Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Inès Benoit

avatar
Właścicielka Borgin & Burkes, twórczyni skurczonych głów

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Rdzeń wyjątkowo rzadki, o mocy niezwykłej - wykonano go z włókna ze smoczego serca, pasującego idealnie do temperamentnej, skorej do konfliktów kobiety. Gorzej z drewnem, wiązowym, które zwykło łączyć się z czarodziejami o konkretnych, niezbyt popularnych poglądach na temat czystości krwi. Trzynastocalowa, mało giętka, zdobiona kimationem lesbijskim różdżka, wykonana zapewne dla przeciwnika mugolaków, z nieznanego powodu zalegająca na półce w schowku jednego z francuskich różdżkarzy. Była to jedyna różdżka, która zechciała z Inès współpracować.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: ➛ 15 szkolnych ENERVATE, EXPELLIARMUS, IMPERVIUS, PROTEGO, DRĘTWOTA, AVIFORS, DURO, OPPUGNO, REPARIFARGE, VERA VERTO, ACCIO, COLLOPORTUS, ALOHOMORA, LUMOS, NOX | ➛ 13 łatwych SOLLICITUS, BRACKIUM EMENDO, IMPERTURBABLE, KAPROUN, JĘZLEP, AVIS, ACETABULUM LAVA, BOMBARDA MAXIMA, CANTIS, CULPRO SCALPRUM GLADIO, DESCENDO, EXTINGUETUR IGNIS, SICCUM | ➛ 8 trudnych NE APPORTATION, PROTEGO HORRIBILIS, REPELLO INIMIGOTUM, SECRETUM PRAESTES, UPIOROGACEK, SZATAŃSKA POŻOGA, DRACONIFORS, DISSENDIUM
OPIS POSTACI: Ciemne tęczówki wysokiej, wychudzonej kobiety z uwagą analizują otaczający ją świat. Inès mierzy 187 centymetrów wzrostu. Posiada kilka małych znamion - na łopatkach, brzuchu i lewym udzie. Włosy czarne, długie, wiecznie poplątane. Spojrzenie groźne. Stereotyp wiedźmy w wyobrażeniu mugoli.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t751-sowka#4914 http://mortis.forumpolish.com/t753-dziennik-ines#4916 http://mortis.forumpolish.com/t752-skrytka-483#4915
PisanieTemat: Inès Benoit  Wto 03 Maj 2016, 19:50



BIO

IMIĘ: Inès Oiseau
NAZWISKO: Benoit
RASA: Wilkołak
CZYSTOŚĆ KRWI: Mugolska
DATA URODZENIA: 22/07/1902
UKOŃCZONA SZKOŁA: AM Beauxbatons
MIEJSCE PRACY: Borgin & Burkes, Nokturn
POSADA: Właściciel i sprzedawca, twórczyni skurczonych głów.
RÓŻDŻKA: Rdzeń wyjątkowo rzadki, o mocy niezwykłej - wykonano go z włókna ze smoczego serca, pasującego idealnie do temperamentnej, skorej do konfliktów kobiety. Gorzej z drewnem, wiązowym, które zwykło łączyć się z czarodziejami o konkretnych, niezbyt popularnych poglądach na temat czystości krwi. Trzynastocalowa, mało giętka, zdobiona kimationem lesbijskim różdżka, wykonana zapewne dla przeciwnika mugolaków, z nieznanego powodu zalegająca na półce w schowku jednego z francuskich różdżkarzy. Była to jedyna różdżka, która zechciała z Inès współpracować.
BOGIN: Umundurowany Brygadzista
FACE CLAIM: Eva Green


WIDOK ZE ZWIERCIADŁA AIN EINGARP
Obraz był niesamowicie czytelny, co zaskoczyło ją niezmiernie. Ain eingarap acreso gewtela z rawtąwt ein maj ibdo, zabrzmiało w głowie, ale ona nie wiedziała. Nie rozumiała tego, co ukazało się jej podkrążonym, wymęczonym przez długie czytanie przy złym świetle oczom. Las tętnił życiem i nawet pomimo tego, że znajdowało się w nim jedynie jej odbicie przysiąc mogła, że czuje na twarzy delikatne muśnięcia wiatru, a myśli giną w głośnej, ptasiej polemice. Śpiew sikorek musiał grać w uszach melodie ciche i przyjemne... Jedyną rzeczą, która nie pasowała do zaserwowanej przez zaklęte zwierciadło wizji była ona sama. Lecz czy to na pewno była ona? Postać stojąca prosto, z dumą unosząca podbródek ku górze i wpatrująca się w obserwatora z pogardą tak wielką, jakby jej usta miały otworzyć się nagle, a z gardła melodyjnym głosem wypłynąć zimne: W tym miejscu będę tylko ja. I nikt inny. Z przerażenia zgarbiła się jeszcze bardziej, spuściła wzrok... i uciekła. To nie jest miejsce, w którym powinnaś się teraz znajdować, Ib. Precz, idź sobie.


OPIS POSTACI
Ciemne tęczówki wysokiej, wychudzonej kobiety z uwagą analizują otaczający ją świat. Inès mierzy 187 centymetrów wzrostu. Posiada kilka małych znamion - na łopatkach, brzuchu i lewym udzie. Włosy czarne, długie, wiecznie poplątane. Spojrzenie groźne. Stereotyp wiedźmy wyobrażeniu mugoli.

Kiedyś... kiedyś każdy nazywał ją jak chciał. Ona wolała nie nazywać się wcale. Wolała nie istnieć. Nie urodzić się nigdy. Nie dowiedzieć jak to jest żyć i nie pragnąć tego. Po prostu nie być. Tylko, że było na to trochę za późno. Miała jedynie ten ochłap wolnej woli. Resztki nadziei, że jest tam w górze coś, co ma jakikolwiek sens i rację bytu. Liczyła na to, że się myli i nieuchronne fatum wiszące nad każdym człowiekiem jest, podobnie jak Aaron, obiektem jej chorej wyobraźni. Nie wiedziała skąd to się bierze. Jad sączący się spomiędzy warg. Sarkazm. Ironia. Towarzyszyły jej od tak dawna. Były częścią jakieś bardziej skomplikowanej, złożonej całości. Mieszały się z potrzebą uwagi i ciepła od osób niekoniecznie zdolnych do okazania takich uczuć. Brakiem akceptacji samej siebie. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że może być chora i za jej wiecznym zdenerwowaniem może kryć się coś więcej, niż jesienna depresja rozciągająca się na wszystkie cztery pory roku. Trwała i parła do przodu. Po wygraną lub przegraną. Ale do przodu, zawsze do przodu. Pamiętasz to jeszcze? Kiedy stałaś się potworem, Inès? Kiedy z przygniecionej przez życie kobiety stałaś się szalona, stałaś się wariatką na posyłki silniejszych, mądrzejszych i potężniejszych, kryjąc się w ich cieniu? Emocje przelewały się przez ich bierne ciała, a oni pozostawali tacy jak wcześniej. Nic nie rozumieli. Nie tylko jej, ale i całego świata. Społeczeństwo ją przerażało, tak jak i wszystko co ją otaczało. Czuła się obca. Nie pasująca nigdzie. Bez jakiegokolwiek sensownego planu na siebie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że musiała się do otoczenia dostosować. Udawać kogoś, kim nie była. Próbować zrozumieć świat tak, jak rozumieli go inni. Nie było to łatwe. Nigdy nie stanie się łatwiejsze.


PRZEMIANA I FORMA WILKOŁAKA
Księżyc wysunął się zza ciemnych chmur i oblał swoim blaskiem wszystko wokół, szkląc się przepięknie na tafli jeziora, w którym Inès zechciała się łaskawie utopić. Cudowny był to widok, obserwować te światła migoczące na powierzchni wody, zachęcające by dać się porwać temu chłodowi, płynąć w przód i nie przestać płynąć już nigdy. Bo tyle jej zostało - płynąć, płynąć i płynąć. Płynąć w świetle księżyca - tak! Nie rozumiała dlaczego tak pragnie kąpać się w tej zimnej bieli i dlaczego dopiero teraz rozumiała, że nie musi odchodzić. Nie musiała odchodzić, bo już rozumiała. Wszystko, jej życie... to nabrało sensu, o ile mogłaby zostać w tej pozycji na zawsze. Gdyby tylko Bóg, jeżeli istniał, pozwolił jej zatrzymać ten moment na zawsze. Wtedy usłyszała zgrzyt kości, rosnących gwałtownie, wydłużających koślawo kończyny. Rozerwał ją ból ogromny, którego nie potrafiła pojąć, zrozumieć i zaakceptować, ale to nie miało znaczenia. On mówił do niej, światło szeptało cicho, koiło umęczoną duszę i gwarantowało bezpieczeństwo, o ile odda się temu zaskakującemu uczuciu towarzyszącemu przeobrażeniu w bestię. Tak! Bestia, potwór, nazywajcie ją tak, lecz nie znajdzie się na tych wyspach osoba, która mogłaby pałać do czegoś miłością większą niż pani Benoit, zakochana od tej pory w uroku wilczej nocy. Nokturn zagościł w jej sercu, lecz zrobił to w odpowiedzi na paniczną prośbę.
Księżyc mi szepnął, szepnął mi... że nazywam się Isil.
Po lesie poniósł się skowyt srebrnoszarej wilczycy o ślepiach czerwonych, niższej od swoich pobratymców, bo mierzącej zaledwie dwa i pół metra, gotowej dać zakochać się w tym również innym. Każdy, każdy powinien zostać ugryziony! Każdy powinien to poczuć.


PRZYKŁADOWY POST
Była już jesień. Pełna, deszczowa jesień, gdzie zielenie i błękity zostały wyparte przez przez ciepłe i kojące kolory śmierci. Żółcienie, brązy, karmin, czerwienie, skąpane w błocie i kurzu londyńskich ulic, działały na nią kojąco, choć z okna Borgin & Burkes nie było widać nic poza ślepą uliczką, brukowanym chodnikiem i dwoma domostwami, w których działy się nocą rzeczy tak potworne, że nawet w dzielnicy potworów mówiono o tym szeptem, kiedy nikt nie podsłuchiwał. Cisza i spokój, dające czas na pogrążanie się melancholii. Jak paskudny, cudownie paskudny miał być dzisiejszy dzień! Burzliwy, ciemny i chłodny, trzymający wszystkich w napięciu po tym, jak rzeki spłynęły krwią. Piąty kwietnia roku trzydziestego czwartego był przecudownie przerażającym dniem.
- Iron and steel will bend and bow, bend and bow, bend and bow, iron and steel will bend and bow, my fair lady... - spokojny, kobiecy śpiew niósł się po pomieszczeniu sklepu o opinii tak niechlubnej, że nawet najgorsi z najgorszych, a zdawało się, że tacy właśnie powinni się w nim pojawiać, omijali stare, skrzypiące drzwi łukiem szerokim. Inès została wyrwana z zamyślenia w sposób gwałtowny i nieprzyjemny, przez mężczyznę młodego, o buzi okrągłej i przyjaznej, stanowiącej mocny kontrast dla okolicy, do której przywiać go musiały sprawy poważne, bo rzadko widywało się tutaj jemu podobnych.
Jeszcze przed chwilą pewny siebie całkowicie, dostrzegłszy kobietę zamarł w bezruchu, jakby obraz ukazany mu przez własne oczy nie był na tyle rzeczywisty, by takim go uznać. W otoczeniu niezliczonych bibelotów, na temat których zastosowania rozwodzić by się można było godzinami, stała kobieta odziana w czarną, wyjątkowo staromodną suknię. Włosy miała upięte w bujny, przyozdobiony piórami kok, zaś usta umalowane szminką czerwoną, na wzór obecnej mody mugolskiej, choć wciąż daleko jej było do współczesnego ideału piękna. Wpatrując się w niego spojrzeniem mówiącym tyle, co nic, polerowała bagnet przymocowany do lufy broni nieczarodziejskiej.
- Będzie pan tak stał w przejściu? - zapytała głosem wrogim, bo do amatorów i szukających guza przyjaźnie nastawiona nie była nigdy. Wyszła w swym życiu za dwóch takich idiotów i tylko jeden do czegokolwiek jej się przydał, bo przed niefortunną śmiercią, do której pani Benoit się przyczyniła, przekazał jej odziedziczony po ojcu sklep, co też sprawiło, że przywarło do niej nieprzyjemne, choć według samej wiedźmy bardzo trafne - Żelaznej Wdowy.
- Ja... słyszałem, że w tym sklepie zakupię trujące świece.
Odpowiedziało mu wymowne milczenie, przerwane dopiero po dłuższej chwili, przeznaczonej na absolutną ciszę.
- Posądza mnie pan o sprzedaż produktów czarnomagicznych? - zapytała wprost, odkładając brudną już ściereczkę na zarysowany blat klonowej lady, pamiętającej jeszcze pierwsze rebelie goblinów. - Za kogo pan mnie ma? - strzeliła karkiem, po czym wycelowała muszkietem wprost w jego twarz. - Bezrozumni idioci, tchórzliwe psy! Wyjdź z tego sklepu, nim zrobię coś, po czym wyjdziesz z tego świata.
Obserwowała jeszcze chwilę, jak spłoszony ucieka w stronę Pokątnej, po czym westchnęła ciężko, zamykając swą własność na klucz i zasunąwszy wzmocnione zaklęciami zabezpieczającymi, czerwone kotary, obróciła się na pięcie i ruszyła wgłąb zaplecza.

* * *

Droga matko,

nie wyobrażasz sobie jak bardzo chciałabym, abyś była wciąż wśród nas w postaci, którą Ci ofiarowałam, jednakoż pożar w moim składziku z suszonymi główkami zmusił mnie do skrócenia Twoich i Papy cierpień. Miałam już dość waszych jęków o to, żebym pozwoliła wam odejść z tego świata już lata temu, ale dopiero wtedy, kiedy Thomas próbował popełnić samobójstwo poprzez samopodpalenie byłam w stanie pożegnać się z wami raz na zawsze.
Nie martw się o mnie, droga matko. Z początku wydawało mi się, że bez was będzie mi wyjątkowo, naprawdę wyjątkowo smutno, ale to była bzdura! Przecież wciąż jesteście obecni, wciąż czuję was codziennie, waszą obecność i waszą troskę, którą obdarowywaliście mnie w rodzinnym Lascaux. Thomas ma się dobrze. Musiałam amputować mu lewą nogę i rękę. Myślę nad tym, czy nie powinnam pozbawić go kończyn całkowicie, żeby nie mógł już próbować uciec. Naprawdę nie to denerwuje. On chyba nie rozumie, że moja sztuka wymaga odrobiny cierpienia.


Kochająca Ib

* * *

- Spójrz, Thomasie. Zostałeś oficjalnie uznany za martwego, czy to nie cudowne? Dostałam list z kondolencjami z Ministerstwa. Wygląda na to, że nigdzie nie znaleźli twojego ciała, po tym, jak utopiłam je w Tamizie.
Podobał jej się, chociaż mogło być to złe słowo. Zaintrygował ją. Opanował całkowicie myśli. Dziwnym jej się to wydawało, bo nigdy wcześniej nie spoglądała na niego pod kątem kogoś, przy kim faktycznie mogłaby się zatrzymać i o czymś podyskutować. Jakkolwiek zagadkowo i zarazem głupawo rozmowa by nie brzmiała. Dziwiło ją wielce z jaką łatwością przychodziło słuchanie komplementów, kiedy jakiekolwiek słowa krytyki doprowadzały ją do szewskiej pasji. To było skomplikowane. Nawet bardziej skomplikowane niż myślała. Jakby istniały dwie one, złączone w jednym, nie zgadzającym się na to ciele. Zawierała w sobie tyle znaków zapytania i otwartych ścieżek, że w końcu sama zaczęła się w nich gubić. W plątaninie hipokryzji. W gęstwinie myśli. To wszystko składało się na jedną osobę. Z pozoru agresywną i burzliwą, lecz po głębszym poznaniu cichą i skrytą. Gromadzącą cierpienie pod ceramicznym kloszem.
Chaos przykryty białym materiałem. Obszyty różową koronką. Nigdy nie potrafiła odpowiednio dobierać słów, a przynajmniej tak sądziła. Czuła się wiecznie gorsza od innych, a bardzo lubiła się porównywać. Teraz on, siedział jak gdyby nigdy nic, beztrosko cytując poetów, przeplatając słowa pomiędzy palcami z taką lekkością i gracją... Podobał jej się, dlatego skończył właśnie tak.
Ususzona, zwisająca na pokaźnych rozmiarów haku głowa, która powoli, zgodnie z wolą posiadaczki kurczyła się do pożądanych rozmiarów zaszlochała żałośnie. Małżeństwo z Inès Benoit najwyraźniej nie było dobrym pomysłem.
- Z okna jest piękny widok na jezioro, ale ten widok sam siebie nie widzi. Bezbarwnie i bezkształtnie, bezgłośnie, bezwonnie i bezboleśnie jest mu na tym świecie...
Upiła łyk obrzydliwie gorzkiej herbaty, wpatrując się przez szyby sklepu w leniwie opadające z nieba, pierwsze krople deszczu. Inès rzadko opuszczała swoje domostwo, a jeszcze rzadziej wybierała się gdzieś poza Nokturn. Bo po cóż miałaby się gdziekolwiek wybierać? Czy nie mogła pozostać tą bezimienną dziewczyną z tła, która w ciszy przyglądała się wydarzeniom i osobom w centrum uwagi wszechświata? To było tak łatwe, kiedy wszystko działo się obok niej. Jakby czas płynął, ale ona mogła pozostać bierna na tak przyziemne sprawy jak upływające godziny. A kłopoty mniejsze i większe... przychodziły same.
- Inès... ale tam nie ma żadnego jeziora.
Towarzystwo zapewniła sobie na wieczność w ilości niezliczonej.




I am the one hiding under your bed.
Teeth ground sharp and eyes glowing red.
I am the "Who" when you call, "Who's there?"
Take a chance and roll a dice.
Ride with the moon in the dead of night.
PisanieTemat: Re: Inès Benoit  Wto 03 Maj 2016, 20:22


WITAMY WŚRÓD POSTACI SPECJALNYCH
Zaczynasz grę z 60ʛ w skrytce bankowej.


ZAKLĘCIAPUNKTY ROZWOJU
15 szkolnych
13 łatwych
8 trudnych
100 PS
15 PN


TWOJE PRZEDMIOTY
Zestaw podręczników szkolnych.
Peruwiański proszek natychmiastowej ciemności.


CO DALEJ - KROK PO KROKU
Uzupełnij pola dodatkowych informacji biograficznych w swoim profilu.
Wybierz sobie zaklęcia na start i wypisz je w sklepiku rozwojowym. Potem nie zapomnij wpisać ich do profilu! Spis wszystkich dostępnych zaklęć znajdziesz tutaj.
Załóż swoją skrytkę, pamiętaj żeby skorzystać ze wzoru.
Dodaj temat z sowią pocztą, tutaj również możesz skorzystać z podanego wzoru.

Kartę akceptowała: Irys

Inès Benoit

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Ministerstwo Magii :: Dział postaci :: Karty postaci :: Postacie specjalne-
Skocz do: