążki. Jej codzienne ubrania nawiązują nieco do minionych epok.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t622-zwirzynta-nadziejki#3136 http://mortis.forumpolish.com/t623-zapiski-nadziejki#3145 http://mortis.forumpolish.com/t621-skrytka-numer-1996#3135
PisanieTemat: Re: Beznadziejnie - Potocka & Nott  Pon 18 Lip 2016, 00:17

Kolejny piękny dzionek... Niestety nie dla wszystkich. Nadziejka przeżyła właśnie jedną z najgorszych nocy, jakie miała. Wstrętny koszmar z całą pewnością spowodowany był tragedią, jaka miała miejsce dzień wcześniej w Hogsmeade. Tragiczne wiadomości, jakie dotarły do niej po niezbyt miłych zajęciach z eliksirów zmieniły kompletnie tą zawsze pogodną dziewczynę w kupkę nieszczęścia. Na kolację nie poszła, na śniadanie zaś została niemal siłą zaciągnięta przez koleżanki. Bała się ujrzeć Maurycego na sali, na szczęście go nie było. Z drugiej strony miała usilną potrzebę kontaktu z kimś z rodziny. Morrigan podeszła do niej na początku, ale w końcu sama musiała iść zasiąć do stołu Ślizgonów, który jako jedyny nie był pogrążony w przygnębieniu. Można by rzec, że wręcz przeciwnie.
Wielka Sala dość szybko opustoszała, wszyscy chcieli jak najszybciej coś zjeść i zniknąć na lekcje. Hope wolno konsumowała swoja kanapkę, wpatrując się w wystygniętą już herbatę. Nie potrafiła schować swojego ponurego nastroju, udało jej się jednak powstrzymać łzy, które wylewała przez pół nocy. Miała więc lekko podpuchnięte oczka, które zdradzały niewyspanie i dramat, jaki toczył się w jej serduszku.
Jej wrażliwość na wyłapywanie nieodpowiednich rzeczy wzrosła, tak więc również ona zareagowała na słowa mości wielkiego Notta. Z chłopakiem tym nie lubiła się, tak jak ze wszystkimi głośnymi rasistami. Wszyscy oni znali również porywczy charakter panny Potockiej, która z daleka wyglądała na całkiem niewinną, obleczona w puchońskie barwy. Gabriela kojarzyła głównie jako trudnego przeciwnika. Nie atakował często, ale był trudny do pokonania. Preferował broń słowną, dlatego miała z nim większe problemy niż z tymi, którzy ograniczali się tylko do dowcipnych zaklęć bądź rękoczynów.
Smukłe rączki artystki uzbroiły się w kubeczek herbatki, a pupcia podniosłą się z miejsca. Siedziała przy skraju puchońskiego stołu, więc nie miała problemów z opuszczeniem go. Przebyła te kilka kroczków kierując się ku temu, który wywołał owe zamieszanie. Ślizgoni otaczający Notta rozsunęli się robiąc jej miejsce dokładnie naprzeciwko chłopaka. Zaczęli się śmiać i gwizdać, czując nadchodzącą rozrywkę, ale Hope nie miała teraz ochoty nawet zawracać sobie nimi głowę. Zasiadła z gracją, stawiając szklankę na stole wroga już bez zbędnej elegancji, tak więc roztrzęsiony napój pozbył się kropli ściekającej powoli po zewnętrznej stronie naczynia.
Nie miała w sobie teraz smutku, czy rozpaczy. Negatywne emocje w mig ewoluowały w te bardziej nienawistne, których zazwyczaj się wystrzegała, lecz w tych dramatycznych okolicznościach, nie mogła nad sobą w pełni zapanować. Gabriel Nott miał teraz przed sobą piękny okaz dziewczęcia łączącego w sobie waleczność Longbottomów i zajadłość Potockich. Fantastyczna mieszanka.
- Witam mości pana, podobno chciał pan porozmawiać - ostre spojrzenie zostało wbite w chłopaka. - Czym są dla pana NORMALNI rodzice? Czy to tacy, którzy przekazują potomstwu dar jakiegokolwiek obycia towarzyskiego?
Nie wygarnęła mu dużo. Miała już taką taktykę, że wolała sprowokować w nim chwilę zawahania, jakiś błąd. A na to trzeba było czekać, trzeba było mieć dużo cierpliwości, jaką Potocka się akurat charakteryzowała.



❀✿❀❀✿❀❀✿❀
Say hello to the girl that I am!
You're gonna have to see through my perspective
I need to make mistakes just to learn who I am
And I don't wanna be so damn protected

Beznadziejnie - Potocka & Nott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Beatrice Nott
» Bastian J. Nott
» Julius Nott
» Inara Nott
» Gonitwa koni w Sherwood

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Myślodsiewnie-
Skocz do: