Non mor­tem ti­memus, sed co­gita­tionem Mor­tis


Share|

Gospoda pod Świńskim Łbem

Idź do strony : 1, 2  Next
PisanieTemat: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 27 Gru 2015, 17:43

Gospoda znajduje się przy końcu jednej z bocznych uliczek Hogsmeade. Cieszy się niezbyt dobrą sława, ponieważ przyciąga dosyć specyficzną i tajemniczą klientelę. W związku z tym nie jest głównym celem wycieczek uczniów Hogwartu.

Cennik

POSIŁKI
➛ TŁUSTA ZUPA
➛ ŚWIŃSKA ZUPA
➛ UDZIEC PIECZONY
➛ WĘDZONA WIEPRZOWINA
NAPOJE
➛ GRZANY MIÓD
➛ OGNISTA WHISKY
➛ ORANŻADA
➛ PIWO KREMOWE
➛ RUM PORZECZKOWY
➛ SHERRY
INNE
➛ NOCLEG
10ʛ




Ostatnio zmieniony przez Administrator fabularny dnia Sob 07 Maj 2016, 18:51, w całości zmieniany 3 razy
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Wto 12 Sty 2016, 00:55

Giena rzadko kiedy bywał w Hogsmeade. Zazwyczaj zatrzymywał się na Pokątnej i nie czuł potrzeby do odwiedzania innych czarodziejskich lokacji. Tym razem jednak wracał z jednej z interwencji, na jakie go wysłano i postanowił sobie zrobić przerwę przed powrotem do, jak się można domyślać, pustego mieszkania. Czasem brakowało mu w nim Vakela, któremu mógłby dokuczać i śmiać się z każdego niepowodzenia młodszego brata. Z drugiej jednak strony, gdy przebywali za długo w tym samym pomieszczeniu, miał ochotę po prostu przywalić mu w twarz.
Święta i Nowy Rok spędzili razem, co dla Jewgienija było dosyć nostalgiczne. Przypominało mu o czasach, gdy wszyscy mieszkali razem i widywali się codziennie. Od tamtej pory jednak wiele się zmieniło, a Gienie - choć nie radził sobie najlepiej - bardzo podobało się samotne życie. Bez ojca nad głową, masy rodzeństwa obok. Brakowało mu jednak kogoś bliskiego, choć sam udawał przed sobą, że nikogo takiego nie potrzebuje. Nie chciał przeżyć kolejnego w swoim życiu rozczarowania, dlatego trzymał się z daleka od jakichkolwiek przyjaźni i zażyłości, czując jak jego serce, pomimo dwudziestu lat przeżytych od tamtej pory, nadal krwawiło.
Zebrawszy swoje rzeczy z siedzenia samochodu służbowego wszedł do Gospody pod Świńskim Łbem z nadzieją na dobry trunek i chwilę odpoczynku. Usiadł przy barze i machnął ręką na stojącego za nim barmana.
- Ognistą whisky. - Powiedział cicho i oparł łokcie o blat, jedną dłonią przecierając sobie przekrwione oczy. Wyciągnął z kieszeni marynarki okulary i nałożył je sobie na nos, chcąc widzieć cokolwiek i wspomóc choć odrobinę już tak bardzo zmaltretowane narządy wzrokowe.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***



Ostatnio zmieniony przez Jewgienij Bułhakow dnia Sro 13 Sty 2016, 17:25, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sro 13 Sty 2016, 01:40

Aha, siedział tam już dłuższy czas, topiąc płynące godziny dnia wolnego w rozplanowywaniu dalszych posunięć. Mógł zabrać jakąś uroczą gryfonkę do kawiarni, oczywiście. Nawet już zbajerował jedną na tyle, że jękiem nieukrywanego zawodu odpowiedziała na jego pożegnanie prze wyjściu z Hogwartu i raźne odmaszerowanie w swoją stronę. Od kilku dni czuł nerwowe napięcie w związku z płcią przeciwną, przez co ochota na flirt i rozkochiwanie w sobie młodszych, radosnych dzierlatek przechodziła mu jak ręką odjął. Nie wiedział, czy to przez fakt, iż największy frajer z jego rocznika znalazł sobie stałą (na chwilę obecną) partnerkę, czy może wręcz odwrotnie – że on swoją stracił jakiś czas temu.
Zakamuflowany słabej jakości zaklęciem postarzającym wyżydził od oberżysty najmniejszy kawałek jakiegoś wątpliwego pochodzenia mięsa i ognistej. Koniec końców w jakimś tam stopniu był jednak mężczyzną i chciał sobie dogodzić czymś bardziej męskim od kanapki i soku dyniowego. Przetarł opuszkiem kciuka kącik ust, zbierając z niego ściekającą zawartość wyciśniętego spomiędzy włókien mięsiwa masła i sosu. Oblizał palec, rozglądając się dyskretnie, czy aby nie jest obserwowany nazbyt zainteresowanym wzrokiem, ale ku wielkiej uldze (i jednocześnie poirytowaniu) mało kto zwracał na niego jakąkolwiek uwagę poza barmanem, który raz po raz łypał niełaskawie ślepiem, oceniając prawdopodobieństwo zrobienia go w balona przez byle ucznia.
Brak atencji najwyraźniej powodowany był tym, iż poza Hugo, jegomościem w czarnym kapturze, czarownicą z trzema pypciami wielkości wiśni na nosie i psem rasy skundlony komondor nie było w lokalu ani żywej duszy. Taką sobie widownię półwil znalazł. Dlatego właśnie wejście Gieny wzbudziło pewien rodzaj poruszenia charakterystyczny dla małych miejscowości nawiedzanych przez nowość z wielkiego miasta. Hugo ostentacyjnie upił ciężki łyk ognistej, skrzywił się jak mały chochlik nad wyjątkowo wredną psotą, przetarł twarz rękawem do sucha i wyprostował się jak struna, przydając sobie jak najbardziej neutralny wyraz twarzy.
Nie może się przecież nie udać. Powiększył grono odbiorców, powiększyć może i wyznawców. Wystarczy, ze Bułhakow zwróci spojrzenie ku narożnikowi ze stolikiem, a wszystko powinno potoczyć się już z górki. Był jak zapalnik.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sro 13 Sty 2016, 23:58

Bułhakow rzadko kiedy zwracał uwagę na innych. Równie rzadko szukał w otoczeniu kogoś, kto mógłby go zainteresować. Zazwyczaj nie musiał tego robić, bo choć do najprzystojniejszych i przyjemnych z wyglądu nie należał, duża część ludzi po prostu do niego lgnęła. Ostatnimi czasy coraz rzadziej, strzelał, iż było to wynikiem jego... Lekko mówiąc, drobnego zaniedbania. Czemu doprowadził się do stanu, w ktorym trzydniowy zarost już dawno nie był trzydniowy, a podkrążone oczy zdawały się widzieć jedynie szarość życia? Czy to już był kryzys wieku średniego? Miał szczerą nadzieję, że nie. Chciał być jeszcze przez jakiś czas młody. Sprawny i skory do zabawy. Móc spędzać chwile tak, jak kiedyś - w Rosji. Wiedział jednak, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Z przerażeniem odkrywał, że bez rudowłosej czupryny przy boku po prostu nie potrafił czerpać tyle samo radości z tych wszystkich okropieństw, jakie do tej pory robił ze swoją jedyną bratnią duszą.
Giena zawsze wiedział, że nie jest zdolny do miłości. A mimo to, własnie ona, o dziwo - kobieta, zdobyła tę część jego, która była bardzo istotna. Która określała większość jego ja. A teraz nie było jej, nie było jego. Nie było już niczego. Ani domu rodzinnego, ani wszystkich znajomych z pobliskiej wsi. N i k o g o.
Właśnie dlatego Jewgienij regularnie zalewał się w trupa. Teraz też, wchodząc do tego baru był już po pierwszych procentach i nie miał zamiaru z niego wychodzić, dopóki się nie upije. Pierwsza szklanka whisky opróżniana była powoli. Jakby jeszcze delektował się smakiem trunku, jakby jeszcze wmawiał sobie, że nie chce wlać w siebie kilkunastu takich szklanek duszkiem. I pewnie siedziałby tak, wpatrzony w szkło, gdyby nie poczuł na sobie spojrzenia.
Wcześniej nie rozejrzał się po pomieszczeniu, dlatego też zrobił to dopiero teraz. Z początku nie ujrzał nikogo wyjątkowego, omal znudzony nie powrócił do wpatrywania się w złocistą taflę napoju. Wtedy jednak dostrzegł jego - młodego, choć sam nie umiał określić ile miał konkretnie lat, nie brzydkiego chłopca siedzącego przy ścianie. Zawiesił na nim spojrzenie i... oceniał. Zawsze to robił, zawsze dopasowywał ich wszystkich do pewnych kryteriów. Choć teraz miał problem - z jednej strony nie wiedział, co mogłoby go w nim urzec, a z drugiej to coś właśnie to zrobiło.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 14 Sty 2016, 00:49

Ha! Tym „czymś”, co właśnie waliło taranem w gienowe poczucie estetyki, niewątpliwie była niebagatelna uroda, zjawiskowe uczesanie, pewność siebie i niezaprzeczalna skromność krukona. Och, och, wszakże mówimy tu o samym Toddzie, wizualnym uosobieniu najlepszych cech ludzkich. Wila część jego jestestwa odtańczyła pijaną sambę gdzieś we wnętrznościach, dając Hugo poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Matczyne czary zadziałały i wcale nie był do nich potrzebny żaden śmieszny kijek, czy siła woli. Wystarczyło to że był i od razu wszystko działo się tak, jak dziać się powinno.
Odetchnął trzy razy OCZYWIŚCIE wpatrując się we wszystko inne niż Giena, OCZYWIŚCIE mimo to kątem oka obserwując, czy ten nie spuszcza z niego wzroku i OCZYWIŚCIE robiąc wszystko, by temu zapobiec. Prężył się jak kot przed atakiem, a mimo to starał się wyglądać na tyle naturalnie, na ile pozwalała mu na to pozycja i okoliczności. Nie mając co zrobić z twarzą zwarł się w sobie, ziewnął krótko i przeczesał dłonią palce w stylu kreskówkowych luzaków. Włosy opadły na wcześniej zajęte, strategiczne pozycje, a sam Hugo raczej niczego sobie tym gestem nie dodał poza… Prezencją? Schwycił szklanicę z resztkami ognistej, zbliżył ją do twarzy i upił jeden maleńki płyn parzącego gardło wywaru. Całe pokłady gromadzonej woli przeznaczył na nieskrzywienie się po tym czynie, ale chyba mu się to opłaciło.
Równie dobrze mógłby poklepać oparcie ławy obok, jednak proste, nieskomplikowane gesty o klarownym przekazie nie były jego mocną stroną.
Co było na plus? Czarownica ze śliwkowymi pypciami zahaczyła o niego sowim, zgniłożółtym spojrzeniem. Jej twarz na ułamek sekundy rozjaśniła się i nawet mogła wydawać się piękna, jednak złudzenie minęło jak dobry sen o poranku. Nadal siedziała pod postacią zgrzybiałej baby z zakłaczonym psem przy udzie.
Ale patrzyła. Patrzyła niby mimochodem, a ego Hugo rosło i rosło. Lubił jak się go obserwowało. Był zwierzakiem wystawowym i wcale nie przeszkadzało mu bycie pod ostrzałem ocen i oczekiwań. Nie jego wina, że mamusia zostawiła mu w spadku coś więcej poza mało męskimi oczami.
„No chodźże, gburze zgrzybiały. Na gacie Merlina, wrośniesz w kamień Ty i te Twoje cholerne buty.” – Mimowolnie rozjuszył się faktem, że jeszcze nikt nie siedział nad nim i nie obsypywał go komplementami. Szklanka była prawie pusta, a szkoda.~
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 14 Sty 2016, 23:12

Był już na to wszystko za stary. Ostatnio coraz częściej takie myśli pojawiały się w jego głowie i biedny Jewgienij starał się z nimi walczyć, jak tylko się dało. Właśnie dlatego postanowił wreszcie się odprężyć i trafił tu, gdzie jego oczom ukazała się sylwetka młodego Todda, który - jakby nie było - zainteresował Bułhakowa swoją osobą. Giena jednak nie był typowym, napalonym chłopaczkiem, miał za sobą już trochę lat i całkiem spory bagaż doświadczeń na karku. I tylko to tak naprawdę sprawiło, że przez cały czas siedział w miejscu, jedynie wpatrując się w młodego chłopaka, którego zachowanie wywołało na jego twarzy uśmiech.
Dobrze wiedział, że również był obserwowany. Jeszcze bardziej pewny był tego, że siedzący na drugim końcu sali chłopaczyna tylko czeka na jego reakcję, że potrzebuje uwagi. I część niej właśnie mu dawał. Nie spoglądał kątem oka, ukradkiem. Patrzył wprost na jego twarz, zjeżdżając z niej coraz niżej i oceniając sylwetkę. W ręku cały czas trzymał szklankę whisky i powoli przybliżał ją sobie do ust, by niedługo potem umoczyć je w trunku.
Wtedy też, odwrócił się ponownie do baru. O nie, nie da młodzikowi aż tyle uwagi, tyle satysfakcji! Wpatrując się w barmana nie mógł powstrzymać się od cichego, bardzo naturalnie brzmiącego śmiechu. Kiedyś, dawno temu nie lubił takich typów. Sam chciał uwagi wszystkich, chciał być podziwiany i na swój sposób... Był właśnie bardzo podobny do tych wszystkich narcystycznych dzieci, żeby nie powiedzieć, że był właściwie taki sam jak oni. Wtedy tacy byli więc jego rywalami, a teraz? Teraz Jewgienij patrząc na młodego Todda czuł odrobinę nostalgii, a jego pewność siebie mu się nawet podobała.
Przez dłuższą chwilę siedział więc, odwrócony do niego plecami i kończył picie whisky. Kiedy to nastąpiło, zamówił dwie kolejne szklanki i podchodząc zdecydowanym, nie za szybkim i nie za wolnym, krokiem właśnie do stolika Hugo.
Szklanki wylądowały na stole, podczas gdy sam Giena rozsiadł się na przeciwko młodzika i przez chwilę po prostu milczał. Obserwował go uważnie, zdecydowanie zbyt nachalnie.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Czw 14 Sty 2016, 23:36

O nie. O nieee. O. Na. Niewyprane. Gacie. Merlina. NIE.
Jeżeli ktoś już odwraca się do Todda plecami, jest albo niepoważny, albo ma za dużo kobiecego pierwiastka w sobie. Z dwojga złego Hugo wolał nie zgadywać, czy w spodniach Bułhakowa kryje się aby łono zdatne do rodzenia zdrowych synów, więc rozjuszony jego intencjonalną bezczelnością zacisnął dłonie na naczyniu i aż zdziwił się, że nie pękło pod naporem.
A tak… Nie ma mułów jak pierwszy lepszy dryblas z Zakazanego Nokturnu.
No cóż, zadowalając się efektem zirytowania we własnej wyobraźni, odstawił szklanicę może za szybko i pochopnie, powodując, że po lokalu rozszedł się niespokojny, lekko zbyt głośny stukot szkła o drewno. Nie mogło to ujść uwadze Gieny, za co krukon w duchu przeklął sam siebie i pięć pokoleń wstecz od strony matki. Stop, musi zachować fason. Wszystko zgarnąć raz jeszcze w pewny uścisk samokontroli i opanowania, przemielić przez trzeźwe myślenie i na ostatek wypluć jak ostatniego rodzynka z garści bakalii. Nachmurzony wciąż wyglądał zjawiskowo, dlatego nie rozumiał, dlaczego jeszcze nikt nie postanowił przy nim usiąść.
Nie, żeby były lepsze lokale na tego typu gierki… Trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczki.
A gdy już udało mu się odetchnąć i spuścić nieco pary z siebie, dopiero zauważył, że pod nos podsuwana mu jest kolejna szklanka, a obiekt jego niedawnego pokazu umiejętności aktorskich godnych Oskara właśnie zajmuje miejsce naprzeciw. Hugo odkaszlnął ukradkiem i spróbował nadać swojemu głosowi ton jak najbardziej poważny i „dorosły”.
- Ekhem, tak, to miejsce jest wolne. Tak, na nikogo nie czekam. Nie, nie odmówię.
Cóż, polizane – zaklepane, toteż w myśl tej światłej zasady Hugo upił zdecydowanie za duży łyk ognistej i przetarł wierzchem palca wskazującego drugiej ręki kropelkę z kącika. Kaszl, kaszl, kaszl. Zachciało mu się płakać. Powinien testować na sobie więcej eliksirów na bazie alkoholu. Rozpromieniał jak Skłodowska-Curie i oparł się wygodniej o ławę, mierząc przeciwnika spojrzeniem głodnej kobry. Nachalność? A co to znaczy?
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Pią 15 Sty 2016, 00:18

Dokładnie takiego rozwoju sytuacji oczekiwał. Znał te wszystkie gierki, zagrywki i próby zwrócenia na siebie uwagi. Był też sobą, więc nie mogło się obejść bez zagrywki psychologicznej, chwili męczenia. Jak to mawiał, kontrola nad sytuacją była zawsze najważniejsza i tego trzymał się zawsze. Chłopak mógł myśleć, że wie, co robi i w jaki sposób zwrócić na siebie uwagę. Temu Giena nie mógł zaprzeczyć, sam nie wiedział, co ciągnęło go do, jak mu się wydawało, zwykłego uczniaka.
Stukot szklanki o drewno oczywiście doszedł do jego uszu i Bułhakow nie był wstanie ukryć rozbawienia. Zachowanie chłopaka wydawało mu się komiczne, na swój sposób urocze (co nie do końca podchodziło pod jego gusta) i przede wszystkim zdradzało mu jedno - znalazł bardzo chętną duszyczkę, którą miał zamiar jeszcze przez chwilę po oceniać. Kto wie, czy już niebawem Hugo Todd nie trafi na listę ofiar Jewgienija?
Siadając naprzeciwko niego zastanawiał się, z jakim rodzajem reakcji się spotka. Ten wskazany był numerem dwa. Zaśmiał się więc i przykładając sobie szklankę do ust obserwował każdy ruch chłopaka i wsłuchiwał się w podrabiany głos. Cały czas jednak udawał, że wcale tego nie słyszy, że dał się zwieść i myśli, że ma do czynienia ze zdecydowanie starszym osobnikiem.
- A jakże. - Powiedział swoim zwykłym, odrobinę znudzonym i obojętnym głosem, choć drobny błysk w oku zupełnie mu przeczył. Nie wątpił, że chłopak przyjmie jego towarzystwo i trunek. Poprawił sobie okulary i jeszcze prze chwilę patrzył na zmagania młodzika z ognistą i walczył ze sobą, by nie roześmiać mu się w twarz.
- Masz jakieś imię? - Zapytał odpowiadając takim samym spojrzeniem.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Pią 15 Sty 2016, 00:48

Imię? Oczywiście, że miał imię… Bardzo męskie w dodatku.
- Alan. Matka woła na mnie Alan. Czasami rzuca jeszcze bardziej wyszukanymi stwierdzeniami, ale nie chcę razić uszu nieodpowiednim słownictwem.
Wpadł w naturalny ton zupełnie nieświadomie, przeskakując bezczelnie z kłamstwa na kłamstwo. Swoją drogą… Czy to aby nie zbliżało się niebezpiecznie do typowego podrywu? Pan stawia pani drinka, rozmawiają, potem… Wróć, o czym Ty w ogóle myślisz, Todd?
Odstawił szklankę, katem oka dostrzegając, że w jego kierunku odwraca się wcześniej wspomniana czarownica. Tym razem nie dostrzegał jej wzroku, jednak wiedział, że kieruje go na jego wyciągniętą na ławie sylwetkę. Przez kark przeszedł mu ciepły dreszcz podekscytowania. Zwilżył wargi, uśmiechając się kącikiem ust.
- Ty, zgaduję, zza wschodniej granicy lądu, prawda? Słyszałem raz podobny akcent… Ukrainiec, czy inny Polak. Zatem imię pewnie też odpowiada tamtejszym standardom. Oświecisz mnie?
Przewrócił szklankę miękkim ruchem i pchnął jednym palcem w taki sposób, że potoczyła się prosto w kierunku Jewgienija. Taki specjalny sposób odbijania konwersacyjnej piłeczki – hałaśliwie i w odpowiednim stylu.
- Nie chcę rzucać stereotypami, ponieważ nie wyglądasz mi na typ Ivana, czy jakiegoś tam Vladymira.
Nie przeszli przez etap „panowania” sobie wzajemnie, co było stosunkowo awkward względem doświadczeń Hugo, ale tak jak z mówieniem o sobie, przeszedł z tym do porządku dziennego. Naturalnie, z wrodzonym wdziękiem. Niemęsko, pod stołem, założył nogę na nogę i kiwał nią lekko jak podekscytowany kot puchatą kitą.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sob 16 Sty 2016, 13:35

Giena naprawdę musiał walczyć ze sobą, żeby się nie roześmiać. Cała ta sytuacja była dla niego po prostu komiczna. Młody, na pewno młodszy niż się wydawał, chłopiec pragnący uwagi w tak obskurnej spelunie, jak Gospoda po Świńskim Łbem. Sam fakt, że wybrał właśnie to miejsce źle świadczyło o jego instynkcie samozachowawczym, a to, że za obiekt ukrytych spojrzeń wybrał sobie właśnie Jewgienija... Cóż, nie wróżyło chłopaczynie niczego dobrego. Sam Bułhakow nie narzekał, w takich sytuacjach zawsze korzystał i brał, co dawał mu los. Po prostu zastanawiał się, czy to młodość czy po prostu głupota kierowała ruchami młodzieńca, który siedział na przeciwko niego.
- Alan. - Zaśmiał się. Nie był może mistrzem w zgadywaniu czy ktoś kłamie (no dobrze, był), ale imię zabrzmiało na wymyślone od razu - nie musiał do tego nawet używać legilimencji. Z resztą, po co miałby to robić tu i teraz? Więcej zabawy było w konkurowaniu na kłamstwa. A ich Giena mógł mieć w zanadrzu całkiem sporo. W końcu bycie homoseksualistą wymagało pewnego rodzaju... plastyczności. Gra pozorów i przyjmowanie masek były całkiem ciekawą zabawą.
- Dokładniej mówiąc, Rosjanin. - Zaśmiał się i po raz kolejny umoczył usta w alkoholu, którego ilość zmniejszała się praktycznie co chwilę. Niebawem opróżni kolejną szklankę, a nie był nawet na starcie, jeżeli chodzi o jego styl picia. I o mało nie udławił się przy kolejnej wypowiedzi Alana. Vladymir? No co ty. Powstrzymał salwę śmiechu, jedynie uśmiechając się do niego lekko. Choć nie był to jego uśmiech popisowy, ten,przed którym każdy po prostu ucieka, nadal nie należał do najprzyjemniejszych.
- To bardzo zabawne chłopcze, bo właśnie... - Odstawił szklankę na stół. - Mam na imię Vladimir. - Przez chwilę jeszcze milczał, jakby się zastanawiał. Ha, miał tego dnia wisielczy humor, więc czemu by tego nie zrobić?
- Vladimir Bułhakow. - Umierał wewnętrznie ze śmiechu. Czy właśnie podszył się pod własnego ojca? Czy właśnie zamierza podrywać tego młodzika z kamiennym wyrazem twarzy, a jednocześnie słuchać, jak ten nazywa go Vladimirem? Och Giena, starzejesz się. Już nawet żarty masz żałosne.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Sob 16 Sty 2016, 14:20

O kurczęce udko…
Vladimir Bułhakow? Samo z siebie brzmiało to trochę jak zgrzyt ciężkiego wieka kamiennej trumny. Hugo nie wiedział, czy to pustawy ton wypowiedzi, czy też sam oddźwięk zlepku przypadkowych liter postawił mu włoski na rękach, ale zjeżył się jak kot w obliczu nagabywań poltergeista. Przełknął ślinę i skamieniał na ułamek sekundy, dopiero po czasie uświadamiając sobie groteskę własnej wypowiedzi w stosunku do stanu „faktycznego”.
- O popatrz… A mogłem zgadywać za kolejną szklankę. Szkoda, szkoda…
Potoczył, zupełnie niemęsko (ale kij tam) opuszkiem po okręgu szklanego wylewu, głęboko namyślając się nad kolejnymi słowami, kiedy ni stąd ni z owąd naszło go olśnienie. No tak, Vlad miał mu przecież pomóc zdobyć atencję, wszystko szło w jak najlepszym kierunku, po co więc z tego rezygnować na rzecz krótkiego, płonnego flirtu? Bułhakow nie był piękną kobietą, którą Hugo mógłby zbajerować i zabrać gdzieś w ustronne miejsce, by wśród poduch i śpiewu atłasowych majtek uczyć ją poprawnej artykulacji podstawowych dźwięków. Krukon nie przewidywał zatem, by jakiekolwiek konsekwencje mogły wyniknąć ze zbytniego spoufalania się poza… Dobrymi wspomnieniami.
Odchylił się, wyglądając zza mężczyzny i ukradkiem zlustrował uważnym wzrokiem pomieszczenie. Czarownica wciąż udawała że nie patrzy, ale także wciąż trzymała nienaturalny wręcz skręt szyi w próbach uwidzenia wszystkiego. Do pełni szczęścia brakowało mu jeszcze czarodzieja w czarnej szacie, który siedział tyłem do wszystkich i najwyraźniej miał głęboko w poważaniu wszystko, co się dookoła niego działo. Szkoda, szkoda, trzeba go jakoś skutecznie nawrócić na dobrą drogę.
-A więc, Vladimirze Bułhakow… Sprowadzają Cię tu zapewne, które zupełnie mnie nie interesują, za to ciekaw jestem, czy w ramach męskiej komitywy - Tu obciągnął sweter i poprawił okulary na nosie. – nie byłbyś w stanie zamówić mi piwa. Oczywiście zapłacę.
Stolik ustawiony był w taki sposób pomiędzy drewnianą, brudną pergolą i kamienną ścianą, że by przecisnąć się do baru, Hugo musiałby się całkiem mocno przytulić biodrami do ramienia Bułhakowa i prześlizgnąć spodniami po wątpliwej czystości kamieniu. Vlad musiał być świadomy, w końcu „przesłaniał mu cały świat” swoim starym cielskiem.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 17 Sty 2016, 00:02

Samo zestawienie tych dwóch, wydawało się, nic nie znaczących słów wywoływało ciarki na ciałach wielu ludzi. Vladimir Bułhakow był prawdziwym potworem, który rządził żelazną ręką nie tylko w swojej rodzinie, ale i pracy. Czy miał przyjaciół? Giena zaśmiałby się każdemu, kto zadałby to pytanie prosto w twarz i odszedł nawet nie odpowiadając. Jego ojciec miał pracowników, sługusów. Kontakty, które wykorzystywał to po prostu bardzo przestraszeni ludzie. Ewentualnie tak samo źli, jak on sam.
Jakie więc miejsce zajmował w tym wszystkim Jewgienij? Ach, od małego szkolony był na klona ojca. Tak samo uczony był zimnego podejścia do życia, bezwzględności i silnej ręki. I, można rzecz, taki właśnie był. Równie przerażający jak stary Vlad. A mimo to, nadal się go bał. Nadal na samą myśl o nim robiło mu się słabo. Chociaż teraz, musiał to przyznać, było mu całkiem zabawnie. Stary Bułhakow, który wywalił go z domu za szemrane upodobania nawet nie wiedział, jak dobrze teraz Giena się bawił.
- Z pewnością byłbyś o szklankę do przodu. - Zaśmiał się. Obaj kłamali, choć Giena - o dziwo - mniej. Mimo to, cały czas obserwował chłopaka. Nie tylko dlatego, że było w nim to coś, co kazało mu się na niego gapić. Co kazało mu go pożerać wzrokiem i wyobrażać sobie masę rzeczy. Nie, Giena po prostu chciał wiedzieć, gdyby coś było nie tak. Mimo dwóch szklanej whisky za sobą, a także wielkiej pewności siebie, bijącej od niego wręcz na kilometr, nadal miał głowę na karku. Najmniejszy znak, a jego w mgnieniu oka już tu nie będzie.
Sam nie wiedział, kiedy nauczył się wyłapywać w tłumie takich jak on. Kiedy zaczynał zauważać, że tego mężczyznę może zacząć podrywać, a z tym obok lepiej nawet nie rozmawiać. Teraz, kiedy siedział naprzeciwko Alana wiedział, że to typ, którego mógłby próbować uwieść. Tylko czy tego chciał? Był owszem młody, wydawało się, że nawet chętny, ale czy takiego chłopca pragnął? Cóż - to nie miało znaczenia. Jeżeli będzie chciał, to będzie go miał.
- Tylko piwo? - Uśmiechnął się poprawiając sobie kołnierz koszuli i patrząc, jak Todd obciąga sweter. Ach, mógł się spodziewać, że ma do czynienia z tak młodą osobą. Chociaż... Czy piwa w tym kraju nie mogli pić siedemnastolatkowie? Czy w takim razie siedzący na przeciwko niego chłopaczyna był jeszcze młodszy? No proszę.
Bułhakowowie chyba mieli jakąś słabość do szesnastolatków, bo Giena bez słowa wstał i machnął na niego ręką.
- Chodź, wybierzesz coś sobie. - Odstawił szklankę na stolik i ruszył w stronę baru, wcześniej czekając na reakcję Hugo.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 17 Sty 2016, 15:23

Hugo poczuł się jak czterolatek na zakupach z mamą. Protekcjonalny ton mężczyzny, jego spojrzenie „łaskawcy” i kiwanie ręką jak na posłusznego psa do bólu przypominały wszelkie elementy potrzebne do złożenia puzzli pt. „szczęśliwa rodzinka”. Zupełnie, jakby grzeczny dzieciak czymś niemożebnie głupiutkim, a przez to uroczym zasłużył sobie na nagrodę w postaci ulubionego łakocia. I chociaż był zapewne jedyną osobą w lokalu, pod sklepieniem czaszki której skłębiły się podobne skojarzenia, w Hugo coś pękło, coś się rozsypało. Najeżył się i zeźlił, chociaż w ogólnym rozrachunku Bułhakow jedynie stosował się do wskazówek ukrytych w jego słowach. Przybrał postawę psa, któremu jakiś łachudra próbuje dobrać się do miski. Ton jego głosu oziębł, zaś motoryka płynnie przeszła w nonszalancką pewność siebie osoby, która nie chce słuchać – i nie będzie.
Tym razem to on kiwnął ręką w bliżej niesprecyzowanym kierunku, oparł się wygodnie o ławę, przybrał uśmieszek z rodzaju tych, które zdają się mówić „wiem, że chcesz spojrzeć mi na tyłek, ale sorry kolego – tu mi wygodnie, więc jeszcze chwilę zamierzam posiedzieć” i powiedział:
- Zrobię teraz coś szalonego, ale… Zaufam Twojemu wyborowi. Vladimirze, przynieś coś, co mnie zadowoli, a jednocześnie nie przeciąży mojej sakiewki. Mam przy sobie jeszcze jedynie 8 galeonów.
Zerknął tylko przelotnie na to, jak Bułhakow podnosi swoje szacowne cielsko i oddala się na stosowną odległość. Mężczyzna nic nieznaczącym gestem nieumyślnie (a może bardzo naumyślnie) rozstroił go do tego stopnia, że musiał dać sobie zimną wodą po twarzy. Oczyma wyobraźni widział siebie z czerwonym, zagniewanym głupotą licem i nie dawało mu to spokoju. Pod względem wyglądu był przecież perfekcjonistą. Musiał dbać o jedyną rzecz, którą w życiu miał za darmo i bez większych starań. Dlatego właśnie przemknął między stolikiem a łatą niczym cień, jak zwinny wąż prześlizgnął się pomiędzy teraz spacerującym psem, a pustą, ceramiczną donicą, po czym, ciągle kontrolnie zerkając na to, czy pomimo wszystkiego jest wciąż w centrum uwagi, zniknął w męskiej toalecie.
Co tu dużo mówić – trzeba sobie zrobić miejsce w pęcherzu i przypudrować napufany nosek przed kolejną konfrontacją.
avatar
Nauczyciel OPCM, Głowa Rodziny Bułhakow

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: Olcha, włókno ze smoczego serca, 10¼ cala, mało giętka. Barwiona na czarno, nieco przetarta, z wyrzeźbionymi na rękojeści liśćmi drzewa, z którego została wykonana.
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Szkolne: Bombarda, Enervate, Finite, Flippendo, Incendio, Lumos, Lumos Maxima, Mobilicorpus, Nox, Periculum, Protego, Reducto, Sad Infer, Vad Infer, Wingardium Leviosa | Łatwe: Anesthesia, Bracium Emendo, Chłoszczyść, Delens Vestigium, Erecto, Extiguetor Ignis, Funemite, Impervius, Leviora, Rennervate, Siccum, Sollicus, Suspenorius, Vipera Evanesca, Zaklęcie Czterech Stron Świata (Wskaż mi) | Trudne: Acis Missile, Fiendfyre, Invivenerum, Non confringetur, Obliviate, Protego Horribilis, Purpura Flamma, Sectumsempra, Stimulus Meledictionem, Szatańska Pożoga, Tardis | Niewybaczalne: Avada Kedavra, Cruciatus | Specjalne: Solvite
OPIS POSTACI: Jewgienij jest wysokim, mierzącym prawie 190cm mężczyzną. Nie należy do tych najlepiej zbudowanych, wręcz przeciwnie - jest tym typem, na którym wszystkie ubrania wiszą i ludzie nie raz dziwią się, jak można być tak chudym. Nie znaczy to jednak, że jest chucherkiem, lata treningów zaowocowały całkiem solidną warstwą mięśniową i choć z kulturystą nie miałby szans, jest przygotowany do powalenia kogoś swojej postury. Na ciele ma wiele blizn, jedne są starsze i pochodzą z dzieciństwa, kiedy to zbierał lanie za występki nie godne dziedzica. Te nowsze są natomiast pamiątkami po eskapadach, mordobiciach i różnego rodzaju balangach, w których już nie tak młody Bułhakow zdawał się brać udział. Ciemne, ścięte na krótko włosy i kilku dniowy zarost to cechy charakterystyczne. Podobnie jak ciemne, odrobinę puste oczy, w których widać przede wszystkim pokłady nienawiści i agresji. Jewgienij zdecydowanie nie należy do najprzystojniejszych mężczyzn jacy chodzili po ziemi, jest zwyczajnie przeciętny. Stara ubierać się elegancko, w koszule, marynarki i spodnie z kantem. Zazwyczaj mu się to udaje, oczywiście o ile nie jest aktualnie na dniu piętnastym ciągłego picia na umór. W takich przypadkach przestaje zwracać uwagę na szczegóły pokroju prasowania, czy nawet prania rzeczy. Często można spotkać go z okularami na nosie, które od pewnego czasu są mu po prostu potrzebne. Kiedyś nosił je, gdy chciał wyglądać na inteligentnego, teraz nie ma wyboru, jeżeli chce się czemuś dobrze przyjrzeć. Jak na ponad czterdziestoletniego mężczyznę przystało, ma pierwsze zmarszczki pojawiające się wokół oczu i skórę, która nosi ślady starzenia się. Nie są mu obce także wszechobecne piegi, którymi tak naprawdę nigdy się nie przejmował.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t212-zwierzeta-jewgienija http://mortis.forumpolish.com/t327-zapiski-jewgienija#411 http://mortis.forumpolish.com/t211-skrytka-nr-960
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Nie 17 Sty 2016, 22:05

Giena sam nie wiedział, czemu cała ta sytuacja tak bardzo go bawiła. Owszem, z natury lubił się pastwić nad ludźmi i wychodziło mu to po prostu naturalnie. Z początku nie spodziewał się, że rozmówca będzie aż tak młody, więc kiedy zaczynało docierać do niego z kim rozmawia, po prostu czuł rozbawienie. Nigdy nie narzekał, gdy nieletni wchodzili mu w drogę. Gdy młodzi, ale chętni chłopcy robili wszystko, by tylko zwrócił na nich uwagę. Podobnie było teraz, choć odkąd Vakel zaczął uczyć w szkole trochę dziwnie się czuł wiedząc, że może posuwać któregoś z jego uczniów. W ostatecznym rozrachunku nie było to jednak czynnikiem decydującym, dlatego nadal zdarzały mu się perypetie z nastolatkami, choć powinien był ich zaprzestać już jakiś czas temu. Czterdzieści lat na karku powinno zobowiązywać. On jednak nadal pod wieloma względami przypominał wyrośniętego chłopca, nie dorosłego mężczyznę.
Wyraz twarzy Hugo rozbawił go jeszcze bardziej. Wiedział, że ma do czynienia z tak naprawdę jeszcze dzieckiem i już sam nie wiedział, jak się zachować. Machnął ręką, użył takiego samego tonu jak w przypadku każdego szczyla spotkanego na drodze i... Nawet tego nie zauważył. Stanął więc na przeciwko chłopaka, wsadził dłonie w kieszenie i po prostu go wysłuchał. Kiwnął głową na znak, że rozumie i udał się w stronę baru starając się nie popłakać ze śmiechu. Przy okazji rozejrzał się po gospodzie, upewniając się w tym, że byli obserwowani. Lubił to, owszem, gdy ludzie się na niego patrzyli. Wiedział jednak, że powinien tego unikać, ja ognia. By zachować anonimowość i bezpieczeństwo musiał pozostać nierozpoznawalny. A jak widać towarzystwo młodego Alana działa zupełnie odwrotnie.
Podszedł do baru, spojrzał na menu i zaśmiał się sam do siebie. To, co ujrzał na spisie napojów sprawiło, że nie mógł się powstrzymać i po prostu to zamówił. Chwilę później wracał więc do stolika z dwiema szklankami. Jedną, wypełnioną kolejną porcją ognistej postawił przed sobą. Drugą ułożył na stoliku od strony siedzenia, które zajmował Todd. Czerwona ciecz musowała w niej przez cały czas, a Giena zastanawiał się, jak jego towarzysz zareaguje na oranżadę. W końcu dzieciom nie powinno pozwalać się na większe szaleństwa, prawda?
Zajął swoje miejsce i popijając trunek czekał na powrót chłopaczka.


I have a conscience. It’s just... more selective.
***

avatar
Rocznik VI

Dodatkowe informacje biograficzne
AKTUALNIE POSIADANA RÓŻDŻKA: 10 i 3/4 cala, średnio sztywna, rdzeń z kła widłowęża, drzewo hikory
OPANOWANE ZAKLĘCIA: Enervate, Episkey, Bąblogłowy, Protego, Riddiculus, Accio, Alohomora, Lumos, Sollicitus, Expulso, Levicorpus, Oblivate, Nox
OPIS POSTACI: Przez pierwsze pięć lat swojego życia był małym księciem. Pupilkiem ojca, macochy, rozlicznych ciotek, babek i piątych wód po kisielu - siostrzenic ciotecznych brata od strony szwagra dziadka. Dopieszczany zarówno delikatnym dotykiem, jak i czułym słowem, słodkim ciastkiem, czy odległymi obietnicami. Pęczniał w swoim małym dostatku jak drożdżowy placek w ciepełku. Dostawał prezenty, ochuchiwany był ochami i achami, każdy jego ruch rączką, czy mielenie gryzaka zalążkami ząbków spotykało się z wielkim poruszeniem. Chociaż nieświadomie, powoli przyzwyczajał się do tego stanu i nie przewidywał, by cokolwiek miało się zmieniać. Wszak był rozkoszny, dziecięco pucołowaty, pocieszny i śliczniutki – w ogóle nie przypominał mężczyzny, którym powinien się stać po osiągnięciu pełnoletności. Szaro-błękitne oczęta odziedziczył po przodkach ze strony matki. Tak samo było z jasną, zdrową cerą i gęstymi złotymi loczkami cherubinka. Śmiało mógłby wtedy pozować Rafaelowi, czy Michałowi Aniołowi. Tak przynajmniej twierdziła lwia część rodziny. Powód specjalnego traktowania? Ojciec na jakiejś wycieczce w interesach skundlił się z ledwo co napotkaną przedstawicielką nieludzkiego rodu. Wszystko zdawało się być jeno krótkotrwałą, chociaż pełną namiętności i ogólnej wesołości przygodą, dopóki nie znalazł pod drzwiami rodzinnego domu kosza z noworodkiem. Trzeba dodać, że noworodkiem płci wybitnie męskiej, co mogło być powodem porzucenia przez matkę. Wile rzadko kiedy tolerują mężczyzn w swym gronie na dłużej. „Udomowione” przedstawicielki co prawda zakładają rodziny, jednak wszechobecne nienawiść i nieporozumienia na tle rasowym przeszkadzają im w pełnej integracji z ludzkim społeczeństwem. Hugo nie okazał się być córką, toteż nie był godzien pozostania przy matczynej piersi. Podepchnięty ojcu, wciśnięty w rodzinny obrazek Mary i Irvinga Toddów, spełniał swój obowiązek jako najmłodsza latorośl wciąż nie mogących się doczekać potomka, niemłodych już partnerów. Nie była to oczywiście łatwa zmiana. Pierw traktowany był ze zrozumiałą wrogością i niepewnością, aczkolwiek jego wielkie, niemowlęce oczka i raczej ciche usposobienie przydały mu akceptacji i powolnej, sukcesywnej asymilacji z każdym odłamem Toddów i pochodnych. Instynkt macierzyński Mary kwitł, chociaż nie ona go rodziła, prawie dumny z pracy swych lędźwi Irving nadał synowi drugie imię po sobie dla zacieśnienia więzi i pokazania, że się do niego przyznaje. Nie czuł się ojcem w pełnym wymiarze, jednak potomek reperował jego poczucie miejsca w społeczeństwie. Nie byli już ostatnimi z okolicy, którzy nie mogli budować podpory rodu na nowych gruntach. Do czasu. Pięć lat później Mary powiła małą, czarnowłosą Shiloh. Dziecko było tak brzydkie, jak tylko mógł być noworodek, jednak dla szczęśliwych rodziców było najpiękniejsze na świecie. Zatrwożony o swoją przyszłość w rodzinie Hugo poczuł się nagle zepchnięty na dalszy tor. Już nie dla niego były koronkowe poduchy podkładane pod pupę. Musiał sobie radzić sam, w końcu był „dużym chłopcem”. Czerwonawe, wiecznie napięte i rozwyte „coś” przesłaniało wszelkie jego dotychczasowe racje. Jadał posiłki, uczył się, przebywał w towarzystwie. Jednak już nie on i jego specyficzna uroda były tematem ochów i achów. Naprzemiennie defekująca i płacząca siostrzyczka tarmoszona była za policzki i całowana w czoło. W końcu była córką TEGO domu, a nie jeno przybłędą. Hugo został zepchnięty na drugi plan. Zmienił się, oczywiście… Z wiekiem gasł, a jego uroda traciła na mocy. Nie kusił jak matka, chociaż nawet jako kilkulatek wciąż mógłby reklamować producentów pasty do zębów dla sławnych i bogatych. Złote loki ciemniały, przechodząc w jasny, ciepły kasztan. Pucołowatość malała, przydając mu z każdym rokiem coraz bardziej chłopięcych rysów twarzy. Ubrany w kiecuszkę nie był już ‘śliczną dziewczynką’ tylko ‘biednym, ślicznym chłopcem, którego ktoś postanowił ośmieszyć’. Jedynie oczy ciągle pozostawały takie same – szaro-błękitne, relatywnie symetryczne, osadzone na tyle głęboko, by nie nadawać mu żabiej aparycji, a na tyle płytko, by nie kojarzyć się z upośledzeniem. Jeszcze kilka lat i śmiało mógłby zacząć mówić o siebie w kategorii ‘przystojnego’. Teraz powstrzymuje język. Nie mówi w towarzystwie tego co mu ślina na język przyniesie, pomny traumatycznych koszmarów wieku dziecięcego. Diagnoza była brutalnie prosta i nie dająca nadziei na odmianę – śmierć łóżeczkowa, nic nie można było zrobić. Jednak właśnie wtedy na światło dzienne wyciągnięte zostały małe brudy z przestrzeni całego roku. Nienawiść brata do siostry, jego grymaszenie na wspólne spędzanie czasu, bicie małej istotki po twarzy za które zbierał tęgie lanie… Wcześniej lekceważone „chcę, żeby sobie poszła”, „niech idzie do dziadka!” (który zmarł kilka miesięcy wcześniej na nieznaną, przykrą chorobę) nabrało nowej mocy. Tragedia rodzinna rozbuchała złe opary nagromadzone w każdym jej członku. Nawet dziś, wciąż młody, przystojny i, co najważniejsze, narcystyczny Hugo nie może się pozbierać po wieloletniej awanturze. On rozdrapywał rany stwierdzeniami, że przecież mogą kochać już tylko jego, za co zamykany był na wiele godzin we własnym pokoju. Nie rozumiał logiki kary – przecież powiedział prawdę i nie zrobił niczego złego. To, że jego uczucia różniły się od rodzicielskiej miłości do utraconego pacholęcia nie docierało do niego żadną drogą. Podjąwszy naukę w Hogwarcie był całkowicie ukontentowany. Oddalił się od ciężkiej atmosfery panującej w domu, a comiesięczne czeki zasilały jego konto. Mógł żyć spokojnie. Dorastać, mężnieć, zmieniać się. Nie wyglądał już jak mały aniołek – przeszkadzało mu w tym nabyte 186 cm wzrostu, niemiłosiernie wystające kości w okolicach bioder i zdecydowanie za długie palce. Zachował jednak posmak wilej krwi w sobie, toteż pomimo braku typowo kobiecego powabu i tak ma naturę podrywacza i odpowiednie ku temu predyspozycje wyglądowe. Całkowity brak rozbudowanej partii mięśniowej poza przepisowe, nadające mu wyprostowanej sylwetki, zakrywa dobrze skrojonymi szatami. Myje się codziennie i goli, by zachować świeżość. Uwydatniona grdyka na chudej szyi co prawda jest mu zadrą w palcu, jednak stara się tego nie eksponować. Wcale nie uważa tego za ‘męskie’. On sam nie jest przecież rozpoznawany przez kategorię owłosionego dryblasa u boku jakiejś powabnej panienki.

Zobacz profil autora http://mortis.forumpolish.com/t344-folwark-zwierzecy-w-liczbie-sztuk-jeden-wlasciciel http://mortis.forumpolish.com/t343-skrytka-numer-666#466
PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  Pon 18 Sty 2016, 01:48

Och Ty niedomyślna ruska niedorajdo.
Hugo był bardzo zawiedziony faktem, iż w łazience nie został napadnięty przez jakiegoś hardo wojującego rozkazami samca o owłosionej mordzie i czterdziestoletnim cielsku. Golnął eliksiru postarzającego z piersiówki i przetarł usta dłonią. Smętnie oddał hołd naturze w upłynnionej postaci, grzecznie umył rączki i w lustrze poprawił swój przecież nienaganny wygląd. Raz jeszcze obciągnął sweter na spodnie, przetarł zwilżonymi dłońmi nogawki w kant i przeczesał palcami zaczesaną ku górze grzywkę. Ojoj, co to za przystojniak strzela oczkiem w kierunku własnego odbicia? Mało brakowało, a pocałowałby sam siebie. Na szczęście w porę obudziło się w nim trzeźwe myślenie i potrzeba ponownego napełnienia pęcherza.
Skontrolował stan uzębienia, świeżość oddechu i równym krokiem wyparadował z łazienki, kierując się w stronę już tarasującego przejście Bułhakova. Ops, pudrowanie noska zajęło chyba więcej czasu niż przewidywał. Cóż, tak się kończą zabawy w czekające księżniczki.
- Wybacz, potrzeba wezwała.
Pierw grzecznie kajając się za brak poszanowania jego sfery intymnej, później przeciskając się pomiędzy Gieną i resztą świata, brnął dzielnie mały Hugo w kierunku wysiedzianego na kształt grubych pośladków miejsca. W pewnej chwili (zupełnie nieumyślnie!) docisnął się biodrami do ramienia mężczyzna, zahaczając uprzednio spodniami o jakiś wystający gwóźdź. Przeprosił, zacisnął usta w wąską kreseczkę i z wytchnieniem ulgi doczłapał się do siedziska.
Ujął szklankę z oranżadą w dłoń i pociągnął zdrowy łyk.
Dopiero w połowie drugiego zorientował się, że Giena zrobił go w konia. Rzucił mu jedno ze swoich niezdecydowanych spojrzeń, a następnie olał sprawę, zupełnie bez zająknięcia przechodząc z napojem bezalkoholowym do porządku dziennego.
- Przejezdny, albo stołujesz się w gorszych spelunach.
Todd bywał w Świńskim trochę zbyt często na grzecznego, wzorowego ucznia. Pomijając upojne chwile w kawiarni, lokal był jednym z jego ulubionych miejsc, przez wzgląd na charakterność klienteli i względne możliwości nielegalnego nabycia czarnomagicznych ingrediencji. Bułhakowa jednak nie widział ani razu.
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Gospoda pod Świńskim Łbem  

Gospoda pod Świńskim Łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Gospoda pod świńskim łbem
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Kirilija

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mortis :: Rozgrywka fabularna :: Hogsmeade :: Dzielnica handlowa-
Skocz do: